wtorek, 30 sierpnia 2011
tak jakby

jestem zmęczona swoim życiem, tym wielkim zamieszaniem, w które sama własnoręcznie się wplątałam, swoimi myślami i tymi pseudomiłosnymi historyjkami, bez happy endu. ''trefny towar'', potrzebujący ociupinę czułości potknął się o pułapki, które sam zastawił. niby nic, a jednak. skonfrontowanie wyimaginowanego poczucia zajebistości z rzeczywistością, czyli sex tonight? of course, but nothing more & goń się, dziewucho, boli.

 

tak jakby, Ruda wie, że kogoś będzie jej mocno brakować w Lublinie, że będzie tęsknić za wspólnym szwendaniem się po śląskich ulicach, za wymyślaniem durnowatych scenariuszy i trylionem innych rzeczy, które zdążyła polubić. niby nic, a jednak stało się w jakiś sposób ważne dla niej, bo ''ten'' był, kiedy potrzebowała rozmowy, towarzystwa. jakkolwiek. w nieśmiertelnej teorii Rudej to się udać nie może, bo rudzielec ma za krótkie nóżki, żeby mierzyć tak wysoko. pomarzyć można było, prawda?

 

 

 

 

 

 

 

 

poza tym ONy się żeni, albo kpi sobie z Rudej. niby nic, a jednak niesmak jest olbrzymi.

poniedziałek, 29 sierpnia 2011
Lublinie nadchodzę...

I nastał w końcu ten czas, kiedy trzeba spiąć swoje seksowne pośladki i pomyśleć o pewnych logistycznych posunięciach związanych z przeprowadzką do Lublina. Ruda skorzystała z wolnego i stworzyła listę rzeczy, które musi zabrać do Lublina. Chodzi oczywiście o większe gabaryty, o szczoteczce do zębów itp. pamięta. Dziwnym trafem na szczycie owej listy widnieją same gastronomiczne przedmioty: garnki, mikser, noże, formy do pieczenia ciast. Zaciera łapki na myśl o zakupach i późniejszym pieczeniu ciasteczek z Aletheią.  



źródło: google

 

Na samą myśl o tych słodkościach cieknie mi ślinka. Dacie wiarę Ruda nigdy nie piekła muf finek. Trzeba to koniecznie nadrobić. Ma ktoś może w Lublinie formę do muffinek? :>

 

Zmajstrowała też sobie zeszycik do zapisywania ważniejszy terminów i miejsc wartych obejrzenia w Lublinie, stwierdzając uprzednio, że nieekonomicznym byłoby kupienie terminarza na trzy miesiące. Więc siedziała dzisiaj, wycinała i kolorowała. Powinna jeszcze uporządkować teczkę z dokumentami, ale straciła siły na babranie się z czymkolwiek. W ramach odprężenia przegląda Genetykę Charona. Każdy ma jakieś zboczenia, Ruda lubiła genetykę w Liceum, choć pewnych modeli dziedziczenia dalej nie ogarnia, może dlatego, że pewna nauczycielka nie kwapiła się wcale do tłumaczenia co trudniejszych zagadnień, a wydawnictwo operon, jakie jest, każdy wie. Czas pokaże czy genetyka będzie się dalej wydawać Rudej tak interesująca. Im więcej bowiem czyta o tych studiach, im więcej ludzi studiujących weterynarie poznaje, tym czarniej widzi swoją przyszłość na uczelni. Choć pewnie starsi studenci mocno koloryzują i przesadzają w swych opowieściach, mając na celu zastraszenie biednych pierwszoroczniaków. Trzeba przyznać, że co poniektórym idzie to całkiem sprawnie. Ale jak mawia ostatnio Ruda: miej wy…, a będzie Ci dane. Nie może być aż tak źle, przecież co roku ludzie kończą takie studia. Grunt to nie narobić sobie zaległości, a będzie cudownie, a jak nie będzie cudownie, to chociaż jakoś to będzie.

 

Wracając do samej przeprowadzki. W piątek ładnie Ruda pójdzie sobie do pracy, ogarnie się na zapleczu po dniówce i poleci na pociąg  z plecakiem i zapewne wielką torbą. Chwała Panu, że Dworzec PKP znajduje się niedaleko sklepu, w którym Rudzielec pracuje. Może nawet uda jej się wrzucić coś ciepłego na ruszt, zanim ulokuje się w pociągu TLK relacji Zabrze-Lublin, tym razem bez przesiadek. Najważniejsze, że tego samego dnia, w niespełna 6godzin później, stanie na Dworcu PKP w Lublinie i będzie próbowała się nie zgubić, do czego miejmy nadzieję, nie dopuści Aletheia.



//warto byłoby też przejść na jakąś dietę.../

środa, 24 sierpnia 2011
z przygód przyszłego studenta [praktyki i atlas]

Jeszcze studiować nie zaczęła, a już ma praktyki załatwione.

 

-A w ferie zimowe mogę przyjść? To tydzień tylko…

-Pewnie, że możesz. Zobaczysz, jak to wygląda od środka. Tylko najpierw semestr zalicz. A jeśli się wyrobisz z sesją to przyjeżdżaj.

 

Da się? Da. Wystarczy ładnie się uśmiechnąć, odważyć się i przejść się do najbliższej lecznicy. Ruda została też poinformowana o tym, że doktor Magda skończyła UP w Lublinie i na pewno wszystko, chętnie wytłumaczy i że drzwi lecznicy stoją przede mną otworem, z pytaniami mogę walić śmiało. 

Dorwała też, dzięki biologowi, oryginalną wersję atlasu z podręcznikiem Koeniga [Anatomie der Haussäugetiere: Lehrbuch und Farbatlas für Studium und Praxis - czy to nie brzmi pięknie?] i jest zachwycona… .  Szkoda, że żeby zakupić „germańską” wersję musiałaby obrabować bank, przy obecnym kursie euro, oczywiście.



wtorek, 23 sierpnia 2011
nikotynowe cumulusy.

przytłoczona czuje się pewnymi kwestiami. swoją niecierpliwością. swoim tępym uporem. tym, że nie potrafi o prostu przytulić się, kiedy ma na to ochotę, zamiast tego wieje od niej chłodem. "Dlaczego jesteś taka niedostępna Beatko?" 

nikotyna kusi Rudą pozornym spokojem, choć jeszcze dzielnie trzyma się i nie biegnie po papierosy do sklepu, wszak nie pali, to coraz trudniej jej to przychodzi. doskonale przecież wie, że chmura nikotynowych cumulusów nie pozwoli jej szybciej, efektywniej zebrać myśli.

 

 

 

 

teraz kiedy chciała, żeby się udało, musiała dać ciała - w metaforycznym sensie, ględząc bez ładu i składu o wszystkim. szkoda. choć może na wyrost są te obawy.

 

EDIT: obawy, jeśli nawet są na wyrost, co bardzo jest wątpliwe, może sobie Ruda w pupinę swą wsadzić. Do Lublina zewsząd jest daleko.

09:16, raggafaya
Link Komentarze (4) »
piątek, 19 sierpnia 2011
Łapię oddech

uda nie ma bladego pojęcia, w co ma ręce włożyć. Pokój jednoosobowy załatwiony, w mieszkaniu studenckim. Chyba, że współlokatorzy wyrolują Rudą, w co jednak sama wątpi – ostatnio ma duże szczęście do ludzi. A może po prostu stała się zbyt ufna? Tak czy siak, mieszkać ma gdzie.

Została kwestia przeprowadzki. I tak jak myślała, z niewielkimi gratami tłuc będzie się pociągiem, całą resztę dowiezie jej brat po powrocie z urlopu. Brzmi uroczo. Termin przeprowadzki, choć może za szumnie to brzmi, jest już ustalony. Gdyby ktoś miał ochotę na cytrynówkę lub Perłę to można będzie Rudą złapać od 1 października* szwendającą się po lubelskich uliczkach. Przewodnicy mile widziani.

*chyba, że uda się dostać wolne w pracy, wtedy pojawi się już w piątek.

 

*chwila konsternacji*

To w Lublinie nie ma IKEI?! Ruda będzie musiała kupić pościel u siebie i wieźć ją przez pół kraju? A miało być tak pięknie. Uruchomcie wyobraźnie: Ruda obładowana plecakiem turystycznym, rozmawiająca przez telefon, w drugiej ręce wielką poduchą i ciepłą kołdrą; próbuje wytoczyć się z pociągu na dworcu PKP Lublin Główny. Uroczy obrazek. Chyba, że uda jej się namówić kogoś, kto pojechałby z nią… .

Atlasu nie ma, Krysiaka nie zamówiła, Histologii też nie. Doszła do wniosku, że kupi wszystko w Larixie, albo innej księgarni na miejscu. W Zabrzu bowiem nie znalazła ŻADNEGO atlasu anatomii zwierząt, co w sumie nie jest niczym dziwnym, żadnego wydziału med. wet w pobliżu nie ma, ani nawet zootechniki. I tak nie ma teraz czasu, żeby podrapać się po głowie, a co tu mówić/marzyć chociażby o pobieżnym przeglądnięciu jakiegokolwiek studenckiego skryptu.

Praca, znajomi, sen, praca, impreza, sen, praca, sen, praca, sen. Na nic więcej nie ma czasu. Druga zmiana jest najgorszą zmianą, niczego nie można załatwić. Kompletnie niczego. Dentystę trzeba odwiedzić, lekarza medycyny pracy, sklepy medyczne [fartuchy, do diabła zakupić trzeba też], trzeba pójść do osiedlowej lecznicy i zapytać o możliwość „praktyk” podczas ferii zimowych i letnich. I pewnie jeszcze Ruda powinna znaleźć czas na tuziny innych ważnych rzeczy, ale doba jest zbyt krótka. Niewątpliwie praca daje jej w kość. Kurs angielskiego stoi pod wielkim znakiem zapytania. Wszystko jest jakieś takie rozmyte. Finanse, finanse... Bank obrabować należy! Albo wyjść bogato za mąż ;)).

 

 

W tajemnicy Ruda wam powie, że dawno się tak dobrze nie bawiła i chętnie jeszcze raz przeżyłaby to wesele… :)))). Chociaż dopiero teraz zaczęła łapać oddech. Świat staje się różowy. Rude "nie wiem" zamienia się w "chciałabym".

 

 

//Dużo tych „chyba, że uda się…”. Wiecie, Ruda chciałaby, żeby wszystko się udało. ułożyło.



wtorek, 16 sierpnia 2011
wredne bydle, czyli uczucie do brązowego cielaka rozkwita

 

 

Rudej największy i najukochańszy szczyl. Brązowa przecudnej urody jałóweczka. I chyba nawet Rudą poznała, tylko czerwonogłowej dała się głaskać, tylko do niej podchodziła. Jak widać na załączonym zdjęciu miłość kwitnie. Do bydła.

 

 

Rodzina nie odpuszcza i solidarnie, wszyscy, próbują wyswatać Rudą. To nawet zaczęło być zabawne. Ciągle w głowie tłuką się weselne klimaty, znaczy pobyt w Świętokrzyskim zaliczyć można do prawie udanych.

czwartek, 11 sierpnia 2011
odezwa do Rudej

Ruda, Ruda, czerowonogłowo, kobieto, puchu marny, ogarnij się. Twoje zachowanie jest naganne i doprowadzi Cię na skraj załamania. Znowu chcesz sobie zafundować długą drogę w dół?

 

 

 

Dużo nowych znajomości, dużo, może nawet za dużo. O kilka. Może nie w tę stronę to wszystko iść powinno. Może już lepsza była skrajna nieśmiałość? Entliczek pentliczek a w głowie mętliczek.

 

 

ostrożnie Ruda, bo poparzysz się ogniem. uważaj na to, co robisz i mówisz, myślisz, chcesz. nierealne odłóż na bok. jeszcze tylko 51dni i oderwiesz się od tego wszystkiego.

piątek, 05 sierpnia 2011
Możemy marzyć na jawie.

Ruda jest styrana jak koń po westernie. Praca w mięsnym to nie tylko stanie za ladą, to kawał fizycznego wysiłku. Niech chociażby naciągnięte ramie Rudej o tym świadczy, które napieprza jak miło.

 

Ale skoro ma jeszcze siły marzyć i śnić na jawie, to znaczy, że wcale nie jest tak źle. Wraca jej optymizm, wiara w siebie też powolutku coraz śmielej wychyla się za grubego pancerza, mającego imitować obojętność. Pozbyła się już nadmiaru nieśmiałości. Wiecie, jakkolwiek Ruda nie narzeka, nie marudzi, to cholernie podoba jej się jej własne życie. Mimo niedoskonałości, pewnego rodzaju braków. Nie sra forsą i jest szczęśliwa, choć nie ukrywa, że pieniądze dużo by ułatwiły. Wszystko w swoim czasie. Jest dobrze. Nie pięknie, ale dobrze, to znacznie więcej niż w okresie od marca do czerwca.

Powinna znaleźć jakąś dorywczą pracę w Lublinie. Zmęczenie po dniówce skutecznie eliminuje wszelkie próby zbyt dalekiego wybiegania w przyszłość, huśtawki nastrojów od euforii po totalny marazm. Szkoła językowa też by się przydała, kulawy angielski, a nawet bardzo kulawy, trzeba poprawić.

 

Tyle planów. Znowu wybieganie w przyszłość, ale konstruktywne. Na takie galopowanie w nieznane Ruda może sobie pozwolić. Niczego więcej myślą nie kala. Albo przyjdzie samo albo zjebie się do szczętu, tu nic nie można zrobić. Jeden kłopot z rudawej głowy mniej.

 

 

wtorek, 02 sierpnia 2011
akademik czyli przygoda druga

Pojawiły się problemy z wyartykułowaniem odpowiednich argumentów, przemawiających za przyznaniem Rudej miejsca w owym przybytku rozkoszy, w akademiku ma się rozumieć, na Langiewicza rzecz jasna. Trudność sprawia ubranie w słowa, a nie samo znalezienie przekonujących argumentów. Czas przedstawić wam wersje robocze i liczyć, po raz kolejny, na waszą nieocenioną pomoc i bystre oko.

 

 

Powyższa odezwa, bo chyba w takich kategoriach należy postrzegać owy tekst, niewątpliwie trafia do serca Rudej a nawet trafia w sedno samego problemu. Szkoda tylko, że może nie przekonać szanownej Wydziałowej Komisji Stypendialnej. Z bólem serca Ruda siada do pisania własnego uzasadnienia, które streścić można w kilku słowach: Panie, do domu mam w ch…usteczkę daleko, a chcę u was studiować. Grzeczniej, poważniej trzeba do tematu podejść.

Może: Prośbę swą motywuję tym, że odległość uczelni od miejsca zamieszkania uniemożliwia mi podjęcie studiów na Uniwersytecie Przyrodniczym w Lublinie. Albo po prostu: Odległość uczelni od miejsca zamieszkania uniemożliwia mi podjęcie studiów na Uniwersytecie Przyrodniczym w Lublinie. [Konieczne jest podanie odległości w km?] A może powinnam inaczej sformułować owo uzasadnienie? Jakieś pomysły? Może bardziej po polsku? ;-)

 

Schody zaczynają się przy podaniu o pokój jedno/dwuosobowy. Czy samo wyrażenie chęci otrzymania takiego pokoju ze względu na podjęcie studiów na takim a nie innym kierunku jest wystarczające? „Ze względu na podjęty przeze mnie kierunek studiów [weterynaria] uprzejmie proszę o przyznanie mi pokoju jednoosobowego. Niezbędne będą cisza i spokój, dzięki którym efektywnie będę mogła przyswajać sobie wiedzę z zakresu nauk weterynaryjnych.„ Ktoś ma pomysł jak ująć to zgrabniej?

 

 

 

I najważniejsze, czy podania Ruda musi złożyć osobiście w Lublinie? Czy wystarczy, że prześle je do odpowiedniej Komisji,urzędującej na Langiewicza. Może ktoś z was się orientuje, stąd te pytanie.

Tagi
Tutaj zawartość trzeciej szpaltyNajlepsze Blogi