środa, 26 stycznia 2011
w łbach się przewraca!

kiedy Ruda czyta o 13-latkach, które kupują sobie podkłady, fluidy i inne mazidła to jej się nóż w kieszeni otwiera, wcale nie z zazdrości. Puste laleczki nam wyrastają. O Matko Polko Ty widzisz i nie grzmisz?!

 

 

Gdzie ich matki oczy mają? Ruda za błyszczyk na ustach obrywała po uszach w ich wieku.

 

Świat się kończy.

 

Ruda myśli...

i na myśleniu tym razem się nie kończy.

 

 

Do matury zostało mniej niż 4 miesiące, Ruda zaczyna się martwić. Musiałoby dojść do cudu nad Odrą (i Bytomką równocześnie), żeby dostała się na wymarzony wydział weterynarii. Spokojnie, politechniki czekają na takich jak ona...

 

Walczyć o coś, mimo świadomości, że wysiłek nie zostanie nagrodzony w odpowiedni dla nas sposób...

 

Od tego chyba są marzenia, od odnajdywania w sobie pokładów energii, które pozwalają wierzyć i walczyć o coś niemożliwego. W końcu ma pięć lat na poprawienie matury, kiedyś się uda. A z jej matematycznymi umiejętnościami długo miejsca na żadnej politechnice nie zagrzeje. Szczególnie, że ON zauważył, iż na wydziale chemicznym wcale nie ominą jej zajęcia z fizyki.

 

Ruda zawsze sobie radzi. Tyle razy w kość od życia dostała... Chyba nic już nie jest w stanie jej zaskoczyć. Jak trzeba będzie to napisze doktorat z matematyki. Uporu jej przecież nie brakuje.

 

 

A w piątek Ruda ma nadzieje odpocząć w mieście B, z ONem u boku. Będzie dobrze, prawda? Nic złego się nie wydarzy? Oby tylko PKP znowu nie nawaliło. Marzenie ściętej głowy?

poniedziałek, 24 stycznia 2011
agrrr.

Ruda jest obolała i donosi, że nie znosi tych dni. Potrzebuje też prywatnego masażera stóp.

 

 

 

Którędy do łóżka?

 

 

16:06, raggafaya
Link Komentarze (7) »
niedziela, 23 stycznia 2011
chandra

wieczór drugi.

Ruda jest w zdecydowanie lepszym nastroju. Piwo i rozmowa, za którą nie wie jak się odwdzięczy, zdecydowanie jej pomogły. Gorąca kąpiel. Wszystko powoli wraca na swoje miejsce, a przynajmniej Ruda ma taką nadzieję.

 

CHANDRO WON!

 


 

ON: dla mnie zawsze ślicznotką jesteś ;*

 

 

 

 

 


Bo kto jak nie my?

sobota, 22 stycznia 2011
co za wieczór, kurwa.

Ruda lubi się budzić koło niego, wyplątywać nogi ze zmiętego prześcieradła. Lubi, kiedy siada obok niej i z nią rozwiązuje matematyczne zagadki, mimo, że powinien zająć się swoją pracą, zamiast znowu robić sobie zaległości. I kiedy przynosi  jej herbatę albo spogląda znad komputera, gdy zamyślona leży na łóżku zwinięta w kłębek też lubi.

 

I w imię czego miałoby się to skończyć?

 

paranoja, kurwa, paranoja, jako bozię Ruda kocha.

20:44, raggafaya
Link Komentarze (11) »
piątek, 21 stycznia 2011
pierogowo

I Ruda, która przysięgała sobie, że nigdy nie będzie chciała gotować dla jakiegokolwiek przedstawiciela płci męskiej, poległa. Wprawdzie ON nie miał i nie będzie miał możliwości w najbliższym czasie spróbowania jej pożal się Boże pierogów, ale ona i tak czuje, że zrobiła krok w stronę tego, czego za wszelką cenę starała się uniknąć. Z drugiej strony kobieta powinna być zawodowo spełnioną damą, znakomitą kucharką z kilkoma popisowymi daniami i deserami w rękawie oraz dziwką w sypialni.

 

 

Trzeba przyznać, że mama Rudej oglądała niezwykłe przedstawienie i trudno było jej się nie wtrącać, powstrzymywać chęć spieszenia z pomocą. W końcu jednak skapitulowała i wyniosła się z kuchni, nie chcąc oglądać tego pobojowiska. Co jak co, ale Ruda gotuje z niesamowitą gracją. Kuchnia wyglądała jak po przejściu huraganu...

 

 

Pierogi choć może nie wyglądały do końca jak pierogi, ale smakowały cudnie.

nie miała baba kłopotu

JA: http://mim.blox.pl/2010/10/walkowanie.html

ON: ze mam ci cos ugniatac?

JA: a czo nie bedziesz mi ugniatal ciasta na pierogi? :((

ON: pff. a co ja z tego bede mial?

ON: obiadu do kolacji nie bedzie ... kaleke zes sobie wzial to nie moja wina... pierożki? i mnie?

ON: i tak mam?

JA: bu. no to nie bedzie pierozkow ani ciast

ON: se kupie

JA: a pozniej bedziesz opowiadal wszystkim jaka to masz beznadziejna kobiete, ktora nawet ciasta na pierogi zagniesc  nie potrafi?

ON: tak



 

pogadne. idę robić pierogi.

trzeba było słuchać głosu rozsądku, z nimi zawsze same problemy.

czwartek, 20 stycznia 2011
Pam pam pam

Rudą zaczyna martwić jej psychoza, wietrzenie podstępu i cała ta reszta.

Ona zamiast się uczyć czyta książkę Wiery Szkolnikowej, której nazwisko ciągle przypomina o zbliżającej się maturze, ale co tam. Raz się żyje czyż nie?

 

środa, 19 stycznia 2011
prolog

Ruda jest gruba. To znaczy nie do końca. Wprawdzie nie można być w połowie grubym, a w połowie chudym, ale Ruda potrafii. Bo Ruda chciałaby w końcu pozbyć się tego ciążowego brzucha, który nigdy ciążowym nie był i miejmy nadzieję, że w najbliższym czasie nie będzie. Chciałaby zamienić to na coś mniejszego i skromniejszego. Brakuje jej jednak czarodziejskiej różdzki i księgi z zaklęciami, która pomogłaby w walce z wyimagiowanym wrogiem, a przecież tacy są najgorsi. Niełatwo jest przewidzieć strategię ich działania.

 

Ruda nie jest otyła, ona nie ma nawet jakiejś wielkiej nadwagi, a jeśli wierzyć wskaźnikowi BMI to wszystko jest w normie, w prawdzie w górnej jej granicy, ale Ruda nie ma nadwagi. Rudej jest po prostu źle ostatnimi czasy ze swoim tłuszczykiem, który zakrywa szczelnie mięśnie brzucha.

 

Ona całkiem nieźle wygląda w sukienkach przed kolano. A mimo to jakiś koszmarny kompleks na punkcie brzucha w głowie jej się zrodził. I nad czym Ruda bardzo ubolewa, tej mentalnej ciąży nie udało jej się poronić. Skoro nie udało się zgnieść problemu w zalążku, należy zmiażdżyć go teraz. Jak robaka. Wziąć się do roboty, zakasać rękawy i zlać się potem.

 

Głowa Rudej lubi rodzić absurdalne problemy. Ruda lubi swoją życiową psychodelę. I rozdarcie między miastem A i miastem B.

10:36, raggafaya
Link Komentarze (1) »
1 ... 6 , 7 , 8
 
Tagi
Tutaj zawartość trzeciej szpaltyNajlepsze Blogi