Blog > Komentarze do wpisu
spadochroniarze i dziurawe koty

Dziś już czwarty dzień praktyk. Po całym dniu na nogach, szorowaniu klatek (chwała Panu, że nie ma ich zbyt wiele), "chirurgi", bieganiu między blokiem a gabinetem w celu przyniesienia odpowiednich leków i podania zwierzakom (anestetyki podają lekarze) Ruda jest wypompowana jak dętka z koła, które złapało gumę. Ale warto! Po stokroć warto! Nawet pomimo tego, że w przerwie na śniadanie/obiad trzeba lecieć na pocztę wysłać pocztę do Izby Lekarsko-Weterynaryjnej, Powiatowego Lekarza Weterynarii czy TOZu, czasem zdarza się, że w tych chwilach musi czyścić jeansy z krwi. Jakie to ma znaczenie, kiedy pomyśli się o artroplastyce stawu kolanowego? Ruda odpowie za Was: ŻADNE!

Są oczywiście chwile, gdy w poczekalni od paru godzin nie było żadnego pacjenta. Na szczęście coraz rzadziej, nie ma czasu na nudę. Ruda już bezbłędnie orientuje się w lekach przeciwzapalnych, igłach, strzykawkach i innych cudach wiankach. Fantastyczna sprawa!

Pewnie zastanawiacie się skąd tytuł? Otóż dla totalnego laika podawanie zastrzyków podskórnych żywym (znieczulonym podaje się łatwo, zwierz leży, nie rusza się, ani Cię to nie ugryzie, ani nie pociągnie pazurem po ręce.), wierzgającym, a czasami nawet spokojnie leżącym zwierzakom nie jest łatwe. Człowiek chciałby szybko, żeby nikogo nie męczyć, a tu skóra z rąk leci, strzykawka się przyssała i zablokowała, no wszystko idzie nie tak. Pacjentom, którzy wpadają do gabinetu z jakimś problemem Ruda zastrzyków nie podaje, bo tak jest bezpieczniej dla niej i pacjenta, ale... jakiś czas temu doktor przyniósł nam dwa kociaki, które znalazł u siebie na osiedlu. Maleństwa razem, wczoraj po napompowaniu wodą, ważyły trochę ponad 700gram. Na zmianę z doktor A szprycujemy je kroplówką i uwierzcie odwodnionego, gdzie skóra jest mało elastyczna, małego kota, mieszczącego się w dłoni, łatwo jest przedziurawić. Koty z pewnością znienawidzą Rudą za tę "krzywdę", którą im wyrządza. Wojna wymaga jednak poświęceń. Dlaczego wojna? Bo jeden jest naprawdę w kiepskim stanie, jest słaby (ale w odróżnieniu od swojego ZDROWEGO brata je samodzielnie!), z martwym okiem, które należy jak najszybciej usunąć, a czego zrobić nie można, zanim nie zostanie odpowiednio nawodniony. Walczymy i my i one. Ruda ma nadzieję, że uda się uratować oba. Gdyby ktoś chciał czarnego kocurka albo zwykłego pręgowanego dachowca bez oczka, dajcie znać. 

 

A na koniec mały apel do właścicieli kotów. Jeśli wychodzicie z domu na dłużej to zamykajcie okna, nie zostawiajcie ich uchylonych, jeśli chcecie mieć je otwarte to zabezpieczcie je odpowiednią siatką. Chyba, że chcecie szukać kota kilka pięter niżej. W ostatnim czasie widziałam persa z drutowaną łapą, którego w dalszym ciągu nikt odpowiednio nie pilnował i zamiast fikać sobie bez opatrunku, będzie pomykał przez najbliższe dwa tygodnie w szynie. albo kotka, która wyskoczyła z 4 piętra, NA SZCZĘŚCIE skończyło się tylko na potężnym złamaniu podramienia. 

 

Czas na szybki prysznic i do pracy!

PS. przepraszam za notkę pisaną na kolanie, niespójności i chaos, kiedy wracam wieczorem z gabinetu mam tylko krótką chwilę na zjedzenie 'obiadu', ogarnięcie się i pójście biegać, a po biegach jestem wypompowana i zanurzam się w świat Teda i Barneya. 

czwartek, 05 lipca 2012, raggafaya

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/07/05 21:24:40
Świetny wpis :) Widzę w nim natchnienie i miłość do tego co się robi :)
-
raggafaya
2012/07/08 14:26:32
@Animka, jeszcze chwila i się zaczerwienię :))
Tutaj zawartość trzeciej szpaltyNajlepsze Blogi