poniedziałek, 25 czerwca 2012
sesja i ...

Sesja, sesja i po sesji. Niebywałe szczęście ma Ruda, jeśli chodzi o uczelnie, bo w to, że jest zdolna nie uwierzy ;). Miejmy nadzieję, że jutrzejsze wyniki, potwierdzą nieoficjalne wieści wyszukane w wirtualnym dziekanacie, które głoszą, że Ruda ma już trzymiesięczne wakacje.

 

Znalazła także stronę MEMRISE.COM, za której pomocą można skutecznie uczyć się nowych słówek języków wszelakich. Spróbujcie! Zdobywanie kolejnych punktów wciąga i pozwala zapomnieć o frustracjach związanych z szukaniem mieszkania... . 

 

A na deser posłuchajcie:

Tagi: ruda
14:10, raggafaya
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 18 czerwca 2012
bezsenność w Lublinie

Ruda doskonale pamięta, jak obiecywała sobie, że nie zamieści tu niczego prywatnego, już nie. Pamięta, jak mówiła, że blog ten przestał być jej miejscem, zaczął być jak tramwaj, albo lepiej trolejbus, wszak w Lublinie nie uświadczysz sunących po szynach maszyn, pełen obcych sobie ludzi, stał się miejscem niegodnym na obnażanie jej słabości. W imię chronienia swojej prywatności, o ile jeszcze można cokolwiek chronić u takiego ekstrawertyka jak Ona, miała pisać o szeroko pojmowanych kwestiach weterynaryjnych. Tylko i wyłącznie. Ale chyba nie potrafi tak na sucho, beznamiętnie udzielać się w cyberprzestrzeni. Są oczywiście sprawy, które ujrzeć światła dziennego nie mogą, ale są też takie, które nikomu innemu poza Rudą nie zaszkodzą, o ile w ogóle fakt, że ktoś się o nich dowiedział, może wpłynąć w jakikolwiek sposób na życie Rudej.

 

Bo to wszystko moi drodzy jest nie tak jak miało być. A jak miało być? I co miało być? Wyjazd na drugi koniec Polski jawił się Rudej jako jedna wielka zmiana. Cóż, minął rok, a żadne spektakularne zmiany w jej życiu nie zaszły, jest jak było, jeśli nie gorzej. Dziesięć miesięcy minęło bez fajerwerków, nawet na zimne ognie nie było stać Losu Rudej.  

Zapętliwszy „Closer” Kingsów Ruda tępo wystukuje kolejne litery, licząc na to, że same ułożą się w mniej lub bardziej logiczne zdania, opisujące to, co się z nią dzieje. Parę lat temu pozwalała sobie na takie pływanie między słowami, choć może powinna powiedzieć, że lubiła pozwalać sobie na to, żeby niosły ją słowa. Może to koniec jakiejś ery, a może to tylko złośliwa odmiana PMS’a*, ostatecznie nie ważne jak to nazwiemy, liczy się sam stan, w jakim się Ruda znajduje.  

 

Przyjdź do mnie, nie jest tak łatwo, jak napisali w instrukcjach,

im dłużej mierzę i liczę, tym bardziej robię się głupia.

Przyjdź, razem jakoś nam pójdzie, to co mnie dzisiaj przerasta,

narysujemy siebie, nasz dom, chodniki i miasta. 

 Marika


Ćma usiadła na ekranie,  pierwszy czytelnik notatki, która nie powinna nigdy ujrzeć światła… nocnego. W gardle zaschło. Oczy bolą od nadmiaru komputera, gorączki, histologii i nie wiadomo czego jeszcze. A sen jak na złość nie chce przyjść. Powinna przewietrzyć głowę, bzdury zbyt wielkie spod palców jej dziś wypływają. Lublin nocną porą? Może gdyby mieszkała w Śródmieściu… .

 

 

Dobranoc. Powodzenia w sesji.

*PMS’a czy PMS’u?

 

poniedziałek, 11 czerwca 2012
wybieramy kolor uniformu ;)

Słuchajcie Ruda ma nie mały problem z wyborem koloru uniformu, którego potrzebuje na praktyki. Teoretycznie wystarczyłaby tylko bluza, ale jeśli Rudej strzeli do głowy przyjście do gabinetu w szortach albo sukience to absurdalnie byłoby świecić golizną w takim miejscu, czyż nie? ;)) 

 

 

Granatowy czy ciemny niebieski ? A może bordo? ;)

 vs 

 

zdjęcia pochodzą ze strony uniformix.pl

 

 

 

12:43, raggafaya
Link Komentarze (12) »
środa, 06 czerwca 2012
z cyklu absurdy

zostały Rudej tylko dwa egzaminy do zdania, pięknie prawda? Ruda w swej niezachwianej pewności siebie wierzy, że na 3 spokojnie je napisze (przy czym w tej chwili chodzi już tylko o to, żeby wznieść się ponad trzy). Brzmi jeszcze piękniej, prawda? 

 

Ale wisi nad nią widmo poprawki z cudownego i jakże w praktyce każdego weterynarza przedmiotu jakim jest agronomia (rolnictwo). A jeśli poprawka przypadnie na czas Kongresu Weterynaryjnego, bo także odbyć ma się we wrześniu, to Ruda będzie chyba jedyną osobą, która będzie awansowała z tak ważnego przedmiotu. 

Więc ściskamy wszyscy kciuki za to, żeby udało jej się zaliczyć wczoraj napisane kolokwium. 

Tagi: awanse ruda
11:10, raggafaya
Link Komentarze (3) »
środa, 30 maja 2012
występy artystyczne

Troje zasmuconych swoim brakiem wiedzy studentów siedzących na ławce w 5 minut przed wejściem na zajęcia, ciężko zastanawiało się nad tym czy jest w ogóle sens pisania drugiego terminu. Wśród licznych "nie zdamy" & "to bez sensu" padło w końcu "przestańcie ***, zdacie! Powodzenia". Dobry humor powrócił, aż tu nagle na horyzoncie pojawili się "kaci"*. W oczach panika, w myślach "tylko nie trzeci termin!". Wchodzą do sali. Któryś z chłopców szturcha Rudą: "Idź powiedz, że nie zdajemy dzisiaj.". Ruda więc idzie:

 

-Pani doktor, bo my z taką sprawą... nie zdajemy dzisiaj...

-Oszaleliście?! Zdajecie. 

-To znaczy spróbować możemy, ale...

-Nie interesuje mnie to, siadajcie i nie panikujcie. I piszecie kolokwium!

(dialog takiego kalibru)

 

Cóż było zrobić? Usiedli, a Ruda merdając nóżkami pod stołem, stwierdziła, że w sumie jest jej wszystko jedno, u wszystkich prowadzących odpowiadała już ustnie zaliczając kolokwium takie czy inne. Po sprawdzeniu obecności, poinformowaniu "kto z czym zalega", pani doktor wyprosiła szczęśliwców (czyli tych, którzy zaliczyli w pierwszym terminie) z sali, nieszczęśliwców zaprosiła zaś na występy artystyczne. I trzeba przyznać, że określenie to było jak najbardziej trafne. Śmiech tria, śmiech prowadzących, rozwiązywanie testu... Ah, ah. Poezja. Dość przytoczyć dwa dialogi:

-Jaki tu macie nabłonek? 

-Jednowarstwowy sześcienny.

-Jaki?

-No przecież te jądra komórkowe są okrągłe.

-Jakie są?!

-No... jak tak patrzymy z takiej odległości to są okrągłe.

-To sobie bliżej podejdźcie.

-Hm... dalej są okrągłe.

- ..., nie, one nie są okrągłe. Więc jaki to jest nabłonek?!

 

 

-Panie doktorze można prosić kolejny slajd? 

-Ale myśmy jeszcze nie odpowiedzieli!!!

-Pan M. już odpowiedział...

-M. odpowiedział... *Ruda patrzy koledze przez ramię* Ah, C!

 

Po udanych występach artystycznych, gdy na sale wrócili już szczęśliwcy, pani doktor zwróciła się do tria słowami: "Kiedy mówię, że podchodzicie do kolokwium, to do niego podchodzicie i nie marudzicie mi, że nie chcecie!".

I tak oto poza uroczą 4, która wpadła Rudej przypadkiem do kieszeni, boli ją brzuch od śmiechu. Ah, nawet wizyta u księdza (prowadzący etykę) nie popsuła Rudej dnia, ani jego durne docinki, że może powinna sobie poszukać chłopaka w młodzieżowej kadrze Górnika Zabrze. Wszak piłkarze są bogaci, więc taki mąż utrzymywałby jej klinikę.

 

 

 

 

*to określenie absolutnie nie pasuje do przyjaznego dzieciom zakładu Histologii i Embriologii. 

14:55, raggafaya
Link Dodaj komentarz »
sobota, 26 maja 2012
procrastinatio

I Rudą dopadła owa mityczna prokrastynacja, zresztą nie tylko ona... ;)).

Tyle zaliczeń, poprawek i cholera wie jeszcze czego, a Ruda najchętniej położyłaby się spać. Ciekawie dość na stres reaguje, trzeba przyznać. Lepsze to niż mdłości, które dopadały ją na myśl o kolejnych kolokwiach z chemii. Tak, profesor K. wysyłająca na lewo i prawo studentów na warunki, skutecznie obrzydzała Rudej życie. Strach się bać przyszłego semestru i tu, w tej chwili może się Ruda założyć, że znowu będzie panikować przed każdym kolokwium z biochemii (całe szczęście, że jeden semestr tego jakże cudownego przedmiotu został zaliczony!).

 

Słuchajcie, macie jakieś rady dla szukającej mieszkania Rudej? Bo sen, a Ruda bardzo lubi spać, spędza z oczu widmo bezdomności w nadchodzącym nowym roku akademickim...

 

 

 

 

Ruda vs Sesja? 3:0 

(teraz tylko przeżyć ten tydzień, dwa egzaminy i do domu!)

Tagi: ruda studia
16:29, raggafaya
Link Komentarze (9) »
piątek, 25 maja 2012
gorąca prośba

Hej, po raz kolejny proszę Was serdecznie o oddawanie głosów na Natalię. Was nic to nie kosztuje, a ją zbliży do osiągnięcia celu, a cel jest wzniosły! 

Udostępniajcie gdzie tylko się da, o to prosi Was Ruda :)) 

Jak głosować? Należy połączyć się z Facebookiem i kliknąć "oddaj głos", który znajduje się pod prezentacją (taki przycisk z serduszkiem). 

 

"Nazywam się Natalia Rożniewska i jestem studentką medycyny weterynaryjnej na SGGW w Warszawie. Swoje zamiłowanie do zwierząt łączę z pasją podróżowania. Poza pilnym studiowaniem fachowych książek, które są mi niezbędne do zaliczenia przedmiotów, staram się również zdobyć tak cenną praktykę, która niewątpliwie jest w tym zawodzie najważniejsza. Ponieważ przyszłość wiążę ściśle z medycyną dzikich zwierząt, toteż doświadczenia szukam w odległych zakątkach świata.


Obecnie planuję półtoramiesięczny wyjazd do Ameryki Południowej, a dokładniej do jej serca – Boliwii. To stąd najczęściej porywa się niewinne stworzenia zamieszkujące amazońską dżunglę. Później trafiają one na czarny rynek, dając zarobek kłusownikom, którzy są bezwzględni wobec zwierząt i trzymają je w nieludzkich warunkach. Inti Wara Yassi to ośrodek, który ratuje sieroty i leczy je oraz rehabilituje, aby mogły powrócić na wolność. Niektóre z nich od lat nie widziały trawy ani słońca, boją się ludzi, a nawet przedstawicieli swojego gatunku. Dlatego w tym miejscu leczy się nie tylko rany, ale też psychikę, co wymaga pełnego poświęcenia i oddania wolontariuszy. Wynagrodzenie jest jednak bezcenne – móc patrzeć na podopiecznego, któremu podarowało się szansę na drugie życie w świecie, do jakiego należy. Dla mnie ma to szczególną wartość."

 

http://stypendiumzwyboru.absolvent.pl/uczestnicy/operacja-dzika-ameryka-1083

16:39, raggafaya
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 22 maja 2012
stypendia

Śmiejmy się, śmiejmy, ale Ruda pomyślała, że może by się uczyć w końcu porządnie zaczęła, żeby zacząć ciągnąć pieniążki od Ministra, stąd też pojawiło jej się kilka pytań w głowie, na które być może znacie odpowiedzi.

 

  1. Jest tu ktoś kto pobiera jakiekolwiek stypendium naukowe?
  2. A może ktoś kto pobiera stypendium od Ministra? Czy jest w ogóle jakaś realna szansa, żeby je dostać?
  3. Może ktoś się ubiegał i może mi przybliżyć procedury?
  4. Czy praktyki, o których mowa ("praktyki, staże lub ukończone kursy nieobjęte programem nauczania") muszą być jakoś zatwierdzone przez uczelnie?
  5. Czy certyfikaty o jakich mowa (certyfikaty potwierdzające znajomość języków obcych co najmniej na poziomie B2 w skali globalnej biegłości językowej według „Common European Framework of Reference for Languages: learning, teaching, assessment - Europejski system opisu kształcenia językowego: uczenie się, nauczanie, ocenianie”.) muszą być zdobyte podczas danego roku akademickiego, poprzedzający złożenie wniosku?
  6.  Czy jeśli wyjechałabym sobie na studia do Wiednia to stypendia wydawane w Polsce mi poprzepadają? (Tak, Ruda szuka jakiegoś sposobu na sfinansowanie pobytu w Austrii)

 

 

A teraz się śmiejmy z Rudej, razem z nią, bo jak zagląda do indeksu i widzi te tróje to aż trudno uwierzyć, że ma zamiar uczyć się dla średniej, która musiałaby wynieść co najmniej 4,50...

Ma Ruda marzenia, prawda?

środa, 16 maja 2012
a wszystko to przez deszcz dudniący

Dzisiejsze oberwanie chmury było mi bardziej niż na rękę. Zamiast wstać o 6:30 Ruda na nogach była już o 4. Można by było ręce załamywać, rozpaczać i marudzić, z jednoczesnym nakrywaniem głowy kołdrą wstała i poczłapała do kuchni po filiżankę gorącej kawy… zbożowej. Po drodze, zobaczywszy uchylone drzwi do łazienki, wstąpiła na różowe dywany zielonej toalety, a tam jej oczom ukazał się miłościwie nam panujący Pan Kot, siedzący jak gdyby nigdy nić w wannie. Łapki oparłszy o krawędzi próbował pić wodę z kranu, a że kurek był zakręcony… . W przypływie dobroci serca Ruda delikatnie odkręciła mu źródło życiodajnego płynu i usiadła nieopodal. Kot posłał jej jedno ze swoich jednoznacznych spojrzeń: „możesz odejść służko”. Urażona, zakręciła kurek i wróciła po kawę, po czym zakopała się pod kołdrę (a jednak!) z tuzinem notatek z histologii. Trzy godziny i 12 minut później opuszczała gabinet profesorki z czwórką z zaliczenia układu pokarmowego.

 

Zbyt pięknie być jednak nie mogło. Ruda uświadomiła sobie, że na następne ćwiczenia nic nie umie i że głupio trochę w ciągu jednego dnia zaliczyć zaległe kolokwium i umawiać się na zaliczenie ćwiczeń. W celu zdobycia odpowiednich informacji postanowiła udać się do wydziałowej czytelni. Kolokwialnie rzecz ujmując pocałowała klamkę o 8:32, 9:00 i 9:30, później straciła cierpliwość by sprawdzać czy ktoś w końcu zamierzał pojawić się w pracy. Tutaj następuje moment, w którym czytelnik powinien zadać sobie pytanie od której czynna była biblioteka i czy oby Ruda zna się na zegarku. Wychodząc naprzeciw owym pytaniom Ruda stwierdza, co następuje: czytelnia czynna jest od poniedziałku do piątku w godzinach od 8:30 do 15:00, a Ruda nie ma najmniejszych problemów z interpretacją cyfr wyświetlanych na ekranie zegarka elektronicznego, co innego gdyby był to zegarek analogowy, wtedy prawda przyjąć można by, że w oczach jej się wskazówki troiły, dwoiły lub ulegały rozmyciu.

Cóż zrobić w takiej sytuacji? Można było położyć się na ławce pod salą histologiczną, ze słuchawkami na uszach i spać do oporu, to jest do ćwiczeń, co też Ruda skwapliwie uczyniła, wywołując przy tym uśmiechy na twarzach studentów zmierzający na wykład z anatomii topograficznej. Może były to uśmiechy politowania? Może uśmiechy zazdrości? Kto wie? W końcu zajęła najlepszą miejscówkę… do spania.

 

PS. I w ten oto sposób Ruda rozpisała się, jak zwykle zresztą nie na temat, a chciała tylko podzielić się z Wami przemyśleniem dotyczącym tegoż bloga, który przestał być miejscem, w którym mogłaby podzielić się swoimi emocjami, to jest obnażyć to i owo, wyrzucić z siebie to, co leży jej na wątrobie, czy jakkolwiek by tego inaczej nie nazwać… .

sobota, 12 maja 2012
lek. wet vs lek. med

Ruda chciała opublikować niedawno wpis dotyczący kastracji zwierząt, ale przez nie uwagę (zwaną także chęcią ucieczki od pisania referatu na biochemię) zaczęła przeglądać popularną stronę demotywatory.pl i... żółć jej się w wątrobie zagotowała. 

Doskonale wszyscy wiecie, że Ruda nie jest dziewczyną, która na weterynarię poszła, bo nie dostała się na kierunek lekarski, że weterynaria nie jest tą przysłowiową zapchaj dziurą, tylko świadomą decyzją, czy mówiąc bardziej patetycznie drogą, którą chce iść. Nie ma kompleksów na punkcie "niebycia" lekarzem, bo niby dlaczego miałaby mieć? Lek. wet to też lekarz i co może dziwić Polaków, lekarze weterynarii zaczynają mieć, także u nas!, coraz węższe specjalizacje, wdrąża się coraz nowsze technologie etc. etc. Czego się tu wstydzić? (Zresztą jak można się wstydzić czegokolwiek? Hmmm...)

Doskonale też wiecie, że porównywanie trudności studiów też spływa po Rudej jak po kaczce.

ALE na Boga, którego istnienia nie neguje, ale też w nie nie wierzy, kiedy ktoś mówi, że wybrała ten kierunek ze względu na łatwy i duży zarobek, to wszystko się w niej gotuje. Była tak oburzona, że aż zarejestrowała się na owej stronie i napisała kilka, miłych, słów od siebie. 

 

Trochę niefajnie, że "medycy" wybierając swój przyszły zawód, kierowali się mitycznym powołaniem, a ci chciwi "weterynarze" wizją stale rosnącej kupki pieniędzy. To nic, że działalności gabinetów/klinik/przychodni weterynaryjnych nikt "z góry" nie finansuje, że sprzęt jest drogi, że badania nie są refundowane przez żaden organ państwowy. To nic, że uczy mnie lekarz, który zwykle leczy po kosztach, jestem chciwa i nie mam serca, nie to co lekarze medycyny ludzkiej. Oni to mieszkają w szałasach, żywią się Powołaniem, a do pracy jeżdżą Etyką, jak mówi Maciej ze Szpitalnego Życia.

 

 

 

BTW. straszny wysyp "weterynaryjnych" kwejków, demotywatorów i całej reszty. Co z tą Polską, skoro wszyscy na kasę lecą ;)))

sobota, 28 kwietnia 2012
polska mentalność

Razu pewnego, a było to całkiem niedawno - w czwartek miniony, Ruda z kolegą M. ,po napisaniu kolokwium z biochemii, które swoją drogą dzikim fartem udało się jej zdać, bo mimo, że obkuta jak sto diabli z enzymologii, to cholernie była zaskoczona pytaniami na teście, udali się na Plac Po Farze. Tam sobie siedzieli, gawędzili na tematy ważne i mniej. Do tych ważnych zaliczyć można reformę szkolnictwa ("M. oni chcą z nas zrobić tępą masę, niezdolną do myślenia, stąd trzeba wiać!"), a do tych mniej ważnych kwestie zaopatrzeniowe, wszak zmierzali na integrację z przyszłym współlokatorem, daj mu Boże, żeby maturę poprawił i przeniósł się do innego miasta, skoro tak bardzo mu Lublin doskwiera, dr. B. .

W pewnym momencie kolega M. olśnienia dostał - jeśli kojarzyć pomysłowego Dobromira, któremu zapalała się lampka nad główką, gdy wpadał na jakiś pomysł, to już wiecie jak M. wyglądał w tamtej chwili: "Idziemy do Czeskiej Piwnicy na to Twoje piwo!". To Rudej piwo to "Saris tmave", naprawdę wyborny smak! 

Wypiwszy ową ambrozję bogów udali się na przystanek, skąd pojechać mieli na daleki Czechów. Wsiedli w autobus i po ujechaniu przystanku doznali olśnienia: piwo dla dr. B.! Czym prędzej wysiedli i udali się po zaopatrzenie. Na kolejnym przystanku poznali studentów historii: Huberta i jakiegoś buca, który nie raczył się przedstawić. Już Rudej było...radośnie. 

Przyjechał autobus linii, tej właściwej, tej która miała zawieźć ich na daaaaaleki Czechów. W bardzo wesołych nastrojach wsiedli doń i ... nagle bum przestało być wesoło. Na podłodze leżał mężczyzna w stanie upojenia alkoholowego. M. spojrzał wymownie na Rudą, Ruda na niego... . M. zapytał ludzi, co się stało, a gdy dowiedzieli się, że człowiek spadł z krzesła i tak sobie leży to już wiedzieli, że tak tego nie zostawią. Uczciwie trzeba przyznać, że gdyby Ruda była sama to nie sięgnęłaby po rękawiczki, w obawie, że od pijaka oberwie. 

M. wskoczył w nitryle, chwycił gościa za nogawki i przeciągnął na środek autobusu. Delikatne próby cucenia nie sprawdziły się, koleś po prostu odpłynął pijackim kraulem w mocne objęcia Morfeusza. Co klientowi zrobił M., Ruda nie wie i chyba nie chce wiedzieć. Dość, że nagle autobus wypełniło głośne "Co kurwa?!" i koleś znowu zapadł w sen. Kierowca zatrzymał autobus na następnym przystanku, po raz któryś zadzwonił po policję, a czekanie na patrol umilał nam stary gbur, który śpieszył się do domu: "W dupach się studentom poprzewracało! Autobus zatrzymali, bo człowiek się spił i zasnął!". 

/Pyskówkę zaczął już wcześniej, ale na to zdanie w Rudej też się zagotowało. Jak wcześniej ciągle powtarzała "M. spokój. Nie warto, nie tłumacz, M. daj spokój!", czując się wtedy trochę jak w kurniku pomiędzy dwoma kogutami, które zaraz zaczną się tłuc o jakąś piękną kurkę, albo cały zastęp kur. Nawet dość wymuszone tłumaczenia, że studentom nauk medycznych nie godzi się zostawić człowieka w potrzebie nie wystarczały. Stary pan jest bucem i chwała Panu, że w momencie, w których odjeżdżał radiowóz podjechał autobus nocny, a za nim podstawiony na tę okoliczność bus tej samej linii. Pan sobie wsiadł do nocnego, a "studenci, którym się w głowach/dupach poprzewracało"do drugiego./ 

A człowiek był tak narąbany, że leciał z rąk. Ruda nie przypuszczała, że można doprowadzić się do tego stanu. I oczywiście moglibyśmy zostawić go w spokoju niech śpi aż do pętli, bo menelstwo samo się do takiego stanu doprowadza, ale gdyby przypadkiem "klient" dostał ataku padaczki, rozbił sobie swój głupi łeb, albo zaczął wymiotować, a potem dławić się swoimi wymiocinami - leżał na początku tak, że ewidentnie zadławiłby się tym, co wcześniej by zwrócił, to nikt, słowem nikt, z kierowcą na czele nie ruszyłby się do niego, niech zdechnie. 

(Nie jest to odosobniony przypadek, Ula, kobieta, którą jechała z nami tym autobusem, opowiedziała nam, że gdy była w ciąży i zemdlała w autobusie to nikt, nikt jej nie pomógł...)

Ot i polska mentalność. Tak krzyczy się, że trzeba ludziom pomagać, a potem urządzają awantury, gdy ktoś to robi, bo przecież pijaków się nie ratuje. Ale co Ruda tam może wiedzieć, wszak jesteśmy z M. studentami, którym się poprzewracało tu i ówdzie... . 

 

/Swoją drogą porażką jest czekanie w centrum miasta 20minut na patrol policji/

niedziela, 22 kwietnia 2012
histopatologia

Na wstępie Ruda chciałaby pochwalić się, że histopatolog nie stwierdził komórek zmienionych nowotworowo u Księcia, kamyczek spadł Rudej z serca, ale niestety wciąż nie wiadomo, skąd się guzy wzięły. Obserwujemy dalej, licząc po cichu, że i tym razem uda nam się wyjść z tego cało. Gdybyście słyszeli wybuch radości po telefonie od mamy... .  Chyba powinna iść przeprosić sąsiadów za zaistniałą sytuacje.  (Ruda nie będzie strugać bohaterki, kto ją zna trochę lepiej to wie, że tydzień po przyjeździe do Lublina był najgorszym tygodniem w jej życiu, nie jadła nic, bolał ją żołądek, mało spała, a każda wzmianka o psie powodowała zaszklenie się oczu, stąd też Ruda za złotą radą A. nakładała sobie grubą warstwę maskary na rzęsy, w myśl zasady: nie mogę płakać mam tapetę na twarzy, będę wyglądać jak ofiara przemocy domowej, kiedy tusz zacznie spływać mi po policzkach.)

 Wybaczcie lenistwo, ale embriologia goni i milion innych tematów, o których Ruda chciałaby wam opowiedzieć, łapcie cytat z wikipedii:

"Badanie histopatologiczne materiału tkankowego ma duże znaczenie w rozpoznawaniu chorób nowotworowych, wielu schorzeń zapalnych i zwyrodnieniowych, monitorowaniu postępu leczenia, a także przy stwierdzeniu przyczyny zgonu i istniejących zmian chorobowych u osób zmarłych, u których wykonano sekcję naukową-lekarską lub sądowo-lekarską. Przedmiotem badania histopatologicznego są usunięte chirurgicznie narządy lub części narządów oraz specjalnie pobrane wycinki tkankowe w trakcie zabiegów chirurgicznych nazywanych biopsją. Badanie histopatologiczne w odróżnieniu od badania cytopatologicznego umożliwia ocenę przestrzenną zmian chorobowych w tkance, stąd rozpoznania histopatologiczne są na ogół wiarygodniejsze i dokładniejsze niż cytologiczne." wikipedia.pl 

 

Mała retrospekcja:

Ruda przyjechała w czwartek do domu. Pies czuł się fantastycznie. Biegał, mruczał, łasił się trochę jak kot, właził Rudej na kolana i wyjątkowo nie był na nią obrażony, za to, że tak długo jej nie było. Ruda poleciała więc szybko do torby, z której wyjęła jego ulubione Dentastixy  i  ciasteczka w kształcie kostek tej samej firmy. Się chodzi na dodatkowe wykłady, to się bonusy dostaje. Noc minęła spokojnie. Następnego dnia, gdy przyszła z psami siostry do mamy wcale już tak różowo nie było. U Księcia wystąpiła reakcja alergiczna na kosteczki. Gdyby objawy były skórne, tak jak zwykle to można by uznać, że nic się nie stało, ale nie były.  Ruda nie wie,  jak naukowo mogła by opisać, to co stało się z jej psem, więc napisze jak laik. Prawe oko spuchło, było tak wielkie, że niemalże wylewało się z oczodołu. Pies wyglądał jak Quasimodo, tak tak, ten Dzwonnik z Notre-Dame. Szybki telefon do dr., mama z psem wysłana w kierunku gabinetu,  a Ruda biegła do bankomatu. A trzeba wam wiedzieć, że Ruda nigdy nie biega, nigdzie nie biega, ani na bieżni, gdzie uskutecznia marsz emerytów i rencistów, ani na autobus. Nie ma sensu roztkliwiać się nad okiem, skoro uderzeniowa dawka neomycyny pomogła.  Pies dostał szlaban na owe przysmaki, sytuacja z okiem się nie powtórzyła. Wszyscy byli zadowoleni. Może poza psem, któremu oko zakrapialiśmy najpierw co 30minut, potem co 2 godziny, a później co 4 i 8h. Weekend minął spokojnie, nadszedł wtorek i czas badań.

Wszyscy, z dr. na czele, liczyliśmy na to, że obejdzie się bez znieczulenia. W przypadku grubych, starych psów, unika się podawania znieczulenia, bo ryzyko nie wybudzenia się wzrasta. Książe, a jakże współpracował świetnie, jak na takiego histeryka jak on, dopóki dr nie włączył machiny zwanej rentgenem, a która buczała tak głośno, że biedny pies postanowił ewakuować się ze stołu i zwiać go gabinetu.  Maszynka do golenia poszła w ruch, anestetyk trafił do krwioobiegu. (Nie pytajcie Rudej, w którą żyłę trafił, bo takiej kretynki dawno z siebie nie zrobiła.) A pies dostał ataku padaczki. Ruda nie wiedziała czy ratować mamę, która odwróciła się od stołu i na przemian bladła i czerwieniała, czy może zająć się psem. Więc stała tak kątem oka obserwując oboje, modląc się w duchu, żeby tylko mama wytrzymała i nie osunęła się na podłogę. Kiedy pies się uspokoił, a biopsja została pobrana, zostałyśmy wyproszone z gabinetu. Usiadłyśmy więc sobie w poczekalni, aż tu nagle wychodzi dr. A z pytaniem: „Masz fartuch?”. Ruda fartucha nie miała, ale za to w kieszeni kurtki kisił się czepek. Na szczęście brak bluzy nie przeszkadzał, Ruda dostała jedną z wielu leżących w otchłaniach szafki pokoju socjalnego i udała się do drugiego gabinetu, gdzie Rambo leżał nieprzytomny na stole. I tak zaczęła się przygoda Rudej z czyszczeniem psich zębów. Fantastyczna sprawa, a Gruby ma teraz zęby jak młody bóg i znowu może wyrywać najlepsze suczki dzielni. Mało tego, wygląda jak weteran wojenny z tą swoją wygoloną łopatką, to kolejne 100pkt do lansu. RTG nie pokazało nacieków na kość. Guz mimo, że duży, bo mający średnicę 5-6cm, wciąż niczego nie uciska, nie powoduje kulawizny, apetytu Książe także nie stracił, nie wymiotuje, pije normalnie, chętnie wychodzi na spacery i nie można mu wytłumaczyć, że powinien chodzić wolniej. (Tylko po badaniach, gdzie guz został „wymacany” na wszystkie strony, gdzie został ponakłuwany igłami do biopsji, po znieczuleniu został przez Rudą wniesiony na 2 piętro).

Ruda powie wam w sekrecie, że fantastycznym uczuciem jest wypisywanie książeczki zdrowia, czy zlecenia badania histopatologicznego (przy czym to oczywiście dr wpisał średnicę i typ pobranej tkanki).

 

 

 

czwartek, 19 kwietnia 2012
Operacja Dzika Afryka

Słuchajcie, mam do Was gigantyczną prośbę. Zagłosujcie na Natalię w tym konkursie, można głosować codziennie. Jedno kliknięcie/dzień może przybliżyć ją do zgarnięcia 5.000 PLNów, a to do kolejnej wyprawy na Czarny Ląd: http://apps.facebook.com/jw_mojahistoria/p/586 . Ruda zwraca się też do Was z prośbą o udostępnienie tego, gdzie tylko się da. 

 

Zapraszam Was także na bloga Natalii, który obudził w Rudej żądzę przygód i odkrycia Afryki: Project Wild Life


sobota, 14 kwietnia 2012
Ja żadnego ślubu z Panem brać nie będę!

Dawno, dawno temu, bo aż przed świętami, Ruda w ramach zawiłej historii obiecała Panu R. ciastko jako zadośćuczynienie za uszczerbek na psychice, jaki ponoć mu zadała, nie informując go uprzednio, że pragnie pooglądać sobie preparat w poniedziałek rano, biedny wcześniej naszykowałby sobie nózię, a nie gmerał przez 30 minut w basenie (Przyznam szczerze, że nie widzę różnicy. 30 minut w pt czy w pon? Whatever. Pan R. ma swoje dziwactwa, całą tonę dziwactw). A że Ruda jest bestią upartą to przywiozła serniczek i… to był błąd. Wielki gigantyczny meastake! Albowiem dzisiaj niejaki Pan R. rzucił się dziękować Rudej za ciasto, marudząc przy tym, że strasznie mało go było (Pan wybaczy, ale był tak smaczny, że sama zjadłam, Bozia mnie pokarała za ten haniebny uczynek i poszło mi w biodra.).  I na tym ta historia mogłaby się zakończyć, ale jak wiecie, w życiu nic nie dzieje się po naszej myśli. R. zobaczył, wychodząc z sali prosektoryjnej (rozkładał preparaty), że Ruda stoi pod drzwiami i czeka na ćwiczenia. Podszedł do niej, w podskokach niemalże  i stwierdził, że pocałuje ją w policzek (tak, już można pluć z obrzydzeniem). Gdybyście widzieli minę Rudej, zastosowane przez nią uniki. Cyrk na kółkach! Aż tu nagle pan R. wypala ze swoi standardowym tekstem:

 

 

PR: Ale wie pani przed ślubem…

Ruda: Tak wiem, od pasa w górę. Ale panie! Przed ślubem to się nawet całować nie można. Nawet w policzek! A ja żadnego ślubu z Panem brać nie będę!

 

 

Zaiste cięta riposta Rudej przyniosła odpowiedni skutek. I wiecie co? Jak R. nigdy z nikim nie dzieli się cukierkami, bo nie i już, tak darł twarz za Rudą przez pół drogi krzyżowej: „Paaaaani, a dr. Sz dał mi żelki! Chce pani żelka?”

 

Czy to o zgrozo początek wielkiej przyjaźni?! Nie ma opcji, żeby Ruda kiedykolwiek szła do niego załatwiać preparat...

 

*przed ślubem tylko od pasa w górę, jak absztyfikant będzie dobierał się niżej to należy odsunąć jego rękę, albo pieprznąć go w głowę, przy czym ta druga opcja, została wymyślona przez Rudą, pan R. poleca odsuwanie ręki. Jak łatwo można się domyślać, Rudej bardziej pojawia się rozwiązanie drugie… I pamiętajcie nie ma kolegów ani przyjaciół, są tylko narzeczeni!

niedziela, 08 kwietnia 2012
Ruda pyta

 Ruda od dłuższego czasu zastanawia się czy nie zawiesić bloga, bo i o czym ma Wam opowiadać? Wprawdzie może godzinami opowiadać o studiach, godzinami może czytać artykuły medyczne, czy dodatkowe podręczniki, chociażby do onkologii, którą Ruda mogłaby z czystym sumieniem nazwać fascynującą, gdyby nie zaistniałe okoliczności. I mogłaby Wam o tym wszystkim pisać. Tylko czy jest sens?

 

13:57, raggafaya
Link Komentarze (6) »
środa, 28 marca 2012
biopsja miast wielkanocnego zajączka.

Ruda kocha swoją mamę, szczerze i z całego serca, ale dzisiaj ma ochotę udusić ją gołymi rękami, bo nie godzi się dzwonić do kogoś, żeby powiedzieć:

 

w zasadzie nie chcę Ci tego mówić, bo wiem, że będziesz się martwić. I jak tak się zastanawiam to chyba jednak Ci nie powiem. 

 

Dlaczego się nie godzi? Bo takiej Rudej, która podobno jest strasznie uczuciowa, od razu przed oczami stanęło kilka niewesołych obrazków. Po wzięciu kilku głębokich wdechów i przeanalizowaniu, że skoro rodzicielka dzwoni, to z nią wszystko jest w porządku - skoro jest w stanie mówić, składać całkiem okrągłe zdania, to na pewno chodzi o psa... I jakże to... Rambo. Tak bez Rudej na wieczne łowy się udał? W oku łza się zaszkliła, nie jedna trzeba przyznać, ba nawet koniecznym było pociągnięcie parę razy nosem zanim w stanie była wydusić:

 

Ale o co chodzi mamo? Co z Księciem? 

 

I z Księciem nie jest wesoło. Dr. B zarządził na święta biopsje i RTG zmian, które mieliśmy monitorować. I choć nie bolą go - a jak Ruda ostatnio dowiedziała się na wykładzie to, że niczego nie zauważyłyśmy, nie ma najmniejszego znaczenia, ponieważ psy i inne zwierzęta stadne nie mają w zwyczaju okazywać dyskomfortu/bólu przewlekłego - to stale się powiększają. Starowinka nasza porusza się wolniej niż zwykle, bo guzek na łopatce urósł do monstrualnych rozmiarów, całe szczęście, że zmiany w pachwinach są takiej wielkości jakiej były, o ile można ufać relacjom mojej mamy. 

Więc zamiast leżeć do góry brzuchem i obżerać się toną ciast, która wyjdzie spod zdolnych rąk mamy, Ruda będzie łapać będzie jak najwięcej chwil z panem Ra, ogryzać paznokcie ze zdenerwowania czekając na wyniki. 

To, co teraz przeczytacie zabrzmi skrajnie dziwnie, ale Ruda pluje na to. Ucieszyła się na myśl o biopsji, ogromny kamień spadł jej z serca, bo to oznacza, że ma jeszcze szansę poprzytulać się do Najwspanialszego Psa na Ziemi. 

wtorek, 13 marca 2012
Ruda prywatnie

Dawno Ruda nie pisała, co wiązać należy z niezłym młynem w jej życiu. Na uczelni cisza przed burzą, więc nie o nią tu chodzi. Zrobił się bałagan w relacjach międzyludzkich, choć bardzo starała się, żeby wszystko było jasne. Stawanie na rzęsach, żeby co poniektórzy zrozumieli, że są tylko kolegami i nic tego nie zmieni, co przynosiło raczej efekty marniejsze od marnych, strasznie wyprało Rudą z sił. Bo jest jak było, jeśli nie gorzej. Zasadniczo można to podsumować jednym zwrotem „nic nowego”, ona zawsze wpakuje się w jakieś guano – taka karma moi drodzy. Można przypuszczać, że Ruda zamknie się w sobie, będzie przygaszona nic z tych rzeczy, choć na początku faktycznie snuła się po uczelni jak struta, myśląc o tym, w którym miejscu popełniła błąd, w którym miejscu przekroczyła granicę uprzejmości, bo przecież skądś się „ten problem” wziąć musiał. Ale od jakiegoś czasu uśmiech nie znika z twarzy Rudej, bo wiosna, bo słońce, bo za moment lato i kolejne praktyki, bo wakacje to dom i codzienne, długie spacery z psami, i w końcu bo niekończące się rozmowy, podczas których na zmianę śmieje się i czerwieni po same uszy…

 

Jakby było jej tego wszystkiego mało, złożyła CV do Stowarzyszenia Studentów Nauk Przyrodniczych, licząc na to, że przyjmą ją na wolontariat w schronisku. Trzymajcie więc kciuki.

08:43, raggafaya
Link Komentarze (5) »
sobota, 03 marca 2012
Powiedz: NIE!

17:54, raggafaya
Link Komentarze (1) »
a może?

a może tak pojechać na koniec świata na praktyki? zostawić za sobą brudny Lublin i cały ten bajzel za sobą?

14:26, raggafaya
Link Komentarze (2) »
czwartek, 16 lutego 2012
Dzień 4 podglądania ciąg dalszy...

Słuchajcie... 

może Rudej nie są przeznaczone krowy, a chirurgia?

 

 

 

dr. B: może się jeszcze załapiesz na jakąś operację jamy brzusznej i złapiesz bakcyla. Fajna ta ortopedia, co?

Ruda: faaaaaaaaaaaajna! 

 

 

Czego się dzisiaj nauczyła? Krew ze stołu najłatwiej usuwa się nadtlenkiem wodoru, nie ma co się pieprzyć i robić podchodów do psa, tylko podejść do niego i być zdecydowanym (Ruda musiała uziemić suczkę, która wybudzała się po zabiegu usuwania kamienia nazębnego - trzęsła portami, bo w pamięci miała, co wyczyniały jej psy przy wybudzaniu się z narkozy, a "głupi Jaś" działa krócej), że zakłada się rękawiczki ("zakładaj rękawiczki, to będziesz mi pomagała przy takich prostych zabiegach"), sala operacyjna to najfajniejsze miejsce na ziemii, a na pewno w gabinecie, a napełnianie strzykawki penicyliną nie jest wcale takie trudne, a ligamentum teres femoris to więzadło wewnątrzstawowe stawu biodrowego. Btw. wypisywanie karty, potrzebnej do określenia stopnia ryzyka zawodowego wcale nie jest takie łatwe.

 

Proszę Państwa oficjalnie ogłasza się, że Ruda naładowała akumulatory na semestr letni.

 

wtorek, 14 lutego 2012
dzień 1 podglądania pracy lekarza weterynarii

Pierwsze dni nowo otwartego gabinetu nie obfitują w pacjentów, to oczywista oczywistość. Niemniej jednak w ciągu tych 8 godzin, spędzonych między innymi na walce z zmarzniętymi rurami, przez przychodnię przewinęło się kilku ciekawych pacjentów.

 

 

Wściekły, rozpieszczony do granic możliwości york, którego ciężko było spacyfikować. Miał kłopoty żołądkowe, wywołane infekcją bakteryjną, gorączkował i strasznie się odwodnił, mimo zmęczenia kłapał swoją maleńką paszczą na lewo i prawo. Piekielny pacjent. Cudowna rottweilerka z kaszlem kenelowym, miła odmiana po charakternym terierze, strasznie kochana suczka. Kilka zwykłych szczepień i odrobaczeń, kilka zdjęć szwów. I Rocky, anioł nie pies, starszy owczarek szkocki collie, z toczniem skórnym, o ile Rudej nie zwodzi pamięć, co do nazwy schorzenia. Tkanka mięśniowa „przeżarta” na wysokości stawu łokciowego. Pies miał głęboką ranę w łapie, odsłaniającą staw łokciowy. W związku z zaawansowanym wiekiem psa nie wskazane było podanie znieczulenia w jakiejkolwiek formie. Ruda myślała, że to jedyna taka zmiana… Niestety podobna rana znajdowała się na tułowiu, chociaż w tym przypadku trudno mówić o ranie, to cholernie trudne do opisania, uwierzcie. Fantastyczne, o ile cokolwiek w takiej sytuacji może być fantastyczne, było zachowanie psa i właścicielki, która aktywnie uczestniczyła w usuwaniu opatrunku i martwej tkanki. Kobieta była strasznie odważna, przyznać trzeba szczerze, że Ruda nie wie, czy byłaby w stanie zachować się w ten sam lub chociaż zbliżony sposób, gdyby na stole leżał jej pies a nie Rocky. W piątek psiński przyjdzie na kontrolę i miejmy nadzieje, że pojawi się ziarnina w miejscu po usunięciu martwej tkanki. Jak już Ruda wspominała początki nowych gabinetów są trudne, tak jest i tu. W przerwach między jednym a drugim pacjentem była dokształcana. Tłumaczono jej czym jest kaszel kennelowy etc. Najzabawniej było, gdy miała rozpoznać do czego służy jakie narzędzie. Glukometr, stetoskop nie ma przed nią tajemnic, natomiast powiązanie nazw i czynności, do których urzywa się innych przyrządów... . Teraz już wie, że przyrząd do badania dna oka nazywa się oftalmoskopem, otoskop używany jest do badania uszu. Oczywiście musiała pomylić larynx z pharynxem. Naprawdę sporo fajnych rzeczy zobaczyła, a to dopiero pierwszy dzień, poznała też dwa badania diagnostyczne w okulistyce. Ahh, ahh. Milutko.

 

Czas umyć zęby, uczesać się i śmigać do gabinetu.

piątek, 10 lutego 2012
sesja, sesja i po sesji.

Osiągnięciami nie warto się chwalić, jeśli nie ma się czym. Nie mniej jednak, nigdy Ruda nie przypuszczała, że trójczyna może tak cieszyć. Oficjalnie wczoraj, po telefonie od kolegi, którego serdecznie pozdrawia, rozpoczęła ferie. 

 

 

A teraz chwali się, że za chwilę wychodzi na rozmowę z pewnym dr. Trzymajcie kciuki, może już w trakcie przerwy międzysemestralnej Ruda popatrzy z bliska na pracę lekarza weterynarii.

 

 

 

 

A to się dzieje na roku przerasta Rudą pod każdym względem. Jeśli ktoś Wam, kiedyś powie, że studia medyczne, jakiekolwiek bądź, to zagłębie inteligencji, nie wierzcie mu.  

poniedziałek, 06 lutego 2012
frozen margarita

W życiu każdego człowieka przychodzi czas na zmiany, w związku z tym, że Ruda jest bądź co bądź kobietą, takie momenty pojawiają się zdecydowanie częściej niż u przeciętnego człowieka.
Właściwie Ruda nie wie czego owe zmiany miały by dotyczyć, czuje tylko obrzydliwą ich potrzebę. Chochlik numer 2, zastąpiwszy bredzącego bzdury chochlika pierwszego, a trzeba wam wiedzieć, że był to niesamowicie upierdliwy typ bez przerwy powtarzający, jaka to Ruda jest beznadziejnie beznadziejna, ciągle wyśpiewuje tę swoją dziwną pieśń o zmianach. Bo ileż można żyć w szczelnym kokonie niechcenia czegokolwiek, alienacji? Nie oznacza to od razu, że nagle Ruda wielkim uczuciem do całej ludzkości zapałała, nic z tych rzeczy. Na samą myśl o tym żołądek Rudej wywinął się na drugą stronę i zawiązał w ciasną kokardkę. Nie ma to jak byś aspołecznym psychopatą, mającym fioła na punkcie oszczędzania energii. I dowiedzieć się przypadkiem, że patrzy się na ludzi z góry.


Za chwilę minie pół roku odkąd Ruda stała się grzeczną i miłą dziewczynką, czasem patrzącą na ludzi z wyższością, a stało się to za sprawą przeprowadzki do Lublina, miasta jak każde inne miasto, nie ma potrzeby rozpisywania się na jego temat, nie porywa, tak samo jak z każdą wizytą przestawał porywać ją Wrocław, mimo, że sentymentu do tego miasta nigdy się nie pozbędzie. Czasem tylko Rudą nachodzą myśli, a co byłoby, gdyby studiowała tam a nie tu, gdyby jednak dała szansę wrocławskiemu UP, jedno jest pewne zrobiłaby rewolucję tu i ówdzie, z czego A. zdaje sobie doskonale sprawę, dzięki czemu w pełni zasłużyłaby sobie na piekielny kociołek. Ale takie myśli donikąd nie prowadzą, a na pewno nie tam, gdzie chciałaby, żeby prowadziły. A dokąd powinny prowadzić? – zapytuję sama siebie.


130 dni względnego spokoju i zaczęło nosić Rudą. W dalszym ciągu nie wie czego chce, podczas rozmów o związkach wybucha szaleńczym śmiechem i wyciąga historie, których nie powstydziłby się żaden wenezuelski scenarzysta, a na zaproszenia dokądkolwiek bądź reaguje histerycznie i zwykle odmawia. Na sugestie, że może można by… odpowiada, że nie dorosła do bycia z kimś i nie jest pewna, czy kiedykolwiek dorośnie. Więc w jakim sensie zaczęło ją nosić? Nudzi ją , tak bardzo nudzi, uczelniana rzeczywistość, jakiejś odmiany potrzeba w sercu się zalęgła. Jakiejś aktywności poza murami lubelskiego UP. Nie da się żyć studiami. Jeśli ktoś utrzymuje, że da się, to jest większym psychopatą niż Ruda.


Więc potrzeba jej zmian. Tylko jakich? Drogie myśli pomysłów pełne werbalizujcie się szybciej. Chciałaby tylko znowu mieć długie czerwone włosy… . //Uroczyście oświadcza więc, że nigdy już, ale to przenigdy, nie zetnie włosów. Z długimi, no dobrze pseudo długimi włosami, jej twarz nie wyglądała jak księżyc w pełni. //

Winamp dzisiaj losuje utwory idealnie pasujące do stanu ducha Rudej, do jej chęci zostawienia wszystkiego za sobą. Pogłaskałabym go za uszkiem, gdyby był kotem albo kucem, ale nie jest, więc drogi Winampie dziękuję ci serdecznie na łamach tego zapomnianego przez Boga i ludzi, a przede wszystkim przez autorkę, blożka.



Wiecie koty są strasznie zabawne, kiedy polują na stopy.

piątek, 20 stycznia 2012
sesjo umrzyj!

tak, tak... padam na mordę przy ogarnianiu elektronogramów. popijam desperadosa w samotności, bo nie mam ochoty na klubówkę, ani sił.

 

potrzebuję lekkiej odmiany. 

 

 

 

z sesją remis póki co...

 

czwartek, 29 grudnia 2011
Tak się boję o siebie.

O swój psychiczny stan.

Znowu Ruda jest labilna jak jasna cholera. Potrzebuje utulenia. Albo urżnięcia się. Albo jednego i drugiego naraz. Lub utlenienia się, względnie redukcji do niebytu.

 





1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8
Tagi
Tutaj zawartość trzeciej szpaltyNajlepsze Blogi