sobota, 03 grudnia 2011
o psie

Ruda myślała, że w jakikolwiek sposób ruszy ją widok martwego psa leżącego w basenowni. Nie ruszył. Ot pies. Czy to już spaczenie? Nie wiele ją porusza ostatnio, a zwierzęce zwłoki najmniej. Nic a nic. Tylko od formaliny pieką oczy...

 

A tu szkielet psa: dog 3d bone set, że też Ruda wcześniej na to nie wpadła.

 

 

 

 



piątek, 02 grudnia 2011
senne rojenia

A kiedy Ruda już będzie duża, poważna i spokojna, kiedy już będzie lekarzem weterynarii wtedy będzie mieć mieć czas na realizowanie swoich małych marzeń. Będzie chodzić na spacery w słoneczne dni zamiast gnić wśród książek od świtu do nocy. Będzie się wysypiać, nie będzie budzić się w nocy. Bo choć przesypia tyle godzin to stale chodzi niewyspana, zmęczona.

Będzie mieć kuchnię swoich marzeń, utrzymaną w iście minimalistycznym klimacie. Będzie czarno-soczyściezielona, w nowoczesnym designie. Na ścianie zawiśnie czarno-biały portret Rica z Casablanki, albo jakiś piękny urbanistyczny landschaft. W jej domu pełno będzie czarno-białych zdjęć, a w powietrzu unosić się będzie zapach ziół z dominującą nutą oregano, bazylii i tymianku. A drzwi do mieszkania będą błękitne, o czym tu chyba już wspominano. 

Ale zanim się to ziści Ruda musi nauczyć się panować nad podnieceniem, gdy zobaczy krowę – Aletheia dobrze wie, że wystarczy zwykła rycina przedstawiająca jakiegokolwiek z przedstawicieli bydła, żeby Ruda niezdrowo się pobudziła i jęła mamrotać pod nosem: krowa, krowa, krowa. Ala patrz jaka krowa! Swoją drogą gdyby kiedyś jakiś rysownik, zajmujący się rysunkiem kreskówkowym lub karykaturą, sportretował Rudą w takim momencie – niezdrowego pobudzenia – z pewnością źrenice zaznaczyłby w postaci krów właśnie lub serduszek. Uwierzcie, nie ważne czy krowa jest materialna, wyimaginowana, uwieczniona na fotografii, rysunku, rycinie etc. zawsze działa tak samo. Albowiem krowa to krowa ze swoimi  pięknymi guzami biodrowymi.

 

W związku z tym, że piątek okrzyknięty został przez Rudą dniem wolnym od nauki, siedzi sobie i bazgrze kilka słów w świat, zagryzając chandrę czekoladę o nadzieniu tiramisu. I co z tego, że w boczki idzie? Nie robi to w tej chwili na Rudej żadnego znaczenia. Mamtowdupizm, mitowisizm i marazm ją ogarnął, innymi słowy w dół wpadła wielki. I nie zanosi się na to, żeby wkrótce się z niego wygrzebała.



[never ending story czyli histologia...]

sobota, 19 listopada 2011
lek. wecie szanuj się!

 

Trzeba przyznać, że wykłady z anatomii są wielce śmiechogenne, przynajmniej u Rudej, będącej obecnie spłowiałą niebieską. Bo spójrzmy na przykład na taką wściekliznę i sposób jej wykrywania. Takie ciałka Negriego występują w neuroplazmie w mózgowiu u zwierząt chorych na wściekliznę. Można by się w temat zagłębiać i zagłębiać, ale nie o to chodzi. U Rudej chichot wywołało stwierdzenie dotyczące absurdu samego badania - "ciałek Negriego nie wykryto, wścieklizna nie wykluczona".

 

 

Z kolei prof. B stale przekonuje nas o wyższości med. wetu nad medycyną, ma w swoim repertuarze tyle tekstów przygotowanych na tę okazję, aż Ruda żałuje, że nie zaczęła ich zapisywać wcześniej.

 

 

głos z sali: weterynarz powiedział...

prof. B: LEKARZ WETERYNARII, szanuj się trochę dziewczyno!

 

 

 

I ma rację! Po 6 latach ciężkich studiów "weterynarz" brzmi jak hydraulik, myśl tę ukuła Aletheia, a Ruda podpisuje się pod nią czterema swymi kończynami.

 

 Przed nami zaliczenie z osteologii. Audiencja w gabinecie dr. Sz, brzmi przerażająco!

 

 

 

 

wtorek, 15 listopada 2011
nomnomnom. progress!

chemia z czapy! zaliczone!

 

 


poniedziałek, 07 listopada 2011
mózg

mózg znaczy bezmózg Ruda w ciąg jednego dnia nie zaliczyła 3 przedmiotów. Wrocławia nie będzie.

środa, 02 listopada 2011
Ku celom pożądanym wiodą drogi trudne

niewesołe myśli ma Ruda przed jutrzejszym kolokwium z chemii. Bądźcie łaskawi trzymać kciuki.

 

Tego się nie da napisać. To jest czysty absurd. Siedzi nad notatkami parę ładnych dni i ciągle ma poczucie pustki w głowie. Mogła się uczyć więcej, mogła, ale na Śląsku nie sposób, bo jakże tu nad książkami siedzieć, gdy A. się tyle czasu nie widziało? Ślęczenie wieczorami nad książkami też lepiej wychodzi Rudej w LBNie. I co z tego, że mogłaby wyśpiewać bufory krwi, opisać mechanizm działania b. octowego, wyjaśnić czym jest stała i stopień dysocjacji, skoro obliczeniówka leży i kwiczy?

 

Tak, tak. Tak właśnie wygląda u Rudej atak paniki przed pierwszym kolokwium. Energetyk w łapę, czekolada i witaj nocy listopadowa.

 

Jak napisała Orzeszkowa: ku celom pożądanym wiodą drogi trudne. A Ruda się nie da, choćby miała się zesrać za przeproszeniem. 

wtorek, 01 listopada 2011
niech się wali cały świat, wszystko wkoło.

a ja mogłabym zostać z Tobą.

 

Śląsk nastawia Rudą bardzo sentymentalnie. Aż zaczyna się bać wizyty we Wrocławiu, jakby nie patrzeć spędziła tam milion pięknych chwil. Rozczarowanie też ma smak Wrocławia. Dziwnie jest pewna, że nie będzie bolało, mgliste wspomnienia nabiorą znowu koloru, ale nie będzie fajerwerków, a serce też bić szybciej nie zacznie. To takie frustrujące. Mało tęskni, o ile w ogóle, za tymi, którzy coś w jej życiu zmienili, którzy byli, zamieszali w jej życiu, tęskni za tym, który pojawił się i zniknął, nie miał nawet czasu narobić burdelu w jej głowie. Po prostu zwiał, zanim cokolwiek mogło się rozpocząć. Może to urażona damska duma? Może tak właśnie smakuje kosz u ludzi pokroju Rudej? Takich nie do końca normalnych? 

Kto by przypuszczał, że Ruda jest tak sentymentalna? Nikt.

Nikt inny też tak nie całował, nie obejmował ramieniem i nikt inny nie dał tak spektakularnego kosza, tylko on. Ale dość już o niewydarzonym. 

 


Problem ze świadomością polega na tym, że twoja przeszłość zawsze żyje gdzieś w tobie. Jeśli zapędzisz psa do kąta i przestraszysz go, to wyjdzie z niego wilk i cię pogryzie.

— Jonathan Carroll

niedziela, 23 października 2011
jestem stała w uczuciach jak pogoda za oknem

I chyba tylko tytuł dokładnie określa chwiejność nastrojów Rudej. Tak szybko jak się „zakochuje” tak szybko się „odkochuje”, jeśli szybko to rzecz jasna kwestia jakiś czterech miesięcy. Czasem, gdy sobie siada i wspomina stare historie, to w oku pojawia się łezka, a nawet kilka. Sentymenty moi drodzy to najgorsza zaraza. Doszła nawet ostatnio do wniosku, że związek z ONym wcale nie był taki zły, co, zważcie na to jakim gierojem i Casanovą okazał się być, jest czystym absurdem. Zresztą Ruda ma szczęście do trafiania na Casanovy. Niesamowicie pociągający, przystojny, zabójczo seksownie inteligentny… skaczący z kwiatka na kwiatek. Słodko prawda?

 

 

 

 

Studia, studia, studia, bo to pewnie większość najbardziej interesuje, o ile ktoś tu jeszcze bywa. Bywa tu ktoś? ;-)

Ustalmy więc fakty. Weterynaria jest gałęzią medycyny. W związku z czym, w teorii, równa jest medycynie ludzkiej. Jeśli zaś o trudność samych studiów chodzi, to obiektywnie rzecz ujmując med. weterynaryjna jest zdecydowanie dyscypliną trudniejszą, ale…! Jak wiecie, a jeśli nie wiecie to ciocia Beatka wam to zaraz szybko i zgrabnie wyłuszczy, teoria rzadko kiedy idzie w parze z praktyką. W teorii więc med. wet., pozwólcie, że się powtórzę, jest nauką trudniejszą, dzieje się tak ze względu na mnogość gatunków, które taki szary student jak Ruda musi poznać, a różnic w budowie zwierząt jest od groma – niech o tym świadczy choćby sama czaszka, dość powiedzieć, że może się różnić w zależności od płci, rasy w obrębie danego gatunku, o różnicach osobniczych nie wspominając. Każdy futrzak ma inne wymagania życiowe, różne pasożyty mogą go "zaatakować", choroby typowe dla gatunku etc. Brzmi kosmicznie, prawda? Ale…na tym teoria się kończy. W praktyce to LEK jest kosmosem, a weterynaria 'a walk in the park'. Dlaczego? Wszystko rozbija się o wydźwięk społeczny. Będzie smutno jeśli piesek, kotek, świnka, krówka, gołąbek zejdzie nam na rękach, będzie naprawdę smutno i nam i właścicielom, ale nikt nie wpadnie na to, żeby sądzić nas o błąd w sztuce. A nawet jeśli coś takiego wpadnie komuś do głowy, to polski sąd i tak będzie bardzo wyrozumiały, o ile w ogóle sprawy nie umorzy. Sprawa komplikuje się w przypadku lekarzy ludzkich, izby lekarskie, włóczenie się po sądach, widmo utraty prawa do wykonywania zawodu wiszące nad głową etc. Etc. Stąd ten terror psychiczny na uczelniach medycznych, stąd gnojenie studentów i tzw. Urban legend o trudności LEKu. [Owszem izba lek. Wetu też wmieszać się w sprawę może, ale i tak taki biedny weterynarz, nie ważne jak wielkim konowałem by nie był, nie wyląduje na pierwszej stronie FAKTu czy innego SuperExpresu]. Jakaś wzniosła myśl, która pojawiła się dzisiaj rano, wyparowała Rudej z głowy i biedna nie ma teraz zielonego pojęcia do czego zmierzała. Dlatego też swój dziwny wywód zakończy w ten a nie inny sposób: Tak czy siak wszyscy usmażymy się w piekle, więc na cholerę ludzie z leku zadzierają nosa? Wszyscy jesteśmy dziećmi bożymi, amen*.

Walk In the park… Park nie przypomina Saskiego, raczej wielki, ciemny park mitycznego Minotaura, labirynt jak malowany. Jakkolwiek. Ruda wybrała takie studia a nie inne, zagrzebując gdzieś dziecinne marzenia o byciu komandosem, i zamierza je skończyć.

 

*stołowanie się na KULu chyba uderza Rudej do głowy.



 

 

Cieszy się na weekend we Wrocławiu. Gdyby więc ktoś miał ochotę Rudą zapoznać to prawdopodobnie będzie tam w okolicy święta niepodległości.

No i przytyła strasznie, strasznie, strasznie. Więc tytuł znowu nabiera dosadnego wydźwięku w świecie realnym. Weterynaryjne przygody grubej Rudej. Oby tylko z przodu nie pojawiła się szczęśliwa cyfra 7.



 

 

PS.

Ja tak tylko nieśmiało przypominam, że reklamy w bocznej szpalcie są po to, żeby w nie klikać. Swoją drogą Rudą rozbawiła reklama Cupido Max…

 



sobota, 22 października 2011
candy u Pandory

 

Będąc łasuchem i fanką promocji wszelakich (co to studenckie życie robi z człowiekiem!) polecam wam serdecznie candy u Pandy [Pandory, no...]. Cuda cudeńka. I inne szmery bajery, dziewczę ma talent, o! 

12:20, raggafaya
Link Komentarze (1) »
sobota, 15 października 2011
banicja

mijają dwa tygodnie odkąd Ruda przeprowadziła się do L. Miasto jak miasto, w okresie poza szkolnym/akademickim niczym nie różni się od jej miasta rodzinnego - no dobrze w L. znajduje się starówka. Odległość od domu przytłacza, niewiedza, co tam się dzieje uwiera, podobnie jak tęsknota za samą Silesią, ludźmi i futrzakami.

Nie posiadająca dostępu do Internetu, stałego dostępu, Ruda czuje się tu jak banita, odsunięty od najbliższego otoczenia. Samotność doskwiera. I choć zawiązały się jakieś znajomości, kosmiczne jak i te bardziej normalne, to i tak nikt nie zastąpi Rudej A.W i jej kanapek. Więc jeśli ktoś będzie próbował wmówić wam, że nie ma ludzi niedających się zastąpić, nie wierzcie mu, kłamie! ;-)

Anka - bez Ciebie schnę jak suchy chomik na patelni.

W związku z tym, że nie ma czasu gotować sobie co zdrowszych dań, Ruda wpieprza na okrągło węglowodany pod różną postacią - będzie wchodzić bokiem przez drzwi.

Jeśli zaś o same studia chodzi. To matko boska & go on. Najciekawsza niewątpliwie jest anatomia i ona pewnie zbierze największe żniwo, łącznie z chemią. Co ciekawe chemię wielbiła Ruda na klęczkach, po pierwszych ćwiczeniach na UP, już wie, że miłość ta skończyła się. Oby tylko nie awansem [warunkiem] z wyżej wymienionego przedmiotu. Jak tylko Ruda ogarnie swoje życie w L. postara się coś więcej skrobnąć o anatomii, histologii i całej reszcie, z ochroną środowiska na czele.

 

 

 Emocjonalny kocioł odcinek 366. Życie Rudej w dalszym ciągu przypomina telenowelę wenezuelską. Rzekłabym, iż byłoby łatwiej, gdyby Ruda była bardziej stała w uczuciach/odczuciach, a nie skakała od jednego obiektu westchnień do drugiego. //wysyp ONowatych rozporków trwa w najlepsze. Apokalipsa jakaś?

środa, 28 września 2011
lingua latina pulchra est

Ruda wylądowała w trzeciej grupie, tym samym w środy kończy o 20:30… łaciną. Chwałaż Panu, że cośkolwiek pamięta z zajęć w liceum, nie wiele, ale są słówka/sentencje, które zapadły Rudej w serce, znalazła też czytanki i kserówki z deklinacjami, koniugacjami etc. Nie powinno być źle, ale TA GODZINA!

 

Zaiste będzie to jej ulubiony przedmiot!

 

 

 

Już jej się te studia [nie] podobają. Jakże się dziecko przestawi na uczenie w nocy?

[Dotarł do niej Koenig - kobyła jakich mało,  i Anatomia zwierząt domowych repetytorium - świetna rzecz, zobaczymy na ile usprawni naukę Rudej]



niedziela, 25 września 2011
prawo jazdy [Lublin]

Słońca polecicie Rudej jakąś dobrą szkołę nauki jazdy w Lublinie? Najlepiej w okolicy Uniwersytetu Przyrodniczego*.

Póki co Ruda znalazła WRC i KLASA, blisko UP, może coś o nich wiecie?

 

Podobno mają zmienić się przepisy, Ruda została więc zmuszona do znalezienia kursu, rozpoczęcia i ukończenia go. Sprawa nagli także... Popytajcie wśród znajomych, hmm...?

 

 

 

*fajnie byłoby gdyby nie było zajebiście drogo, wiecie studencka kieszeń i te sprawy, szczególnie, że Ruda sama będzie sobie musiała za niego zapłacić, a najpierw nań zarobić, zapewne ;-). Nie ma to jak dorosłe życie!

środa, 21 września 2011
materiały na I semestr weterynarii [Lublin]

zapewne na pierwszych zajęciach dowiemy się, jakie podręczniki/skrypty/materiały nas obowiązują, ale skoro Ruda ma chwilę czasu to uporządkuje zebrane informacje specjalnie dla Was, a może nawet bardziej dla siebie. Ruda pozwoli sobie fragmentami cytować Casix, mając nadzieję, że ta nie urwie jej za to głowy... 


ANATOMIA

Anatomia zwierząt domowych: kolorowy atlas i podręcznik - H.E. Koenig, H-G. Liebiech lub Atlas anatomii topograficznej zwierząt domowych - P.Popesko [w Internecie krąży Popesko, przed zakupem warto porównać oba atlasy. David z biologa mówił mi jeszcze o książkach do splanchologii, ale skoro zaczynamy od osteologii, to pozwoliłam sobie nie zaprzątać wam tym głowy. Wszak wszystkiego się dowiemy już niedługo. Krysiak nie jest zabroniony, choć jak krążą plotki u profesora może być ciężko z zaliczeniem jeśli komuś się wymsknie z czego się uczył- Ruda]

Układ nerwowy zwierząt domowych M. Sobociński


MIĘŚNIE:

Mięśnie i połączenia kości konia - J. Kałużniacki, Z. Milart

 

KOŚCI

"Osteologia zwierząt domowych" W. Lutnicki

kości nie są niezbędne, także nie trzeba robić z mieszkania cmentarza, co niektórzy praktykują :>. Zamiast wydawać fortunę na czaszki, kości długie etc. zaproście Rudą na piwo. A na poważnie, jeśli już chcecie to połówka czaszki, najlepiej konia.


BIOLOGIA

"Zoologia" Dobrowolskiego, Klimaszewskiego, Szelęgiewicza + kilka książek do prezentacji - będziecie robić prezentacje stołami i wtedy są te informacje potrzebne, do egz te trojaczki i wykłady, bo ćw były o zwierzętach a wykłady o roślinach (w zeszłym roku), książka jest w bibliotece


BIOLOGIA KOMÓRKI

"Seminariach z cytofizjologii" Kawiak / "Strukturalne  podstawy biologii komórki" Kilarski

zacznie sie pod koniec listopada, tu szczerze: ja mam Albertsa ale on jest kompletnie do niczego, ładnie napisany, ale z rzeczy które wymagają na ćw to niewiele, o wiele lepsze są seminaria z cytofizjologii chyba kawiaka albo kilarskiego, nie pamietam (jedne są dobre drugie napisane jak starożytny fresk -nie da się zrozumieć :D), w biblio chyba nie ma. no i na cw sie notuje duzo i stamtad tez inf

[ pdf'y Albertsa krążą w Internecie, szkoda wydawać pieniądze na niego, jak widać - Ruda]


CHEMIA

Jest niby książka-przewodnik do ćwiczeń Kankoferowej [jest w bibliotece, więc możesz sobie pożyczyć, ale tam nie ma tak dużo]. Oni [chemicy] mają dobrą stronę katedry i są materiały na każde ćwiczenia, ja się z nich uczyłam na wejściówki i z Internetu. Potem są zagadnienia na kolosy i albo się ma wtyki i bierze od starszych rocznikow, albo samemu szuka po książkach i opracowuje.


HISTOLOGIA I EMBRIOLOGIA 

"Histologia zwierząt" J. Kurzyszko, J. Zarzycki + "Przewodnik do ćwiczeń z histologii" M. Wawrzyniak z embrio to wykłady, prof dyktuje do marca, potem robi kilka wykładów z histo, ćw są tylko z histo. zeszyty z rysunkami wam dają, składacie się na początku i wszystko jest narysowane, tylko się podpisuje, więc kredek nie trzeba, co do Kuryszki nie wiem, czy jest w biblio, ja miałam swoja.

Kuryszko jest w biblio! - Ruda


OCHRONA ŚRODOWISKA

robiło się prezentacje w powerpoincie na ćw z Internetu, a na egz to jest jakaś ksiażka podadzą wam tytuł w styczniu.

INFORMATYKA, ŁACINA, BHP

kserówki

 


rada cioci Casix

Ogólnie bardzo dużo książek jest w bibliotece i w ciągu roku także, nie jest tak ze wszystko znika w październiku, ale lepiej zamówić te potrzebne od razu po otrzymaniu legitymacji, bo niektórzy zamawiają po kilkanaście i trzymają je, pomimo ze nie są im potrzebne.

 

pdf podręcznika do Genetyki [drugi semestr] też krąży w sieci. Szukajcie a znajdziecie. Ruda.

piątek, 16 września 2011
ogłoszenie parafialne - HISTOLOGIA, OSTEOLOGIA, BIOLOGIA [skrypty]

ma ktoś może na zbyciu:

  • Histologię Zwierząt Kuryszko i Zarzyckiego
  • Osteologię Lutnickiego
  • Zoologię "trojaczki"

 

Chętnie przygarnę :))

 

wtorek, 13 września 2011
souvenira

znaleziona gdzieś w Pieninach...

Trzeba przyznać, że Ruda na początku nie wiedziała czy zabrać Souvenirę na Śląsk czy zostawić ją w górach, wracała się do niej kilka razy, aż w końcu zapakowała czaszkę do plecaka i ruszyła biegiem za znajomymi wesoło podśpiewując.

 

 

konia z rzędem temu, kto powie Rudej, kim Souvenira jest. Biorąc pod uwagę miejsce, w którym została odkryta, Ruda strzela, że jest to owca/krowa/pies*, bowiem blisko znajdowała się bacówka. Choć może to zły trop...

 

*niepotrzebne skreślić, potrzebne dopisać

 

 

EDIT:

 

niedziela, 11 września 2011
pożegnalny pierdolnik

pożegnalna impreza okazała się strzałem w dziesiątke, no kto ma tak dobre pomysły? Tylko Ruda.Polecam się na przyszłość.

 

 

To, że po domówce wie już, że CHCE, nie ma w zasadzie żadnego znaczenia. Trzęsie portami i ma marmoladę różaną zamiast mózgu, bo jest pączkiem - znaczy zajebistym człowiekiem.  Cool story - the last part i .uj. A wy sobie myślcie, co chcecie, dorabiajcie sobie teorie, a ja spróbuję ogarnąć rozpierdolnik marmoladowy.

Tagi: ruda
12:40, raggafaya
Link Komentarze (4) »
czwartek, 08 września 2011
Straszenie pierwszoroczniaków – neverending story?

Ruda podczytuje sobie forum.biolog.pl i chyba jednak w końcu powinna przestać to robić. Stado nakręcających się tegorocznych maturzystów, którzy kują już od zeszłego roku, przekrzykując się, kto dłużej siedział nad książkami… . Na rady starszych, doświadczonych kolegów, ba weteranów maturalnych, wszak niektórzy z nich poprawiali maturę kilka razy, reagują agresją. Dobrze, dobrze… w kwietniu będziecie wykończeni, a to powinien być najbardziej intensywny czas powtórek. Ale Ruda nie o maturzystach chciała wam opowiedzieć, choć sama pewnie będzie poprawiać chemię w tym roku, o ile bozia i studia pozwolą. Właśnie, studia.

Kiedy Ruda przeczytała, na wyżej wymienionym forum, że pod koniec listopada czeka ją jedna wielka rzeź z osteologii, tak wnioskować można po postach studiujących weterynarię, siarczyście sobie zaklęła. Po doczytaniu postu Kamilorniego z Olsztyna:

Skoro już straszymy młodsze roczniki, to warto wspomnieć, że nie wszyscy zdali pierwsze kolokwium i pożegnali się ze studiami już w listopadzie ściskać poślady i się uczyć!

stwierdziła, że matko boska częstochowska, jak nic, wyleci po pierwszym kolokwium. Czytała dalej, bo jak się domyślacie Ruda ma w sobie coś z masochisty, i trzeba przyznać, że minę miała nietęgą. Kość lewa, prawa? Różnice gatunkowe? Sporo tego, można dostać zawrotu głowy od samego czytania o kole. Ale co nas nie zabije to nas wzmocni, czyż nie? Choć nie powiem anatomia zaczyna Rudą przerażać... . Hmm, studia jeszcze się nie zaczęły, zdaje się...

 

Wniosek jest, jeden miejcie to wszystko w głębokim poważaniu, czy mówiąc dosadniej, miejscie wyjebane a będzie wam dane i nie czytajcie biologa, bo można zawału dostać. Tamtejsi użytkownicy uwielbiają nakręcać spiralę strachu, paniki. A mentalne pastwienie się starszych studentów nad pierwszorocznymi przechodzi ludzkie pojęcie. Najzabawniejsze posty złapać można oczywiście w dziale dla LEKu. Tamci, za przeproszeniem - naprawdę nie chcę nikogo obrazić - to dopiero mają nierówno w głowach, mówiąc delikatnie... Zresztą znam dziewczę, które dostało się na ŚUM i też do najnormalniejszych nie należy. Ciekawam czy "lekarze" już zaczęli wkuwać Bochenka. Chyba dla poprawy nastroju Ruda pójdzie sobie poczytać ich wypociny o tym, jak to na leku jest ciężko i ile to się uczyć nie trzeba...

wtorek, 06 września 2011
chcę!

Ruda chce na studia, już teraz, natychmiast. No może nie o same studia chodzi, a o Lublin. Potrzeba zmiany otoczenia jest ogromna. Przerażająco-podniecająca.

 

 

 

 

zadrżą mury Lublina, kiedy Ruda się przeprowadzi doń.

09:31, raggafaya
Link Komentarze (5) »
wtorek, 30 sierpnia 2011
tak jakby

jestem zmęczona swoim życiem, tym wielkim zamieszaniem, w które sama własnoręcznie się wplątałam, swoimi myślami i tymi pseudomiłosnymi historyjkami, bez happy endu. ''trefny towar'', potrzebujący ociupinę czułości potknął się o pułapki, które sam zastawił. niby nic, a jednak. skonfrontowanie wyimaginowanego poczucia zajebistości z rzeczywistością, czyli sex tonight? of course, but nothing more & goń się, dziewucho, boli.

 

tak jakby, Ruda wie, że kogoś będzie jej mocno brakować w Lublinie, że będzie tęsknić za wspólnym szwendaniem się po śląskich ulicach, za wymyślaniem durnowatych scenariuszy i trylionem innych rzeczy, które zdążyła polubić. niby nic, a jednak stało się w jakiś sposób ważne dla niej, bo ''ten'' był, kiedy potrzebowała rozmowy, towarzystwa. jakkolwiek. w nieśmiertelnej teorii Rudej to się udać nie może, bo rudzielec ma za krótkie nóżki, żeby mierzyć tak wysoko. pomarzyć można było, prawda?

 

 

 

 

 

 

 

 

poza tym ONy się żeni, albo kpi sobie z Rudej. niby nic, a jednak niesmak jest olbrzymi.

poniedziałek, 29 sierpnia 2011
Lublinie nadchodzę...

I nastał w końcu ten czas, kiedy trzeba spiąć swoje seksowne pośladki i pomyśleć o pewnych logistycznych posunięciach związanych z przeprowadzką do Lublina. Ruda skorzystała z wolnego i stworzyła listę rzeczy, które musi zabrać do Lublina. Chodzi oczywiście o większe gabaryty, o szczoteczce do zębów itp. pamięta. Dziwnym trafem na szczycie owej listy widnieją same gastronomiczne przedmioty: garnki, mikser, noże, formy do pieczenia ciast. Zaciera łapki na myśl o zakupach i późniejszym pieczeniu ciasteczek z Aletheią.  



źródło: google

 

Na samą myśl o tych słodkościach cieknie mi ślinka. Dacie wiarę Ruda nigdy nie piekła muf finek. Trzeba to koniecznie nadrobić. Ma ktoś może w Lublinie formę do muffinek? :>

 

Zmajstrowała też sobie zeszycik do zapisywania ważniejszy terminów i miejsc wartych obejrzenia w Lublinie, stwierdzając uprzednio, że nieekonomicznym byłoby kupienie terminarza na trzy miesiące. Więc siedziała dzisiaj, wycinała i kolorowała. Powinna jeszcze uporządkować teczkę z dokumentami, ale straciła siły na babranie się z czymkolwiek. W ramach odprężenia przegląda Genetykę Charona. Każdy ma jakieś zboczenia, Ruda lubiła genetykę w Liceum, choć pewnych modeli dziedziczenia dalej nie ogarnia, może dlatego, że pewna nauczycielka nie kwapiła się wcale do tłumaczenia co trudniejszych zagadnień, a wydawnictwo operon, jakie jest, każdy wie. Czas pokaże czy genetyka będzie się dalej wydawać Rudej tak interesująca. Im więcej bowiem czyta o tych studiach, im więcej ludzi studiujących weterynarie poznaje, tym czarniej widzi swoją przyszłość na uczelni. Choć pewnie starsi studenci mocno koloryzują i przesadzają w swych opowieściach, mając na celu zastraszenie biednych pierwszoroczniaków. Trzeba przyznać, że co poniektórym idzie to całkiem sprawnie. Ale jak mawia ostatnio Ruda: miej wy…, a będzie Ci dane. Nie może być aż tak źle, przecież co roku ludzie kończą takie studia. Grunt to nie narobić sobie zaległości, a będzie cudownie, a jak nie będzie cudownie, to chociaż jakoś to będzie.

 

Wracając do samej przeprowadzki. W piątek ładnie Ruda pójdzie sobie do pracy, ogarnie się na zapleczu po dniówce i poleci na pociąg  z plecakiem i zapewne wielką torbą. Chwała Panu, że Dworzec PKP znajduje się niedaleko sklepu, w którym Rudzielec pracuje. Może nawet uda jej się wrzucić coś ciepłego na ruszt, zanim ulokuje się w pociągu TLK relacji Zabrze-Lublin, tym razem bez przesiadek. Najważniejsze, że tego samego dnia, w niespełna 6godzin później, stanie na Dworcu PKP w Lublinie i będzie próbowała się nie zgubić, do czego miejmy nadzieję, nie dopuści Aletheia.



//warto byłoby też przejść na jakąś dietę.../

środa, 24 sierpnia 2011
z przygód przyszłego studenta [praktyki i atlas]

Jeszcze studiować nie zaczęła, a już ma praktyki załatwione.

 

-A w ferie zimowe mogę przyjść? To tydzień tylko…

-Pewnie, że możesz. Zobaczysz, jak to wygląda od środka. Tylko najpierw semestr zalicz. A jeśli się wyrobisz z sesją to przyjeżdżaj.

 

Da się? Da. Wystarczy ładnie się uśmiechnąć, odważyć się i przejść się do najbliższej lecznicy. Ruda została też poinformowana o tym, że doktor Magda skończyła UP w Lublinie i na pewno wszystko, chętnie wytłumaczy i że drzwi lecznicy stoją przede mną otworem, z pytaniami mogę walić śmiało. 

Dorwała też, dzięki biologowi, oryginalną wersję atlasu z podręcznikiem Koeniga [Anatomie der Haussäugetiere: Lehrbuch und Farbatlas für Studium und Praxis - czy to nie brzmi pięknie?] i jest zachwycona… .  Szkoda, że żeby zakupić „germańską” wersję musiałaby obrabować bank, przy obecnym kursie euro, oczywiście.



wtorek, 23 sierpnia 2011
nikotynowe cumulusy.

przytłoczona czuje się pewnymi kwestiami. swoją niecierpliwością. swoim tępym uporem. tym, że nie potrafi o prostu przytulić się, kiedy ma na to ochotę, zamiast tego wieje od niej chłodem. "Dlaczego jesteś taka niedostępna Beatko?" 

nikotyna kusi Rudą pozornym spokojem, choć jeszcze dzielnie trzyma się i nie biegnie po papierosy do sklepu, wszak nie pali, to coraz trudniej jej to przychodzi. doskonale przecież wie, że chmura nikotynowych cumulusów nie pozwoli jej szybciej, efektywniej zebrać myśli.

 

 

 

 

teraz kiedy chciała, żeby się udało, musiała dać ciała - w metaforycznym sensie, ględząc bez ładu i składu o wszystkim. szkoda. choć może na wyrost są te obawy.

 

EDIT: obawy, jeśli nawet są na wyrost, co bardzo jest wątpliwe, może sobie Ruda w pupinę swą wsadzić. Do Lublina zewsząd jest daleko.

09:16, raggafaya
Link Komentarze (4) »
piątek, 19 sierpnia 2011
Łapię oddech

uda nie ma bladego pojęcia, w co ma ręce włożyć. Pokój jednoosobowy załatwiony, w mieszkaniu studenckim. Chyba, że współlokatorzy wyrolują Rudą, w co jednak sama wątpi – ostatnio ma duże szczęście do ludzi. A może po prostu stała się zbyt ufna? Tak czy siak, mieszkać ma gdzie.

Została kwestia przeprowadzki. I tak jak myślała, z niewielkimi gratami tłuc będzie się pociągiem, całą resztę dowiezie jej brat po powrocie z urlopu. Brzmi uroczo. Termin przeprowadzki, choć może za szumnie to brzmi, jest już ustalony. Gdyby ktoś miał ochotę na cytrynówkę lub Perłę to można będzie Rudą złapać od 1 października* szwendającą się po lubelskich uliczkach. Przewodnicy mile widziani.

*chyba, że uda się dostać wolne w pracy, wtedy pojawi się już w piątek.

 

*chwila konsternacji*

To w Lublinie nie ma IKEI?! Ruda będzie musiała kupić pościel u siebie i wieźć ją przez pół kraju? A miało być tak pięknie. Uruchomcie wyobraźnie: Ruda obładowana plecakiem turystycznym, rozmawiająca przez telefon, w drugiej ręce wielką poduchą i ciepłą kołdrą; próbuje wytoczyć się z pociągu na dworcu PKP Lublin Główny. Uroczy obrazek. Chyba, że uda jej się namówić kogoś, kto pojechałby z nią… .

Atlasu nie ma, Krysiaka nie zamówiła, Histologii też nie. Doszła do wniosku, że kupi wszystko w Larixie, albo innej księgarni na miejscu. W Zabrzu bowiem nie znalazła ŻADNEGO atlasu anatomii zwierząt, co w sumie nie jest niczym dziwnym, żadnego wydziału med. wet w pobliżu nie ma, ani nawet zootechniki. I tak nie ma teraz czasu, żeby podrapać się po głowie, a co tu mówić/marzyć chociażby o pobieżnym przeglądnięciu jakiegokolwiek studenckiego skryptu.

Praca, znajomi, sen, praca, impreza, sen, praca, sen, praca, sen. Na nic więcej nie ma czasu. Druga zmiana jest najgorszą zmianą, niczego nie można załatwić. Kompletnie niczego. Dentystę trzeba odwiedzić, lekarza medycyny pracy, sklepy medyczne [fartuchy, do diabła zakupić trzeba też], trzeba pójść do osiedlowej lecznicy i zapytać o możliwość „praktyk” podczas ferii zimowych i letnich. I pewnie jeszcze Ruda powinna znaleźć czas na tuziny innych ważnych rzeczy, ale doba jest zbyt krótka. Niewątpliwie praca daje jej w kość. Kurs angielskiego stoi pod wielkim znakiem zapytania. Wszystko jest jakieś takie rozmyte. Finanse, finanse... Bank obrabować należy! Albo wyjść bogato za mąż ;)).

 

 

W tajemnicy Ruda wam powie, że dawno się tak dobrze nie bawiła i chętnie jeszcze raz przeżyłaby to wesele… :)))). Chociaż dopiero teraz zaczęła łapać oddech. Świat staje się różowy. Rude "nie wiem" zamienia się w "chciałabym".

 

 

//Dużo tych „chyba, że uda się…”. Wiecie, Ruda chciałaby, żeby wszystko się udało. ułożyło.



wtorek, 16 sierpnia 2011
wredne bydle, czyli uczucie do brązowego cielaka rozkwita

 

 

Rudej największy i najukochańszy szczyl. Brązowa przecudnej urody jałóweczka. I chyba nawet Rudą poznała, tylko czerwonogłowej dała się głaskać, tylko do niej podchodziła. Jak widać na załączonym zdjęciu miłość kwitnie. Do bydła.

 

 

Rodzina nie odpuszcza i solidarnie, wszyscy, próbują wyswatać Rudą. To nawet zaczęło być zabawne. Ciągle w głowie tłuką się weselne klimaty, znaczy pobyt w Świętokrzyskim zaliczyć można do prawie udanych.

czwartek, 11 sierpnia 2011
odezwa do Rudej

Ruda, Ruda, czerowonogłowo, kobieto, puchu marny, ogarnij się. Twoje zachowanie jest naganne i doprowadzi Cię na skraj załamania. Znowu chcesz sobie zafundować długą drogę w dół?

 

 

 

Dużo nowych znajomości, dużo, może nawet za dużo. O kilka. Może nie w tę stronę to wszystko iść powinno. Może już lepsza była skrajna nieśmiałość? Entliczek pentliczek a w głowie mętliczek.

 

 

ostrożnie Ruda, bo poparzysz się ogniem. uważaj na to, co robisz i mówisz, myślisz, chcesz. nierealne odłóż na bok. jeszcze tylko 51dni i oderwiesz się od tego wszystkiego.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8
Tagi
Tutaj zawartość trzeciej szpaltyNajlepsze Blogi