Blog > Komentarze do wpisu
polska mentalność

Razu pewnego, a było to całkiem niedawno - w czwartek miniony, Ruda z kolegą M. ,po napisaniu kolokwium z biochemii, które swoją drogą dzikim fartem udało się jej zdać, bo mimo, że obkuta jak sto diabli z enzymologii, to cholernie była zaskoczona pytaniami na teście, udali się na Plac Po Farze. Tam sobie siedzieli, gawędzili na tematy ważne i mniej. Do tych ważnych zaliczyć można reformę szkolnictwa ("M. oni chcą z nas zrobić tępą masę, niezdolną do myślenia, stąd trzeba wiać!"), a do tych mniej ważnych kwestie zaopatrzeniowe, wszak zmierzali na integrację z przyszłym współlokatorem, daj mu Boże, żeby maturę poprawił i przeniósł się do innego miasta, skoro tak bardzo mu Lublin doskwiera, dr. B. .

W pewnym momencie kolega M. olśnienia dostał - jeśli kojarzyć pomysłowego Dobromira, któremu zapalała się lampka nad główką, gdy wpadał na jakiś pomysł, to już wiecie jak M. wyglądał w tamtej chwili: "Idziemy do Czeskiej Piwnicy na to Twoje piwo!". To Rudej piwo to "Saris tmave", naprawdę wyborny smak! 

Wypiwszy ową ambrozję bogów udali się na przystanek, skąd pojechać mieli na daleki Czechów. Wsiedli w autobus i po ujechaniu przystanku doznali olśnienia: piwo dla dr. B.! Czym prędzej wysiedli i udali się po zaopatrzenie. Na kolejnym przystanku poznali studentów historii: Huberta i jakiegoś buca, który nie raczył się przedstawić. Już Rudej było...radośnie. 

Przyjechał autobus linii, tej właściwej, tej która miała zawieźć ich na daaaaaleki Czechów. W bardzo wesołych nastrojach wsiedli doń i ... nagle bum przestało być wesoło. Na podłodze leżał mężczyzna w stanie upojenia alkoholowego. M. spojrzał wymownie na Rudą, Ruda na niego... . M. zapytał ludzi, co się stało, a gdy dowiedzieli się, że człowiek spadł z krzesła i tak sobie leży to już wiedzieli, że tak tego nie zostawią. Uczciwie trzeba przyznać, że gdyby Ruda była sama to nie sięgnęłaby po rękawiczki, w obawie, że od pijaka oberwie. 

M. wskoczył w nitryle, chwycił gościa za nogawki i przeciągnął na środek autobusu. Delikatne próby cucenia nie sprawdziły się, koleś po prostu odpłynął pijackim kraulem w mocne objęcia Morfeusza. Co klientowi zrobił M., Ruda nie wie i chyba nie chce wiedzieć. Dość, że nagle autobus wypełniło głośne "Co kurwa?!" i koleś znowu zapadł w sen. Kierowca zatrzymał autobus na następnym przystanku, po raz któryś zadzwonił po policję, a czekanie na patrol umilał nam stary gbur, który śpieszył się do domu: "W dupach się studentom poprzewracało! Autobus zatrzymali, bo człowiek się spił i zasnął!". 

/Pyskówkę zaczął już wcześniej, ale na to zdanie w Rudej też się zagotowało. Jak wcześniej ciągle powtarzała "M. spokój. Nie warto, nie tłumacz, M. daj spokój!", czując się wtedy trochę jak w kurniku pomiędzy dwoma kogutami, które zaraz zaczną się tłuc o jakąś piękną kurkę, albo cały zastęp kur. Nawet dość wymuszone tłumaczenia, że studentom nauk medycznych nie godzi się zostawić człowieka w potrzebie nie wystarczały. Stary pan jest bucem i chwała Panu, że w momencie, w których odjeżdżał radiowóz podjechał autobus nocny, a za nim podstawiony na tę okoliczność bus tej samej linii. Pan sobie wsiadł do nocnego, a "studenci, którym się w głowach/dupach poprzewracało"do drugiego./ 

A człowiek był tak narąbany, że leciał z rąk. Ruda nie przypuszczała, że można doprowadzić się do tego stanu. I oczywiście moglibyśmy zostawić go w spokoju niech śpi aż do pętli, bo menelstwo samo się do takiego stanu doprowadza, ale gdyby przypadkiem "klient" dostał ataku padaczki, rozbił sobie swój głupi łeb, albo zaczął wymiotować, a potem dławić się swoimi wymiocinami - leżał na początku tak, że ewidentnie zadławiłby się tym, co wcześniej by zwrócił, to nikt, słowem nikt, z kierowcą na czele nie ruszyłby się do niego, niech zdechnie. 

(Nie jest to odosobniony przypadek, Ula, kobieta, którą jechała z nami tym autobusem, opowiedziała nam, że gdy była w ciąży i zemdlała w autobusie to nikt, nikt jej nie pomógł...)

Ot i polska mentalność. Tak krzyczy się, że trzeba ludziom pomagać, a potem urządzają awantury, gdy ktoś to robi, bo przecież pijaków się nie ratuje. Ale co Ruda tam może wiedzieć, wszak jesteśmy z M. studentami, którym się poprzewracało tu i ówdzie... . 

 

/Swoją drogą porażką jest czekanie w centrum miasta 20minut na patrol policji/

sobota, 28 kwietnia 2012, raggafaya

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Kuc, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/04/29 02:38:24
Ok, żul też człowiek, ale można się bać/brzydzić/wyjść z założenia, że sam sobie jest winien, ale kurcze, kobieta w ciąży? Jakby się coś poważnego stało, to już by było więcej niż jedno życie na sumieniu.
No i też zasnął, a leżał jak bela nieprzytomny na środku autobusu. Taka tam subtelna różnica... Swoją droga, to nawet trzeźwego, który sobie przysnął, nikt nie obudzi na końcowym przystanku
Ludzie są tacy mądrzy, otwarci i światli, a jak przyjdzie co do czego, to z puli epitetów zostają tylko te... trochę gorsze.
-
2012/05/01 21:59:40
20min to nic, oni potrafią przyjeżdżać po godzinie i to wtedy, kiedy są najbardziej potrzebni ;/
co do ludzkiej mentalności, to niestety szczera prawda. pamiętam jak byłam w Warszawie i facet zemdlał w poczekalni, to koleś na którego ten starszy pan się kładł, odsuwał się, a reszta ludzi zaczęła podziwiać sufit, byleby mu nie pomóc. w głowie się to nie mieści... ale taka jest rzeczywistość ;/
Tutaj zawartość trzeciej szpaltyNajlepsze Blogi