piątek, 05 sierpnia 2011
Możemy marzyć na jawie.

Ruda jest styrana jak koń po westernie. Praca w mięsnym to nie tylko stanie za ladą, to kawał fizycznego wysiłku. Niech chociażby naciągnięte ramie Rudej o tym świadczy, które napieprza jak miło.

 

Ale skoro ma jeszcze siły marzyć i śnić na jawie, to znaczy, że wcale nie jest tak źle. Wraca jej optymizm, wiara w siebie też powolutku coraz śmielej wychyla się za grubego pancerza, mającego imitować obojętność. Pozbyła się już nadmiaru nieśmiałości. Wiecie, jakkolwiek Ruda nie narzeka, nie marudzi, to cholernie podoba jej się jej własne życie. Mimo niedoskonałości, pewnego rodzaju braków. Nie sra forsą i jest szczęśliwa, choć nie ukrywa, że pieniądze dużo by ułatwiły. Wszystko w swoim czasie. Jest dobrze. Nie pięknie, ale dobrze, to znacznie więcej niż w okresie od marca do czerwca.

Powinna znaleźć jakąś dorywczą pracę w Lublinie. Zmęczenie po dniówce skutecznie eliminuje wszelkie próby zbyt dalekiego wybiegania w przyszłość, huśtawki nastrojów od euforii po totalny marazm. Szkoła językowa też by się przydała, kulawy angielski, a nawet bardzo kulawy, trzeba poprawić.

 

Tyle planów. Znowu wybieganie w przyszłość, ale konstruktywne. Na takie galopowanie w nieznane Ruda może sobie pozwolić. Niczego więcej myślą nie kala. Albo przyjdzie samo albo zjebie się do szczętu, tu nic nie można zrobić. Jeden kłopot z rudawej głowy mniej.

 

 

wtorek, 02 sierpnia 2011
akademik czyli przygoda druga

Pojawiły się problemy z wyartykułowaniem odpowiednich argumentów, przemawiających za przyznaniem Rudej miejsca w owym przybytku rozkoszy, w akademiku ma się rozumieć, na Langiewicza rzecz jasna. Trudność sprawia ubranie w słowa, a nie samo znalezienie przekonujących argumentów. Czas przedstawić wam wersje robocze i liczyć, po raz kolejny, na waszą nieocenioną pomoc i bystre oko.

 

 

Powyższa odezwa, bo chyba w takich kategoriach należy postrzegać owy tekst, niewątpliwie trafia do serca Rudej a nawet trafia w sedno samego problemu. Szkoda tylko, że może nie przekonać szanownej Wydziałowej Komisji Stypendialnej. Z bólem serca Ruda siada do pisania własnego uzasadnienia, które streścić można w kilku słowach: Panie, do domu mam w ch…usteczkę daleko, a chcę u was studiować. Grzeczniej, poważniej trzeba do tematu podejść.

Może: Prośbę swą motywuję tym, że odległość uczelni od miejsca zamieszkania uniemożliwia mi podjęcie studiów na Uniwersytecie Przyrodniczym w Lublinie. Albo po prostu: Odległość uczelni od miejsca zamieszkania uniemożliwia mi podjęcie studiów na Uniwersytecie Przyrodniczym w Lublinie. [Konieczne jest podanie odległości w km?] A może powinnam inaczej sformułować owo uzasadnienie? Jakieś pomysły? Może bardziej po polsku? ;-)

 

Schody zaczynają się przy podaniu o pokój jedno/dwuosobowy. Czy samo wyrażenie chęci otrzymania takiego pokoju ze względu na podjęcie studiów na takim a nie innym kierunku jest wystarczające? „Ze względu na podjęty przeze mnie kierunek studiów [weterynaria] uprzejmie proszę o przyznanie mi pokoju jednoosobowego. Niezbędne będą cisza i spokój, dzięki którym efektywnie będę mogła przyswajać sobie wiedzę z zakresu nauk weterynaryjnych.„ Ktoś ma pomysł jak ująć to zgrabniej?

 

 

 

I najważniejsze, czy podania Ruda musi złożyć osobiście w Lublinie? Czy wystarczy, że prześle je do odpowiedniej Komisji,urzędującej na Langiewicza. Może ktoś z was się orientuje, stąd te pytanie.

niedziela, 31 lipca 2011
Weterynaria - pytań ciąg dalszy.

To, że Ruda nie ma gdzie mieszkać, zdaje się jej w ogóle nie przeszkadzać – w dalszym ciągu nie wysłała podania o miejsce w akademiku. To nic nie znaczące drobiazgi, Ruda ma jeszcze moment na znalezienie lokum. Będzie dobrze. Ciągle jest na etapie jarania się studiami. Zmiana środowiska dobrze zrobi Rudej. Zostało już tylko 60 parę dni do zderzenia z rzeczywistością. Nadchodzi więc czas na laickie pytania.

Bardzo powoli Ruda rozgląda się za skalpelami. Casix, jaki rozmiar? I o co chodzi z tym trzonkiem, o którym pisałaś w komentarzach? Fartuchy… Koniecznie białe i z długimi rękawami? Ruda, jak to baba, ma swój typ:

 
żródło oczywiście strona serialu NA DOBREI NA ZŁE.

Ze względu na kolor, a nie aktora ;-), no dobrze Ruda przyznaje lubi brodatych mężczyzn... . I pytanie najważniejsze: ile? Dwa? Trzy?

Czepki spożywcze?  Zeszyt do histologii ma być gładki? Ruda ma już nawet metalowe pudełeczko na kredki, tylko takie malutkie, niestety. Chyba brzmi już nawet jak przedszkolak, który za moment ma przeżyć swój pierwszy dzień  w szkole.

Biblioteka akademicka jest gdzieś w pobliżu uczelni? We Wro jest na dziedzińcu. Ruda pyta, bo nie miała czasu pozwiedzać okolicy UP, gdy oddawała dokumenty. Nad czym ubolewa.

I jedno z głupszych zapewne pytań dotyczące godzin rektorskich. Jak myślicie ogłoszą wolne w poniedziałek między weekendem a 1listopada? Ruda chciałaby jednak czasem przyjeżdżać do domu. Równie głupie dotyczyć będzie stypendiów. Zapewne na pierwszym roku nie ma sensu liczyć na "naukowe"/wyniki w nauce - jak zwał tak zwał? Są jakieś koła naukowe w Lu? Zajęcia fakultatywne od drugiego roku?

Nawet nie przypuszczacie ile Ruda dałaby, żeby przeprowadzka do Lublina nastąpiła już dzisiaj. Czas siąść do ogłoszeń i szukać dalej pokoiku, szukanie lokum na odległość to absurd. Najczystszy. Cóż zrobić. Gdzieś mieszkać trzeba. Akademik zaczyna jawić się Rudej jako wybawienie i pomysł najgenialniejszy, na jaki ktokolwiek kiedykolwiek mógł wpaść.



 

Z newsów żywcem wyjętych z życia prywatnego Rudej: nic nie jest takie, jakim chciałaby, żeby było; źle sypia; brakuje jej magnezu i potasu, chce wyjechać i zapomnieć, przestać żywić nadzieję - i nie, nie chodzi tu o to, o czym pomyśleliście w pierwszym momencie; przestać wierzyć w niemożliwe. Choć z drugiej strony skoro udało jej się dostać na wymarzone studia to dlaczego na innych polach upór ma nie przynieść efektów?

piątek, 29 lipca 2011
Keep on running.

Ruda prze do przodu, bo co innego ma robić? Zostawia za sobą kolejne głupoty, jakich narobiła przez ostatnie trzy miesiące. A jest ich tona, albo jeszcze więcej. I znowu ma huśtawki nastrojów. Na swoje życzenie, czyli nic w tej kwestii się nie zmieniło i nie zamierza zmienić. Nie wiadomo gdzie podziała się rozsądna i odpowiedzialna Ruda. Mimo że nie pali to w ostatnim czasie w głowie stale jej się tłucze: fajka, fajka, fajka i balkon, dajcie mi pomyśleć. Wyszła po papierosy i zabłądziła, mówię wam. Zgubiła się, jak zwykle. Progresem jest niewątpliwie to, że NICZEGO nie żałuje, wszystko działo/dzieje się po coś. Tylko wciąż jeszcze Ruda nie wie po co, ale z pewnością jest w tym jakiś pseudoboski plan i kiedyś się o nim dowie.

Niektóre kwestie lekko ją przerastają, ot choćby to mieszkanie, jeśli bardzo chcemy trzymać się tematyki studiowania w Lu. O innych Ruda sobie pozwoli milczeć, choć powinna znaleźć kogoś, z kim mogłaby o trapiących ją wątpliwościach,  nie do końca jest przekonana, czy wątpliwości najlepiej określają problem, a tych też nazbierało się sporo. Taki malutki woreczek zawiązany na jasnozieloną kokardę. Swoją drogą zostało Rudej tyle wstążek z czasów zuchowania, że chyba znowu zacznie coś kleić, lepić, wycinać… jak w przedszkolu. Wszak jest głupiutka i ma prawo się uwsteczniać. 

I na tym chyba czas skończyć opowieść. Praca Rudą wykańcza lekko, a na pewno jej dłonie, które wyglądają jak u staruszki. Kremy nie dają rady, paznokcie się rozdwajają. Obraz nędzy i rozpaczy. [znowu zaczęła czuć się mało atrakcyjną, choć powinno być odwrotnie. U Rudej jak zwykle wszystko na opak] 

 

 

Elkon,

Dziewczyny milczą jak zaklęte. Nici z Głębokiej jak widać. Mieszkania nie ma dalej, szans na wyjazd do Lu w celu poszukania czegoś na miejscu też nie. Urlopu nie ma i nie będzie. Śpię pod mostem, bo ciągle nie wysłałam podania do akademika.



niedziela, 24 lipca 2011
Przygoda pierwsza czyli Ruda szuka lokum.

A nie jest to łatwe zadanie, kiedy kompletnie nie zna się miasta. To, że wie, iż 9 jeździ spod dworca na ul. Głęboką [na drugim przystanku na tejże należy wysiąść, żeby dojść do UP] jest tak naprawdę nic nie warte. Ot zerowa znajomość Lublina.

Żeby było śmieszniej, a w zasadzie jest tragicznie, to w domu stwierdzono, że Ruda powinna poszukać akademika. A i owszem czemu nie, w Słubicach będąc mieszkała w domu studenckim, gdzie w każdym pokoju była łazienka z krwi i kości. Tylko, że UP nie ma takich luksusów. A bieganie co wieczór do wspólnej łaźni brzmi mało zachęcająco. Więc Ruda, czując się oszukaną, do czego ma zresztą prawo, chlipie sobie w poduszkę i przeklina cały ten Lublin. Gdy była mowa o Wrocławiu nikt nawet słowem nie zająknął się o akademiku. Czeka więc Rudą pisanie podania i liczenie na to, że jednak nie przyznają jej miejsca. Cyrk na kółkach. Jak zwykle zresztą.

Gdyby jednak ktoś mógł Rudej pomóc w szukaniu mieszkania/pokoju w mieszkaniu studenckim, to Ruda przyjmie chętnie każdą pomoc. Sama nie wie do końca, w których dzielnicach ma szukać, którymi autobusami dojedzie w pobliże uczelni, więc szuka po omacku, licząc na cud, jak zwykle zresztą. Może uporem i tym, że sama własnoręcznie wyszuka fajną ofertę, przekona ich, że akademik to zuoo. Nawet szczura nie będzie mogła legalnie sobie hodować.

Przygodą drugą będzie zapewne przeprowadzka na wschód. Gdyż teraz Ruda pracuje, a brat, którego mogłaby wrobić do przewożenia rzeczy do Lu, wyjeżdża we wrześniu do Stanów. Tym samym z tobołami Ruda będzie zapier… pociągiem. „Za utrudnienia przepraszamy”.  Szkoda, że ten drań jedzie do USA, bo rudzielec chętnie wykorzystałby go, mszcząc się za rzucenie w przestrzeń domową idei ulokowania przyszłej pani weterynarz w akademiku.



środa, 20 lipca 2011
Do studentów i lekarzy weterynarii

Studenci Weterynarii moi kochani, drodzy, bardziej doświadczeni i w ogóle naj –studenci medycyny też jesteście fajni, ale nie aż tak, no dobra może ewentualnie i w drodze wyjątku można uznać, że jesteście równie fajni; więc studenciaki moje kochane, przyszłe i obecne weteryniorze powiedzcie Rudej czy warto zaopatrzyć się w „Anatomia zwierząt domowych. Repetytorium” Henryka Kobrynia* i Heleny Przespolewskiej?

 

 

 

*H. Kobryń był ścisłym współpracownikiem Kazimierza Krysiaka.



 

Strasznie drogie to repetytorium nie jest, dlatego Ruda pyta:-).

sobota, 16 lipca 2011
to jeszcze ja czy już ktoś inny?

Ruda się zgubiła. Który to już raz? Wydaje jej się, że ma tysiąc masek: przygaszona, grzeczna dziewczynka w pracy, wesoła imprezowiczka, a gdzieś tam między nie do końca udaną maską suki jest prawdziwa Ruda: zwyczajna dziewczyna, może i odrobinę za głośna, klnąca jak szewc, amatorka piwa wszelkiego rodzaju, która szuka ciepła w ludziach, wszelkimi dostępnymi środkami. I ulubiona rola Rudej ostatnimi czasy czyli wspierająca, lojalna i oddana przyjaciółka, obrywająca po tyłku za próbę zrealizowania SWOICH marzeń od osób, po których by się tego wcale nie spodziewała. To taka wisienka na torciku z napisem: What the hell?! who am I?!

Każdy zna ją jako kogoś innego, jedni będą ją postrzegali jako wyzwoloną, inni poznają ją na tyle, że będą wiedzieli, iż kilku swoich zachowań żałuje. Jeszcze inni widzą w niej tylko wulgarną dziewuchę. A kim jest Ruda? I kim chciałaby być? Może ktoś w niej widzi pieprzoną romantyczkę, która czeka na swojego księcia* z bajki, ale nie czeka biernie zamknięta w wieży, tylko sama wychodzi mu naprzeciw, mimo że kompletnie nie wie, kim on jest. Odwaga, głupota czy desperacja?

Mieszka w niej kilka różnych osób. Często skrajnie różnych. Jak to jest w ogóle możliwe?

Jakkolwiek to dziwacznie nie zabrzmi Ruda musi zacząć więcej milczeć, nie uzewnętrzniać się przed ludźmi, nie opowiadać im chętnie i szeroko o tym, co u niej. Kogo poznała, gdzie, o tym, że dostaje po dupie od ludzi, którym ufa i o paru innych kwestiach pewnie też. Musi zacząć znowu medytować. Ukierunkować się na siebie. Wyciszyć. W związku z nowym postanowieniem Ruda przemilczy pewne sprawy. Nie zamierza już z nikim poruszać pewnych hipotetycznych, ewentualnych kwestii. W tym obszarze powinna milczeć jak grób, gruba Ruda powinna sobie to do łba wbić.

 

 

 

*wpierw Ruda zamiast na księcia czekała na konia z bajki. Głodnemu chleb na myśli? Ot i znowu wulgarność z niej wychodzi.



środa, 13 lipca 2011
studentka drugiej kategorii

Teoretycznie Ruda powinna się cieszyć, że będzie studiowała wymarzony kierunek.  W praktyce jednak czuje pewnego rodzaju niedosyt, niespełnienie związane z tym, że będzie za studia płacić. Gdzieś tam pod czaszką tli jej się nadzieja na to, że próg spadnie do 147, nawet jeśli miałoby to nastać dopiero we wrześniu. To bez znaczenia, wtedy zostanie przeniesiona na dzienne i może zniknie to poczucie porażki, klęski. Pojawiły się też myśli, że skoro się nie dostała to może powinien być to sygnał do zmienienia swoich planów. Skoro nie potrafiła napisać dobrze durnej matury to jak do cholery poradzi sobie na TAKICH studiach. Niestety, innego pomysłu na siebie Ruda nie ma. W roli matki, żony i kochanki się nie widzi. No ewentualnie ostatnia rola brzmi kusząco.

 

Wracając jednak do tematu głównego.Na biologu niemalże wszyscy uważają niestacjonarnych za studentów drugiej kategorii. Biorąc pod uwagę tegoroczny system przyjmowania kandydatów na weterynarię w tym trybie Ruda nie potrafi przestać o sobie myśleć inaczej. Co z tego, że pierwsza osoba, która ma tę samą ilość punktów, co ona, zajmuje zaszczytne 100 miejsce. Swoją droga to ciekawe w jaki sposób skonstruowana była lista. Z pewnością nie alfabetycznie. Datami urodzenia? Mowa o Wrocławiu rzecz jasna.

W drodze do komisji rekrutacyjnej oczywiście Ruda zgubiła się na dziedzińcu uczelni. Pozwiedzała sobie, a co! Wie, gdzie jest biblioteka, katedra parazytologii, klinika wet. Będzie dobrze. Choć UP nieco ją przytłacza.

 

Wtorek miał być też ostatecznym zerwaniem znajomości z onym. Nie był jednak. Człowiek ten nie znalazł czasu, żeby oddać Rudej jej rzeczy, co w czerwonej głowie się kompletnie nie mieści. Za to czas znalazł jego współlokator, niestety Ruda siedziała już z biletem w ręce na dworcu tymczasowym. Wracając do onego, zważcie, że używa się tu małych liter, sam przed 30.06 marudził, że Ruda ma niemalże natychmiast po nie przyjechać. A teraz ona obawia się, że za mężczyznami nigdy nie nadąży. Całe szczęście, że ma wspaniałą przyjaciółkę, która postanowiła odebrać jej rzeczy. Nie wiadomo tylko, czy uda się jej dogadać z tym człowiekiem. Ruda trzyma kciuki, mając nadzieję, że już więcej nie spotka go na swojej drodze.



poniedziałek, 11 lipca 2011
nie od razu Lublin zbudowano...

czyli z pierwszej listy się nie udało. 69 brzmi optymistycznie a na pewno bardziej optymistycznie niż 107.

 

 

EDIT: Dwie godziny później jestem już na 215 pozycji. Porażka odsłona druga.

 

 

A jutro do Wrocławia. Zawieźć im przeklęte dokumenty.

sobota, 09 lipca 2011
pierwsza lista - gorzki smak porażki

W teorii Ruda była przygotowana i gotowa na zobaczenie pierwszej listy. W praktyce nie było już tak różowo, szczególnie, że wcześniej naczytała się o dużych spadkach progów na uczelniach medycznych. Była i wykrzyknięta „kurwa” po odszukaniu swojego nazwiska na liście rezerwowej. Nadzieja na darmowe studiowanie we W. dogorywa na podłodze, trzeba dobić ją butem. Byle by znalazł się ktoś, kto zaproponuje Rudej niestacjo, bo jeśli i Lublin będzie dla niej nie przychylny to zacznie sobie pluć w brodę, że nie próbowała swoich sił na politechnice.

 

 

Może teoria Obojętnego ma sens? Może W. nie jest miastem Rudej. Mimo to ma smak porażki na języku.

 

 

 

Listo rankingowa L. nadchodzę. A Wy trzymajcie kciuki, żeby Ruda nie musiała czekać do ostatniej listy, w przeciwnym razie osiwieje do szczętu.



wtorek, 05 lipca 2011
Upoważnienie do szczęścia

W którym urzędzie Ruda znajdzie odpowiedni formularz, umożliwiający jej ubieganie się o drobinę szczęścia? 3 gramy nieokreślonego na kwartał to chyba nie tak dużo? Gdyby żądała trzech kilogramów, wtedy można by zarzucić jej zachłanność, a ona tylko chciałaby znowu pounosić się dziesięć centymetrów nad ziemią. Czy to dużo?

 

Okazuje się, że tak. To może chociaż pięć,  a jak nie pięć to może choć trzy centymetry? Też nie, motyla noga! Czy można być permanentnie szczęśliwym? Ruda nie chce rozpoczynać dyskusji na temat znaczenia słowa szczęście. Zdaje się, że kiedyś powiedziała, że dla niej w tej chwili oznacza niezależność. I tak jest w dalszym ciągu, podobnie zresztą jest z mocnym skoncentrowaniem się na realizacji swoich marzeń, osiągnięciu pewnych celów. SUKCES na arenie zawodowej to jest szczęście. A może to tylko zasłona?

 

Zawsze trafiała na nieodpowiednich dla niej mężczyzn, pod palce cisnęły jej się określenia typu: troglodyta, idiota, imbecyl, drań, łotr. Niech będzie, trafiała na idiotów, którzy nie mieli pomysłu na życie, a kiedy już go mieli to zawsze brakowało im odwagi by urzeczywistnić marzenia. Zawsze dostawała od nich po dupsku i za każdym razem była silniejsza, więc może miało to jednak JAKIŚ sens. Pyta więc siebie czy warto się przed nimi odsłaniać, zwierzać, wypłakiwać? Może trzeba być twardą, zimną, niedostępną, wyrachowaną suką – takiego stanu umysłu Ruda nigdy nie osiągnie. Zawsze była gdzieś po środku. I ani pozorny chłód ani ciepełko, jakie od niej bije, nie uchroniło jej przed, nazwijmy to roboczo, porażką. Choć nie ukrywajmy to ostatnie doceniali - ciepełko nie porażkę.

 

Czasem wydaje się jej, a teraz właśnie jest czas tego „czasem”, że to ona jest wszystkiemu winna. Bo to ona za dużo wymaga od siebie i innych, ma wysokie mniemanie o sobie, nie potrafi kochać. Czuć potrafi, można by rzec, że nawet za dużo w niej empatii. Potknięcia innych szybko potrafi wytłumaczyć, wysuwa logiczne argumenty w ich obronie, siebie zawsze potępia. Nigdy nie jest z siebie w stu procentach zadowolona. Zawsze mogła zrobić coś lepiej, nawet jeśli dała z siebie wszystko. Za wszelką cenę stara się przekonać otoczenie, że potrafi czegoś dokonać. O tym, że jest zajebista i potrafi wiele poświęcić dla innych, wiedzą wszyscy. Może potrzebuje udowodnić sobie, że jest najlepsza? Niewątpliwie jest dysfunkcyjna. Czeka z niecierpliwością aż A. zrobi specjalizację z psychiatrii – tu apel do A.: nie waż się wybierać innej! Będzie jej pierwszym i zarazem najbardziej popier.olonym pacjentem. Jak widać Ruda potrzebuje urlopu od samej siebie. Za dużo tych osobowości w jednym ciele. Melancholik i choleryk w jednym, zaiste wybuchowa mieszanka. Z drugiej strony takie połączenie wróży wielką karierę zawodową. Podobno geniusze skazani są na samotność. Musi być więc w Rudej coś genialnego, z pewnością… . Skoro przyznała się przed samą sobą, że jest dysfunkcyjna i nie potrafi zbudować niczego stałego, to chyba osiągnęła już pewien psychologiczny sukces.



Gdybyście jednak posiadali informację, gdzie zdobyć może 3 gramy nieokreślonego - i nie chodzi tu o żadną nielegalną substancję - dajcie znać, rudzielecchętnie zanabyje maluki zapasik.

niedziela, 03 lipca 2011
mam Śląsk przed oczami... [dylematy]

W głośnikach śląski rap, na krześle wisi koszulka z nadrukiem I <3 Katowice, na biurku obok kubka z gorącą zieloną herbatą leży przypinka z logiem Katowice ESK2016. Chyba Ruda nie chce wyjeżdżać.

Entuzjazm, który towarzyszył jej przez rok intensywnych przygotowań do matury, gdzieś uleciał. Chciała stąd wyjechać na chwilę i wrócić. Zawsze wiedziała, że będzie chciała wrócić, bo tu powietrze jest różowe, ulice znajome, bo to jest jej miejsce na Ziemi. A teraz, gdy czeka na ogłoszenie pierwszych list przyjętych, wcale nie jest pewna czy to, co się spełnia, jest jej wielkim marzeniem i szansą. Niedowierza, że sen stał się rzeczywistością.

 

Stoi sobie Ruda na jednym wielkim rozdrożu i nie wie, w którą stronę iść. Liczy na to, że decyzja podejmie się sama – dostanie się tylko na jeden uniwersytet. Nie chce robić tabelki zalet/wad Wrocławia i Lublina, bo i tak każde z tych miast wypadnie blado przy Śląsku. Ktoś niedawno powiedział Rudej, że Śląsk jest jednym wielkim miastem. Jest najpiękniejszym miastem, jakie można było sobie wyśnić, z piękną historią i pięknymi ludźmi. Ale Ruda nie chciała się zachwycać tutaj Silesią, bo i tak większość z was będzie się pukać w głowę, czytając te słowa. W którą więc stronę pójdzie Ruda? Na zachód? Na wschód? Wybierze oswojone czy „dzikie” i nieznane? Płacić za studia i być blisko domu czy nie płacić i żyć w całości na swój rachunek?

 

Dzisiaj wschód jawi się jej jako szansa na rozpoczęcie czegoś nowego, daje możliwość spojrzenia na swoje życie z boku, odnalezienie życiowych priorytetów, jest odpoczynkiem, pewnego rodzaju mentalną detoksykacją. Nigdy nie była w Lublinie, nie zna tamtych stron. To byłoby wyzwanie, Ruda lubi wyzwania. A zachód? Zachód jest w smaku słodko-gorzki, ale wrocławskie uliczki są już oswojone. Rozdroże. Pierwsze wielkie rozwidlenie dróg w jej życiu. Ruda w głowie ma tylko jedno okrąglutkie zdanie, określające tę sytuację: O JA PIERDOLĘ.

 

Oby nie musiała podejmować tej decyzji sama. Może warto zaryzykować i po roku zdecydować czy woli jednak Wrocław? Kiedy do wyników było jeszcze daleko Ruda nie zastanawiała się, co wybierze. Bo i po co? Teraz kiedy wszystko jest na wyciągnięcie ręki czuje się zagubiona. Ruda wie tylko jedno. Bez względu na to, czy pojedzie 200km na zachód czy 500km na wschód, wyjeżdżając i tak będzie płakać. Czy dorosłość musi być tak trudna?

 

Prawdopodobnie nie powinna jeszcze mówić o takich dylematach, to tak jakby dzieliła skórę na niedźwiedziu. Ale kiedy trzeba będzie podjąć decyzję, nie będzie czasu na długie rozważania. Trzeba będzie szybko wybierać. Ruda szuka odpowiedzi.

 

piątek, 01 lipca 2011
o Rudej wiersze piszą

 

źródło: Wycieczka na Śląsk

 

W Zabrzu, gdzie jeszcze, jak mi się zdaje,
po szynach nadal jeżdżą tramwaje,
gdzie nie ma Rynku, (gwoli ścisłości),
a zamiast Rynku, jest Plac Wolności,
otóż, w tym Zabrzu, przedwczoraj z rana
rzecz wydarzyła się niesłychana!
Pewna Paniusia, tuż po maturze,
na przekór wszystkim i wbrew naturze,
frustracjom chciała położyć kres
bo maturalny Ją gnębił stres.
Stres ów podobny był wręcz panice
i kładł się cieniem na Jej psychice,
bo straszna wizja Ją katowała
że w sierpniu będzie znowu pisała...
By się nie znaleźć w domu wariatów,
postanowiła dać do wiwatu,
no i udało się Jej genialnie
zmienić swój imidż dość radykalnie.
Jak już zaczęła, to poszalała,
włos na czerwono zafarbowała,
a czerwień była wręcz zarąbista
tak intensywna, że aż soczysta.
To posunięcie Ją wybawiło,
od razu humor Jej poprawiło,
ale ten humor też nie trwał wiecznie
bo deszcz zniweczył go dość skutecznie.
A jak to było? Ano, po prostu,
deszcz spłukał farbę najpierw z odrostów,
a potem ciurkiem, czerwone strugi
z włosów spłynęły i raz i drugi.
"Zaraz się wścieknę!" - myśli Paniusia -
"Musiał deszcz padać? Naprawdę musiał?!"
I załamana, jak zmokła kura
poszła zobaczyć, jak tam matura...
No, cud wszechświata!!! (prawie zemdlała)
To być nie może!!! Naprawdę zdała!!!
Popatrzcie na Nią, no, co za mina!
"Może wystarczy mi do Lublina!"
Wszystko zmieniło się w jednej chwili,
już się nie maże i już nie kwili,
nawet ubytek farby olała,
bo na wakacje pracę dostała.
Już na nikogo nie patrzy wilkiem,
i rozkoszuje się swym big milkiem,
a wszystko działo się, jak się zdaje
w Zabrzu, gdzie jeszcze jeżdżą tramwaje...

 

autorka: Basia z psiakosc.com

czwartek, 30 czerwca 2011
zdane!

Ruda zdała. Jest nawet szansa na Lublin stacjonarny, na Wrocław Ruda nie liczy. Może niestacjo?

 

Trzymajcie kciuki w dalszym ciągu! Wielkie dzięki za to, że byliście i podtrzymywaliście na duchu.

 

 

 

Ruda ma pracę, w sklepie mięsnym!

środa, 29 czerwca 2011
1 day left...

Ruda jest przerażona. Boi się.

 

 

 

 

Żołądek zawiązał się jej w kokardkę, której za cholerę nie da się rozwiązać. Ruda nie chce poprawki w sierpniu...

 

 

09:28, raggafaya
Link Komentarze (4) »
sobota, 25 czerwca 2011
Bioniczny weterynarz - The bionic vet



[zródło: BBC]

 

Przypadkiem Ruda natrafiła na, emitowany przez BBC Knowledge, serial, choć może lepiej powiedzieć program, o pewnej klinice weterynaryjnej w hrabstwie Surrey w Wielkiej Brytanii [we wsi Eashing zdaje się] i przedsięwzięła pewną decyzję.

Bez względu na wyniki matur zapisuje się na kurs angielskiego, co zresztą trzeba było zrobić wcześniej. To inwestycja, która zawsze będzie opłacalna. Szkoda tylko, że przez tyle lat szczerą niechęcią pałała do wyżej wymienionego języka. 

 

Ale nie o Rudej miało być! Tylko o Noelu Fitzpatricku i jego klinice. Ten Irlandczyk jest niesamowity. Nie boi się podejmować ryzykownych operacji. Stosuje endoprotezy i najnowsze zdobycze medycyny weterynaryjnej. Czy w Polsce ktokolwiek spotkał się z takimi praktykami? U nas proponuje się amputację kończyny i rehabilitacje, a w przypadku, gdy konieczne jest odjęcie np. dwóch kończyn zwykle uśpienie zwierzaka. Z przykrością trzeba też stwierdzić, że ich klinika dla zwierząt jest wyposażona lepiej niż nie jeden polski szpital… dla ludzi.

 

Wszystko się zmienia, świadomość Polaków także, co strasznie Rudą krzepi. Do nas też w końcu dotrą najnowsze technologie, metody leczenia, potrzeba nam tylko światłych, mądrych, dobrze wykształconych i otwartych na nieznane specjalistów. Więc jeśli mamy możliwość to kształćmy się pod okiem najlepszych. Anglojęzyczni spinajcie pośladki i próbujcie załapać się na zagraniczne, wakacyjne praktyki. Choćby u samego Noela Fitzpatrick’a, który stał się osobistym weterynaryjnym guru Rudej.







 [zródło: BBC]

 

 Noel mógłby być nawet mężem Rudej - jest Irlandczykiem i odwala kawał dobrej roboty.  

czwartek, 23 czerwca 2011
awantura o ESK2016

Czym jest ESK?

ESK czyli Europejska Stolica Kultury to inicjatywa Unii Europejskiej mająca na celu wybranie dwóch miast tzw. Starej i Nowej Unii, które na okres 12 miesięcy staną się dwoma odrębnymi ośrodkami kultury.

Jest to program mający zaktywizować lokalną społeczność – zaszczepić w niej potrzebę działania na rzecz rozwoju swojego miasta. To idea, która przyciąga inwestorów, sponsorów i media. ESK jest więc szansą nie tylko dla jednego miasta, jest szansą dla całego regionu, a w szerszej perspektywie nawet dla kraju.

Ambasadorami ESK w 2016 roku będą Hiszpania i Polska.

 

Kto wygrał, kto przegrał?

Burza w szklance wody rozpętała się we wtorek po ogłoszeniu wyników konkursu. Na Mariackiej w Katowicach podobno zaległa cisza, a pracujący nad projektem mieli łzy w oczach: nie udało się. W tym samym czasie we Wrocławiu świętowano. Vrotslove wygrał, wygrał w oczach Rudej zasłużenie. To jeden z tych polskich kulturalnych ośrodków, które istnieją od dłuższego czasu na arenie międzynarodowej, nie tylko europejskiej. To miasto tętniące życiem, pełne obcokrajowców, muzyki, kultury i energii, której nie zabrakło także Katowicom czy Lublinowi. 

 

W czym więc rzecz, skoro wygrał najlepszy? Wśród Polaków jak to zwykle wybuchła nagle kolejna panika związana ze spiskiem, jakby Katastrofa Smoleńska nie wystarczała. Podniosły się głosy, że konkurs był ustawiany, a minister kultury tatusiowskim ramieniem objął stolicę Dolnego Śląska, zasilając ją funduszami z budżetu państwa. Jego zachowanie może budzić niesmak, szczególnie, że decyzja o przyznaniu dotacji zbiegła się w czasie z wizytą ekspertów z ESK. Szkoda tylko, że nawet tacy ludzie jak Kamil Durczok znowu doszukują się niesprawiedliwości dziejowej w werdykcie jury ESK2016.

 

Czy przegrana z Wrocławiem jest porażką dla Katowic i Lublina? Czy naprawdę chodzi tylko o pieniądze? Czy wygraną nie było zdobycie poparcia mieszkańców dla tak dużego projektu? Czy, tak jak w przypadku Katowic, wygraną nie jest zapewnienie prezydenta, że budżet przeznaczony na ESK nie zostanie nagle wchłonięty przez inne programy? Czy nie jest pięknym to, że mieszkańcy dalej chcą zmieniać na lepsze wizerunek swoich miast?

Alternatywna Stolica Kultury

katowice alternatywna stolica kulturyPo ogłoszeniu wyników w głosowania ESK2016 Katowice postanowiły nie poddawać się. Ruszył fanpage na facebooku promujący Katowice jako Alternatywną Stolicę Kultury. Ową stronę polubiło już blisko 4 tysiące ludzi i nie zanosi się na to, żeby fala entuzjazmu ustała.

ASK2015 czy też jak woli Pan Uszok MSK2015 - choć zmiana nazwy wydaje się być poronionym pomysłem, szczególnie, gdy patrzy się na szum wokół ASK na "fejsbuku", to wspaniała okazja do unaocznienia społeczeństwu jak wielkie zmiany zachodzą na terenie całego Śląska. To szansa na zbudowanie nowego wizerunku Sillesi w oczach całej Europy. W końcu jesteśmy jednym z największych ośrodków miejskich w Europie. Poza industrializmem, z którym tak powszechnie kojarzy się ten region, mamy wiele do zaoferowania, także w zakresie edukacji wyższej [Politechnika Śląska, Śląski Uniwersytet Medyczny, Akademia Muzyczna im. Karola Szymanowskiego...], kultury, czy w końcu turystyki nomen omen postinudstrialnej. 

Oby zapał na Śląsku nie osłabł, mamy naprawdę wiele do zaoferowania jako region. A "przegrana" w ESK2016 może nam tylko w tym pomóc.

 "Piotr Uszok nie ukrywa, że z wielką uwagą po ogłoszeniu wtorkowego werdyktu, śledził głosy na forach internetowych. - Ktoś zaproponował, by Katowice stały się w 2016 Alternatywną Stolicą Kultury. Pomysł jest świetny, ale od razu zadałem sobie pytanie czy rzeczywiście warto coś takiego organizować właśnie w 2016 r., gdy wszystkie imprezy będą odbywały się we Wrocławiu?


[...]

Okazja jest wyśmienita, bo w 2015 r. Katowice będą obchodzić swoje 150-lecie."
Więcej... 

Słowo od Rudej

Ruda szczerze gratuluje Wrocławianom. W pełni zasłużyliście na wygraną. Wszystkim "przegranym" w tym Katowiczanom życzy udanej próby przekucia porażki w sukces. Wykorzystajcie szum medialny jaki wytworzyliście dzięki ESK2016 i działajcie dalej. W końcu nie zawsze się wygrywa. Najważniejsze jest to, że nie stoi się w miejscu.

 

Prawdopodbnie Rojek lepiej ubrał w słowa myśli Rudej:

 

 

Bardzo chętnie Ruda nabyje koszulkę Katowic z nowym logo. [Gadżetów z Wrocławia nie otrzymała, nie wiedzieć czemu...]

wtorek, 21 czerwca 2011
CKE wywiesiło "klucze"

Ruda, masochistka, zerknęła na klucz z biologii i chyba będzie całkiem nieźle.

 

 

Na chemię i polski nie miała siły patrzeć.

 

 

 

Trzymajcie kciuki za polski, trzymajcie, proszę.

sobota, 18 czerwca 2011
O tym, że Ruda szuka pracy i szczęścia.

Uporawszy się jako tako z demonami przeszłości Ruda postanowiła poszukać pracy. „Demony przeszłości” strasznie to tandetnie brzmi, cóż zrobić, kiedy ostatnio [od kwietnia, a może już od marca] jej życie przypomina tandetną, kiepską sztukę teatralną. Jeśli już porównujemy życie Rudej do teatru, to ją samą należało by przedstawić jako aktorkę grającą zagubioną kobietę z wyzywającym, za mocnym makijażem mającym maskować jej wielkie życiowe zdezorientowanie. Kiedy Ruda patrzy na tamte wydarzenia inne skojarzenia nie przychodzą jej do głowy,  a mimo to niczego nie żałuje, może tylko tego, że bardziej się nie starała. Ruda ma na myśli ogół swego żywota, nie tylko ten drobny wycinek będący przygodą, która wywoływała szybsze bicie serca. Ale o szukaniu pracy miało być i o szukaniu szczęścia, a nie o tym, co było. Trzeba się nauczyć żyć… nie patrząc w przeszłość.

 

 

Przeszłość nie jest krainą, którą tak łatwo opuścić

Éric-Emmanuel Schmitt

 

 

Ale trzeba się starać. I Ruda próbuje, robiąc dwa kroki w przód i jeden w tył. W tempie ślimaczym zostawia za sobą tamte dni.

 

 

Szukanie pracy nie mając kompletnie żadnego zawodowego doświadczenia, Ruda nie zalicza do takiego zbierania truskawek, które uskuteczniała jeżdżąc w Świętokrzyskie, jest cholernie nieciekawe. Co tu wpisać w CV? Zresztą Ruda sama nie wie, czy chce pracować po 8 i więcej godzin dziennie, skoro w perspektywie kolejnych lat ma zawalone praktykami wakacje, może trzeba poodpoczywać na zapas?

W poniedziałek rozpoczyna swoją przygodę z pośredniakami, internetowe poszukiwania na nic się zdały. Oby znalazło się cokolwiek, co da jej jakiekolwiek pieniądze i wyciągnie na dłużej z domu. Siedzenie w domu generuje bowiem myślenie, wspominanie. Na co to komu?

 

 

 

O szczęściu będzie pewnie innym razem. Dziś Ruda może powiedzieć, że boi się dorosnąć. Chciałaby dać komuś szczęście, ale dochodzi do wniosku, że jest zbyt niedojrzała, żeby wplątywać się w jakiekolwiek historie "miłosne". Są sytuacje, w których wciąż zachowuje się jak dziecko. Musi zacząć mniej od siebie wymagać. I musi dorosnąć... 

 



piątek, 17 czerwca 2011
oj Ruda Ruda

Ruda kretynko, idiotko, imbecylu majowy nie pij tyle. A jak pijesz to nie pisz do nikogo. Na następnej imprezie Ruda nie pije, to postanowione. 

 

 

 

 

Spaliła na ognisku wszystkie bilety z i do Wrocławia, opowiedziała tę telenowele wenezuelską, bo to w gruncie całkiem zabawna historia -> nie codziennie w końcu ludzie życzą Rudej smażenia się w piekle.

Tym samym spaliła za sobą wszystkie mosty, nie pozostawiła sobie możliwości powrotu do ONego i jest jej z tym cholernie dobrze. Gdyby tylko nie wysłała mu pewnej wiadomości, mogłaby być z siebie naprawdę dumna. Ale ale... dzisiaj rano postanowiła usunąć wszystkie numery kontaktowe jakie do niego kiedykolwiek posiadała. Challenge completed. I to już jest warte pochwały. Wywalamy Piotrusia Pana ze swojego życia.

czwartek, 16 czerwca 2011
fart

Wczoraj porządkując harcówkę, tak tak Ruda coś tam jeszcze harcerzy, z mniejszym zapałem niż kiedyś, ale jednak harcerzy, i przygotowując materiały na obóz [siatki maskujące, siekiery, pilniki, tarniki, materiały plastyczne itd. Swoją drogą doedukowała się w kwestii pędzli malarskich, farb, narzędzi. Fajnie ;-)] znalazła stetoskop.

 

Skąd stetoskop wziął się w harcówce? Tego nie wie nikt. Stoczywszy bitwę z przyjacielem o wyżej wymieniony przedmiot, wpakowała go do torby. I tak o to leży sobie przed nią stary stetoskop marki zalimp.

 

Znaki? Przeznaczenie?

 

 

Cholera wie, o co chodzi. Ale Ruda lubi takie przypadki ;-).

wtorek, 14 czerwca 2011
wredne bydle, czyli o tym jak Ruda pokochała brązowego cielaka

Miłością Rudej od zawsze były krowy, co skrzętnie starała się ukryć, bo miejskie dzieciaki nigdy nie rozumiały i prawdopodobnie nigdy nie będą rozumieć tej fascynacji. Pyszne, gorące mleko od wydojonej przed momentem krowy, na śniadanie biały ser ze śmietaną, domowej roboty masło  - to smaki dzieciństwa Rudej, za którymi cholernie tęskni, a które wiążą się ze wsią kielecką, skąd pochodzi lwia część jej rodziny.

 

Jak wiecie Ruda niechętnie jechała na wesele, ale wiejskie wesela mają to do siebie, że potrafią porwać praktycznie każdego. Znalazł się czynnik, który porwał i
Rudą: przystojni panowie z orkiestry. Na szczególną uwagę zasłużył saksofonista. Można zauważyć pewną niepokojącą prawidłowość, mianowicie Rudą kręcą szczupli bruneci, a im dalej mieszkają, tym mocniej na nią działają. Wiadomym jest też, że panna, która przyszła na wesele bez partnera odpędzać się będzie od mężczyzn jak krowa od wstrętnych much. Jeden z nich wciąż[!] nie odpuszcza i śmiało Ruda mianuje go mianem: natręta roku.

 

W trakcie owego wesela do uszu Rudej doleciała wiadomość o tym, że rodzice pana młodego za moment będą jechać do domu, bo krowa ma się cielić na dniach i trzeba zerkać do niej czy to przypadkiem nie JUŻ. Nie wiem ile znacie kobiet, które porzuciły by tańce na rzecz krwawej rzezi, jaką jest poród. Ruda zna jedną, w tajemnicy wam powie, że wy też ją znacie. I tak o to Ruda w sukience i makijażu wtoczyła się za ciotką do obory, a tam… krowa przywitała je głośnym muknięciem i tyle było z porodu. Wredne bydle nie miało jeszcze najmniejszego zamiaru się cielić. Nad ranem, gdy wszyscy wrócili z zabawy, krowa dalej nie wykazywała chęci rychłego wydania potomka na świat. Rudej przypadło zaszczytne zadanie sprawdzania czy to już czy jeszcze nie. W związku z poprawinami zarządzone zostało, że jeśli się jeszcze nie ocieliła to w poniedziałek zawiezie się ją do weterynarza. Może widmo wstrętnego weterynarza, wiszące złowieszczo nad łbem, podziałało na mućkę trzeźwiąco, bowiem rankiem, w poniedziałek, Ruda dowiedziała się, że cielak już bryka. Nie obyło się oczywiście bez żartobliwego gderania wujka, który zarzucał jej, że krowa rodziła w samotności, a ona, przyszły „weteryniorz” smacznie spała. Na swoje usprawiedliwienie Ruda miała tylko to, że po podwórku biegały cztery psy, a jak wiadomo psy w stadzie zachowują się różnie, a wiejskie burki spędzające całe dnie w kojcac wiodą prym w awanturach ;-).Trzeba jednak przyznać, iż Ruda doskonale wiedziała, że krowa będzie się cielić w nocy. Z poprawin wróciła wcześniej, czego przyczyną było zarówno zmęczenie jak i chęć dezercji przed natrętnym adoratorem, poszła zobaczyć co u bydła, a ciężarna przywitała ją głośnym, żałosnym muczeniem. Intuicja znowu podpowiedziała, że to nie było zwykłe "muuu".

 

znalezione w Internecie

 

Co robiła więc Ruda rankiem w poniedziałek 13tego? Siedziała w oborze i patrzyła, jak brązowa jałówka stawia pierwsze kroki. W związku z tym, że salę weselną trzeba było posprzątać gospodarze zlecili Rudej pilnowanie mućki. Chodziło o usunięcie z zasięgu pyska przeżuwacza wydalonego przez nią łożyska*. Żeby było jasne Ruda nigdy na oczy łożyska nie widziała. Zwrócono jej uwagę, że po zjedzeniu owego narządu, krowa może paść. Więc Ruda siedziała jak głupia i pilnowała. Patrzyła na mućkę wylizującą cielątko, na koślawe kroki jałówki - na jej nieudolne próby ssania wymion i stwierdziła, że to jest TO. Ale nie było różowo. Krowa wydalała "coś", Ruda widząc, że to jeszcze potrwa poszła się odsiurać i pogadać z mamą. Jak wróciła zobaczyła, że krowa przeżuwa owe "coś" - jak się okazało nie było to całe łożysko - nie zakładając nawet gumiaków wskoczyła do obory, złapała krowę za szyje i próbowała jej to wyciągnąć z pyska, zrezygnowała po tym jak oberwała z główki brzuch i lekko się zatoczyła. Pierwsze starcie z krową Ruda przegrała.

 

*teoretycznie po spożyciu łożyska nic nie powinno się stać, z drugiej jednak strony jest to "produkt" pochodzenia zwierzęcego, a przeżuwacze zjadają pokarm roślinny, wszystko zależy więc od kondycji krowy.

 

 

Ostatecznie okazało się jednak, że łożysko właściwe zostało wydalone później - Ruda została o tym poinformowana telefonicznie, żeby się o mućkę nie martwiła. Podsumowując pierwszych faz porodu nie widziała, z mućką się siłowała, w młodej jałówce się zakochała, a do byka się przytulała. Można więc stwierdzić, że sfiksowała już do końca. I jest szczęśliwa.

 

Nie przypuszczała nigdy, że takie wydarzenie może ją uszczęśliwić.





piątek, 10 czerwca 2011
misja antykwariat

Pewnego razu poszła Ruda do antykwariatu sprzedać swoje podręczniki. Zarobiła AŻ 8 zł, wkurzona chodziła więc po sklepiku, szukając jakiegoś taniego romansidła. Dla poprawy humoru, zabicia czasu, zanurzenia się w innym świecie, zwał jak zwał, Ruda potrzebuje odskoczni od swojego nudnego aktualnie życia. Nagle jej wzrok padł na najwyższą półkę, tam też Ruda zauważyła dwie części starego wydania Anatomii Zwierząt autorstwa Krysiaka. Pobiegła więc czym prędzej po drabinkę, wspięła się na ostatni stopień, wzięła w łapki pachnące starością tomy i już wiedziała, że musi je mieć. Szczególnie, że cena była zachęcająca. Zapłaciwszy naprawdę niewiele wyszła z uśmiechem z antykwariatu. A teraz szpera w Internecie w poszukiwaniu kolejnych [brakujących] części. Gdyby więc ktoś zauważył w podobnym miejscu część 1 tomu pierwszego i część 1 tomu drugiego to proszę, dajcie Rudej znać. To stare dwutomowe wydanie* – obecnie pozycja ta składa się z trzech części.

* Z pewnością znajdują się tam pewnego rodzaju nieścisłości, może nawet błędy, ale skąpstwo Rudej nie zna granic. Można zarzucić jej, że nie ma prawa jeszcze kupować sobie takich książek. Z drugiej jednak strony  wierząca w przeznaczenie Ruda twierdzi, że to był znak. „Krysiak” za bezcen. Głupotą w jej mniemaniu byłoby nie skorzystanie z takiej okazji. I nawet jeśli w tym roku nie będzie z nich korzystać, to leżące na półce tomiszcza przypominać będą o celu. Będą motywacją. Mentalnym kopem zmuszającym do wysiłku, do zdobycia możliwości korzystania z nich. Przypominajką.

 

Przerażenie w oczach Rudej, gdy zobaczyła co w przyszłości –bliższej czy dalszej to bez znaczenia - będzie musiała sobie przyswoić, jest niedopisania. Po pobieżnym przejrzeniu owych skryptów dochodzi do wniosku, że powinno się pokazywać licealistom, czego uczyć będą się na studiach.

 

 

 

Może to infantylne i naiwne, ale zaczyna wierzyć w to, że może zrealizować to WIELKIE marzenie. Zrozumiała też, że nie zdanie matury – pisanie poprawki w sierpniu, nie dostanie się na studia stacjonarne, konieczność płacenia za pierwszy rok, poprawianie matury, nie jest powodem do wstydu. To będzie kolejna okazja do refleksji nad sobą, nad swoim życiem. Ruda zaczyna odczuwać wewnętrzny spokój. Co ma być to będzie. Wszystko przyjmie, wszystkiemu stawi czoła, wszystkiemu podoła.

 

 

 

Kojarzycie może Trinny&Susannah ? W ostatnim z odcinków Trinny powiedziała, że decyzja o odejściu od kogoś, kogo się kocha jest aktem siły i odwagi, pewności, że samej będzie mi lepiej.





poniedziałek, 06 czerwca 2011
workout fail

autor: basalt

 

Zawsze kiedy Ruda urządza sobie wielkie czy tez trochę mniejsze zamieszanie wokół serca, rzecz jasna przypadkowo, bierze się też za siebie, co sprowadzić można do zwiększenia ilości warzyw i owoców w codziennych posiłkach, eliminowania słodyczy – to, że pochłonęła dziś paczkę chipsów to tylko wypadek przy pracy – czy katowania się na skakance. Jednak teraz jakoś zebrać się w sobie nie może… Skakanka zniknęła. Czas rozpocząć wielkie poszukiwania skakanki. Zakupić "strój sportowy" i wziąć się do roboty, o!

 

Odbicie sylwetki Rudej w sklepowych lustrach – w przymierzalniach – to obraz nędzy i rozpaczy.  To fenomenalne, że będąc z ONym nie zauważała tylu swoich niedoskonałości czy też lepiej powiedzieć rażących zaniedbań względem samej siebie. Taka skórka pomarańczowa w tym wieku?! Matko Boska… Stąd też wielka nadzieja Rudej, że kurs salsy wypali…

 

 

 

Wstyd Rudej, że tak się mazgaiła. Ileż można rozdrapywać? Naiwnie wierzyć w … właśnie, w co wierzyć?

 

Niech tak zostanie, nie jesteś dla niej.

 

 

 

 

Swoją drogą dziewczęta znacie może jakiś dobry, acz nierujnujący kieszeni, krem do skóry naczyniowej/wrażliwej?



sobota, 04 czerwca 2011
no good

także tego, jak kobieta sobie wmawia, że jest dobrze, to znaczy tylko jedno, jest źle. Tak źle, że gorzej być nie może. A może jednak może?

 

Ruda spędziła absolutnie besenną noc u znajomego, bo mieszkanie przypominało jej o ONym. Tak, jakoś w zeszłym roku nie było problemów z zasypianiem - miał kto utulic, ukochać. Ruda naoglądała się jakiś tam programów o horoskopach, bo w nocy lepsze to niż tanie porno. Szczególnie jeśli nie ma się żadnych perespektyw na seks w ciągu najbliższego pół roku. Wniosek był jeden, jak Ci zależy na pracy/miłości/partnerze/zdrowiu to wyjdź w domu i o to zawalcz, bo samo Ci na talerzu nie wyląduje. Swoją drogą dowiedziałam się, że znajomy rok temu właśnie kazał ONemu nie być idiotą tylko walczyć o Rudą, tak długo aż osiągnie swój cel.

 

Cóż więc powinna zrobić sama Ruda? Do głowy przychodziły jej różne pomysły. Od dobrych do absurdalnych, przez desperackie. Starą jednak metodą: nie wiesz co robić, nie rób nic, postanawia czekać. Wierząc, że jak będzie trzeba to "drobiazgi" teleportują się na jej półeczkę.

Wierzy w też w przeznaczenie. Jeśli mamy być ze sobą to będziemy, jeśli nie mamy być ze sobą to nie będziemy. Finito.

 

 

Ruda miała pomagać na festynie, opiekować się dziećmi, ale nie była w stanie. Nie czuje się dobrze ani fizycznie - kolana znowu dają o sobie znać, a mięśnie w okolicy stawu zrobiły się jakby z galarety - i psychicznie, o czym niech świadczy fakt płakania w autobusie, na co nigdy sobie nie pozwalała. To, że odtrąciła pomoc brata, zaalarmowanego ryczącą w niebogłosy niemalże siostrą, to nic. Jeszcze gotów byłby pojechać do Wrocławia i ręcznie wytłumaczyć wybrankowi jej serca, że tytuł inżyniera, certyfikat z Princa 2 [który jednak udało mu się zdobyć, na tych przeklętych zjazdowych szkoleniach] może sobie w tyłek wsadzić, bo stracił coś, co było jego największą szansą.

 

To wredne i egoistyczne, ale Ruda twierdzi, że nikt bardziej wartościowy niż ona sama, nie pojawi się u jego boku. I to w jakimś stopniu ją cieszy. Choć nie powinno oczywiście, bo bliźniemu życzyć należy jak najlepiej.

 

 

Raz lepiej, raz gorzej. Raz "kurewsko" źle. Trzeba to przecierpieć. Bo "życie to ból, więc przestań się mazgaić" jak dowiedziała się, oglądając jeden z fimów emitowanych na TVN wczoraj.

Tagi: ruda
14:11, raggafaya
Link Komentarze (11) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8
Tagi
Tutaj zawartość trzeciej szpaltyNajlepsze Blogi