Tagi
PustaMiska - akcja charytatywna Najlepsze Blogi

Wpisy z tagiem: Lublin

niedziela, 23 października 2011
jestem stała w uczuciach jak pogoda za oknem

I chyba tylko tytuł dokładnie określa chwiejność nastrojów Rudej. Tak szybko jak się „zakochuje” tak szybko się „odkochuje”, jeśli szybko to rzecz jasna kwestia jakiś czterech miesięcy. Czasem, gdy sobie siada i wspomina stare historie, to w oku pojawia się łezka, a nawet kilka. Sentymenty moi drodzy to najgorsza zaraza. Doszła nawet ostatnio do wniosku, że związek z ONym wcale nie był taki zły, co, zważcie na to jakim gierojem i Casanovą okazał się być, jest czystym absurdem. Zresztą Ruda ma szczęście do trafiania na Casanovy. Niesamowicie pociągający, przystojny, zabójczo seksownie inteligentny… skaczący z kwiatka na kwiatek. Słodko prawda?

 

 

 

 

Studia, studia, studia, bo to pewnie większość najbardziej interesuje, o ile ktoś tu jeszcze bywa. Bywa tu ktoś? ;-)

Ustalmy więc fakty. Weterynaria jest gałęzią medycyny. W związku z czym, w teorii, równa jest medycynie ludzkiej. Jeśli zaś o trudność samych studiów chodzi, to obiektywnie rzecz ujmując med. weterynaryjna jest zdecydowanie dyscypliną trudniejszą, ale…! Jak wiecie, a jeśli nie wiecie to ciocia Beatka wam to zaraz szybko i zgrabnie wyłuszczy, teoria rzadko kiedy idzie w parze z praktyką. W teorii więc med. wet., pozwólcie, że się powtórzę, jest nauką trudniejszą, dzieje się tak ze względu na mnogość gatunków, które taki szary student jak Ruda musi poznać, a różnic w budowie zwierząt jest od groma – niech o tym świadczy choćby sama czaszka, dość powiedzieć, że może się różnić w zależności od płci, rasy w obrębie danego gatunku, o różnicach osobniczych nie wspominając. Każdy futrzak ma inne wymagania życiowe, różne pasożyty mogą go "zaatakować", choroby typowe dla gatunku etc. Brzmi kosmicznie, prawda? Ale…na tym teoria się kończy. W praktyce to LEK jest kosmosem, a weterynaria 'a walk in the park'. Dlaczego? Wszystko rozbija się o wydźwięk społeczny. Będzie smutno jeśli piesek, kotek, świnka, krówka, gołąbek zejdzie nam na rękach, będzie naprawdę smutno i nam i właścicielom, ale nikt nie wpadnie na to, żeby sądzić nas o błąd w sztuce. A nawet jeśli coś takiego wpadnie komuś do głowy, to polski sąd i tak będzie bardzo wyrozumiały, o ile w ogóle sprawy nie umorzy. Sprawa komplikuje się w przypadku lekarzy ludzkich, izby lekarskie, włóczenie się po sądach, widmo utraty prawa do wykonywania zawodu wiszące nad głową etc. Etc. Stąd ten terror psychiczny na uczelniach medycznych, stąd gnojenie studentów i tzw. Urban legend o trudności LEKu. [Owszem izba lek. Wetu też wmieszać się w sprawę może, ale i tak taki biedny weterynarz, nie ważne jak wielkim konowałem by nie był, nie wyląduje na pierwszej stronie FAKTu czy innego SuperExpresu]. Jakaś wzniosła myśl, która pojawiła się dzisiaj rano, wyparowała Rudej z głowy i biedna nie ma teraz zielonego pojęcia do czego zmierzała. Dlatego też swój dziwny wywód zakończy w ten a nie inny sposób: Tak czy siak wszyscy usmażymy się w piekle, więc na cholerę ludzie z leku zadzierają nosa? Wszyscy jesteśmy dziećmi bożymi, amen*.

Walk In the park… Park nie przypomina Saskiego, raczej wielki, ciemny park mitycznego Minotaura, labirynt jak malowany. Jakkolwiek. Ruda wybrała takie studia a nie inne, zagrzebując gdzieś dziecinne marzenia o byciu komandosem, i zamierza je skończyć.

 

*stołowanie się na KULu chyba uderza Rudej do głowy.



 

 

Cieszy się na weekend we Wrocławiu. Gdyby więc ktoś miał ochotę Rudą zapoznać to prawdopodobnie będzie tam w okolicy święta niepodległości.

No i przytyła strasznie, strasznie, strasznie. Więc tytuł znowu nabiera dosadnego wydźwięku w świecie realnym. Weterynaryjne przygody grubej Rudej. Oby tylko z przodu nie pojawiła się szczęśliwa cyfra 7.



 

 

PS.

Ja tak tylko nieśmiało przypominam, że reklamy w bocznej szpalcie są po to, żeby w nie klikać. Swoją drogą Rudą rozbawiła reklama Cupido Max…

 



sobota, 15 października 2011
banicja

mijają dwa tygodnie odkąd Ruda przeprowadziła się do L. Miasto jak miasto, w okresie poza szkolnym/akademickim niczym nie różni się od jej miasta rodzinnego - no dobrze w L. znajduje się starówka. Odległość od domu przytłacza, niewiedza, co tam się dzieje uwiera, podobnie jak tęsknota za samą Silesią, ludźmi i futrzakami.

Nie posiadająca dostępu do Internetu, stałego dostępu, Ruda czuje się tu jak banita, odsunięty od najbliższego otoczenia. Samotność doskwiera. I choć zawiązały się jakieś znajomości, kosmiczne jak i te bardziej normalne, to i tak nikt nie zastąpi Rudej A.W i jej kanapek. Więc jeśli ktoś będzie próbował wmówić wam, że nie ma ludzi niedających się zastąpić, nie wierzcie mu, kłamie! ;-)

Anka - bez Ciebie schnę jak suchy chomik na patelni.

W związku z tym, że nie ma czasu gotować sobie co zdrowszych dań, Ruda wpieprza na okrągło węglowodany pod różną postacią - będzie wchodzić bokiem przez drzwi.

Jeśli zaś o same studia chodzi. To matko boska & go on. Najciekawsza niewątpliwie jest anatomia i ona pewnie zbierze największe żniwo, łącznie z chemią. Co ciekawe chemię wielbiła Ruda na klęczkach, po pierwszych ćwiczeniach na UP, już wie, że miłość ta skończyła się. Oby tylko nie awansem [warunkiem] z wyżej wymienionego przedmiotu. Jak tylko Ruda ogarnie swoje życie w L. postara się coś więcej skrobnąć o anatomii, histologii i całej reszcie, z ochroną środowiska na czele.

 

 

 Emocjonalny kocioł odcinek 366. Życie Rudej w dalszym ciągu przypomina telenowelę wenezuelską. Rzekłabym, iż byłoby łatwiej, gdyby Ruda była bardziej stała w uczuciach/odczuciach, a nie skakała od jednego obiektu westchnień do drugiego. //wysyp ONowatych rozporków trwa w najlepsze. Apokalipsa jakaś?

niedziela, 25 września 2011
prawo jazdy [Lublin]

Słońca polecicie Rudej jakąś dobrą szkołę nauki jazdy w Lublinie? Najlepiej w okolicy Uniwersytetu Przyrodniczego*.

Póki co Ruda znalazła WRC i KLASA, blisko UP, może coś o nich wiecie?

 

Podobno mają zmienić się przepisy, Ruda została więc zmuszona do znalezienia kursu, rozpoczęcia i ukończenia go. Sprawa nagli także... Popytajcie wśród znajomych, hmm...?

 

 

 

*fajnie byłoby gdyby nie było zajebiście drogo, wiecie studencka kieszeń i te sprawy, szczególnie, że Ruda sama będzie sobie musiała za niego zapłacić, a najpierw nań zarobić, zapewne ;-). Nie ma to jak dorosłe życie!

środa, 21 września 2011
materiały na I semestr weterynarii [Lublin]

zapewne na pierwszych zajęciach dowiemy się, jakie podręczniki/skrypty/materiały nas obowiązują, ale skoro Ruda ma chwilę czasu to uporządkuje zebrane informacje specjalnie dla Was, a może nawet bardziej dla siebie. Ruda pozwoli sobie fragmentami cytować Casix, mając nadzieję, że ta nie urwie jej za to głowy... 


ANATOMIA

Anatomia zwierząt domowych: kolorowy atlas i podręcznik - H.E. Koenig, H-G. Liebiech lub Atlas anatomii topograficznej zwierząt domowych - P.Popesko [w Internecie krąży Popesko, przed zakupem warto porównać oba atlasy. David z biologa mówił mi jeszcze o książkach do splanchologii, ale skoro zaczynamy od osteologii, to pozwoliłam sobie nie zaprzątać wam tym głowy. Wszak wszystkiego się dowiemy już niedługo. Krysiak nie jest zabroniony, choć jak krążą plotki u profesora może być ciężko z zaliczeniem jeśli komuś się wymsknie z czego się uczył- Ruda]

Układ nerwowy zwierząt domowych M. Sobociński


MIĘŚNIE:

Mięśnie i połączenia kości konia - J. Kałużniacki, Z. Milart

 

KOŚCI

"Osteologia zwierząt domowych" W. Lutnicki

kości nie są niezbędne, także nie trzeba robić z mieszkania cmentarza, co niektórzy praktykują :>. Zamiast wydawać fortunę na czaszki, kości długie etc. zaproście Rudą na piwo. A na poważnie, jeśli już chcecie to połówka czaszki, najlepiej konia.


BIOLOGIA

"Zoologia" Dobrowolskiego, Klimaszewskiego, Szelęgiewicza + kilka książek do prezentacji - będziecie robić prezentacje stołami i wtedy są te informacje potrzebne, do egz te trojaczki i wykłady, bo ćw były o zwierzętach a wykłady o roślinach (w zeszłym roku), książka jest w bibliotece


BIOLOGIA KOMÓRKI

"Seminariach z cytofizjologii" Kawiak / "Strukturalne  podstawy biologii komórki" Kilarski

zacznie sie pod koniec listopada, tu szczerze: ja mam Albertsa ale on jest kompletnie do niczego, ładnie napisany, ale z rzeczy które wymagają na ćw to niewiele, o wiele lepsze są seminaria z cytofizjologii chyba kawiaka albo kilarskiego, nie pamietam (jedne są dobre drugie napisane jak starożytny fresk -nie da się zrozumieć :D), w biblio chyba nie ma. no i na cw sie notuje duzo i stamtad tez inf

[ pdf'y Albertsa krążą w Internecie, szkoda wydawać pieniądze na niego, jak widać - Ruda]


CHEMIA

Jest niby książka-przewodnik do ćwiczeń Kankoferowej [jest w bibliotece, więc możesz sobie pożyczyć, ale tam nie ma tak dużo]. Oni [chemicy] mają dobrą stronę katedry i są materiały na każde ćwiczenia, ja się z nich uczyłam na wejściówki i z Internetu. Potem są zagadnienia na kolosy i albo się ma wtyki i bierze od starszych rocznikow, albo samemu szuka po książkach i opracowuje.


HISTOLOGIA I EMBRIOLOGIA 

"Histologia zwierząt" J. Kurzyszko, J. Zarzycki + "Przewodnik do ćwiczeń z histologii" M. Wawrzyniak z embrio to wykłady, prof dyktuje do marca, potem robi kilka wykładów z histo, ćw są tylko z histo. zeszyty z rysunkami wam dają, składacie się na początku i wszystko jest narysowane, tylko się podpisuje, więc kredek nie trzeba, co do Kuryszki nie wiem, czy jest w biblio, ja miałam swoja.

Kuryszko jest w biblio! - Ruda


OCHRONA ŚRODOWISKA

robiło się prezentacje w powerpoincie na ćw z Internetu, a na egz to jest jakaś ksiażka podadzą wam tytuł w styczniu.

INFORMATYKA, ŁACINA, BHP

kserówki

 


rada cioci Casix

Ogólnie bardzo dużo książek jest w bibliotece i w ciągu roku także, nie jest tak ze wszystko znika w październiku, ale lepiej zamówić te potrzebne od razu po otrzymaniu legitymacji, bo niektórzy zamawiają po kilkanaście i trzymają je, pomimo ze nie są im potrzebne.

 

pdf podręcznika do Genetyki [drugi semestr] też krąży w sieci. Szukajcie a znajdziecie. Ruda.

poniedziałek, 29 sierpnia 2011
Lublinie nadchodzę...

I nastał w końcu ten czas, kiedy trzeba spiąć swoje seksowne pośladki i pomyśleć o pewnych logistycznych posunięciach związanych z przeprowadzką do Lublina. Ruda skorzystała z wolnego i stworzyła listę rzeczy, które musi zabrać do Lublina. Chodzi oczywiście o większe gabaryty, o szczoteczce do zębów itp. pamięta. Dziwnym trafem na szczycie owej listy widnieją same gastronomiczne przedmioty: garnki, mikser, noże, formy do pieczenia ciast. Zaciera łapki na myśl o zakupach i późniejszym pieczeniu ciasteczek z Aletheią.  



źródło: google

 

Na samą myśl o tych słodkościach cieknie mi ślinka. Dacie wiarę Ruda nigdy nie piekła muf finek. Trzeba to koniecznie nadrobić. Ma ktoś może w Lublinie formę do muffinek? :>

 

Zmajstrowała też sobie zeszycik do zapisywania ważniejszy terminów i miejsc wartych obejrzenia w Lublinie, stwierdzając uprzednio, że nieekonomicznym byłoby kupienie terminarza na trzy miesiące. Więc siedziała dzisiaj, wycinała i kolorowała. Powinna jeszcze uporządkować teczkę z dokumentami, ale straciła siły na babranie się z czymkolwiek. W ramach odprężenia przegląda Genetykę Charona. Każdy ma jakieś zboczenia, Ruda lubiła genetykę w Liceum, choć pewnych modeli dziedziczenia dalej nie ogarnia, może dlatego, że pewna nauczycielka nie kwapiła się wcale do tłumaczenia co trudniejszych zagadnień, a wydawnictwo operon, jakie jest, każdy wie. Czas pokaże czy genetyka będzie się dalej wydawać Rudej tak interesująca. Im więcej bowiem czyta o tych studiach, im więcej ludzi studiujących weterynarie poznaje, tym czarniej widzi swoją przyszłość na uczelni. Choć pewnie starsi studenci mocno koloryzują i przesadzają w swych opowieściach, mając na celu zastraszenie biednych pierwszoroczniaków. Trzeba przyznać, że co poniektórym idzie to całkiem sprawnie. Ale jak mawia ostatnio Ruda: miej wy…, a będzie Ci dane. Nie może być aż tak źle, przecież co roku ludzie kończą takie studia. Grunt to nie narobić sobie zaległości, a będzie cudownie, a jak nie będzie cudownie, to chociaż jakoś to będzie.

 

Wracając do samej przeprowadzki. W piątek ładnie Ruda pójdzie sobie do pracy, ogarnie się na zapleczu po dniówce i poleci na pociąg  z plecakiem i zapewne wielką torbą. Chwała Panu, że Dworzec PKP znajduje się niedaleko sklepu, w którym Rudzielec pracuje. Może nawet uda jej się wrzucić coś ciepłego na ruszt, zanim ulokuje się w pociągu TLK relacji Zabrze-Lublin, tym razem bez przesiadek. Najważniejsze, że tego samego dnia, w niespełna 6godzin później, stanie na Dworcu PKP w Lublinie i będzie próbowała się nie zgubić, do czego miejmy nadzieję, nie dopuści Aletheia.



//warto byłoby też przejść na jakąś dietę.../

piątek, 19 sierpnia 2011
Łapię oddech

uda nie ma bladego pojęcia, w co ma ręce włożyć. Pokój jednoosobowy załatwiony, w mieszkaniu studenckim. Chyba, że współlokatorzy wyrolują Rudą, w co jednak sama wątpi – ostatnio ma duże szczęście do ludzi. A może po prostu stała się zbyt ufna? Tak czy siak, mieszkać ma gdzie.

Została kwestia przeprowadzki. I tak jak myślała, z niewielkimi gratami tłuc będzie się pociągiem, całą resztę dowiezie jej brat po powrocie z urlopu. Brzmi uroczo. Termin przeprowadzki, choć może za szumnie to brzmi, jest już ustalony. Gdyby ktoś miał ochotę na cytrynówkę lub Perłę to można będzie Rudą złapać od 1 października* szwendającą się po lubelskich uliczkach. Przewodnicy mile widziani.

*chyba, że uda się dostać wolne w pracy, wtedy pojawi się już w piątek.

 

*chwila konsternacji*

To w Lublinie nie ma IKEI?! Ruda będzie musiała kupić pościel u siebie i wieźć ją przez pół kraju? A miało być tak pięknie. Uruchomcie wyobraźnie: Ruda obładowana plecakiem turystycznym, rozmawiająca przez telefon, w drugiej ręce wielką poduchą i ciepłą kołdrą; próbuje wytoczyć się z pociągu na dworcu PKP Lublin Główny. Uroczy obrazek. Chyba, że uda jej się namówić kogoś, kto pojechałby z nią… .

Atlasu nie ma, Krysiaka nie zamówiła, Histologii też nie. Doszła do wniosku, że kupi wszystko w Larixie, albo innej księgarni na miejscu. W Zabrzu bowiem nie znalazła ŻADNEGO atlasu anatomii zwierząt, co w sumie nie jest niczym dziwnym, żadnego wydziału med. wet w pobliżu nie ma, ani nawet zootechniki. I tak nie ma teraz czasu, żeby podrapać się po głowie, a co tu mówić/marzyć chociażby o pobieżnym przeglądnięciu jakiegokolwiek studenckiego skryptu.

Praca, znajomi, sen, praca, impreza, sen, praca, sen, praca, sen. Na nic więcej nie ma czasu. Druga zmiana jest najgorszą zmianą, niczego nie można załatwić. Kompletnie niczego. Dentystę trzeba odwiedzić, lekarza medycyny pracy, sklepy medyczne [fartuchy, do diabła zakupić trzeba też], trzeba pójść do osiedlowej lecznicy i zapytać o możliwość „praktyk” podczas ferii zimowych i letnich. I pewnie jeszcze Ruda powinna znaleźć czas na tuziny innych ważnych rzeczy, ale doba jest zbyt krótka. Niewątpliwie praca daje jej w kość. Kurs angielskiego stoi pod wielkim znakiem zapytania. Wszystko jest jakieś takie rozmyte. Finanse, finanse... Bank obrabować należy! Albo wyjść bogato za mąż ;)).

 

 

W tajemnicy Ruda wam powie, że dawno się tak dobrze nie bawiła i chętnie jeszcze raz przeżyłaby to wesele… :)))). Chociaż dopiero teraz zaczęła łapać oddech. Świat staje się różowy. Rude "nie wiem" zamienia się w "chciałabym".

 

 

//Dużo tych „chyba, że uda się…”. Wiecie, Ruda chciałaby, żeby wszystko się udało. ułożyło.



wtorek, 02 sierpnia 2011
akademik czyli przygoda druga

Pojawiły się problemy z wyartykułowaniem odpowiednich argumentów, przemawiających za przyznaniem Rudej miejsca w owym przybytku rozkoszy, w akademiku ma się rozumieć, na Langiewicza rzecz jasna. Trudność sprawia ubranie w słowa, a nie samo znalezienie przekonujących argumentów. Czas przedstawić wam wersje robocze i liczyć, po raz kolejny, na waszą nieocenioną pomoc i bystre oko.

 

 

Powyższa odezwa, bo chyba w takich kategoriach należy postrzegać owy tekst, niewątpliwie trafia do serca Rudej a nawet trafia w sedno samego problemu. Szkoda tylko, że może nie przekonać szanownej Wydziałowej Komisji Stypendialnej. Z bólem serca Ruda siada do pisania własnego uzasadnienia, które streścić można w kilku słowach: Panie, do domu mam w ch…usteczkę daleko, a chcę u was studiować. Grzeczniej, poważniej trzeba do tematu podejść.

Może: Prośbę swą motywuję tym, że odległość uczelni od miejsca zamieszkania uniemożliwia mi podjęcie studiów na Uniwersytecie Przyrodniczym w Lublinie. Albo po prostu: Odległość uczelni od miejsca zamieszkania uniemożliwia mi podjęcie studiów na Uniwersytecie Przyrodniczym w Lublinie. [Konieczne jest podanie odległości w km?] A może powinnam inaczej sformułować owo uzasadnienie? Jakieś pomysły? Może bardziej po polsku? ;-)

 

Schody zaczynają się przy podaniu o pokój jedno/dwuosobowy. Czy samo wyrażenie chęci otrzymania takiego pokoju ze względu na podjęcie studiów na takim a nie innym kierunku jest wystarczające? „Ze względu na podjęty przeze mnie kierunek studiów [weterynaria] uprzejmie proszę o przyznanie mi pokoju jednoosobowego. Niezbędne będą cisza i spokój, dzięki którym efektywnie będę mogła przyswajać sobie wiedzę z zakresu nauk weterynaryjnych.„ Ktoś ma pomysł jak ująć to zgrabniej?

 

 

 

I najważniejsze, czy podania Ruda musi złożyć osobiście w Lublinie? Czy wystarczy, że prześle je do odpowiedniej Komisji,urzędującej na Langiewicza. Może ktoś z was się orientuje, stąd te pytanie.

niedziela, 31 lipca 2011
Weterynaria - pytań ciąg dalszy.

To, że Ruda nie ma gdzie mieszkać, zdaje się jej w ogóle nie przeszkadzać – w dalszym ciągu nie wysłała podania o miejsce w akademiku. To nic nie znaczące drobiazgi, Ruda ma jeszcze moment na znalezienie lokum. Będzie dobrze. Ciągle jest na etapie jarania się studiami. Zmiana środowiska dobrze zrobi Rudej. Zostało już tylko 60 parę dni do zderzenia z rzeczywistością. Nadchodzi więc czas na laickie pytania.

Bardzo powoli Ruda rozgląda się za skalpelami. Casix, jaki rozmiar? I o co chodzi z tym trzonkiem, o którym pisałaś w komentarzach? Fartuchy… Koniecznie białe i z długimi rękawami? Ruda, jak to baba, ma swój typ:

 
żródło oczywiście strona serialu NA DOBREI NA ZŁE.

Ze względu na kolor, a nie aktora ;-), no dobrze Ruda przyznaje lubi brodatych mężczyzn... . I pytanie najważniejsze: ile? Dwa? Trzy?

Czepki spożywcze?  Zeszyt do histologii ma być gładki? Ruda ma już nawet metalowe pudełeczko na kredki, tylko takie malutkie, niestety. Chyba brzmi już nawet jak przedszkolak, który za moment ma przeżyć swój pierwszy dzień  w szkole.

Biblioteka akademicka jest gdzieś w pobliżu uczelni? We Wro jest na dziedzińcu. Ruda pyta, bo nie miała czasu pozwiedzać okolicy UP, gdy oddawała dokumenty. Nad czym ubolewa.

I jedno z głupszych zapewne pytań dotyczące godzin rektorskich. Jak myślicie ogłoszą wolne w poniedziałek między weekendem a 1listopada? Ruda chciałaby jednak czasem przyjeżdżać do domu. Równie głupie dotyczyć będzie stypendiów. Zapewne na pierwszym roku nie ma sensu liczyć na "naukowe"/wyniki w nauce - jak zwał tak zwał? Są jakieś koła naukowe w Lu? Zajęcia fakultatywne od drugiego roku?

Nawet nie przypuszczacie ile Ruda dałaby, żeby przeprowadzka do Lublina nastąpiła już dzisiaj. Czas siąść do ogłoszeń i szukać dalej pokoiku, szukanie lokum na odległość to absurd. Najczystszy. Cóż zrobić. Gdzieś mieszkać trzeba. Akademik zaczyna jawić się Rudej jako wybawienie i pomysł najgenialniejszy, na jaki ktokolwiek kiedykolwiek mógł wpaść.



 

Z newsów żywcem wyjętych z życia prywatnego Rudej: nic nie jest takie, jakim chciałaby, żeby było; źle sypia; brakuje jej magnezu i potasu, chce wyjechać i zapomnieć, przestać żywić nadzieję - i nie, nie chodzi tu o to, o czym pomyśleliście w pierwszym momencie; przestać wierzyć w niemożliwe. Choć z drugiej strony skoro udało jej się dostać na wymarzone studia to dlaczego na innych polach upór ma nie przynieść efektów?

piątek, 29 lipca 2011
Keep on running.

Ruda prze do przodu, bo co innego ma robić? Zostawia za sobą kolejne głupoty, jakich narobiła przez ostatnie trzy miesiące. A jest ich tona, albo jeszcze więcej. I znowu ma huśtawki nastrojów. Na swoje życzenie, czyli nic w tej kwestii się nie zmieniło i nie zamierza zmienić. Nie wiadomo gdzie podziała się rozsądna i odpowiedzialna Ruda. Mimo że nie pali to w ostatnim czasie w głowie stale jej się tłucze: fajka, fajka, fajka i balkon, dajcie mi pomyśleć. Wyszła po papierosy i zabłądziła, mówię wam. Zgubiła się, jak zwykle. Progresem jest niewątpliwie to, że NICZEGO nie żałuje, wszystko działo/dzieje się po coś. Tylko wciąż jeszcze Ruda nie wie po co, ale z pewnością jest w tym jakiś pseudoboski plan i kiedyś się o nim dowie.

Niektóre kwestie lekko ją przerastają, ot choćby to mieszkanie, jeśli bardzo chcemy trzymać się tematyki studiowania w Lu. O innych Ruda sobie pozwoli milczeć, choć powinna znaleźć kogoś, z kim mogłaby o trapiących ją wątpliwościach,  nie do końca jest przekonana, czy wątpliwości najlepiej określają problem, a tych też nazbierało się sporo. Taki malutki woreczek zawiązany na jasnozieloną kokardę. Swoją drogą zostało Rudej tyle wstążek z czasów zuchowania, że chyba znowu zacznie coś kleić, lepić, wycinać… jak w przedszkolu. Wszak jest głupiutka i ma prawo się uwsteczniać. 

I na tym chyba czas skończyć opowieść. Praca Rudą wykańcza lekko, a na pewno jej dłonie, które wyglądają jak u staruszki. Kremy nie dają rady, paznokcie się rozdwajają. Obraz nędzy i rozpaczy. [znowu zaczęła czuć się mało atrakcyjną, choć powinno być odwrotnie. U Rudej jak zwykle wszystko na opak] 

 

 

Elkon,

Dziewczyny milczą jak zaklęte. Nici z Głębokiej jak widać. Mieszkania nie ma dalej, szans na wyjazd do Lu w celu poszukania czegoś na miejscu też nie. Urlopu nie ma i nie będzie. Śpię pod mostem, bo ciągle nie wysłałam podania do akademika.



niedziela, 24 lipca 2011
Przygoda pierwsza czyli Ruda szuka lokum.

A nie jest to łatwe zadanie, kiedy kompletnie nie zna się miasta. To, że wie, iż 9 jeździ spod dworca na ul. Głęboką [na drugim przystanku na tejże należy wysiąść, żeby dojść do UP] jest tak naprawdę nic nie warte. Ot zerowa znajomość Lublina.

Żeby było śmieszniej, a w zasadzie jest tragicznie, to w domu stwierdzono, że Ruda powinna poszukać akademika. A i owszem czemu nie, w Słubicach będąc mieszkała w domu studenckim, gdzie w każdym pokoju była łazienka z krwi i kości. Tylko, że UP nie ma takich luksusów. A bieganie co wieczór do wspólnej łaźni brzmi mało zachęcająco. Więc Ruda, czując się oszukaną, do czego ma zresztą prawo, chlipie sobie w poduszkę i przeklina cały ten Lublin. Gdy była mowa o Wrocławiu nikt nawet słowem nie zająknął się o akademiku. Czeka więc Rudą pisanie podania i liczenie na to, że jednak nie przyznają jej miejsca. Cyrk na kółkach. Jak zwykle zresztą.

Gdyby jednak ktoś mógł Rudej pomóc w szukaniu mieszkania/pokoju w mieszkaniu studenckim, to Ruda przyjmie chętnie każdą pomoc. Sama nie wie do końca, w których dzielnicach ma szukać, którymi autobusami dojedzie w pobliże uczelni, więc szuka po omacku, licząc na cud, jak zwykle zresztą. Może uporem i tym, że sama własnoręcznie wyszuka fajną ofertę, przekona ich, że akademik to zuoo. Nawet szczura nie będzie mogła legalnie sobie hodować.

Przygodą drugą będzie zapewne przeprowadzka na wschód. Gdyż teraz Ruda pracuje, a brat, którego mogłaby wrobić do przewożenia rzeczy do Lu, wyjeżdża we wrześniu do Stanów. Tym samym z tobołami Ruda będzie zapier… pociągiem. „Za utrudnienia przepraszamy”.  Szkoda, że ten drań jedzie do USA, bo rudzielec chętnie wykorzystałby go, mszcząc się za rzucenie w przestrzeń domową idei ulokowania przyszłej pani weterynarz w akademiku.



 
1 , 2