Blog > Komentarze do wpisu
o rudej naturze

Spokojnie, jest tak spokojnie. ONy wydaje się być zaniepokojony tym, co się dzieje z Rudą. A co się dzieje? Nic szczególnego. Jest zmęczona i zestresowana. Ciągle odnosi wrażenie, że wie za mało. Boi się tej matury jak diabli. Niby nikt jej głowy nie urwie, jeśli noga jej się powinie [anatomicznie się tyć zrobiło, mimo, że na tapecie u Rudej króluje metabolizm komórki], poza nią samą. Może jest zbyt surowa dla siebie? Może powinna wybrać mniej ambitny kierunek? Sama nie wie, co ma ze sobą zrobić. Marzenia są po to, żeby o nie walczyć. Tylko ten stres...

Mobilizuje się jak może. Znalazła już nawet książki, które hipotetycznie będą jej potrzebne, wie, że będzie musiała się zaopatrzyć w kitle, skalpele, winylowe rękawiczki - bo w latekstowych zemrze na pewno. Siostra załatwia kości zwierząt. Na półce stoi czaszka zwierzęcia znalezionego w okolicach bacówki w Jaworkach, Ruda wnioskuje, że to czerep owczy. Ale kto wie?

 

Monotematyzm aż ze mnie tryska. Albo ONy albo matura i weterynaria. Wybaczcie.

Coraz więcej ma do ONego cierpliwości, a w zasadzie do jego pracy. Nie złości się, że chłop nie odpisuje, bo i tak pewnie zadzwoni wieczorem opowiedzieć, co się działo. I znowu rzuci:

 

- Uczysz się? Znooowu?! Mówisz tak, jakbyś jakąś maturę miała.

 

Narobił sobie zaległości na studiach przez tę robotę, co Rudą strasznie martwi. Praca pracą, pieniądze pieniędzmi, ale z samym tytułem inżyniera daleko nie zajedzie. Trzeba się specjalizować.

 

Nagromadzenie stresogenów, ustawienie przez samą siebie tak wysoko poprzeczki, sprawia, że Ruda wyolbrzymia zupełne pierdoły [chociażby to, że nie zawsze jest "dobranoc" na dobranoc, jeśli wiecie, o co Rudej może chodzić]. Traci zdolność racjonalnego myślenia, oceniania sytuacji. Ma nadzieję, że to się zmieni po maturze. Jeszcze 4 tygodnie i będzie po wszystkim. Później pewnie czekać ją będzie pisanie odwołania, w ramach udowodnienia, że zależy jej na studiowaniu na miłościwym UP. (Pewnie odezwą się zaraz głosy, że skoro nie radzi sobie z maturą, to dlaczego pcha się właśnie tam? Ano odpowiedź jest prosta. Trzeba od siebie wymagać, najwięcej ile się da. Matura sama w sobie nie jest aż takim stresorem, ale fakt zmarnowania roku nie jest ciekawą perspektywą czyż nie? Chociaż... Gdyby chodziło tylko o samą maturę... Ale jak wiecie, nieszczęścia chodzą parami. Są rzeczy, o których się nie mówi, bo są zbyt bolesne, a które odciskają na nas duże piętno. I nie chodzi tu o kwestie natury miłosnej. Z ONym prędzej czy później się ułoży, ale czy ułoży się w domu? Tego Ruda już pewna nie jest. A atmosfera w domu ma duży wpływ na nasze samopoczucie...  Kumulują się te "negatywności", oj kumulują jak DDT w ogniwach łańcucha troficznego. Ale wielkiego bum nie będzie, bo wraca, powoli, optymizm w Rudej.]

 

A kiedy emocje opadają, a Ruda należy do choleryków niestety, o czym ONy doskonale wie i nie raz zabierał ją na spacer, żeby tylko komuś nie powiedziała o kilka słów za duzo, więc kiedy wszystko się uspokaja w Rudej, a krew krąży wolniej, poziom adrenaliny spada etc., wtedy Ruda patrzy na siebie i nie wierzy w to, co przed chwilą zrobiła. Nagle wraca jej trzeźwość umysłu. Taaak. Tego w sobie nie lubi.

 

Ale dziś jest właśnie ten dzień, kiedy mocno wierzymy w swoje zwycięstwo.

 

 

 

Czas wrócić do cyklu Krebsa...

 

 

poniedziałek, 18 kwietnia 2011, raggafaya

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
welatas2
2011/04/18 17:05:03
Cykl Krebsa na maturę?
Wiesz czemu tak się stresujesz? Za daleko wybiegasz myślami w przyszłość, niepotrzebnie wiesz, co Ci trzeba, co kupić, te fartuszki, kitelki... myśl o tym, żeby napisać to, co dasz radę i zrobić to jak najlepiej. Na tym się skup. Nie myśl póki co o studiach. Przemyślałaś, wiesz co chcesz i do tego dążysz, ale małe kroczki, a martwienie się czy się dostaniesz czy nie... Bo do lipca/sierpnia, czy kiedy tam wyniki rekrutacji będziesz mieć (a możliwe przecież, że nawet września), to osiwiejesz.
Carpe diem;)
-
casix
2011/04/18 18:47:18
oo ja też jestem pro vinyl co do rękawiczek :). A po niecałym miesiącu dowiesz się jak rozróżniać czachę owcy od kozy, bo jest kilka szczegółów różniących, chociaż na pierwszy rzut oka wyglądają tak samo. Bosz, osteologia była taaaaka fajna!
-
2011/04/18 19:03:22
nie myśl już o studiach....bo potem możesz ciężko znieść ewentualną porażkę, której pewnie nie będzie, tego Ci życzę....a dobranoc na dobranoc rozumiem:)
-
raggafaya
2011/04/19 07:48:56
@welatas2
Tak, metabolizm nas obowiązuje. Może nie koniecznie wzory bursztynianów, fumaranów i innych, ale to ile cząsteczek NAD+ ulega redukcji etc. Gdzie zachodzi, że potrzebna jest reakcja pomostowa, a pirogronian jest utleniany później w "łańcuchu oddechowym".
Wiem, że może się nie udać. Ale przez całe dwa lata, badziewnego skądinąd, fakultetu bio-chem, byłam przekonywana przez moją zacną, a jakże, i równie pomocną biologiczkę, że nie mam szans dostać się na weterynarię, a moje koleżanki na medycynę i stomatologię. Traktowała nas jak drugą kategorię, bo nie wybrałyśmy typowego biolchemu, a klasę językową. Może i się nie dostanę, ale przynajmniej nie straciłam tylu godzin co ten gloryfikowany biolchem na zajęciach z kobietą, która o maturze ma pojęcie takie jak ja o fizyce kwantowej, która zamiast uczyć pieprzy za przeproszeniem o swoim życiu prywatnym i o tym jacy to my beznadziejni jesteśmy. Teraz przyszedł czas, żebym zaczęła wierzyć w to, że mam szansę, bo zrobiłam wszystko, na co było mnie stać w tym roku, na co pozwoliło mi zdrowie etc.

A takie szperanie i czytanie o swoim marzeniu mnie krzepi. Poznaję ludzi, którzy zostali przyjęci z ostatniej listy, a teraz sobie świetnie radzą.

@casix
a może to koza? Na krowę jest za mała. Hmmm.

@popieprzonezycie
to jest silniejsze ode mnie. wiem, że porażka może boleć, że może być ciężko.
ale to pomaga mi wierzyć, że mam szansę.
-
welatas2
2011/04/19 15:02:41
A, jesli Ci to pomaga to inna sprawa! :)
Czytając o babce z biologii, mam wrażenie, że do tego samego liceum chodziłyśmy, haha:)
Jak jej powiedziałam, że chcę na medycynę, to jej spojrzenie i tekst: ale to się uczyć trzeba...mówiły wszystko. Miałam u niej ledwo 3, matura z biologii to była masakra, zdałam na 80%, podciągnęłam sobie chemią. Dostałam się w trzeciej turze dopiero i... radzę sobie:) na studiach jest inna nauka, inny system, cżłowiek zupełnie inaczej się uczy, i naczej na to patrzy, więc problemem jest tylko dostanie się:)
-
raggafaya
2011/04/19 15:45:37
ja się właśnie boję, że nie uciułam na te 80%.
O chemię boję się mniej, ale biologia mnie przeraża. Nigdy nie wiem, kiedy mogę sobie pozwolić na ogólnik, a kiedy chcą szczegółów... :(

I dzięki raz jeszcze za notkę na blogu.
Tutaj zawartość trzeciej szpaltyNajlepsze Blogi