Blog > Komentarze do wpisu
bezsenność w Lublinie

Ruda doskonale pamięta, jak obiecywała sobie, że nie zamieści tu niczego prywatnego, już nie. Pamięta, jak mówiła, że blog ten przestał być jej miejscem, zaczął być jak tramwaj, albo lepiej trolejbus, wszak w Lublinie nie uświadczysz sunących po szynach maszyn, pełen obcych sobie ludzi, stał się miejscem niegodnym na obnażanie jej słabości. W imię chronienia swojej prywatności, o ile jeszcze można cokolwiek chronić u takiego ekstrawertyka jak Ona, miała pisać o szeroko pojmowanych kwestiach weterynaryjnych. Tylko i wyłącznie. Ale chyba nie potrafi tak na sucho, beznamiętnie udzielać się w cyberprzestrzeni. Są oczywiście sprawy, które ujrzeć światła dziennego nie mogą, ale są też takie, które nikomu innemu poza Rudą nie zaszkodzą, o ile w ogóle fakt, że ktoś się o nich dowiedział, może wpłynąć w jakikolwiek sposób na życie Rudej.

 

Bo to wszystko moi drodzy jest nie tak jak miało być. A jak miało być? I co miało być? Wyjazd na drugi koniec Polski jawił się Rudej jako jedna wielka zmiana. Cóż, minął rok, a żadne spektakularne zmiany w jej życiu nie zaszły, jest jak było, jeśli nie gorzej. Dziesięć miesięcy minęło bez fajerwerków, nawet na zimne ognie nie było stać Losu Rudej.  

Zapętliwszy „Closer” Kingsów Ruda tępo wystukuje kolejne litery, licząc na to, że same ułożą się w mniej lub bardziej logiczne zdania, opisujące to, co się z nią dzieje. Parę lat temu pozwalała sobie na takie pływanie między słowami, choć może powinna powiedzieć, że lubiła pozwalać sobie na to, żeby niosły ją słowa. Może to koniec jakiejś ery, a może to tylko złośliwa odmiana PMS’a*, ostatecznie nie ważne jak to nazwiemy, liczy się sam stan, w jakim się Ruda znajduje.  

 

Przyjdź do mnie, nie jest tak łatwo, jak napisali w instrukcjach,

im dłużej mierzę i liczę, tym bardziej robię się głupia.

Przyjdź, razem jakoś nam pójdzie, to co mnie dzisiaj przerasta,

narysujemy siebie, nasz dom, chodniki i miasta. 

 Marika


Ćma usiadła na ekranie,  pierwszy czytelnik notatki, która nie powinna nigdy ujrzeć światła… nocnego. W gardle zaschło. Oczy bolą od nadmiaru komputera, gorączki, histologii i nie wiadomo czego jeszcze. A sen jak na złość nie chce przyjść. Powinna przewietrzyć głowę, bzdury zbyt wielkie spod palców jej dziś wypływają. Lublin nocną porą? Może gdyby mieszkała w Śródmieściu… .

 

 

Dobranoc. Powodzenia w sesji.

*PMS’a czy PMS’u?

 

poniedziałek, 18 czerwca 2012, raggafaya

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/06/18 11:17:19
nie łam się, u mnie też nie ma żadnego przełomu w życiu. Poza tym, że zamiast oddychać wrocławskim powietrzem , oddycham poznańskim xD
*chyba PMS'u [ach, ten j.polski!]
Tutaj zawartość trzeciej szpaltyNajlepsze Blogi