czwartek, 30 czerwca 2011
zdane!

Ruda zdała. Jest nawet szansa na Lublin stacjonarny, na Wrocław Ruda nie liczy. Może niestacjo?

 

Trzymajcie kciuki w dalszym ciągu! Wielkie dzięki za to, że byliście i podtrzymywaliście na duchu.

 

 

 

Ruda ma pracę, w sklepie mięsnym!

środa, 29 czerwca 2011
1 day left...

Ruda jest przerażona. Boi się.

 

 

 

 

Żołądek zawiązał się jej w kokardkę, której za cholerę nie da się rozwiązać. Ruda nie chce poprawki w sierpniu...

 

 

09:28, raggafaya
Link Komentarze (4) »
sobota, 25 czerwca 2011
Bioniczny weterynarz - The bionic vet



[zródło: BBC]

 

Przypadkiem Ruda natrafiła na, emitowany przez BBC Knowledge, serial, choć może lepiej powiedzieć program, o pewnej klinice weterynaryjnej w hrabstwie Surrey w Wielkiej Brytanii [we wsi Eashing zdaje się] i przedsięwzięła pewną decyzję.

Bez względu na wyniki matur zapisuje się na kurs angielskiego, co zresztą trzeba było zrobić wcześniej. To inwestycja, która zawsze będzie opłacalna. Szkoda tylko, że przez tyle lat szczerą niechęcią pałała do wyżej wymienionego języka. 

 

Ale nie o Rudej miało być! Tylko o Noelu Fitzpatricku i jego klinice. Ten Irlandczyk jest niesamowity. Nie boi się podejmować ryzykownych operacji. Stosuje endoprotezy i najnowsze zdobycze medycyny weterynaryjnej. Czy w Polsce ktokolwiek spotkał się z takimi praktykami? U nas proponuje się amputację kończyny i rehabilitacje, a w przypadku, gdy konieczne jest odjęcie np. dwóch kończyn zwykle uśpienie zwierzaka. Z przykrością trzeba też stwierdzić, że ich klinika dla zwierząt jest wyposażona lepiej niż nie jeden polski szpital… dla ludzi.

 

Wszystko się zmienia, świadomość Polaków także, co strasznie Rudą krzepi. Do nas też w końcu dotrą najnowsze technologie, metody leczenia, potrzeba nam tylko światłych, mądrych, dobrze wykształconych i otwartych na nieznane specjalistów. Więc jeśli mamy możliwość to kształćmy się pod okiem najlepszych. Anglojęzyczni spinajcie pośladki i próbujcie załapać się na zagraniczne, wakacyjne praktyki. Choćby u samego Noela Fitzpatrick’a, który stał się osobistym weterynaryjnym guru Rudej.







 [zródło: BBC]

 

 Noel mógłby być nawet mężem Rudej - jest Irlandczykiem i odwala kawał dobrej roboty.  

czwartek, 23 czerwca 2011
awantura o ESK2016

Czym jest ESK?

ESK czyli Europejska Stolica Kultury to inicjatywa Unii Europejskiej mająca na celu wybranie dwóch miast tzw. Starej i Nowej Unii, które na okres 12 miesięcy staną się dwoma odrębnymi ośrodkami kultury.

Jest to program mający zaktywizować lokalną społeczność – zaszczepić w niej potrzebę działania na rzecz rozwoju swojego miasta. To idea, która przyciąga inwestorów, sponsorów i media. ESK jest więc szansą nie tylko dla jednego miasta, jest szansą dla całego regionu, a w szerszej perspektywie nawet dla kraju.

Ambasadorami ESK w 2016 roku będą Hiszpania i Polska.

 

Kto wygrał, kto przegrał?

Burza w szklance wody rozpętała się we wtorek po ogłoszeniu wyników konkursu. Na Mariackiej w Katowicach podobno zaległa cisza, a pracujący nad projektem mieli łzy w oczach: nie udało się. W tym samym czasie we Wrocławiu świętowano. Vrotslove wygrał, wygrał w oczach Rudej zasłużenie. To jeden z tych polskich kulturalnych ośrodków, które istnieją od dłuższego czasu na arenie międzynarodowej, nie tylko europejskiej. To miasto tętniące życiem, pełne obcokrajowców, muzyki, kultury i energii, której nie zabrakło także Katowicom czy Lublinowi. 

 

W czym więc rzecz, skoro wygrał najlepszy? Wśród Polaków jak to zwykle wybuchła nagle kolejna panika związana ze spiskiem, jakby Katastrofa Smoleńska nie wystarczała. Podniosły się głosy, że konkurs był ustawiany, a minister kultury tatusiowskim ramieniem objął stolicę Dolnego Śląska, zasilając ją funduszami z budżetu państwa. Jego zachowanie może budzić niesmak, szczególnie, że decyzja o przyznaniu dotacji zbiegła się w czasie z wizytą ekspertów z ESK. Szkoda tylko, że nawet tacy ludzie jak Kamil Durczok znowu doszukują się niesprawiedliwości dziejowej w werdykcie jury ESK2016.

 

Czy przegrana z Wrocławiem jest porażką dla Katowic i Lublina? Czy naprawdę chodzi tylko o pieniądze? Czy wygraną nie było zdobycie poparcia mieszkańców dla tak dużego projektu? Czy, tak jak w przypadku Katowic, wygraną nie jest zapewnienie prezydenta, że budżet przeznaczony na ESK nie zostanie nagle wchłonięty przez inne programy? Czy nie jest pięknym to, że mieszkańcy dalej chcą zmieniać na lepsze wizerunek swoich miast?

Alternatywna Stolica Kultury

katowice alternatywna stolica kulturyPo ogłoszeniu wyników w głosowania ESK2016 Katowice postanowiły nie poddawać się. Ruszył fanpage na facebooku promujący Katowice jako Alternatywną Stolicę Kultury. Ową stronę polubiło już blisko 4 tysiące ludzi i nie zanosi się na to, żeby fala entuzjazmu ustała.

ASK2015 czy też jak woli Pan Uszok MSK2015 - choć zmiana nazwy wydaje się być poronionym pomysłem, szczególnie, gdy patrzy się na szum wokół ASK na "fejsbuku", to wspaniała okazja do unaocznienia społeczeństwu jak wielkie zmiany zachodzą na terenie całego Śląska. To szansa na zbudowanie nowego wizerunku Sillesi w oczach całej Europy. W końcu jesteśmy jednym z największych ośrodków miejskich w Europie. Poza industrializmem, z którym tak powszechnie kojarzy się ten region, mamy wiele do zaoferowania, także w zakresie edukacji wyższej [Politechnika Śląska, Śląski Uniwersytet Medyczny, Akademia Muzyczna im. Karola Szymanowskiego...], kultury, czy w końcu turystyki nomen omen postinudstrialnej. 

Oby zapał na Śląsku nie osłabł, mamy naprawdę wiele do zaoferowania jako region. A "przegrana" w ESK2016 może nam tylko w tym pomóc.

 "Piotr Uszok nie ukrywa, że z wielką uwagą po ogłoszeniu wtorkowego werdyktu, śledził głosy na forach internetowych. - Ktoś zaproponował, by Katowice stały się w 2016 Alternatywną Stolicą Kultury. Pomysł jest świetny, ale od razu zadałem sobie pytanie czy rzeczywiście warto coś takiego organizować właśnie w 2016 r., gdy wszystkie imprezy będą odbywały się we Wrocławiu?


[...]

Okazja jest wyśmienita, bo w 2015 r. Katowice będą obchodzić swoje 150-lecie."
Więcej... 

Słowo od Rudej

Ruda szczerze gratuluje Wrocławianom. W pełni zasłużyliście na wygraną. Wszystkim "przegranym" w tym Katowiczanom życzy udanej próby przekucia porażki w sukces. Wykorzystajcie szum medialny jaki wytworzyliście dzięki ESK2016 i działajcie dalej. W końcu nie zawsze się wygrywa. Najważniejsze jest to, że nie stoi się w miejscu.

 

Prawdopodbnie Rojek lepiej ubrał w słowa myśli Rudej:

 

 

Bardzo chętnie Ruda nabyje koszulkę Katowic z nowym logo. [Gadżetów z Wrocławia nie otrzymała, nie wiedzieć czemu...]

wtorek, 21 czerwca 2011
CKE wywiesiło "klucze"

Ruda, masochistka, zerknęła na klucz z biologii i chyba będzie całkiem nieźle.

 

 

Na chemię i polski nie miała siły patrzeć.

 

 

 

Trzymajcie kciuki za polski, trzymajcie, proszę.

sobota, 18 czerwca 2011
O tym, że Ruda szuka pracy i szczęścia.

Uporawszy się jako tako z demonami przeszłości Ruda postanowiła poszukać pracy. „Demony przeszłości” strasznie to tandetnie brzmi, cóż zrobić, kiedy ostatnio [od kwietnia, a może już od marca] jej życie przypomina tandetną, kiepską sztukę teatralną. Jeśli już porównujemy życie Rudej do teatru, to ją samą należało by przedstawić jako aktorkę grającą zagubioną kobietę z wyzywającym, za mocnym makijażem mającym maskować jej wielkie życiowe zdezorientowanie. Kiedy Ruda patrzy na tamte wydarzenia inne skojarzenia nie przychodzą jej do głowy,  a mimo to niczego nie żałuje, może tylko tego, że bardziej się nie starała. Ruda ma na myśli ogół swego żywota, nie tylko ten drobny wycinek będący przygodą, która wywoływała szybsze bicie serca. Ale o szukaniu pracy miało być i o szukaniu szczęścia, a nie o tym, co było. Trzeba się nauczyć żyć… nie patrząc w przeszłość.

 

 

Przeszłość nie jest krainą, którą tak łatwo opuścić

Éric-Emmanuel Schmitt

 

 

Ale trzeba się starać. I Ruda próbuje, robiąc dwa kroki w przód i jeden w tył. W tempie ślimaczym zostawia za sobą tamte dni.

 

 

Szukanie pracy nie mając kompletnie żadnego zawodowego doświadczenia, Ruda nie zalicza do takiego zbierania truskawek, które uskuteczniała jeżdżąc w Świętokrzyskie, jest cholernie nieciekawe. Co tu wpisać w CV? Zresztą Ruda sama nie wie, czy chce pracować po 8 i więcej godzin dziennie, skoro w perspektywie kolejnych lat ma zawalone praktykami wakacje, może trzeba poodpoczywać na zapas?

W poniedziałek rozpoczyna swoją przygodę z pośredniakami, internetowe poszukiwania na nic się zdały. Oby znalazło się cokolwiek, co da jej jakiekolwiek pieniądze i wyciągnie na dłużej z domu. Siedzenie w domu generuje bowiem myślenie, wspominanie. Na co to komu?

 

 

 

O szczęściu będzie pewnie innym razem. Dziś Ruda może powiedzieć, że boi się dorosnąć. Chciałaby dać komuś szczęście, ale dochodzi do wniosku, że jest zbyt niedojrzała, żeby wplątywać się w jakiekolwiek historie "miłosne". Są sytuacje, w których wciąż zachowuje się jak dziecko. Musi zacząć mniej od siebie wymagać. I musi dorosnąć... 

 



piątek, 17 czerwca 2011
oj Ruda Ruda

Ruda kretynko, idiotko, imbecylu majowy nie pij tyle. A jak pijesz to nie pisz do nikogo. Na następnej imprezie Ruda nie pije, to postanowione. 

 

 

 

 

Spaliła na ognisku wszystkie bilety z i do Wrocławia, opowiedziała tę telenowele wenezuelską, bo to w gruncie całkiem zabawna historia -> nie codziennie w końcu ludzie życzą Rudej smażenia się w piekle.

Tym samym spaliła za sobą wszystkie mosty, nie pozostawiła sobie możliwości powrotu do ONego i jest jej z tym cholernie dobrze. Gdyby tylko nie wysłała mu pewnej wiadomości, mogłaby być z siebie naprawdę dumna. Ale ale... dzisiaj rano postanowiła usunąć wszystkie numery kontaktowe jakie do niego kiedykolwiek posiadała. Challenge completed. I to już jest warte pochwały. Wywalamy Piotrusia Pana ze swojego życia.

czwartek, 16 czerwca 2011
fart

Wczoraj porządkując harcówkę, tak tak Ruda coś tam jeszcze harcerzy, z mniejszym zapałem niż kiedyś, ale jednak harcerzy, i przygotowując materiały na obóz [siatki maskujące, siekiery, pilniki, tarniki, materiały plastyczne itd. Swoją drogą doedukowała się w kwestii pędzli malarskich, farb, narzędzi. Fajnie ;-)] znalazła stetoskop.

 

Skąd stetoskop wziął się w harcówce? Tego nie wie nikt. Stoczywszy bitwę z przyjacielem o wyżej wymieniony przedmiot, wpakowała go do torby. I tak o to leży sobie przed nią stary stetoskop marki zalimp.

 

Znaki? Przeznaczenie?

 

 

Cholera wie, o co chodzi. Ale Ruda lubi takie przypadki ;-).

wtorek, 14 czerwca 2011
wredne bydle, czyli o tym jak Ruda pokochała brązowego cielaka

Miłością Rudej od zawsze były krowy, co skrzętnie starała się ukryć, bo miejskie dzieciaki nigdy nie rozumiały i prawdopodobnie nigdy nie będą rozumieć tej fascynacji. Pyszne, gorące mleko od wydojonej przed momentem krowy, na śniadanie biały ser ze śmietaną, domowej roboty masło  - to smaki dzieciństwa Rudej, za którymi cholernie tęskni, a które wiążą się ze wsią kielecką, skąd pochodzi lwia część jej rodziny.

 

Jak wiecie Ruda niechętnie jechała na wesele, ale wiejskie wesela mają to do siebie, że potrafią porwać praktycznie każdego. Znalazł się czynnik, który porwał i
Rudą: przystojni panowie z orkiestry. Na szczególną uwagę zasłużył saksofonista. Można zauważyć pewną niepokojącą prawidłowość, mianowicie Rudą kręcą szczupli bruneci, a im dalej mieszkają, tym mocniej na nią działają. Wiadomym jest też, że panna, która przyszła na wesele bez partnera odpędzać się będzie od mężczyzn jak krowa od wstrętnych much. Jeden z nich wciąż[!] nie odpuszcza i śmiało Ruda mianuje go mianem: natręta roku.

 

W trakcie owego wesela do uszu Rudej doleciała wiadomość o tym, że rodzice pana młodego za moment będą jechać do domu, bo krowa ma się cielić na dniach i trzeba zerkać do niej czy to przypadkiem nie JUŻ. Nie wiem ile znacie kobiet, które porzuciły by tańce na rzecz krwawej rzezi, jaką jest poród. Ruda zna jedną, w tajemnicy wam powie, że wy też ją znacie. I tak o to Ruda w sukience i makijażu wtoczyła się za ciotką do obory, a tam… krowa przywitała je głośnym muknięciem i tyle było z porodu. Wredne bydle nie miało jeszcze najmniejszego zamiaru się cielić. Nad ranem, gdy wszyscy wrócili z zabawy, krowa dalej nie wykazywała chęci rychłego wydania potomka na świat. Rudej przypadło zaszczytne zadanie sprawdzania czy to już czy jeszcze nie. W związku z poprawinami zarządzone zostało, że jeśli się jeszcze nie ocieliła to w poniedziałek zawiezie się ją do weterynarza. Może widmo wstrętnego weterynarza, wiszące złowieszczo nad łbem, podziałało na mućkę trzeźwiąco, bowiem rankiem, w poniedziałek, Ruda dowiedziała się, że cielak już bryka. Nie obyło się oczywiście bez żartobliwego gderania wujka, który zarzucał jej, że krowa rodziła w samotności, a ona, przyszły „weteryniorz” smacznie spała. Na swoje usprawiedliwienie Ruda miała tylko to, że po podwórku biegały cztery psy, a jak wiadomo psy w stadzie zachowują się różnie, a wiejskie burki spędzające całe dnie w kojcac wiodą prym w awanturach ;-).Trzeba jednak przyznać, iż Ruda doskonale wiedziała, że krowa będzie się cielić w nocy. Z poprawin wróciła wcześniej, czego przyczyną było zarówno zmęczenie jak i chęć dezercji przed natrętnym adoratorem, poszła zobaczyć co u bydła, a ciężarna przywitała ją głośnym, żałosnym muczeniem. Intuicja znowu podpowiedziała, że to nie było zwykłe "muuu".

 

znalezione w Internecie

 

Co robiła więc Ruda rankiem w poniedziałek 13tego? Siedziała w oborze i patrzyła, jak brązowa jałówka stawia pierwsze kroki. W związku z tym, że salę weselną trzeba było posprzątać gospodarze zlecili Rudej pilnowanie mućki. Chodziło o usunięcie z zasięgu pyska przeżuwacza wydalonego przez nią łożyska*. Żeby było jasne Ruda nigdy na oczy łożyska nie widziała. Zwrócono jej uwagę, że po zjedzeniu owego narządu, krowa może paść. Więc Ruda siedziała jak głupia i pilnowała. Patrzyła na mućkę wylizującą cielątko, na koślawe kroki jałówki - na jej nieudolne próby ssania wymion i stwierdziła, że to jest TO. Ale nie było różowo. Krowa wydalała "coś", Ruda widząc, że to jeszcze potrwa poszła się odsiurać i pogadać z mamą. Jak wróciła zobaczyła, że krowa przeżuwa owe "coś" - jak się okazało nie było to całe łożysko - nie zakładając nawet gumiaków wskoczyła do obory, złapała krowę za szyje i próbowała jej to wyciągnąć z pyska, zrezygnowała po tym jak oberwała z główki brzuch i lekko się zatoczyła. Pierwsze starcie z krową Ruda przegrała.

 

*teoretycznie po spożyciu łożyska nic nie powinno się stać, z drugiej jednak strony jest to "produkt" pochodzenia zwierzęcego, a przeżuwacze zjadają pokarm roślinny, wszystko zależy więc od kondycji krowy.

 

 

Ostatecznie okazało się jednak, że łożysko właściwe zostało wydalone później - Ruda została o tym poinformowana telefonicznie, żeby się o mućkę nie martwiła. Podsumowując pierwszych faz porodu nie widziała, z mućką się siłowała, w młodej jałówce się zakochała, a do byka się przytulała. Można więc stwierdzić, że sfiksowała już do końca. I jest szczęśliwa.

 

Nie przypuszczała nigdy, że takie wydarzenie może ją uszczęśliwić.





piątek, 10 czerwca 2011
misja antykwariat

Pewnego razu poszła Ruda do antykwariatu sprzedać swoje podręczniki. Zarobiła AŻ 8 zł, wkurzona chodziła więc po sklepiku, szukając jakiegoś taniego romansidła. Dla poprawy humoru, zabicia czasu, zanurzenia się w innym świecie, zwał jak zwał, Ruda potrzebuje odskoczni od swojego nudnego aktualnie życia. Nagle jej wzrok padł na najwyższą półkę, tam też Ruda zauważyła dwie części starego wydania Anatomii Zwierząt autorstwa Krysiaka. Pobiegła więc czym prędzej po drabinkę, wspięła się na ostatni stopień, wzięła w łapki pachnące starością tomy i już wiedziała, że musi je mieć. Szczególnie, że cena była zachęcająca. Zapłaciwszy naprawdę niewiele wyszła z uśmiechem z antykwariatu. A teraz szpera w Internecie w poszukiwaniu kolejnych [brakujących] części. Gdyby więc ktoś zauważył w podobnym miejscu część 1 tomu pierwszego i część 1 tomu drugiego to proszę, dajcie Rudej znać. To stare dwutomowe wydanie* – obecnie pozycja ta składa się z trzech części.

* Z pewnością znajdują się tam pewnego rodzaju nieścisłości, może nawet błędy, ale skąpstwo Rudej nie zna granic. Można zarzucić jej, że nie ma prawa jeszcze kupować sobie takich książek. Z drugiej jednak strony  wierząca w przeznaczenie Ruda twierdzi, że to był znak. „Krysiak” za bezcen. Głupotą w jej mniemaniu byłoby nie skorzystanie z takiej okazji. I nawet jeśli w tym roku nie będzie z nich korzystać, to leżące na półce tomiszcza przypominać będą o celu. Będą motywacją. Mentalnym kopem zmuszającym do wysiłku, do zdobycia możliwości korzystania z nich. Przypominajką.

 

Przerażenie w oczach Rudej, gdy zobaczyła co w przyszłości –bliższej czy dalszej to bez znaczenia - będzie musiała sobie przyswoić, jest niedopisania. Po pobieżnym przejrzeniu owych skryptów dochodzi do wniosku, że powinno się pokazywać licealistom, czego uczyć będą się na studiach.

 

 

 

Może to infantylne i naiwne, ale zaczyna wierzyć w to, że może zrealizować to WIELKIE marzenie. Zrozumiała też, że nie zdanie matury – pisanie poprawki w sierpniu, nie dostanie się na studia stacjonarne, konieczność płacenia za pierwszy rok, poprawianie matury, nie jest powodem do wstydu. To będzie kolejna okazja do refleksji nad sobą, nad swoim życiem. Ruda zaczyna odczuwać wewnętrzny spokój. Co ma być to będzie. Wszystko przyjmie, wszystkiemu stawi czoła, wszystkiemu podoła.

 

 

 

Kojarzycie może Trinny&Susannah ? W ostatnim z odcinków Trinny powiedziała, że decyzja o odejściu od kogoś, kogo się kocha jest aktem siły i odwagi, pewności, że samej będzie mi lepiej.





poniedziałek, 06 czerwca 2011
workout fail

autor: basalt

 

Zawsze kiedy Ruda urządza sobie wielkie czy tez trochę mniejsze zamieszanie wokół serca, rzecz jasna przypadkowo, bierze się też za siebie, co sprowadzić można do zwiększenia ilości warzyw i owoców w codziennych posiłkach, eliminowania słodyczy – to, że pochłonęła dziś paczkę chipsów to tylko wypadek przy pracy – czy katowania się na skakance. Jednak teraz jakoś zebrać się w sobie nie może… Skakanka zniknęła. Czas rozpocząć wielkie poszukiwania skakanki. Zakupić "strój sportowy" i wziąć się do roboty, o!

 

Odbicie sylwetki Rudej w sklepowych lustrach – w przymierzalniach – to obraz nędzy i rozpaczy.  To fenomenalne, że będąc z ONym nie zauważała tylu swoich niedoskonałości czy też lepiej powiedzieć rażących zaniedbań względem samej siebie. Taka skórka pomarańczowa w tym wieku?! Matko Boska… Stąd też wielka nadzieja Rudej, że kurs salsy wypali…

 

 

 

Wstyd Rudej, że tak się mazgaiła. Ileż można rozdrapywać? Naiwnie wierzyć w … właśnie, w co wierzyć?

 

Niech tak zostanie, nie jesteś dla niej.

 

 

 

 

Swoją drogą dziewczęta znacie może jakiś dobry, acz nierujnujący kieszeni, krem do skóry naczyniowej/wrażliwej?



sobota, 04 czerwca 2011
no good

także tego, jak kobieta sobie wmawia, że jest dobrze, to znaczy tylko jedno, jest źle. Tak źle, że gorzej być nie może. A może jednak może?

 

Ruda spędziła absolutnie besenną noc u znajomego, bo mieszkanie przypominało jej o ONym. Tak, jakoś w zeszłym roku nie było problemów z zasypianiem - miał kto utulic, ukochać. Ruda naoglądała się jakiś tam programów o horoskopach, bo w nocy lepsze to niż tanie porno. Szczególnie jeśli nie ma się żadnych perespektyw na seks w ciągu najbliższego pół roku. Wniosek był jeden, jak Ci zależy na pracy/miłości/partnerze/zdrowiu to wyjdź w domu i o to zawalcz, bo samo Ci na talerzu nie wyląduje. Swoją drogą dowiedziałam się, że znajomy rok temu właśnie kazał ONemu nie być idiotą tylko walczyć o Rudą, tak długo aż osiągnie swój cel.

 

Cóż więc powinna zrobić sama Ruda? Do głowy przychodziły jej różne pomysły. Od dobrych do absurdalnych, przez desperackie. Starą jednak metodą: nie wiesz co robić, nie rób nic, postanawia czekać. Wierząc, że jak będzie trzeba to "drobiazgi" teleportują się na jej półeczkę.

Wierzy w też w przeznaczenie. Jeśli mamy być ze sobą to będziemy, jeśli nie mamy być ze sobą to nie będziemy. Finito.

 

 

Ruda miała pomagać na festynie, opiekować się dziećmi, ale nie była w stanie. Nie czuje się dobrze ani fizycznie - kolana znowu dają o sobie znać, a mięśnie w okolicy stawu zrobiły się jakby z galarety - i psychicznie, o czym niech świadczy fakt płakania w autobusie, na co nigdy sobie nie pozwalała. To, że odtrąciła pomoc brata, zaalarmowanego ryczącą w niebogłosy niemalże siostrą, to nic. Jeszcze gotów byłby pojechać do Wrocławia i ręcznie wytłumaczyć wybrankowi jej serca, że tytuł inżyniera, certyfikat z Princa 2 [który jednak udało mu się zdobyć, na tych przeklętych zjazdowych szkoleniach] może sobie w tyłek wsadzić, bo stracił coś, co było jego największą szansą.

 

To wredne i egoistyczne, ale Ruda twierdzi, że nikt bardziej wartościowy niż ona sama, nie pojawi się u jego boku. I to w jakimś stopniu ją cieszy. Choć nie powinno oczywiście, bo bliźniemu życzyć należy jak najlepiej.

 

 

Raz lepiej, raz gorzej. Raz "kurewsko" źle. Trzeba to przecierpieć. Bo "życie to ból, więc przestań się mazgaić" jak dowiedziała się, oglądając jeden z fimów emitowanych na TVN wczoraj.

Tagi: ruda
14:11, raggafaya
Link Komentarze (11) »
czwartek, 02 czerwca 2011
pudełko ze szpilkami

tytłu jest nieprzypadkowy. "Pudełko ze szpilkami" to powieść Grażyny Plebanek, opisująca życie 30-letniej kobiety, która też nie do końca ogarnia otaczającą ją rzeczywistość. Ruda poleca.

 

Zarejestrowała się na UP Wrocławskim i Lubelskim. Teraz pozostało mniej lub bardziej spokojnie czekać na wyniki. Swoją drogą pytanie w kwestionariuszu o stan cywilny wydało mi się ciut dziwne, ale skoro Wrocławianie chcą wiedzieć, że Ruda jest do wzięcia to niech wiedzą.

 

Miłe podekscytowanie. Ruda ma cichutką nadzieję, że się uda. Oby tylko polski nie pokrzyżował planów.

 

 

 

 

Swoją drogą czy ktoś z was wie, jaki był próg w Lublinie [stacjonarne i niestacjonare]?

Tagi: ruda studia
17:08, raggafaya
Link Dodaj komentarz »
środa, 01 czerwca 2011
myśli kilka nieposkładanych

Cały ranek spędzony na poszukiwaniu sukienki/spódnicy/czegokolwiek na wesele i… nic. Z drugiej strony czego się spodziewać, skoro ubrania są szyte na manekiny. Ruda nie ma siły się denerwować idiotami szyjącymi ciuchy, którzy nawet nie zadają sobie trudu, żeby sprawdzić jak wygląda typowa Europejka. Zostaje jej więc kupienie butów do sukienki studniówkowej.

 

Wiecie wspominanie studniówki nie boli, ani tego, że pomagał Rudej ściągnąć sukienkę, wyjąć wsuwki z włosów… . Chociaż pewnie poryczałaby się jak głupia, gdyby włączyła sobie płytę ze studniówki. Wiedząc o tym po prostu jej nie włącza. Sprytnie. Unikanie w tej chwili takich bodźców jest prawdopodobnie najlepszym rozwiązaniem. Jest jedno zdjęcie, na które Ruda lubi patrzeć, na którym wyglądają jak małżeństwo z czterdziestoletnim stażem małżeńskim. Ona naburmuszona, zmęczona, z bólem w klatce piersiowej, w jego swetrze… . Urocze jest to zdjęcie, mimo że oboje wyglądają co najmniej niekorzystnie. Ramla zaraz się oburzy i powie, że ONy w ogóle nie wyglądał.

 

 

Czasem Rudej się tęskni do wspólnych wieczorów, leżenia na trawie, łażenia po górach, spacerów po Wrocławiu i pewnie można by tak w nieskończoność wyliczać. Coraz częściej jednak myśli: dobrze, że stało się to, co się stało. Podobno „czasem” trzeba coś stracić, żeby zrozumieć jaką miało to dla nas wartość. Może dzięki temu będzie bardziej doceniać, miast doszukiwać się wad, siebie i Tego, który się pojawi – kimkolwiek on będzie.

Ruda ma dość użalania się nad sobą. Zastanawiania się nad tym, gdzie leży problem. Nie jest uległa, lubi stawiać na swoim, mieć rację, nie potrafi udawać, że nie widzi niedoskonałości w sobie i innych. Dodatkowo, jak mówi ONy, „zbaboliła się”. Potrzebuje „ukochania”, przytulenia, przepuszczania w drzwiach, czułości etc. . Czy jest w tym coś złego?  

 

 

Poza tym ruszyła internetowa rejestracja na studia.  Lublin i Wrocław. Rejestrujemy się jutro. Czekamy na wyniki. A potem albo wpłacamy pieniądze na konta uczelni albo nie.

Przyszłość - jako studentki - jawi jej się nadwyraz pesymistycznie.



Tagi
Tutaj zawartość trzeciej szpaltyNajlepsze Blogi