niedziela, 30 stycznia 2011
postanowienie Rudej

chciałoby się rzec noworoczne, ale nie... styczniowe. Ruda od dziś nie pije nalewek, cytrynówek, pomarańczówek (produkcji własnej i przemysłowej, zdradziecki trunek, choć smaczny), wódki i całej tej reszty. Żołądek wczoraj powiedział dość, czemu się nie można dziwić. Na początku tygodnia nie przyjmował żadnych pokarmów poza kisielkami, budyniami, co magicznie obniżyło wagę do 56kg. Od środy, czy też od czwartku, pochłaniał skromne porcje normalnego jedzenia, stąd Rudej się wydawało, że napić się z chłopcami może. Ruda została wyposażona w colę, wodę, piżamkę  i poszła spać.  I choć raz nie bujało nią jak na statku podczas sztormu.

 

Ruda umierała wczoraj, chłopcy umierają dzisiaj. Żołądek trzeba oszczędzać na oblewanie miejmy nadzieję udanej rekrutacji na studia.

 

 

W związku z utratą wagi okazało się, że Ruda nie ma co na siebie włożyć, bo wszystko jest za luźne, wygląda więc w swoich ciuchach jak w worku po ziemniakach, sama tego chciała...

 

 

 


 

 

Całe szczęście, że ON jest wyrozumiały i taki opiekuńczy.

 

ON: Przyzwyczajaj się, taki już los studenta.

JA: O Jezuuu.

ON: Jezusa w to nie mieszaj.

 


 

Szkoda tylko, że dziś już wracać trzeba.

 

 

piątek, 28 stycznia 2011
podział obowiązków

Ruda siedzi i pachnie, a ON gotuje dla nas grzaniec. Wprawdzie będzie musiała pozmywać, ale za nim to nastąpi Lisek może odpoczywać...

 

 

 

 

 

potrzebowałam tego kojącego bycia razem, otoczenia ramieniem, śmiechu, wypowiadania tych samych słów w tym samym czasie.

 

 

 

czwartek, 27 stycznia 2011
dobry bajer...

...nie jest zły.

 

probujemy się umówić, idzie nam jak krew z nosa, czyli jak zwykle. dzień mojego przyjazdu ustalony, pytanie tylko jak długo zabawię w mieście B.

 

[...]

JA: sam pan decyduj, na ile mnie pan chcesz
ON: na zawsze?

 

 

 

 

 

 

 

Tagi: bajer dialog
11:50, raggafaya
Link Komentarze (6) »
środa, 26 stycznia 2011
w łbach się przewraca!

kiedy Ruda czyta o 13-latkach, które kupują sobie podkłady, fluidy i inne mazidła to jej się nóż w kieszeni otwiera, wcale nie z zazdrości. Puste laleczki nam wyrastają. O Matko Polko Ty widzisz i nie grzmisz?!

 

 

Gdzie ich matki oczy mają? Ruda za błyszczyk na ustach obrywała po uszach w ich wieku.

 

Świat się kończy.

 

Ruda myśli...

i na myśleniu tym razem się nie kończy.

 

 

Do matury zostało mniej niż 4 miesiące, Ruda zaczyna się martwić. Musiałoby dojść do cudu nad Odrą (i Bytomką równocześnie), żeby dostała się na wymarzony wydział weterynarii. Spokojnie, politechniki czekają na takich jak ona...

 

Walczyć o coś, mimo świadomości, że wysiłek nie zostanie nagrodzony w odpowiedni dla nas sposób...

 

Od tego chyba są marzenia, od odnajdywania w sobie pokładów energii, które pozwalają wierzyć i walczyć o coś niemożliwego. W końcu ma pięć lat na poprawienie matury, kiedyś się uda. A z jej matematycznymi umiejętnościami długo miejsca na żadnej politechnice nie zagrzeje. Szczególnie, że ON zauważył, iż na wydziale chemicznym wcale nie ominą jej zajęcia z fizyki.

 

Ruda zawsze sobie radzi. Tyle razy w kość od życia dostała... Chyba nic już nie jest w stanie jej zaskoczyć. Jak trzeba będzie to napisze doktorat z matematyki. Uporu jej przecież nie brakuje.

 

 

A w piątek Ruda ma nadzieje odpocząć w mieście B, z ONem u boku. Będzie dobrze, prawda? Nic złego się nie wydarzy? Oby tylko PKP znowu nie nawaliło. Marzenie ściętej głowy?

poniedziałek, 24 stycznia 2011
agrrr.

Ruda jest obolała i donosi, że nie znosi tych dni. Potrzebuje też prywatnego masażera stóp.

 

 

 

Którędy do łóżka?

 

 

16:06, raggafaya
Link Komentarze (7) »
niedziela, 23 stycznia 2011
chandra

wieczór drugi.

Ruda jest w zdecydowanie lepszym nastroju. Piwo i rozmowa, za którą nie wie jak się odwdzięczy, zdecydowanie jej pomogły. Gorąca kąpiel. Wszystko powoli wraca na swoje miejsce, a przynajmniej Ruda ma taką nadzieję.

 

CHANDRO WON!

 


 

ON: dla mnie zawsze ślicznotką jesteś ;*

 

 

 

 

 


Bo kto jak nie my?

sobota, 22 stycznia 2011
co za wieczór, kurwa.

Ruda lubi się budzić koło niego, wyplątywać nogi ze zmiętego prześcieradła. Lubi, kiedy siada obok niej i z nią rozwiązuje matematyczne zagadki, mimo, że powinien zająć się swoją pracą, zamiast znowu robić sobie zaległości. I kiedy przynosi  jej herbatę albo spogląda znad komputera, gdy zamyślona leży na łóżku zwinięta w kłębek też lubi.

 

I w imię czego miałoby się to skończyć?

 

paranoja, kurwa, paranoja, jako bozię Ruda kocha.

20:44, raggafaya
Link Komentarze (11) »
piątek, 21 stycznia 2011
pierogowo

I Ruda, która przysięgała sobie, że nigdy nie będzie chciała gotować dla jakiegokolwiek przedstawiciela płci męskiej, poległa. Wprawdzie ON nie miał i nie będzie miał możliwości w najbliższym czasie spróbowania jej pożal się Boże pierogów, ale ona i tak czuje, że zrobiła krok w stronę tego, czego za wszelką cenę starała się uniknąć. Z drugiej strony kobieta powinna być zawodowo spełnioną damą, znakomitą kucharką z kilkoma popisowymi daniami i deserami w rękawie oraz dziwką w sypialni.

 

 

Trzeba przyznać, że mama Rudej oglądała niezwykłe przedstawienie i trudno było jej się nie wtrącać, powstrzymywać chęć spieszenia z pomocą. W końcu jednak skapitulowała i wyniosła się z kuchni, nie chcąc oglądać tego pobojowiska. Co jak co, ale Ruda gotuje z niesamowitą gracją. Kuchnia wyglądała jak po przejściu huraganu...

 

 

Pierogi choć może nie wyglądały do końca jak pierogi, ale smakowały cudnie.

nie miała baba kłopotu

JA: http://mim.blox.pl/2010/10/walkowanie.html

ON: ze mam ci cos ugniatac?

JA: a czo nie bedziesz mi ugniatal ciasta na pierogi? :((

ON: pff. a co ja z tego bede mial?

ON: obiadu do kolacji nie bedzie ... kaleke zes sobie wzial to nie moja wina... pierożki? i mnie?

ON: i tak mam?

JA: bu. no to nie bedzie pierozkow ani ciast

ON: se kupie

JA: a pozniej bedziesz opowiadal wszystkim jaka to masz beznadziejna kobiete, ktora nawet ciasta na pierogi zagniesc  nie potrafi?

ON: tak



 

pogadne. idę robić pierogi.

trzeba było słuchać głosu rozsądku, z nimi zawsze same problemy.

czwartek, 20 stycznia 2011
Pam pam pam

Rudą zaczyna martwić jej psychoza, wietrzenie podstępu i cała ta reszta.

Ona zamiast się uczyć czyta książkę Wiery Szkolnikowej, której nazwisko ciągle przypomina o zbliżającej się maturze, ale co tam. Raz się żyje czyż nie?

 

środa, 19 stycznia 2011
prolog

Ruda jest gruba. To znaczy nie do końca. Wprawdzie nie można być w połowie grubym, a w połowie chudym, ale Ruda potrafii. Bo Ruda chciałaby w końcu pozbyć się tego ciążowego brzucha, który nigdy ciążowym nie był i miejmy nadzieję, że w najbliższym czasie nie będzie. Chciałaby zamienić to na coś mniejszego i skromniejszego. Brakuje jej jednak czarodziejskiej różdzki i księgi z zaklęciami, która pomogłaby w walce z wyimagiowanym wrogiem, a przecież tacy są najgorsi. Niełatwo jest przewidzieć strategię ich działania.

 

Ruda nie jest otyła, ona nie ma nawet jakiejś wielkiej nadwagi, a jeśli wierzyć wskaźnikowi BMI to wszystko jest w normie, w prawdzie w górnej jej granicy, ale Ruda nie ma nadwagi. Rudej jest po prostu źle ostatnimi czasy ze swoim tłuszczykiem, który zakrywa szczelnie mięśnie brzucha.

 

Ona całkiem nieźle wygląda w sukienkach przed kolano. A mimo to jakiś koszmarny kompleks na punkcie brzucha w głowie jej się zrodził. I nad czym Ruda bardzo ubolewa, tej mentalnej ciąży nie udało jej się poronić. Skoro nie udało się zgnieść problemu w zalążku, należy zmiażdżyć go teraz. Jak robaka. Wziąć się do roboty, zakasać rękawy i zlać się potem.

 

Głowa Rudej lubi rodzić absurdalne problemy. Ruda lubi swoją życiową psychodelę. I rozdarcie między miastem A i miastem B.

10:36, raggafaya
Link Komentarze (1) »
Tagi
Tutaj zawartość trzeciej szpaltyNajlepsze Blogi