sobota, 28 kwietnia 2012
polska mentalność

Razu pewnego, a było to całkiem niedawno - w czwartek miniony, Ruda z kolegą M. ,po napisaniu kolokwium z biochemii, które swoją drogą dzikim fartem udało się jej zdać, bo mimo, że obkuta jak sto diabli z enzymologii, to cholernie była zaskoczona pytaniami na teście, udali się na Plac Po Farze. Tam sobie siedzieli, gawędzili na tematy ważne i mniej. Do tych ważnych zaliczyć można reformę szkolnictwa ("M. oni chcą z nas zrobić tępą masę, niezdolną do myślenia, stąd trzeba wiać!"), a do tych mniej ważnych kwestie zaopatrzeniowe, wszak zmierzali na integrację z przyszłym współlokatorem, daj mu Boże, żeby maturę poprawił i przeniósł się do innego miasta, skoro tak bardzo mu Lublin doskwiera, dr. B. .

W pewnym momencie kolega M. olśnienia dostał - jeśli kojarzyć pomysłowego Dobromira, któremu zapalała się lampka nad główką, gdy wpadał na jakiś pomysł, to już wiecie jak M. wyglądał w tamtej chwili: "Idziemy do Czeskiej Piwnicy na to Twoje piwo!". To Rudej piwo to "Saris tmave", naprawdę wyborny smak! 

Wypiwszy ową ambrozję bogów udali się na przystanek, skąd pojechać mieli na daleki Czechów. Wsiedli w autobus i po ujechaniu przystanku doznali olśnienia: piwo dla dr. B.! Czym prędzej wysiedli i udali się po zaopatrzenie. Na kolejnym przystanku poznali studentów historii: Huberta i jakiegoś buca, który nie raczył się przedstawić. Już Rudej było...radośnie. 

Przyjechał autobus linii, tej właściwej, tej która miała zawieźć ich na daaaaaleki Czechów. W bardzo wesołych nastrojach wsiedli doń i ... nagle bum przestało być wesoło. Na podłodze leżał mężczyzna w stanie upojenia alkoholowego. M. spojrzał wymownie na Rudą, Ruda na niego... . M. zapytał ludzi, co się stało, a gdy dowiedzieli się, że człowiek spadł z krzesła i tak sobie leży to już wiedzieli, że tak tego nie zostawią. Uczciwie trzeba przyznać, że gdyby Ruda była sama to nie sięgnęłaby po rękawiczki, w obawie, że od pijaka oberwie. 

M. wskoczył w nitryle, chwycił gościa za nogawki i przeciągnął na środek autobusu. Delikatne próby cucenia nie sprawdziły się, koleś po prostu odpłynął pijackim kraulem w mocne objęcia Morfeusza. Co klientowi zrobił M., Ruda nie wie i chyba nie chce wiedzieć. Dość, że nagle autobus wypełniło głośne "Co kurwa?!" i koleś znowu zapadł w sen. Kierowca zatrzymał autobus na następnym przystanku, po raz któryś zadzwonił po policję, a czekanie na patrol umilał nam stary gbur, który śpieszył się do domu: "W dupach się studentom poprzewracało! Autobus zatrzymali, bo człowiek się spił i zasnął!". 

/Pyskówkę zaczął już wcześniej, ale na to zdanie w Rudej też się zagotowało. Jak wcześniej ciągle powtarzała "M. spokój. Nie warto, nie tłumacz, M. daj spokój!", czując się wtedy trochę jak w kurniku pomiędzy dwoma kogutami, które zaraz zaczną się tłuc o jakąś piękną kurkę, albo cały zastęp kur. Nawet dość wymuszone tłumaczenia, że studentom nauk medycznych nie godzi się zostawić człowieka w potrzebie nie wystarczały. Stary pan jest bucem i chwała Panu, że w momencie, w których odjeżdżał radiowóz podjechał autobus nocny, a za nim podstawiony na tę okoliczność bus tej samej linii. Pan sobie wsiadł do nocnego, a "studenci, którym się w głowach/dupach poprzewracało"do drugiego./ 

A człowiek był tak narąbany, że leciał z rąk. Ruda nie przypuszczała, że można doprowadzić się do tego stanu. I oczywiście moglibyśmy zostawić go w spokoju niech śpi aż do pętli, bo menelstwo samo się do takiego stanu doprowadza, ale gdyby przypadkiem "klient" dostał ataku padaczki, rozbił sobie swój głupi łeb, albo zaczął wymiotować, a potem dławić się swoimi wymiocinami - leżał na początku tak, że ewidentnie zadławiłby się tym, co wcześniej by zwrócił, to nikt, słowem nikt, z kierowcą na czele nie ruszyłby się do niego, niech zdechnie. 

(Nie jest to odosobniony przypadek, Ula, kobieta, którą jechała z nami tym autobusem, opowiedziała nam, że gdy była w ciąży i zemdlała w autobusie to nikt, nikt jej nie pomógł...)

Ot i polska mentalność. Tak krzyczy się, że trzeba ludziom pomagać, a potem urządzają awantury, gdy ktoś to robi, bo przecież pijaków się nie ratuje. Ale co Ruda tam może wiedzieć, wszak jesteśmy z M. studentami, którym się poprzewracało tu i ówdzie... . 

 

/Swoją drogą porażką jest czekanie w centrum miasta 20minut na patrol policji/

niedziela, 22 kwietnia 2012
histopatologia

Na wstępie Ruda chciałaby pochwalić się, że histopatolog nie stwierdził komórek zmienionych nowotworowo u Księcia, kamyczek spadł Rudej z serca, ale niestety wciąż nie wiadomo, skąd się guzy wzięły. Obserwujemy dalej, licząc po cichu, że i tym razem uda nam się wyjść z tego cało. Gdybyście słyszeli wybuch radości po telefonie od mamy... .  Chyba powinna iść przeprosić sąsiadów za zaistniałą sytuacje.  (Ruda nie będzie strugać bohaterki, kto ją zna trochę lepiej to wie, że tydzień po przyjeździe do Lublina był najgorszym tygodniem w jej życiu, nie jadła nic, bolał ją żołądek, mało spała, a każda wzmianka o psie powodowała zaszklenie się oczu, stąd też Ruda za złotą radą A. nakładała sobie grubą warstwę maskary na rzęsy, w myśl zasady: nie mogę płakać mam tapetę na twarzy, będę wyglądać jak ofiara przemocy domowej, kiedy tusz zacznie spływać mi po policzkach.)

 Wybaczcie lenistwo, ale embriologia goni i milion innych tematów, o których Ruda chciałaby wam opowiedzieć, łapcie cytat z wikipedii:

"Badanie histopatologiczne materiału tkankowego ma duże znaczenie w rozpoznawaniu chorób nowotworowych, wielu schorzeń zapalnych i zwyrodnieniowych, monitorowaniu postępu leczenia, a także przy stwierdzeniu przyczyny zgonu i istniejących zmian chorobowych u osób zmarłych, u których wykonano sekcję naukową-lekarską lub sądowo-lekarską. Przedmiotem badania histopatologicznego są usunięte chirurgicznie narządy lub części narządów oraz specjalnie pobrane wycinki tkankowe w trakcie zabiegów chirurgicznych nazywanych biopsją. Badanie histopatologiczne w odróżnieniu od badania cytopatologicznego umożliwia ocenę przestrzenną zmian chorobowych w tkance, stąd rozpoznania histopatologiczne są na ogół wiarygodniejsze i dokładniejsze niż cytologiczne." wikipedia.pl 

 

Mała retrospekcja:

Ruda przyjechała w czwartek do domu. Pies czuł się fantastycznie. Biegał, mruczał, łasił się trochę jak kot, właził Rudej na kolana i wyjątkowo nie był na nią obrażony, za to, że tak długo jej nie było. Ruda poleciała więc szybko do torby, z której wyjęła jego ulubione Dentastixy  i  ciasteczka w kształcie kostek tej samej firmy. Się chodzi na dodatkowe wykłady, to się bonusy dostaje. Noc minęła spokojnie. Następnego dnia, gdy przyszła z psami siostry do mamy wcale już tak różowo nie było. U Księcia wystąpiła reakcja alergiczna na kosteczki. Gdyby objawy były skórne, tak jak zwykle to można by uznać, że nic się nie stało, ale nie były.  Ruda nie wie,  jak naukowo mogła by opisać, to co stało się z jej psem, więc napisze jak laik. Prawe oko spuchło, było tak wielkie, że niemalże wylewało się z oczodołu. Pies wyglądał jak Quasimodo, tak tak, ten Dzwonnik z Notre-Dame. Szybki telefon do dr., mama z psem wysłana w kierunku gabinetu,  a Ruda biegła do bankomatu. A trzeba wam wiedzieć, że Ruda nigdy nie biega, nigdzie nie biega, ani na bieżni, gdzie uskutecznia marsz emerytów i rencistów, ani na autobus. Nie ma sensu roztkliwiać się nad okiem, skoro uderzeniowa dawka neomycyny pomogła.  Pies dostał szlaban na owe przysmaki, sytuacja z okiem się nie powtórzyła. Wszyscy byli zadowoleni. Może poza psem, któremu oko zakrapialiśmy najpierw co 30minut, potem co 2 godziny, a później co 4 i 8h. Weekend minął spokojnie, nadszedł wtorek i czas badań.

Wszyscy, z dr. na czele, liczyliśmy na to, że obejdzie się bez znieczulenia. W przypadku grubych, starych psów, unika się podawania znieczulenia, bo ryzyko nie wybudzenia się wzrasta. Książe, a jakże współpracował świetnie, jak na takiego histeryka jak on, dopóki dr nie włączył machiny zwanej rentgenem, a która buczała tak głośno, że biedny pies postanowił ewakuować się ze stołu i zwiać go gabinetu.  Maszynka do golenia poszła w ruch, anestetyk trafił do krwioobiegu. (Nie pytajcie Rudej, w którą żyłę trafił, bo takiej kretynki dawno z siebie nie zrobiła.) A pies dostał ataku padaczki. Ruda nie wiedziała czy ratować mamę, która odwróciła się od stołu i na przemian bladła i czerwieniała, czy może zająć się psem. Więc stała tak kątem oka obserwując oboje, modląc się w duchu, żeby tylko mama wytrzymała i nie osunęła się na podłogę. Kiedy pies się uspokoił, a biopsja została pobrana, zostałyśmy wyproszone z gabinetu. Usiadłyśmy więc sobie w poczekalni, aż tu nagle wychodzi dr. A z pytaniem: „Masz fartuch?”. Ruda fartucha nie miała, ale za to w kieszeni kurtki kisił się czepek. Na szczęście brak bluzy nie przeszkadzał, Ruda dostała jedną z wielu leżących w otchłaniach szafki pokoju socjalnego i udała się do drugiego gabinetu, gdzie Rambo leżał nieprzytomny na stole. I tak zaczęła się przygoda Rudej z czyszczeniem psich zębów. Fantastyczna sprawa, a Gruby ma teraz zęby jak młody bóg i znowu może wyrywać najlepsze suczki dzielni. Mało tego, wygląda jak weteran wojenny z tą swoją wygoloną łopatką, to kolejne 100pkt do lansu. RTG nie pokazało nacieków na kość. Guz mimo, że duży, bo mający średnicę 5-6cm, wciąż niczego nie uciska, nie powoduje kulawizny, apetytu Książe także nie stracił, nie wymiotuje, pije normalnie, chętnie wychodzi na spacery i nie można mu wytłumaczyć, że powinien chodzić wolniej. (Tylko po badaniach, gdzie guz został „wymacany” na wszystkie strony, gdzie został ponakłuwany igłami do biopsji, po znieczuleniu został przez Rudą wniesiony na 2 piętro).

Ruda powie wam w sekrecie, że fantastycznym uczuciem jest wypisywanie książeczki zdrowia, czy zlecenia badania histopatologicznego (przy czym to oczywiście dr wpisał średnicę i typ pobranej tkanki).

 

 

 

czwartek, 19 kwietnia 2012
Operacja Dzika Afryka

Słuchajcie, mam do Was gigantyczną prośbę. Zagłosujcie na Natalię w tym konkursie, można głosować codziennie. Jedno kliknięcie/dzień może przybliżyć ją do zgarnięcia 5.000 PLNów, a to do kolejnej wyprawy na Czarny Ląd: http://apps.facebook.com/jw_mojahistoria/p/586 . Ruda zwraca się też do Was z prośbą o udostępnienie tego, gdzie tylko się da. 

 

Zapraszam Was także na bloga Natalii, który obudził w Rudej żądzę przygód i odkrycia Afryki: Project Wild Life


sobota, 14 kwietnia 2012
Ja żadnego ślubu z Panem brać nie będę!

Dawno, dawno temu, bo aż przed świętami, Ruda w ramach zawiłej historii obiecała Panu R. ciastko jako zadośćuczynienie za uszczerbek na psychice, jaki ponoć mu zadała, nie informując go uprzednio, że pragnie pooglądać sobie preparat w poniedziałek rano, biedny wcześniej naszykowałby sobie nózię, a nie gmerał przez 30 minut w basenie (Przyznam szczerze, że nie widzę różnicy. 30 minut w pt czy w pon? Whatever. Pan R. ma swoje dziwactwa, całą tonę dziwactw). A że Ruda jest bestią upartą to przywiozła serniczek i… to był błąd. Wielki gigantyczny meastake! Albowiem dzisiaj niejaki Pan R. rzucił się dziękować Rudej za ciasto, marudząc przy tym, że strasznie mało go było (Pan wybaczy, ale był tak smaczny, że sama zjadłam, Bozia mnie pokarała za ten haniebny uczynek i poszło mi w biodra.).  I na tym ta historia mogłaby się zakończyć, ale jak wiecie, w życiu nic nie dzieje się po naszej myśli. R. zobaczył, wychodząc z sali prosektoryjnej (rozkładał preparaty), że Ruda stoi pod drzwiami i czeka na ćwiczenia. Podszedł do niej, w podskokach niemalże  i stwierdził, że pocałuje ją w policzek (tak, już można pluć z obrzydzeniem). Gdybyście widzieli minę Rudej, zastosowane przez nią uniki. Cyrk na kółkach! Aż tu nagle pan R. wypala ze swoi standardowym tekstem:

 

 

PR: Ale wie pani przed ślubem…

Ruda: Tak wiem, od pasa w górę. Ale panie! Przed ślubem to się nawet całować nie można. Nawet w policzek! A ja żadnego ślubu z Panem brać nie będę!

 

 

Zaiste cięta riposta Rudej przyniosła odpowiedni skutek. I wiecie co? Jak R. nigdy z nikim nie dzieli się cukierkami, bo nie i już, tak darł twarz za Rudą przez pół drogi krzyżowej: „Paaaaani, a dr. Sz dał mi żelki! Chce pani żelka?”

 

Czy to o zgrozo początek wielkiej przyjaźni?! Nie ma opcji, żeby Ruda kiedykolwiek szła do niego załatwiać preparat...

 

*przed ślubem tylko od pasa w górę, jak absztyfikant będzie dobierał się niżej to należy odsunąć jego rękę, albo pieprznąć go w głowę, przy czym ta druga opcja, została wymyślona przez Rudą, pan R. poleca odsuwanie ręki. Jak łatwo można się domyślać, Rudej bardziej pojawia się rozwiązanie drugie… I pamiętajcie nie ma kolegów ani przyjaciół, są tylko narzeczeni!

niedziela, 08 kwietnia 2012
Ruda pyta

 Ruda od dłuższego czasu zastanawia się czy nie zawiesić bloga, bo i o czym ma Wam opowiadać? Wprawdzie może godzinami opowiadać o studiach, godzinami może czytać artykuły medyczne, czy dodatkowe podręczniki, chociażby do onkologii, którą Ruda mogłaby z czystym sumieniem nazwać fascynującą, gdyby nie zaistniałe okoliczności. I mogłaby Wam o tym wszystkim pisać. Tylko czy jest sens?

 

13:57, raggafaya
Link Komentarze (6) »
Tagi
Tutaj zawartość trzeciej szpaltyNajlepsze Blogi