czwartek, 16 lutego 2012
Dzień 4 podglądania ciąg dalszy...

Słuchajcie... 

może Rudej nie są przeznaczone krowy, a chirurgia?

 

 

 

dr. B: może się jeszcze załapiesz na jakąś operację jamy brzusznej i złapiesz bakcyla. Fajna ta ortopedia, co?

Ruda: faaaaaaaaaaaajna! 

 

 

Czego się dzisiaj nauczyła? Krew ze stołu najłatwiej usuwa się nadtlenkiem wodoru, nie ma co się pieprzyć i robić podchodów do psa, tylko podejść do niego i być zdecydowanym (Ruda musiała uziemić suczkę, która wybudzała się po zabiegu usuwania kamienia nazębnego - trzęsła portami, bo w pamięci miała, co wyczyniały jej psy przy wybudzaniu się z narkozy, a "głupi Jaś" działa krócej), że zakłada się rękawiczki ("zakładaj rękawiczki, to będziesz mi pomagała przy takich prostych zabiegach"), sala operacyjna to najfajniejsze miejsce na ziemii, a na pewno w gabinecie, a napełnianie strzykawki penicyliną nie jest wcale takie trudne, a ligamentum teres femoris to więzadło wewnątrzstawowe stawu biodrowego. Btw. wypisywanie karty, potrzebnej do określenia stopnia ryzyka zawodowego wcale nie jest takie łatwe.

 

Proszę Państwa oficjalnie ogłasza się, że Ruda naładowała akumulatory na semestr letni.

 

wtorek, 14 lutego 2012
dzień 1 podglądania pracy lekarza weterynarii

Pierwsze dni nowo otwartego gabinetu nie obfitują w pacjentów, to oczywista oczywistość. Niemniej jednak w ciągu tych 8 godzin, spędzonych między innymi na walce z zmarzniętymi rurami, przez przychodnię przewinęło się kilku ciekawych pacjentów.

 

 

Wściekły, rozpieszczony do granic możliwości york, którego ciężko było spacyfikować. Miał kłopoty żołądkowe, wywołane infekcją bakteryjną, gorączkował i strasznie się odwodnił, mimo zmęczenia kłapał swoją maleńką paszczą na lewo i prawo. Piekielny pacjent. Cudowna rottweilerka z kaszlem kenelowym, miła odmiana po charakternym terierze, strasznie kochana suczka. Kilka zwykłych szczepień i odrobaczeń, kilka zdjęć szwów. I Rocky, anioł nie pies, starszy owczarek szkocki collie, z toczniem skórnym, o ile Rudej nie zwodzi pamięć, co do nazwy schorzenia. Tkanka mięśniowa „przeżarta” na wysokości stawu łokciowego. Pies miał głęboką ranę w łapie, odsłaniającą staw łokciowy. W związku z zaawansowanym wiekiem psa nie wskazane było podanie znieczulenia w jakiejkolwiek formie. Ruda myślała, że to jedyna taka zmiana… Niestety podobna rana znajdowała się na tułowiu, chociaż w tym przypadku trudno mówić o ranie, to cholernie trudne do opisania, uwierzcie. Fantastyczne, o ile cokolwiek w takiej sytuacji może być fantastyczne, było zachowanie psa i właścicielki, która aktywnie uczestniczyła w usuwaniu opatrunku i martwej tkanki. Kobieta była strasznie odważna, przyznać trzeba szczerze, że Ruda nie wie, czy byłaby w stanie zachować się w ten sam lub chociaż zbliżony sposób, gdyby na stole leżał jej pies a nie Rocky. W piątek psiński przyjdzie na kontrolę i miejmy nadzieje, że pojawi się ziarnina w miejscu po usunięciu martwej tkanki. Jak już Ruda wspominała początki nowych gabinetów są trudne, tak jest i tu. W przerwach między jednym a drugim pacjentem była dokształcana. Tłumaczono jej czym jest kaszel kennelowy etc. Najzabawniej było, gdy miała rozpoznać do czego służy jakie narzędzie. Glukometr, stetoskop nie ma przed nią tajemnic, natomiast powiązanie nazw i czynności, do których urzywa się innych przyrządów... . Teraz już wie, że przyrząd do badania dna oka nazywa się oftalmoskopem, otoskop używany jest do badania uszu. Oczywiście musiała pomylić larynx z pharynxem. Naprawdę sporo fajnych rzeczy zobaczyła, a to dopiero pierwszy dzień, poznała też dwa badania diagnostyczne w okulistyce. Ahh, ahh. Milutko.

 

Czas umyć zęby, uczesać się i śmigać do gabinetu.

piątek, 10 lutego 2012
sesja, sesja i po sesji.

Osiągnięciami nie warto się chwalić, jeśli nie ma się czym. Nie mniej jednak, nigdy Ruda nie przypuszczała, że trójczyna może tak cieszyć. Oficjalnie wczoraj, po telefonie od kolegi, którego serdecznie pozdrawia, rozpoczęła ferie. 

 

 

A teraz chwali się, że za chwilę wychodzi na rozmowę z pewnym dr. Trzymajcie kciuki, może już w trakcie przerwy międzysemestralnej Ruda popatrzy z bliska na pracę lekarza weterynarii.

 

 

 

 

A to się dzieje na roku przerasta Rudą pod każdym względem. Jeśli ktoś Wam, kiedyś powie, że studia medyczne, jakiekolwiek bądź, to zagłębie inteligencji, nie wierzcie mu.  

poniedziałek, 06 lutego 2012
frozen margarita

W życiu każdego człowieka przychodzi czas na zmiany, w związku z tym, że Ruda jest bądź co bądź kobietą, takie momenty pojawiają się zdecydowanie częściej niż u przeciętnego człowieka.
Właściwie Ruda nie wie czego owe zmiany miały by dotyczyć, czuje tylko obrzydliwą ich potrzebę. Chochlik numer 2, zastąpiwszy bredzącego bzdury chochlika pierwszego, a trzeba wam wiedzieć, że był to niesamowicie upierdliwy typ bez przerwy powtarzający, jaka to Ruda jest beznadziejnie beznadziejna, ciągle wyśpiewuje tę swoją dziwną pieśń o zmianach. Bo ileż można żyć w szczelnym kokonie niechcenia czegokolwiek, alienacji? Nie oznacza to od razu, że nagle Ruda wielkim uczuciem do całej ludzkości zapałała, nic z tych rzeczy. Na samą myśl o tym żołądek Rudej wywinął się na drugą stronę i zawiązał w ciasną kokardkę. Nie ma to jak byś aspołecznym psychopatą, mającym fioła na punkcie oszczędzania energii. I dowiedzieć się przypadkiem, że patrzy się na ludzi z góry.


Za chwilę minie pół roku odkąd Ruda stała się grzeczną i miłą dziewczynką, czasem patrzącą na ludzi z wyższością, a stało się to za sprawą przeprowadzki do Lublina, miasta jak każde inne miasto, nie ma potrzeby rozpisywania się na jego temat, nie porywa, tak samo jak z każdą wizytą przestawał porywać ją Wrocław, mimo, że sentymentu do tego miasta nigdy się nie pozbędzie. Czasem tylko Rudą nachodzą myśli, a co byłoby, gdyby studiowała tam a nie tu, gdyby jednak dała szansę wrocławskiemu UP, jedno jest pewne zrobiłaby rewolucję tu i ówdzie, z czego A. zdaje sobie doskonale sprawę, dzięki czemu w pełni zasłużyłaby sobie na piekielny kociołek. Ale takie myśli donikąd nie prowadzą, a na pewno nie tam, gdzie chciałaby, żeby prowadziły. A dokąd powinny prowadzić? – zapytuję sama siebie.


130 dni względnego spokoju i zaczęło nosić Rudą. W dalszym ciągu nie wie czego chce, podczas rozmów o związkach wybucha szaleńczym śmiechem i wyciąga historie, których nie powstydziłby się żaden wenezuelski scenarzysta, a na zaproszenia dokądkolwiek bądź reaguje histerycznie i zwykle odmawia. Na sugestie, że może można by… odpowiada, że nie dorosła do bycia z kimś i nie jest pewna, czy kiedykolwiek dorośnie. Więc w jakim sensie zaczęło ją nosić? Nudzi ją , tak bardzo nudzi, uczelniana rzeczywistość, jakiejś odmiany potrzeba w sercu się zalęgła. Jakiejś aktywności poza murami lubelskiego UP. Nie da się żyć studiami. Jeśli ktoś utrzymuje, że da się, to jest większym psychopatą niż Ruda.


Więc potrzeba jej zmian. Tylko jakich? Drogie myśli pomysłów pełne werbalizujcie się szybciej. Chciałaby tylko znowu mieć długie czerwone włosy… . //Uroczyście oświadcza więc, że nigdy już, ale to przenigdy, nie zetnie włosów. Z długimi, no dobrze pseudo długimi włosami, jej twarz nie wyglądała jak księżyc w pełni. //

Winamp dzisiaj losuje utwory idealnie pasujące do stanu ducha Rudej, do jej chęci zostawienia wszystkiego za sobą. Pogłaskałabym go za uszkiem, gdyby był kotem albo kucem, ale nie jest, więc drogi Winampie dziękuję ci serdecznie na łamach tego zapomnianego przez Boga i ludzi, a przede wszystkim przez autorkę, blożka.



Wiecie koty są strasznie zabawne, kiedy polują na stopy.

Tagi
Tutaj zawartość trzeciej szpaltyNajlepsze Blogi