Blog > Komentarze do wpisu
wredne bydle, czyli o tym jak Ruda pokochała brązowego cielaka

Miłością Rudej od zawsze były krowy, co skrzętnie starała się ukryć, bo miejskie dzieciaki nigdy nie rozumiały i prawdopodobnie nigdy nie będą rozumieć tej fascynacji. Pyszne, gorące mleko od wydojonej przed momentem krowy, na śniadanie biały ser ze śmietaną, domowej roboty masło  - to smaki dzieciństwa Rudej, za którymi cholernie tęskni, a które wiążą się ze wsią kielecką, skąd pochodzi lwia część jej rodziny.

 

Jak wiecie Ruda niechętnie jechała na wesele, ale wiejskie wesela mają to do siebie, że potrafią porwać praktycznie każdego. Znalazł się czynnik, który porwał i
Rudą: przystojni panowie z orkiestry. Na szczególną uwagę zasłużył saksofonista. Można zauważyć pewną niepokojącą prawidłowość, mianowicie Rudą kręcą szczupli bruneci, a im dalej mieszkają, tym mocniej na nią działają. Wiadomym jest też, że panna, która przyszła na wesele bez partnera odpędzać się będzie od mężczyzn jak krowa od wstrętnych much. Jeden z nich wciąż[!] nie odpuszcza i śmiało Ruda mianuje go mianem: natręta roku.

 

W trakcie owego wesela do uszu Rudej doleciała wiadomość o tym, że rodzice pana młodego za moment będą jechać do domu, bo krowa ma się cielić na dniach i trzeba zerkać do niej czy to przypadkiem nie JUŻ. Nie wiem ile znacie kobiet, które porzuciły by tańce na rzecz krwawej rzezi, jaką jest poród. Ruda zna jedną, w tajemnicy wam powie, że wy też ją znacie. I tak o to Ruda w sukience i makijażu wtoczyła się za ciotką do obory, a tam… krowa przywitała je głośnym muknięciem i tyle było z porodu. Wredne bydle nie miało jeszcze najmniejszego zamiaru się cielić. Nad ranem, gdy wszyscy wrócili z zabawy, krowa dalej nie wykazywała chęci rychłego wydania potomka na świat. Rudej przypadło zaszczytne zadanie sprawdzania czy to już czy jeszcze nie. W związku z poprawinami zarządzone zostało, że jeśli się jeszcze nie ocieliła to w poniedziałek zawiezie się ją do weterynarza. Może widmo wstrętnego weterynarza, wiszące złowieszczo nad łbem, podziałało na mućkę trzeźwiąco, bowiem rankiem, w poniedziałek, Ruda dowiedziała się, że cielak już bryka. Nie obyło się oczywiście bez żartobliwego gderania wujka, który zarzucał jej, że krowa rodziła w samotności, a ona, przyszły „weteryniorz” smacznie spała. Na swoje usprawiedliwienie Ruda miała tylko to, że po podwórku biegały cztery psy, a jak wiadomo psy w stadzie zachowują się różnie, a wiejskie burki spędzające całe dnie w kojcac wiodą prym w awanturach ;-).Trzeba jednak przyznać, iż Ruda doskonale wiedziała, że krowa będzie się cielić w nocy. Z poprawin wróciła wcześniej, czego przyczyną było zarówno zmęczenie jak i chęć dezercji przed natrętnym adoratorem, poszła zobaczyć co u bydła, a ciężarna przywitała ją głośnym, żałosnym muczeniem. Intuicja znowu podpowiedziała, że to nie było zwykłe "muuu".

 

znalezione w Internecie

 

Co robiła więc Ruda rankiem w poniedziałek 13tego? Siedziała w oborze i patrzyła, jak brązowa jałówka stawia pierwsze kroki. W związku z tym, że salę weselną trzeba było posprzątać gospodarze zlecili Rudej pilnowanie mućki. Chodziło o usunięcie z zasięgu pyska przeżuwacza wydalonego przez nią łożyska*. Żeby było jasne Ruda nigdy na oczy łożyska nie widziała. Zwrócono jej uwagę, że po zjedzeniu owego narządu, krowa może paść. Więc Ruda siedziała jak głupia i pilnowała. Patrzyła na mućkę wylizującą cielątko, na koślawe kroki jałówki - na jej nieudolne próby ssania wymion i stwierdziła, że to jest TO. Ale nie było różowo. Krowa wydalała "coś", Ruda widząc, że to jeszcze potrwa poszła się odsiurać i pogadać z mamą. Jak wróciła zobaczyła, że krowa przeżuwa owe "coś" - jak się okazało nie było to całe łożysko - nie zakładając nawet gumiaków wskoczyła do obory, złapała krowę za szyje i próbowała jej to wyciągnąć z pyska, zrezygnowała po tym jak oberwała z główki brzuch i lekko się zatoczyła. Pierwsze starcie z krową Ruda przegrała.

 

*teoretycznie po spożyciu łożyska nic nie powinno się stać, z drugiej jednak strony jest to "produkt" pochodzenia zwierzęcego, a przeżuwacze zjadają pokarm roślinny, wszystko zależy więc od kondycji krowy.

 

 

Ostatecznie okazało się jednak, że łożysko właściwe zostało wydalone później - Ruda została o tym poinformowana telefonicznie, żeby się o mućkę nie martwiła. Podsumowując pierwszych faz porodu nie widziała, z mućką się siłowała, w młodej jałówce się zakochała, a do byka się przytulała. Można więc stwierdzić, że sfiksowała już do końca. I jest szczęśliwa.

 

Nie przypuszczała nigdy, że takie wydarzenie może ją uszczęśliwić.





wtorek, 14 czerwca 2011, raggafaya

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/06/14 15:43:10
jesteś dzielna, podziwiam Cię, mnie to nie jara:)) widzę , że się trzymasz....buziaki:)
-
raggafaya
2011/06/14 16:03:08
jakąś miłość muszę mieć :).
Ktoś kiedyś powiedział, że futrzaki - zwierzaki - jest łatwiej kochać. Z przykrością muszę stwierdzić, że tak jest.

Trzymam się, trzymam. Zapomniałam już jak to jest być podrywaną, więc teraz korzystam ile mogę ;-).
-
2011/06/15 21:58:36
hahaha, Ruda- wariatka :D świetnie się czytało ową opowieść, że tu wcześniej nie trafiłam to się sobie dziwię :D dodaję Cię u siebie :)
-
raggafaya
2011/06/16 12:59:03
trzeba przyznać, że jestem szurnięta ;-).
Nie każdy to wytrzymuje, niestety...

Tutaj zawartość trzeciej szpaltyNajlepsze Blogi