niedziela, 31 lipca 2011
Weterynaria - pytań ciąg dalszy.

To, że Ruda nie ma gdzie mieszkać, zdaje się jej w ogóle nie przeszkadzać – w dalszym ciągu nie wysłała podania o miejsce w akademiku. To nic nie znaczące drobiazgi, Ruda ma jeszcze moment na znalezienie lokum. Będzie dobrze. Ciągle jest na etapie jarania się studiami. Zmiana środowiska dobrze zrobi Rudej. Zostało już tylko 60 parę dni do zderzenia z rzeczywistością. Nadchodzi więc czas na laickie pytania.

Bardzo powoli Ruda rozgląda się za skalpelami. Casix, jaki rozmiar? I o co chodzi z tym trzonkiem, o którym pisałaś w komentarzach? Fartuchy… Koniecznie białe i z długimi rękawami? Ruda, jak to baba, ma swój typ:

 
żródło oczywiście strona serialu NA DOBREI NA ZŁE.

Ze względu na kolor, a nie aktora ;-), no dobrze Ruda przyznaje lubi brodatych mężczyzn... . I pytanie najważniejsze: ile? Dwa? Trzy?

Czepki spożywcze?  Zeszyt do histologii ma być gładki? Ruda ma już nawet metalowe pudełeczko na kredki, tylko takie malutkie, niestety. Chyba brzmi już nawet jak przedszkolak, który za moment ma przeżyć swój pierwszy dzień  w szkole.

Biblioteka akademicka jest gdzieś w pobliżu uczelni? We Wro jest na dziedzińcu. Ruda pyta, bo nie miała czasu pozwiedzać okolicy UP, gdy oddawała dokumenty. Nad czym ubolewa.

I jedno z głupszych zapewne pytań dotyczące godzin rektorskich. Jak myślicie ogłoszą wolne w poniedziałek między weekendem a 1listopada? Ruda chciałaby jednak czasem przyjeżdżać do domu. Równie głupie dotyczyć będzie stypendiów. Zapewne na pierwszym roku nie ma sensu liczyć na "naukowe"/wyniki w nauce - jak zwał tak zwał? Są jakieś koła naukowe w Lu? Zajęcia fakultatywne od drugiego roku?

Nawet nie przypuszczacie ile Ruda dałaby, żeby przeprowadzka do Lublina nastąpiła już dzisiaj. Czas siąść do ogłoszeń i szukać dalej pokoiku, szukanie lokum na odległość to absurd. Najczystszy. Cóż zrobić. Gdzieś mieszkać trzeba. Akademik zaczyna jawić się Rudej jako wybawienie i pomysł najgenialniejszy, na jaki ktokolwiek kiedykolwiek mógł wpaść.



 

Z newsów żywcem wyjętych z życia prywatnego Rudej: nic nie jest takie, jakim chciałaby, żeby było; źle sypia; brakuje jej magnezu i potasu, chce wyjechać i zapomnieć, przestać żywić nadzieję - i nie, nie chodzi tu o to, o czym pomyśleliście w pierwszym momencie; przestać wierzyć w niemożliwe. Choć z drugiej strony skoro udało jej się dostać na wymarzone studia to dlaczego na innych polach upór ma nie przynieść efektów?

piątek, 29 lipca 2011
Keep on running.

Ruda prze do przodu, bo co innego ma robić? Zostawia za sobą kolejne głupoty, jakich narobiła przez ostatnie trzy miesiące. A jest ich tona, albo jeszcze więcej. I znowu ma huśtawki nastrojów. Na swoje życzenie, czyli nic w tej kwestii się nie zmieniło i nie zamierza zmienić. Nie wiadomo gdzie podziała się rozsądna i odpowiedzialna Ruda. Mimo że nie pali to w ostatnim czasie w głowie stale jej się tłucze: fajka, fajka, fajka i balkon, dajcie mi pomyśleć. Wyszła po papierosy i zabłądziła, mówię wam. Zgubiła się, jak zwykle. Progresem jest niewątpliwie to, że NICZEGO nie żałuje, wszystko działo/dzieje się po coś. Tylko wciąż jeszcze Ruda nie wie po co, ale z pewnością jest w tym jakiś pseudoboski plan i kiedyś się o nim dowie.

Niektóre kwestie lekko ją przerastają, ot choćby to mieszkanie, jeśli bardzo chcemy trzymać się tematyki studiowania w Lu. O innych Ruda sobie pozwoli milczeć, choć powinna znaleźć kogoś, z kim mogłaby o trapiących ją wątpliwościach,  nie do końca jest przekonana, czy wątpliwości najlepiej określają problem, a tych też nazbierało się sporo. Taki malutki woreczek zawiązany na jasnozieloną kokardę. Swoją drogą zostało Rudej tyle wstążek z czasów zuchowania, że chyba znowu zacznie coś kleić, lepić, wycinać… jak w przedszkolu. Wszak jest głupiutka i ma prawo się uwsteczniać. 

I na tym chyba czas skończyć opowieść. Praca Rudą wykańcza lekko, a na pewno jej dłonie, które wyglądają jak u staruszki. Kremy nie dają rady, paznokcie się rozdwajają. Obraz nędzy i rozpaczy. [znowu zaczęła czuć się mało atrakcyjną, choć powinno być odwrotnie. U Rudej jak zwykle wszystko na opak] 

 

 

Elkon,

Dziewczyny milczą jak zaklęte. Nici z Głębokiej jak widać. Mieszkania nie ma dalej, szans na wyjazd do Lu w celu poszukania czegoś na miejscu też nie. Urlopu nie ma i nie będzie. Śpię pod mostem, bo ciągle nie wysłałam podania do akademika.



niedziela, 24 lipca 2011
Przygoda pierwsza czyli Ruda szuka lokum.

A nie jest to łatwe zadanie, kiedy kompletnie nie zna się miasta. To, że wie, iż 9 jeździ spod dworca na ul. Głęboką [na drugim przystanku na tejże należy wysiąść, żeby dojść do UP] jest tak naprawdę nic nie warte. Ot zerowa znajomość Lublina.

Żeby było śmieszniej, a w zasadzie jest tragicznie, to w domu stwierdzono, że Ruda powinna poszukać akademika. A i owszem czemu nie, w Słubicach będąc mieszkała w domu studenckim, gdzie w każdym pokoju była łazienka z krwi i kości. Tylko, że UP nie ma takich luksusów. A bieganie co wieczór do wspólnej łaźni brzmi mało zachęcająco. Więc Ruda, czując się oszukaną, do czego ma zresztą prawo, chlipie sobie w poduszkę i przeklina cały ten Lublin. Gdy była mowa o Wrocławiu nikt nawet słowem nie zająknął się o akademiku. Czeka więc Rudą pisanie podania i liczenie na to, że jednak nie przyznają jej miejsca. Cyrk na kółkach. Jak zwykle zresztą.

Gdyby jednak ktoś mógł Rudej pomóc w szukaniu mieszkania/pokoju w mieszkaniu studenckim, to Ruda przyjmie chętnie każdą pomoc. Sama nie wie do końca, w których dzielnicach ma szukać, którymi autobusami dojedzie w pobliże uczelni, więc szuka po omacku, licząc na cud, jak zwykle zresztą. Może uporem i tym, że sama własnoręcznie wyszuka fajną ofertę, przekona ich, że akademik to zuoo. Nawet szczura nie będzie mogła legalnie sobie hodować.

Przygodą drugą będzie zapewne przeprowadzka na wschód. Gdyż teraz Ruda pracuje, a brat, którego mogłaby wrobić do przewożenia rzeczy do Lu, wyjeżdża we wrześniu do Stanów. Tym samym z tobołami Ruda będzie zapier… pociągiem. „Za utrudnienia przepraszamy”.  Szkoda, że ten drań jedzie do USA, bo rudzielec chętnie wykorzystałby go, mszcząc się za rzucenie w przestrzeń domową idei ulokowania przyszłej pani weterynarz w akademiku.



środa, 20 lipca 2011
Do studentów i lekarzy weterynarii

Studenci Weterynarii moi kochani, drodzy, bardziej doświadczeni i w ogóle naj –studenci medycyny też jesteście fajni, ale nie aż tak, no dobra może ewentualnie i w drodze wyjątku można uznać, że jesteście równie fajni; więc studenciaki moje kochane, przyszłe i obecne weteryniorze powiedzcie Rudej czy warto zaopatrzyć się w „Anatomia zwierząt domowych. Repetytorium” Henryka Kobrynia* i Heleny Przespolewskiej?

 

 

 

*H. Kobryń był ścisłym współpracownikiem Kazimierza Krysiaka.



 

Strasznie drogie to repetytorium nie jest, dlatego Ruda pyta:-).

sobota, 16 lipca 2011
to jeszcze ja czy już ktoś inny?

Ruda się zgubiła. Który to już raz? Wydaje jej się, że ma tysiąc masek: przygaszona, grzeczna dziewczynka w pracy, wesoła imprezowiczka, a gdzieś tam między nie do końca udaną maską suki jest prawdziwa Ruda: zwyczajna dziewczyna, może i odrobinę za głośna, klnąca jak szewc, amatorka piwa wszelkiego rodzaju, która szuka ciepła w ludziach, wszelkimi dostępnymi środkami. I ulubiona rola Rudej ostatnimi czasy czyli wspierająca, lojalna i oddana przyjaciółka, obrywająca po tyłku za próbę zrealizowania SWOICH marzeń od osób, po których by się tego wcale nie spodziewała. To taka wisienka na torciku z napisem: What the hell?! who am I?!

Każdy zna ją jako kogoś innego, jedni będą ją postrzegali jako wyzwoloną, inni poznają ją na tyle, że będą wiedzieli, iż kilku swoich zachowań żałuje. Jeszcze inni widzą w niej tylko wulgarną dziewuchę. A kim jest Ruda? I kim chciałaby być? Może ktoś w niej widzi pieprzoną romantyczkę, która czeka na swojego księcia* z bajki, ale nie czeka biernie zamknięta w wieży, tylko sama wychodzi mu naprzeciw, mimo że kompletnie nie wie, kim on jest. Odwaga, głupota czy desperacja?

Mieszka w niej kilka różnych osób. Często skrajnie różnych. Jak to jest w ogóle możliwe?

Jakkolwiek to dziwacznie nie zabrzmi Ruda musi zacząć więcej milczeć, nie uzewnętrzniać się przed ludźmi, nie opowiadać im chętnie i szeroko o tym, co u niej. Kogo poznała, gdzie, o tym, że dostaje po dupie od ludzi, którym ufa i o paru innych kwestiach pewnie też. Musi zacząć znowu medytować. Ukierunkować się na siebie. Wyciszyć. W związku z nowym postanowieniem Ruda przemilczy pewne sprawy. Nie zamierza już z nikim poruszać pewnych hipotetycznych, ewentualnych kwestii. W tym obszarze powinna milczeć jak grób, gruba Ruda powinna sobie to do łba wbić.

 

 

 

*wpierw Ruda zamiast na księcia czekała na konia z bajki. Głodnemu chleb na myśli? Ot i znowu wulgarność z niej wychodzi.



środa, 13 lipca 2011
studentka drugiej kategorii

Teoretycznie Ruda powinna się cieszyć, że będzie studiowała wymarzony kierunek.  W praktyce jednak czuje pewnego rodzaju niedosyt, niespełnienie związane z tym, że będzie za studia płacić. Gdzieś tam pod czaszką tli jej się nadzieja na to, że próg spadnie do 147, nawet jeśli miałoby to nastać dopiero we wrześniu. To bez znaczenia, wtedy zostanie przeniesiona na dzienne i może zniknie to poczucie porażki, klęski. Pojawiły się też myśli, że skoro się nie dostała to może powinien być to sygnał do zmienienia swoich planów. Skoro nie potrafiła napisać dobrze durnej matury to jak do cholery poradzi sobie na TAKICH studiach. Niestety, innego pomysłu na siebie Ruda nie ma. W roli matki, żony i kochanki się nie widzi. No ewentualnie ostatnia rola brzmi kusząco.

 

Wracając jednak do tematu głównego.Na biologu niemalże wszyscy uważają niestacjonarnych za studentów drugiej kategorii. Biorąc pod uwagę tegoroczny system przyjmowania kandydatów na weterynarię w tym trybie Ruda nie potrafi przestać o sobie myśleć inaczej. Co z tego, że pierwsza osoba, która ma tę samą ilość punktów, co ona, zajmuje zaszczytne 100 miejsce. Swoją droga to ciekawe w jaki sposób skonstruowana była lista. Z pewnością nie alfabetycznie. Datami urodzenia? Mowa o Wrocławiu rzecz jasna.

W drodze do komisji rekrutacyjnej oczywiście Ruda zgubiła się na dziedzińcu uczelni. Pozwiedzała sobie, a co! Wie, gdzie jest biblioteka, katedra parazytologii, klinika wet. Będzie dobrze. Choć UP nieco ją przytłacza.

 

Wtorek miał być też ostatecznym zerwaniem znajomości z onym. Nie był jednak. Człowiek ten nie znalazł czasu, żeby oddać Rudej jej rzeczy, co w czerwonej głowie się kompletnie nie mieści. Za to czas znalazł jego współlokator, niestety Ruda siedziała już z biletem w ręce na dworcu tymczasowym. Wracając do onego, zważcie, że używa się tu małych liter, sam przed 30.06 marudził, że Ruda ma niemalże natychmiast po nie przyjechać. A teraz ona obawia się, że za mężczyznami nigdy nie nadąży. Całe szczęście, że ma wspaniałą przyjaciółkę, która postanowiła odebrać jej rzeczy. Nie wiadomo tylko, czy uda się jej dogadać z tym człowiekiem. Ruda trzyma kciuki, mając nadzieję, że już więcej nie spotka go na swojej drodze.



poniedziałek, 11 lipca 2011
nie od razu Lublin zbudowano...

czyli z pierwszej listy się nie udało. 69 brzmi optymistycznie a na pewno bardziej optymistycznie niż 107.

 

 

EDIT: Dwie godziny później jestem już na 215 pozycji. Porażka odsłona druga.

 

 

A jutro do Wrocławia. Zawieźć im przeklęte dokumenty.

sobota, 09 lipca 2011
pierwsza lista - gorzki smak porażki

W teorii Ruda była przygotowana i gotowa na zobaczenie pierwszej listy. W praktyce nie było już tak różowo, szczególnie, że wcześniej naczytała się o dużych spadkach progów na uczelniach medycznych. Była i wykrzyknięta „kurwa” po odszukaniu swojego nazwiska na liście rezerwowej. Nadzieja na darmowe studiowanie we W. dogorywa na podłodze, trzeba dobić ją butem. Byle by znalazł się ktoś, kto zaproponuje Rudej niestacjo, bo jeśli i Lublin będzie dla niej nie przychylny to zacznie sobie pluć w brodę, że nie próbowała swoich sił na politechnice.

 

 

Może teoria Obojętnego ma sens? Może W. nie jest miastem Rudej. Mimo to ma smak porażki na języku.

 

 

 

Listo rankingowa L. nadchodzę. A Wy trzymajcie kciuki, żeby Ruda nie musiała czekać do ostatniej listy, w przeciwnym razie osiwieje do szczętu.



wtorek, 05 lipca 2011
Upoważnienie do szczęścia

W którym urzędzie Ruda znajdzie odpowiedni formularz, umożliwiający jej ubieganie się o drobinę szczęścia? 3 gramy nieokreślonego na kwartał to chyba nie tak dużo? Gdyby żądała trzech kilogramów, wtedy można by zarzucić jej zachłanność, a ona tylko chciałaby znowu pounosić się dziesięć centymetrów nad ziemią. Czy to dużo?

 

Okazuje się, że tak. To może chociaż pięć,  a jak nie pięć to może choć trzy centymetry? Też nie, motyla noga! Czy można być permanentnie szczęśliwym? Ruda nie chce rozpoczynać dyskusji na temat znaczenia słowa szczęście. Zdaje się, że kiedyś powiedziała, że dla niej w tej chwili oznacza niezależność. I tak jest w dalszym ciągu, podobnie zresztą jest z mocnym skoncentrowaniem się na realizacji swoich marzeń, osiągnięciu pewnych celów. SUKCES na arenie zawodowej to jest szczęście. A może to tylko zasłona?

 

Zawsze trafiała na nieodpowiednich dla niej mężczyzn, pod palce cisnęły jej się określenia typu: troglodyta, idiota, imbecyl, drań, łotr. Niech będzie, trafiała na idiotów, którzy nie mieli pomysłu na życie, a kiedy już go mieli to zawsze brakowało im odwagi by urzeczywistnić marzenia. Zawsze dostawała od nich po dupsku i za każdym razem była silniejsza, więc może miało to jednak JAKIŚ sens. Pyta więc siebie czy warto się przed nimi odsłaniać, zwierzać, wypłakiwać? Może trzeba być twardą, zimną, niedostępną, wyrachowaną suką – takiego stanu umysłu Ruda nigdy nie osiągnie. Zawsze była gdzieś po środku. I ani pozorny chłód ani ciepełko, jakie od niej bije, nie uchroniło jej przed, nazwijmy to roboczo, porażką. Choć nie ukrywajmy to ostatnie doceniali - ciepełko nie porażkę.

 

Czasem wydaje się jej, a teraz właśnie jest czas tego „czasem”, że to ona jest wszystkiemu winna. Bo to ona za dużo wymaga od siebie i innych, ma wysokie mniemanie o sobie, nie potrafi kochać. Czuć potrafi, można by rzec, że nawet za dużo w niej empatii. Potknięcia innych szybko potrafi wytłumaczyć, wysuwa logiczne argumenty w ich obronie, siebie zawsze potępia. Nigdy nie jest z siebie w stu procentach zadowolona. Zawsze mogła zrobić coś lepiej, nawet jeśli dała z siebie wszystko. Za wszelką cenę stara się przekonać otoczenie, że potrafi czegoś dokonać. O tym, że jest zajebista i potrafi wiele poświęcić dla innych, wiedzą wszyscy. Może potrzebuje udowodnić sobie, że jest najlepsza? Niewątpliwie jest dysfunkcyjna. Czeka z niecierpliwością aż A. zrobi specjalizację z psychiatrii – tu apel do A.: nie waż się wybierać innej! Będzie jej pierwszym i zarazem najbardziej popier.olonym pacjentem. Jak widać Ruda potrzebuje urlopu od samej siebie. Za dużo tych osobowości w jednym ciele. Melancholik i choleryk w jednym, zaiste wybuchowa mieszanka. Z drugiej strony takie połączenie wróży wielką karierę zawodową. Podobno geniusze skazani są na samotność. Musi być więc w Rudej coś genialnego, z pewnością… . Skoro przyznała się przed samą sobą, że jest dysfunkcyjna i nie potrafi zbudować niczego stałego, to chyba osiągnęła już pewien psychologiczny sukces.



Gdybyście jednak posiadali informację, gdzie zdobyć może 3 gramy nieokreślonego - i nie chodzi tu o żadną nielegalną substancję - dajcie znać, rudzielecchętnie zanabyje maluki zapasik.

niedziela, 03 lipca 2011
mam Śląsk przed oczami... [dylematy]

W głośnikach śląski rap, na krześle wisi koszulka z nadrukiem I <3 Katowice, na biurku obok kubka z gorącą zieloną herbatą leży przypinka z logiem Katowice ESK2016. Chyba Ruda nie chce wyjeżdżać.

Entuzjazm, który towarzyszył jej przez rok intensywnych przygotowań do matury, gdzieś uleciał. Chciała stąd wyjechać na chwilę i wrócić. Zawsze wiedziała, że będzie chciała wrócić, bo tu powietrze jest różowe, ulice znajome, bo to jest jej miejsce na Ziemi. A teraz, gdy czeka na ogłoszenie pierwszych list przyjętych, wcale nie jest pewna czy to, co się spełnia, jest jej wielkim marzeniem i szansą. Niedowierza, że sen stał się rzeczywistością.

 

Stoi sobie Ruda na jednym wielkim rozdrożu i nie wie, w którą stronę iść. Liczy na to, że decyzja podejmie się sama – dostanie się tylko na jeden uniwersytet. Nie chce robić tabelki zalet/wad Wrocławia i Lublina, bo i tak każde z tych miast wypadnie blado przy Śląsku. Ktoś niedawno powiedział Rudej, że Śląsk jest jednym wielkim miastem. Jest najpiękniejszym miastem, jakie można było sobie wyśnić, z piękną historią i pięknymi ludźmi. Ale Ruda nie chciała się zachwycać tutaj Silesią, bo i tak większość z was będzie się pukać w głowę, czytając te słowa. W którą więc stronę pójdzie Ruda? Na zachód? Na wschód? Wybierze oswojone czy „dzikie” i nieznane? Płacić za studia i być blisko domu czy nie płacić i żyć w całości na swój rachunek?

 

Dzisiaj wschód jawi się jej jako szansa na rozpoczęcie czegoś nowego, daje możliwość spojrzenia na swoje życie z boku, odnalezienie życiowych priorytetów, jest odpoczynkiem, pewnego rodzaju mentalną detoksykacją. Nigdy nie była w Lublinie, nie zna tamtych stron. To byłoby wyzwanie, Ruda lubi wyzwania. A zachód? Zachód jest w smaku słodko-gorzki, ale wrocławskie uliczki są już oswojone. Rozdroże. Pierwsze wielkie rozwidlenie dróg w jej życiu. Ruda w głowie ma tylko jedno okrąglutkie zdanie, określające tę sytuację: O JA PIERDOLĘ.

 

Oby nie musiała podejmować tej decyzji sama. Może warto zaryzykować i po roku zdecydować czy woli jednak Wrocław? Kiedy do wyników było jeszcze daleko Ruda nie zastanawiała się, co wybierze. Bo i po co? Teraz kiedy wszystko jest na wyciągnięcie ręki czuje się zagubiona. Ruda wie tylko jedno. Bez względu na to, czy pojedzie 200km na zachód czy 500km na wschód, wyjeżdżając i tak będzie płakać. Czy dorosłość musi być tak trudna?

 

Prawdopodobnie nie powinna jeszcze mówić o takich dylematach, to tak jakby dzieliła skórę na niedźwiedziu. Ale kiedy trzeba będzie podjąć decyzję, nie będzie czasu na długie rozważania. Trzeba będzie szybko wybierać. Ruda szuka odpowiedzi.

 

piątek, 01 lipca 2011
o Rudej wiersze piszą

 

źródło: Wycieczka na Śląsk

 

W Zabrzu, gdzie jeszcze, jak mi się zdaje,
po szynach nadal jeżdżą tramwaje,
gdzie nie ma Rynku, (gwoli ścisłości),
a zamiast Rynku, jest Plac Wolności,
otóż, w tym Zabrzu, przedwczoraj z rana
rzecz wydarzyła się niesłychana!
Pewna Paniusia, tuż po maturze,
na przekór wszystkim i wbrew naturze,
frustracjom chciała położyć kres
bo maturalny Ją gnębił stres.
Stres ów podobny był wręcz panice
i kładł się cieniem na Jej psychice,
bo straszna wizja Ją katowała
że w sierpniu będzie znowu pisała...
By się nie znaleźć w domu wariatów,
postanowiła dać do wiwatu,
no i udało się Jej genialnie
zmienić swój imidż dość radykalnie.
Jak już zaczęła, to poszalała,
włos na czerwono zafarbowała,
a czerwień była wręcz zarąbista
tak intensywna, że aż soczysta.
To posunięcie Ją wybawiło,
od razu humor Jej poprawiło,
ale ten humor też nie trwał wiecznie
bo deszcz zniweczył go dość skutecznie.
A jak to było? Ano, po prostu,
deszcz spłukał farbę najpierw z odrostów,
a potem ciurkiem, czerwone strugi
z włosów spłynęły i raz i drugi.
"Zaraz się wścieknę!" - myśli Paniusia -
"Musiał deszcz padać? Naprawdę musiał?!"
I załamana, jak zmokła kura
poszła zobaczyć, jak tam matura...
No, cud wszechświata!!! (prawie zemdlała)
To być nie może!!! Naprawdę zdała!!!
Popatrzcie na Nią, no, co za mina!
"Może wystarczy mi do Lublina!"
Wszystko zmieniło się w jednej chwili,
już się nie maże i już nie kwili,
nawet ubytek farby olała,
bo na wakacje pracę dostała.
Już na nikogo nie patrzy wilkiem,
i rozkoszuje się swym big milkiem,
a wszystko działo się, jak się zdaje
w Zabrzu, gdzie jeszcze jeżdżą tramwaje...

 

autorka: Basia z psiakosc.com

Tagi
Tutaj zawartość trzeciej szpaltyNajlepsze Blogi