Blog > Komentarze do wpisu
pierwsze koty za płoty czyli o tym jak Ruda zakładała szwy...

Na pulpicie zalegają pliki o zwierzęcym krwiolecznictwie, Kongresie PTNW, a Ruda jakoś wciąż nie potrafi zdecydować się na ich publikację, może dlatego, że stale pojawia się coś ważniejszego.

 

Wczoraj do gabinetu wpadli państwo z fretką na kontrolę i bardziej szczegółowe badania. Jej stan w ciągu tygodnia po podaniu leków poprawił się minimalnie – zwierzę łysiało na całym ciele. Postanowiono pobrać krew do badania (chciano zbadać poziom hormonów tarczycy – między innymi T4), w badaniu ogólnym wykryto zgrubienie w okolicy jamy brzusznej. Tchórzofretkę przygotowano do badania USG, dzięki któremu stwierdzono guz i płyn w jamie brzusznej - zmiana ta nie była wyczuwalna przy poprzedniej wizycie. Powodem wyłysienia był nie jak przypuszczano niedoczynność tarczycy, ani niedobory witaminowe (zwierzę zostało znalezione, nie wiadomo czym było żywione wcześniej), a zespół paranowotworowy. Właściciele zostali poinformowani o stanie pacjenta, polecono im zastanowić się, czy chcą walczyć o swojego podopiecznego czy od razu poddać zwierzę eutanazji. Wybrali pierwszą opcję.

Dzisiaj ci sami klienci wrócili do gabinetu z fretką, będącą na czczo. Po podpisaniu zgód na wykonanie zabiegu otwarcia jamy brzusznej i wycięcia guza lub ewentualnego wykonania eutanazji, zostawili zwierzę pod naszą opieką. Dr B., mający duże doświadczenie w leczeniu gryzoni (zarówno w internie jak i chirurgii) otworzył jamę brzuszną i po wstępnym zbadaniu postanowił wykonać zabieg eutanazji – w pobliżu żyły czczej zlokalizowane były trzy duże ogniska nowotworowe. W badaniu post mortem znaleziono szereg przerzutów odległych.

Gdyby fretka trafiła do tych właścicieli wcześniej (została przez nich znaleziona kilka tygodni temu), być może miałaby szansę na dłuższe życie. W przypadku tak złośliwych nowotworów rokowania są jednak ostrożne.

W związku z tym, że dr. B wie, że Rudą fascynuje onkologia weterynaryjna polecił jej dokładnie przyjrzeć się wszystkim znalezionym guzom, „zbadać je palpacyjnie”, po czym nakazał jej zaszyć wszystkie powłoki i przygotować zwierzę do wydania właścicielom.

 

foto własne, prezentujące coś, co powinno być szwem ciągłym. 

 

 

Dr. B: Jak na pierwszy raz nie ma tragedii! – rzucił, gdy Ruda szyła szwem materacowym - Ja zacząłem szyć na trzecim roku w klinice w Sopocie… . 

 

I tu popłynęła fala wspomnień… .

 

Ruda: Nie ma ani tragedii ani szału, a tempo żółwie... . 

Dr. A: To tylko kwestia praktyki! 

 

 

Tym sposobem, w dość przykrych okolicznościach, Ruda założyła swoje pierwsze szwy, kończąc tym samym swoją wakacyjną przygodę z weterynarią w praktyce.

 

Jutro natomiast Ruda zabiera swojego psa na kontrolę, która prawdopodobnie skończy się położeniem psa na stole operacyjnym i kolejnym wysłaniem materiału do badania histopatologicznego, tym razem z powierzchni języka. Trzymajcie za nas kciuki!

 

 

środa, 19 września 2012, raggafaya
Tagi: ruda praktyki

Polecane wpisy

  • wreszcie...

    ... Ruda może ruszać kciukiem, co oznacza, że wreszcie może zacząć szyć... gicze wieprzowe. A potem kto wie? W końcu dr A, dzień przed "wypadkiem" oznajmiła Rud

  • z dziennika wolontariusza - czasem człowiek wysiada

    Czasem człowiek czuje się zmęczony, a uczucie to potęguje spotykanie na swojej drodze idiotów. Bo jak inaczej nazwać ludzi, którzy zobaczywszy rudego kocura wśr

  • historia z SORem w tle.

    W sobotę do gabinetu wpadli państwo z psem razy Alaskan malamute, którego prawe jądro powiększyło się do monstrualnych rozmiarów (było mniej więcej wielkości gr

  • Witam :)

    Ruda wariatka wita na nowym blogu! :) Kochane i Kochani wiele razy próbowałam założyć i regularnie pisać blog, ale zawsze porzucałam ten pomysł jeszcze szybciej

  • Ruda

    Że ruda z lodem dobrze się pije wiemy chyba wszyscy i na pewno napisano na ten temat wiele megabajtów blogów, dlatego dziś nie o tym. Wczoraj na szkoleniu omaw

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/09/19 20:50:16
Szew ładny :) jak dla mnie laika :) trzymam kciuki a łaciatki łapki zaciśnięte :)
-
Gość: m90, 195.205.139.*
2012/09/19 21:51:18
Koniec wakacyjnych praktyk to przykra sprawa, nie chce się odchodzić, prawda?
Mnie zostało sześć dyżurów i aż mi smutno na samą myśl. Ale wrócę tam jak tylko zjadę na jakiś weekend!

Mam ja pytanie, bo mnie to nurtuje niemożliwie. Jak wy, zwierzęcy magicy, podkuwacie się futerkowcom? To jest dla mnie jakaś sztuka czarnomagiczna. Mam ja człowieka, na którym włosów prawie nie ma, wszystko widzę, obmacam, człek mi nie ucieka, czasem tylko kwiknie jak go zaboli. A zwierzak? Toż to tam nic nie widać!

Pozdrawiam ;-)
-
2012/09/19 22:32:54
Aż miło pracować z takim człowiekiem, który pokazuje wszystko i pozwala samemu wykonać niektóre rzeczy. :)
-
raggafaya
2012/09/20 10:17:16
@Animko,
zobaczyłabyś jak szyje pani dr. A - prawdziwa sztuka, żadnych blizn!

@vuze,
tacy nauczyciele są na wagę złota. Dzielący się wiedzą, materiałami, polecający śledzenie publikacji wybranych lekarzy, zwracający uwagę. Oczywiście, gdybym wybrała mniejszą lecznicę - z mniejszą ilością lekarzy (tu było dwoje), i mniejszą ilością personelu pomocniczego, mogłabym spokojnie nauczyć się duuuużo więcej, jeśli chodzi o manualną stronę zawodu. Ale wybrałam najlepszego lekarza jakiego znam - ah ta reklama! - któremu ufam i któremu powierzam swoje zwierzaki i nie żałuję, mając nadzieję, że im wszystkim za skórę nie zalazłam i będę mogła przyjść jeszcze popracować :D

@m90,
oj nie chce się odchodzić, choć przyznam, że 44h tygodniowo podnoszenia psów, wymiany żwirku, biegania na pocztę, załatwiania, monitorowania zwierząt po zabiegach, bieganie między jednym gabinetem a drugim (bo na stole leży lepszy stetoskop!), sprzątania wymiocin i innych wydzielin, dało trochę w kość. Czasem człowiek przychodził padnięty do domu i zostawał jeden dzień w łóżku, bo go gorączka dopadła. Ale wiesz co? Nawet za jeżdzeniem na mopie będę tęsknić. Dr. B ma dość specyficznych klientów, nie wszystkich oczywiście, ale niektórzy są skłonni czekać godzinę lub dłużej w poczekalni na jego dyżur, byleby tylko nie pójść do dr. A. Nawet jeśli chodzi tylko o pobranie krwii. Dopiero kiedy ludzie się do mnie przyzwyczaili pozwolił mi podawać danym pacjentom leki: na zasadzie ja idę wypisać książeczkę, Beata podaj leki.

Pobieranie krwi to ciekawy temat, łatwiej będzie jak się kiedyś rozpiszę w notce o tym. Najważniejsze w pobieraniu krwi u zwierząt jest pewność siebie (właściciela i lekarza). Czasem to właściciele stresują zwierzaka i trzeba ich wyprosić.
Przykład pierwszy z brzegu. Kiedy ja idę z psem do gabinetu (Gruby już się nauczył, że chodzenie tam nie oznacza zawsze gmerania w tyłku i innych nieprzyjemności), psa można postawić na stole, pozwoli sobie zajrzeć do pyska (o ile ja otworzę pysk), nie ucieka, nie wpada w histerie, da się zbadać, kiedy idzie moja mama... pies chce wychodzić: oknem, drzwiami, byle jak najdalej od lekarza.
-
Gość: Szczurkowa, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/06/21 15:36:06
Jest może jakaś dobra klinika onkologii dla zwierząt w okolicy Katowic? Obawiam się, że szczuras kuzynki ma problemy :(
-
Gość: Bolo, 79.139.34.*
2014/08/08 08:31:27
Dobrze, że kogoś to interesuje. Ja bym nie potrafił tak działać.
Tutaj zawartość trzeciej szpaltyNajlepsze Blogi