środa, 30 maja 2012
występy artystyczne

Troje zasmuconych swoim brakiem wiedzy studentów siedzących na ławce w 5 minut przed wejściem na zajęcia, ciężko zastanawiało się nad tym czy jest w ogóle sens pisania drugiego terminu. Wśród licznych "nie zdamy" & "to bez sensu" padło w końcu "przestańcie ***, zdacie! Powodzenia". Dobry humor powrócił, aż tu nagle na horyzoncie pojawili się "kaci"*. W oczach panika, w myślach "tylko nie trzeci termin!". Wchodzą do sali. Któryś z chłopców szturcha Rudą: "Idź powiedz, że nie zdajemy dzisiaj.". Ruda więc idzie:

 

-Pani doktor, bo my z taką sprawą... nie zdajemy dzisiaj...

-Oszaleliście?! Zdajecie. 

-To znaczy spróbować możemy, ale...

-Nie interesuje mnie to, siadajcie i nie panikujcie. I piszecie kolokwium!

(dialog takiego kalibru)

 

Cóż było zrobić? Usiedli, a Ruda merdając nóżkami pod stołem, stwierdziła, że w sumie jest jej wszystko jedno, u wszystkich prowadzących odpowiadała już ustnie zaliczając kolokwium takie czy inne. Po sprawdzeniu obecności, poinformowaniu "kto z czym zalega", pani doktor wyprosiła szczęśliwców (czyli tych, którzy zaliczyli w pierwszym terminie) z sali, nieszczęśliwców zaprosiła zaś na występy artystyczne. I trzeba przyznać, że określenie to było jak najbardziej trafne. Śmiech tria, śmiech prowadzących, rozwiązywanie testu... Ah, ah. Poezja. Dość przytoczyć dwa dialogi:

-Jaki tu macie nabłonek? 

-Jednowarstwowy sześcienny.

-Jaki?

-No przecież te jądra komórkowe są okrągłe.

-Jakie są?!

-No... jak tak patrzymy z takiej odległości to są okrągłe.

-To sobie bliżej podejdźcie.

-Hm... dalej są okrągłe.

- ..., nie, one nie są okrągłe. Więc jaki to jest nabłonek?!

 

 

-Panie doktorze można prosić kolejny slajd? 

-Ale myśmy jeszcze nie odpowiedzieli!!!

-Pan M. już odpowiedział...

-M. odpowiedział... *Ruda patrzy koledze przez ramię* Ah, C!

 

Po udanych występach artystycznych, gdy na sale wrócili już szczęśliwcy, pani doktor zwróciła się do tria słowami: "Kiedy mówię, że podchodzicie do kolokwium, to do niego podchodzicie i nie marudzicie mi, że nie chcecie!".

I tak oto poza uroczą 4, która wpadła Rudej przypadkiem do kieszeni, boli ją brzuch od śmiechu. Ah, nawet wizyta u księdza (prowadzący etykę) nie popsuła Rudej dnia, ani jego durne docinki, że może powinna sobie poszukać chłopaka w młodzieżowej kadrze Górnika Zabrze. Wszak piłkarze są bogaci, więc taki mąż utrzymywałby jej klinikę.

 

 

 

 

*to określenie absolutnie nie pasuje do przyjaznego dzieciom zakładu Histologii i Embriologii. 

14:55, raggafaya
Link Dodaj komentarz »
sobota, 26 maja 2012
procrastinatio

I Rudą dopadła owa mityczna prokrastynacja, zresztą nie tylko ona... ;)).

Tyle zaliczeń, poprawek i cholera wie jeszcze czego, a Ruda najchętniej położyłaby się spać. Ciekawie dość na stres reaguje, trzeba przyznać. Lepsze to niż mdłości, które dopadały ją na myśl o kolejnych kolokwiach z chemii. Tak, profesor K. wysyłająca na lewo i prawo studentów na warunki, skutecznie obrzydzała Rudej życie. Strach się bać przyszłego semestru i tu, w tej chwili może się Ruda założyć, że znowu będzie panikować przed każdym kolokwium z biochemii (całe szczęście, że jeden semestr tego jakże cudownego przedmiotu został zaliczony!).

 

Słuchajcie, macie jakieś rady dla szukającej mieszkania Rudej? Bo sen, a Ruda bardzo lubi spać, spędza z oczu widmo bezdomności w nadchodzącym nowym roku akademickim...

 

 

 

 

Ruda vs Sesja? 3:0 

(teraz tylko przeżyć ten tydzień, dwa egzaminy i do domu!)

Tagi: ruda studia
16:29, raggafaya
Link Komentarze (9) »
piątek, 25 maja 2012
gorąca prośba

Hej, po raz kolejny proszę Was serdecznie o oddawanie głosów na Natalię. Was nic to nie kosztuje, a ją zbliży do osiągnięcia celu, a cel jest wzniosły! 

Udostępniajcie gdzie tylko się da, o to prosi Was Ruda :)) 

Jak głosować? Należy połączyć się z Facebookiem i kliknąć "oddaj głos", który znajduje się pod prezentacją (taki przycisk z serduszkiem). 

 

"Nazywam się Natalia Rożniewska i jestem studentką medycyny weterynaryjnej na SGGW w Warszawie. Swoje zamiłowanie do zwierząt łączę z pasją podróżowania. Poza pilnym studiowaniem fachowych książek, które są mi niezbędne do zaliczenia przedmiotów, staram się również zdobyć tak cenną praktykę, która niewątpliwie jest w tym zawodzie najważniejsza. Ponieważ przyszłość wiążę ściśle z medycyną dzikich zwierząt, toteż doświadczenia szukam w odległych zakątkach świata.


Obecnie planuję półtoramiesięczny wyjazd do Ameryki Południowej, a dokładniej do jej serca – Boliwii. To stąd najczęściej porywa się niewinne stworzenia zamieszkujące amazońską dżunglę. Później trafiają one na czarny rynek, dając zarobek kłusownikom, którzy są bezwzględni wobec zwierząt i trzymają je w nieludzkich warunkach. Inti Wara Yassi to ośrodek, który ratuje sieroty i leczy je oraz rehabilituje, aby mogły powrócić na wolność. Niektóre z nich od lat nie widziały trawy ani słońca, boją się ludzi, a nawet przedstawicieli swojego gatunku. Dlatego w tym miejscu leczy się nie tylko rany, ale też psychikę, co wymaga pełnego poświęcenia i oddania wolontariuszy. Wynagrodzenie jest jednak bezcenne – móc patrzeć na podopiecznego, któremu podarowało się szansę na drugie życie w świecie, do jakiego należy. Dla mnie ma to szczególną wartość."

 

http://stypendiumzwyboru.absolvent.pl/uczestnicy/operacja-dzika-ameryka-1083

16:39, raggafaya
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 22 maja 2012
stypendia

Śmiejmy się, śmiejmy, ale Ruda pomyślała, że może by się uczyć w końcu porządnie zaczęła, żeby zacząć ciągnąć pieniążki od Ministra, stąd też pojawiło jej się kilka pytań w głowie, na które być może znacie odpowiedzi.

 

  1. Jest tu ktoś kto pobiera jakiekolwiek stypendium naukowe?
  2. A może ktoś kto pobiera stypendium od Ministra? Czy jest w ogóle jakaś realna szansa, żeby je dostać?
  3. Może ktoś się ubiegał i może mi przybliżyć procedury?
  4. Czy praktyki, o których mowa ("praktyki, staże lub ukończone kursy nieobjęte programem nauczania") muszą być jakoś zatwierdzone przez uczelnie?
  5. Czy certyfikaty o jakich mowa (certyfikaty potwierdzające znajomość języków obcych co najmniej na poziomie B2 w skali globalnej biegłości językowej według „Common European Framework of Reference for Languages: learning, teaching, assessment - Europejski system opisu kształcenia językowego: uczenie się, nauczanie, ocenianie”.) muszą być zdobyte podczas danego roku akademickiego, poprzedzający złożenie wniosku?
  6.  Czy jeśli wyjechałabym sobie na studia do Wiednia to stypendia wydawane w Polsce mi poprzepadają? (Tak, Ruda szuka jakiegoś sposobu na sfinansowanie pobytu w Austrii)

 

 

A teraz się śmiejmy z Rudej, razem z nią, bo jak zagląda do indeksu i widzi te tróje to aż trudno uwierzyć, że ma zamiar uczyć się dla średniej, która musiałaby wynieść co najmniej 4,50...

Ma Ruda marzenia, prawda?

środa, 16 maja 2012
a wszystko to przez deszcz dudniący

Dzisiejsze oberwanie chmury było mi bardziej niż na rękę. Zamiast wstać o 6:30 Ruda na nogach była już o 4. Można by było ręce załamywać, rozpaczać i marudzić, z jednoczesnym nakrywaniem głowy kołdrą wstała i poczłapała do kuchni po filiżankę gorącej kawy… zbożowej. Po drodze, zobaczywszy uchylone drzwi do łazienki, wstąpiła na różowe dywany zielonej toalety, a tam jej oczom ukazał się miłościwie nam panujący Pan Kot, siedzący jak gdyby nigdy nić w wannie. Łapki oparłszy o krawędzi próbował pić wodę z kranu, a że kurek był zakręcony… . W przypływie dobroci serca Ruda delikatnie odkręciła mu źródło życiodajnego płynu i usiadła nieopodal. Kot posłał jej jedno ze swoich jednoznacznych spojrzeń: „możesz odejść służko”. Urażona, zakręciła kurek i wróciła po kawę, po czym zakopała się pod kołdrę (a jednak!) z tuzinem notatek z histologii. Trzy godziny i 12 minut później opuszczała gabinet profesorki z czwórką z zaliczenia układu pokarmowego.

 

Zbyt pięknie być jednak nie mogło. Ruda uświadomiła sobie, że na następne ćwiczenia nic nie umie i że głupio trochę w ciągu jednego dnia zaliczyć zaległe kolokwium i umawiać się na zaliczenie ćwiczeń. W celu zdobycia odpowiednich informacji postanowiła udać się do wydziałowej czytelni. Kolokwialnie rzecz ujmując pocałowała klamkę o 8:32, 9:00 i 9:30, później straciła cierpliwość by sprawdzać czy ktoś w końcu zamierzał pojawić się w pracy. Tutaj następuje moment, w którym czytelnik powinien zadać sobie pytanie od której czynna była biblioteka i czy oby Ruda zna się na zegarku. Wychodząc naprzeciw owym pytaniom Ruda stwierdza, co następuje: czytelnia czynna jest od poniedziałku do piątku w godzinach od 8:30 do 15:00, a Ruda nie ma najmniejszych problemów z interpretacją cyfr wyświetlanych na ekranie zegarka elektronicznego, co innego gdyby był to zegarek analogowy, wtedy prawda przyjąć można by, że w oczach jej się wskazówki troiły, dwoiły lub ulegały rozmyciu.

Cóż zrobić w takiej sytuacji? Można było położyć się na ławce pod salą histologiczną, ze słuchawkami na uszach i spać do oporu, to jest do ćwiczeń, co też Ruda skwapliwie uczyniła, wywołując przy tym uśmiechy na twarzach studentów zmierzający na wykład z anatomii topograficznej. Może były to uśmiechy politowania? Może uśmiechy zazdrości? Kto wie? W końcu zajęła najlepszą miejscówkę… do spania.

 

PS. I w ten oto sposób Ruda rozpisała się, jak zwykle zresztą nie na temat, a chciała tylko podzielić się z Wami przemyśleniem dotyczącym tegoż bloga, który przestał być miejscem, w którym mogłaby podzielić się swoimi emocjami, to jest obnażyć to i owo, wyrzucić z siebie to, co leży jej na wątrobie, czy jakkolwiek by tego inaczej nie nazwać… .

sobota, 12 maja 2012
lek. wet vs lek. med

Ruda chciała opublikować niedawno wpis dotyczący kastracji zwierząt, ale przez nie uwagę (zwaną także chęcią ucieczki od pisania referatu na biochemię) zaczęła przeglądać popularną stronę demotywatory.pl i... żółć jej się w wątrobie zagotowała. 

Doskonale wszyscy wiecie, że Ruda nie jest dziewczyną, która na weterynarię poszła, bo nie dostała się na kierunek lekarski, że weterynaria nie jest tą przysłowiową zapchaj dziurą, tylko świadomą decyzją, czy mówiąc bardziej patetycznie drogą, którą chce iść. Nie ma kompleksów na punkcie "niebycia" lekarzem, bo niby dlaczego miałaby mieć? Lek. wet to też lekarz i co może dziwić Polaków, lekarze weterynarii zaczynają mieć, także u nas!, coraz węższe specjalizacje, wdrąża się coraz nowsze technologie etc. etc. Czego się tu wstydzić? (Zresztą jak można się wstydzić czegokolwiek? Hmmm...)

Doskonale też wiecie, że porównywanie trudności studiów też spływa po Rudej jak po kaczce.

ALE na Boga, którego istnienia nie neguje, ale też w nie nie wierzy, kiedy ktoś mówi, że wybrała ten kierunek ze względu na łatwy i duży zarobek, to wszystko się w niej gotuje. Była tak oburzona, że aż zarejestrowała się na owej stronie i napisała kilka, miłych, słów od siebie. 

 

Trochę niefajnie, że "medycy" wybierając swój przyszły zawód, kierowali się mitycznym powołaniem, a ci chciwi "weterynarze" wizją stale rosnącej kupki pieniędzy. To nic, że działalności gabinetów/klinik/przychodni weterynaryjnych nikt "z góry" nie finansuje, że sprzęt jest drogi, że badania nie są refundowane przez żaden organ państwowy. To nic, że uczy mnie lekarz, który zwykle leczy po kosztach, jestem chciwa i nie mam serca, nie to co lekarze medycyny ludzkiej. Oni to mieszkają w szałasach, żywią się Powołaniem, a do pracy jeżdżą Etyką, jak mówi Maciej ze Szpitalnego Życia.

 

 

 

BTW. straszny wysyp "weterynaryjnych" kwejków, demotywatorów i całej reszty. Co z tą Polską, skoro wszyscy na kasę lecą ;)))

Tagi
Tutaj zawartość trzeciej szpaltyNajlepsze Blogi