Blog > Komentarze do wpisu
historia z SORem w tle - część druga

Druga część, jakże mrożącej krew w żyłach historii, miała zostać opublikowana wcześniej, niestety z przyczyn niezależnych od Rudej stało się inaczej. Obsuwa wiąże się oczywiście z ciekawymi przypadkami w gabinecie, które zamierza tu opisać ku przestrodze i pokrzepieniu serc. 

Wróćmy może jednak do nieszczęsnego palca, który obecnie pokrył się wszystkimi odcieniami zieleni i fioletu, a którego paznokieć trzyma się na przysłowiowe słowo honoru. Rudej nie pozostało nic innego, jak tylko nadać mu imię i serdecznie go pożegnać. Jakkolwiek, cofnijmy się w czasie... . 

 

Kiedy Ruda wsiadła do tego nieszczęsnego samochodu, zapięła pas, z jej oczu popłynęły łzy. Nerwowo przeszukiwała portfel w celu zalezienia karty NFZu (nie wiem, jak jest w innych regionach, ale Śląsk ma swoje plastikowe karty;)). No nie było. Brat sprawdził, nie ma, a być powinna. Wpadłszy do domu, wywaliła wszystkie teczki z dokumentami, wszystkie zeszyty do góry nogami i usiadła załamana, zalana łzami na łóżku. "No, nie ma! Nie ma i nie będzie!" - pomyślała, choć może ciut mniej kulturalnie. Zbiegła po schodach, wsiadła do samochodu i ruszyli na SOR mimo braku karty. Okazało się, że na Śląsku nie jest problemem brak karty czy zaświadczenia od pracodawcy rodziców, że jest się ubezpieczonym, wystarczy legitymacja studencka, w Lublinie musiałam się wykłócać o zarejestrowanie mnie do lekarza! 

Wiekowa pani recepcjonistka zabrała moją legitymację i dowód osobisty, a potem zniknęła nie wiadomo gdzie. Ruda wysiedziała się ponad godzinę w poczekalni, zanim trafiła przed oblicze młodego, przystojnego lekarza. Uroda była zdaje się jego jedyną wielką zaletą. Przeprowadził wywiad, na wieść, że najpierw rozcięła sobie palec ampułką, a potem przytrzasnęła sobie palec drzwiami i śmie prosić o antytoksynę tężca, przewrócił oczami, po czym odezwał się słowami: 

 

- Była Pani szczepiona 2 lata temu, szczepienie jest ważne 10lat, Pani się tak urządziła w gabinecie weterynaryjnym! Tężec przenosi się przez brud!

 

Rudej nie udało się wytłumaczyć, że czysty gabinet, sterylna sala operacyjna to jedno, a zabłoceni pacjenci to drugie. Palca stłuczonego obejrzał, rozciętym nie zainteresował się wcale, za to zainteresował się koszulką Rudej (koszulką wydziału Medycyny Weterynaryjnej UP w Lublinie).

 

- Pani pracuje ze zwierzętami? - po chwili zaś dodał - To chyba nie jest Pani najszczęśliwszy dzień, niech Pani wróci ze szpitala prosto do domu, położy do łóżka i obłoży poduszkami. Niech się Pani broń Boże nigdzie już dzisiaj nie rusza!

 

Na to pytanie Ruda wstała, odwróciła się doń plecami, co nie było zbyt kulturalne, ale w dalszym ciągu paluch ją napieprzał równo, ukazując olbrzymie logo: 

źródło: http://www.weterynaryjne-pogotowie.pl/

 

Wysłał na RTG. Zdjęcie obejrzał, Rudej pokazał i nagle zapytał, czy przypadkiem ten rozcięty nie powinien być zszyty. 

 

-Panie doktorze - rzekła Ruda - gdyby nadawał się do szycia, to już byłby zszyty.

-Ah tak, faktycznie! * Wie Pani, jak się Pani znudzi, to zapraszam, w celu obejrzenia prawdziwego zwierzyńca, na SOR w sobotnią noc. 

 

Tu nastąpiła pogawędka o tym, gdzie Ruda studiuje, dlaczego tak daleko, padło też stwierdzenie, że Lublin to dziura (wybacz mi Lublinie, ale taka prawda!). Palec polecił mi smarować Liotonem1000 (mhm!), trzymać wysoko i stosować okłady z lodu. 

 

-Będzie boleć. - zażartował na koniec.

 

Rozcięty palec w ślimaczym tempie się zrastał, kciuk pokrył się pięknym, głębokim fioletem (krwiak wylewa się spod płytki paznokciowej), heparyna zalecona przez lek. meda z SORu pomogła tylko na krwiaki z dłoniowej powierzchni palca. Dr. B. zbulwersował się tym, że nie zostałam zaszczepiona, polecił mi obserwować palucha, a gdyby mi puchł, coś się z niego sączyło, albo cokolwiek innego, co wiąże się z procesem zrastania, polecił jechać z powrotem do lek. meda, a gdyby w dalszym ciągu nie chciał podać antytoksyny to do Szpitala Chorób Zakaźnych czy jak on się tam nazywał. Całe szczęście wycieczki przez pół GOPu nie trzeba było robić. 

 

Obecnie wszyscy, którzy spotykają Rudą rechoczą z niej co niemiara. Dziś na przykład, gdy spotkała dr. W. ten zapytał: 

- Palce Cię przypadkiem nie bolą?!

 

Zaprawdę, bardzo śmieszne! Bardzo śmieszne!

 

*Tu zaczął się wywód, że w sumie co za różnica czy kot, czy człowiek. Dyskusja trwała, a wypis się wypisywał. 

 

NIEFAJNY JEST TYLKO CZAS OCZEKIWANIA NA PRZYJĘCIE W SZPITALNYM ODDZIALE RATUNKOWYM. Robienie sobie przerw co rusz to nie jest dobry pomysł, IMHO.

niedziela, 26 sierpnia 2012, raggafaya

Polecane wpisy

  • weterynaryjne przygody - pamiętacie o nas?

    Przypominam o tym, że przenieśliśmy się o tu: WETERYNARYJNE PRZYGODY : Zrobiło się ciut cieplej i już w tej chwili można zaobserwować wzmożoną aktywność kleszcz

  • Zarabianie w Internecie? Da się?

    Długo zastanawiałam się czy warto w ogóle zaczynać jakąkolwiek przygodę z zarabianiem w Internecie, bo przecież bloga prowadzę nie dla pieniędzy (w przeciwnym r

  • czarne chmury

    jeśli wydaje Wam się, że nic gorszego nie może się Wam przydarzyć, to powiem Wam z własnego doświadczenia, że czasem jak się wali to wszystko. Wróciłam do domu

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Tutaj zawartość trzeciej szpaltyNajlepsze Blogi