Tagi
PustaMiska - akcja charytatywna Najlepsze Blogi

Wpisy z tagiem: Wrocław

niedziela, 23 października 2011
jestem stała w uczuciach jak pogoda za oknem

I chyba tylko tytuł dokładnie określa chwiejność nastrojów Rudej. Tak szybko jak się „zakochuje” tak szybko się „odkochuje”, jeśli szybko to rzecz jasna kwestia jakiś czterech miesięcy. Czasem, gdy sobie siada i wspomina stare historie, to w oku pojawia się łezka, a nawet kilka. Sentymenty moi drodzy to najgorsza zaraza. Doszła nawet ostatnio do wniosku, że związek z ONym wcale nie był taki zły, co, zważcie na to jakim gierojem i Casanovą okazał się być, jest czystym absurdem. Zresztą Ruda ma szczęście do trafiania na Casanovy. Niesamowicie pociągający, przystojny, zabójczo seksownie inteligentny… skaczący z kwiatka na kwiatek. Słodko prawda?

 

 

 

 

Studia, studia, studia, bo to pewnie większość najbardziej interesuje, o ile ktoś tu jeszcze bywa. Bywa tu ktoś? ;-)

Ustalmy więc fakty. Weterynaria jest gałęzią medycyny. W związku z czym, w teorii, równa jest medycynie ludzkiej. Jeśli zaś o trudność samych studiów chodzi, to obiektywnie rzecz ujmując med. weterynaryjna jest zdecydowanie dyscypliną trudniejszą, ale…! Jak wiecie, a jeśli nie wiecie to ciocia Beatka wam to zaraz szybko i zgrabnie wyłuszczy, teoria rzadko kiedy idzie w parze z praktyką. W teorii więc med. wet., pozwólcie, że się powtórzę, jest nauką trudniejszą, dzieje się tak ze względu na mnogość gatunków, które taki szary student jak Ruda musi poznać, a różnic w budowie zwierząt jest od groma – niech o tym świadczy choćby sama czaszka, dość powiedzieć, że może się różnić w zależności od płci, rasy w obrębie danego gatunku, o różnicach osobniczych nie wspominając. Każdy futrzak ma inne wymagania życiowe, różne pasożyty mogą go "zaatakować", choroby typowe dla gatunku etc. Brzmi kosmicznie, prawda? Ale…na tym teoria się kończy. W praktyce to LEK jest kosmosem, a weterynaria 'a walk in the park'. Dlaczego? Wszystko rozbija się o wydźwięk społeczny. Będzie smutno jeśli piesek, kotek, świnka, krówka, gołąbek zejdzie nam na rękach, będzie naprawdę smutno i nam i właścicielom, ale nikt nie wpadnie na to, żeby sądzić nas o błąd w sztuce. A nawet jeśli coś takiego wpadnie komuś do głowy, to polski sąd i tak będzie bardzo wyrozumiały, o ile w ogóle sprawy nie umorzy. Sprawa komplikuje się w przypadku lekarzy ludzkich, izby lekarskie, włóczenie się po sądach, widmo utraty prawa do wykonywania zawodu wiszące nad głową etc. Etc. Stąd ten terror psychiczny na uczelniach medycznych, stąd gnojenie studentów i tzw. Urban legend o trudności LEKu. [Owszem izba lek. Wetu też wmieszać się w sprawę może, ale i tak taki biedny weterynarz, nie ważne jak wielkim konowałem by nie był, nie wyląduje na pierwszej stronie FAKTu czy innego SuperExpresu]. Jakaś wzniosła myśl, która pojawiła się dzisiaj rano, wyparowała Rudej z głowy i biedna nie ma teraz zielonego pojęcia do czego zmierzała. Dlatego też swój dziwny wywód zakończy w ten a nie inny sposób: Tak czy siak wszyscy usmażymy się w piekle, więc na cholerę ludzie z leku zadzierają nosa? Wszyscy jesteśmy dziećmi bożymi, amen*.

Walk In the park… Park nie przypomina Saskiego, raczej wielki, ciemny park mitycznego Minotaura, labirynt jak malowany. Jakkolwiek. Ruda wybrała takie studia a nie inne, zagrzebując gdzieś dziecinne marzenia o byciu komandosem, i zamierza je skończyć.

 

*stołowanie się na KULu chyba uderza Rudej do głowy.



 

 

Cieszy się na weekend we Wrocławiu. Gdyby więc ktoś miał ochotę Rudą zapoznać to prawdopodobnie będzie tam w okolicy święta niepodległości.

No i przytyła strasznie, strasznie, strasznie. Więc tytuł znowu nabiera dosadnego wydźwięku w świecie realnym. Weterynaryjne przygody grubej Rudej. Oby tylko z przodu nie pojawiła się szczęśliwa cyfra 7.



 

 

PS.

Ja tak tylko nieśmiało przypominam, że reklamy w bocznej szpalcie są po to, żeby w nie klikać. Swoją drogą Rudą rozbawiła reklama Cupido Max…

 



środa, 13 lipca 2011
studentka drugiej kategorii

Teoretycznie Ruda powinna się cieszyć, że będzie studiowała wymarzony kierunek.  W praktyce jednak czuje pewnego rodzaju niedosyt, niespełnienie związane z tym, że będzie za studia płacić. Gdzieś tam pod czaszką tli jej się nadzieja na to, że próg spadnie do 147, nawet jeśli miałoby to nastać dopiero we wrześniu. To bez znaczenia, wtedy zostanie przeniesiona na dzienne i może zniknie to poczucie porażki, klęski. Pojawiły się też myśli, że skoro się nie dostała to może powinien być to sygnał do zmienienia swoich planów. Skoro nie potrafiła napisać dobrze durnej matury to jak do cholery poradzi sobie na TAKICH studiach. Niestety, innego pomysłu na siebie Ruda nie ma. W roli matki, żony i kochanki się nie widzi. No ewentualnie ostatnia rola brzmi kusząco.

 

Wracając jednak do tematu głównego.Na biologu niemalże wszyscy uważają niestacjonarnych za studentów drugiej kategorii. Biorąc pod uwagę tegoroczny system przyjmowania kandydatów na weterynarię w tym trybie Ruda nie potrafi przestać o sobie myśleć inaczej. Co z tego, że pierwsza osoba, która ma tę samą ilość punktów, co ona, zajmuje zaszczytne 100 miejsce. Swoją droga to ciekawe w jaki sposób skonstruowana była lista. Z pewnością nie alfabetycznie. Datami urodzenia? Mowa o Wrocławiu rzecz jasna.

W drodze do komisji rekrutacyjnej oczywiście Ruda zgubiła się na dziedzińcu uczelni. Pozwiedzała sobie, a co! Wie, gdzie jest biblioteka, katedra parazytologii, klinika wet. Będzie dobrze. Choć UP nieco ją przytłacza.

 

Wtorek miał być też ostatecznym zerwaniem znajomości z onym. Nie był jednak. Człowiek ten nie znalazł czasu, żeby oddać Rudej jej rzeczy, co w czerwonej głowie się kompletnie nie mieści. Za to czas znalazł jego współlokator, niestety Ruda siedziała już z biletem w ręce na dworcu tymczasowym. Wracając do onego, zważcie, że używa się tu małych liter, sam przed 30.06 marudził, że Ruda ma niemalże natychmiast po nie przyjechać. A teraz ona obawia się, że za mężczyznami nigdy nie nadąży. Całe szczęście, że ma wspaniałą przyjaciółkę, która postanowiła odebrać jej rzeczy. Nie wiadomo tylko, czy uda się jej dogadać z tym człowiekiem. Ruda trzyma kciuki, mając nadzieję, że już więcej nie spotka go na swojej drodze.



poniedziałek, 11 lipca 2011
nie od razu Lublin zbudowano...

czyli z pierwszej listy się nie udało. 69 brzmi optymistycznie a na pewno bardziej optymistycznie niż 107.

 

 

EDIT: Dwie godziny później jestem już na 215 pozycji. Porażka odsłona druga.

 

 

A jutro do Wrocławia. Zawieźć im przeklęte dokumenty.

sobota, 09 lipca 2011
pierwsza lista - gorzki smak porażki

W teorii Ruda była przygotowana i gotowa na zobaczenie pierwszej listy. W praktyce nie było już tak różowo, szczególnie, że wcześniej naczytała się o dużych spadkach progów na uczelniach medycznych. Była i wykrzyknięta „kurwa” po odszukaniu swojego nazwiska na liście rezerwowej. Nadzieja na darmowe studiowanie we W. dogorywa na podłodze, trzeba dobić ją butem. Byle by znalazł się ktoś, kto zaproponuje Rudej niestacjo, bo jeśli i Lublin będzie dla niej nie przychylny to zacznie sobie pluć w brodę, że nie próbowała swoich sił na politechnice.

 

 

Może teoria Obojętnego ma sens? Może W. nie jest miastem Rudej. Mimo to ma smak porażki na języku.

 

 

 

Listo rankingowa L. nadchodzę. A Wy trzymajcie kciuki, żeby Ruda nie musiała czekać do ostatniej listy, w przeciwnym razie osiwieje do szczętu.



niedziela, 03 lipca 2011
mam Śląsk przed oczami... [dylematy]

W głośnikach śląski rap, na krześle wisi koszulka z nadrukiem I <3 Katowice, na biurku obok kubka z gorącą zieloną herbatą leży przypinka z logiem Katowice ESK2016. Chyba Ruda nie chce wyjeżdżać.

Entuzjazm, który towarzyszył jej przez rok intensywnych przygotowań do matury, gdzieś uleciał. Chciała stąd wyjechać na chwilę i wrócić. Zawsze wiedziała, że będzie chciała wrócić, bo tu powietrze jest różowe, ulice znajome, bo to jest jej miejsce na Ziemi. A teraz, gdy czeka na ogłoszenie pierwszych list przyjętych, wcale nie jest pewna czy to, co się spełnia, jest jej wielkim marzeniem i szansą. Niedowierza, że sen stał się rzeczywistością.

 

Stoi sobie Ruda na jednym wielkim rozdrożu i nie wie, w którą stronę iść. Liczy na to, że decyzja podejmie się sama – dostanie się tylko na jeden uniwersytet. Nie chce robić tabelki zalet/wad Wrocławia i Lublina, bo i tak każde z tych miast wypadnie blado przy Śląsku. Ktoś niedawno powiedział Rudej, że Śląsk jest jednym wielkim miastem. Jest najpiękniejszym miastem, jakie można było sobie wyśnić, z piękną historią i pięknymi ludźmi. Ale Ruda nie chciała się zachwycać tutaj Silesią, bo i tak większość z was będzie się pukać w głowę, czytając te słowa. W którą więc stronę pójdzie Ruda? Na zachód? Na wschód? Wybierze oswojone czy „dzikie” i nieznane? Płacić za studia i być blisko domu czy nie płacić i żyć w całości na swój rachunek?

 

Dzisiaj wschód jawi się jej jako szansa na rozpoczęcie czegoś nowego, daje możliwość spojrzenia na swoje życie z boku, odnalezienie życiowych priorytetów, jest odpoczynkiem, pewnego rodzaju mentalną detoksykacją. Nigdy nie była w Lublinie, nie zna tamtych stron. To byłoby wyzwanie, Ruda lubi wyzwania. A zachód? Zachód jest w smaku słodko-gorzki, ale wrocławskie uliczki są już oswojone. Rozdroże. Pierwsze wielkie rozwidlenie dróg w jej życiu. Ruda w głowie ma tylko jedno okrąglutkie zdanie, określające tę sytuację: O JA PIERDOLĘ.

 

Oby nie musiała podejmować tej decyzji sama. Może warto zaryzykować i po roku zdecydować czy woli jednak Wrocław? Kiedy do wyników było jeszcze daleko Ruda nie zastanawiała się, co wybierze. Bo i po co? Teraz kiedy wszystko jest na wyciągnięcie ręki czuje się zagubiona. Ruda wie tylko jedno. Bez względu na to, czy pojedzie 200km na zachód czy 500km na wschód, wyjeżdżając i tak będzie płakać. Czy dorosłość musi być tak trudna?

 

Prawdopodobnie nie powinna jeszcze mówić o takich dylematach, to tak jakby dzieliła skórę na niedźwiedziu. Ale kiedy trzeba będzie podjąć decyzję, nie będzie czasu na długie rozważania. Trzeba będzie szybko wybierać. Ruda szuka odpowiedzi.

 

czwartek, 23 czerwca 2011
awantura o ESK2016

Czym jest ESK?

ESK czyli Europejska Stolica Kultury to inicjatywa Unii Europejskiej mająca na celu wybranie dwóch miast tzw. Starej i Nowej Unii, które na okres 12 miesięcy staną się dwoma odrębnymi ośrodkami kultury.

Jest to program mający zaktywizować lokalną społeczność – zaszczepić w niej potrzebę działania na rzecz rozwoju swojego miasta. To idea, która przyciąga inwestorów, sponsorów i media. ESK jest więc szansą nie tylko dla jednego miasta, jest szansą dla całego regionu, a w szerszej perspektywie nawet dla kraju.

Ambasadorami ESK w 2016 roku będą Hiszpania i Polska.

 

Kto wygrał, kto przegrał?

Burza w szklance wody rozpętała się we wtorek po ogłoszeniu wyników konkursu. Na Mariackiej w Katowicach podobno zaległa cisza, a pracujący nad projektem mieli łzy w oczach: nie udało się. W tym samym czasie we Wrocławiu świętowano. Vrotslove wygrał, wygrał w oczach Rudej zasłużenie. To jeden z tych polskich kulturalnych ośrodków, które istnieją od dłuższego czasu na arenie międzynarodowej, nie tylko europejskiej. To miasto tętniące życiem, pełne obcokrajowców, muzyki, kultury i energii, której nie zabrakło także Katowicom czy Lublinowi. 

 

W czym więc rzecz, skoro wygrał najlepszy? Wśród Polaków jak to zwykle wybuchła nagle kolejna panika związana ze spiskiem, jakby Katastrofa Smoleńska nie wystarczała. Podniosły się głosy, że konkurs był ustawiany, a minister kultury tatusiowskim ramieniem objął stolicę Dolnego Śląska, zasilając ją funduszami z budżetu państwa. Jego zachowanie może budzić niesmak, szczególnie, że decyzja o przyznaniu dotacji zbiegła się w czasie z wizytą ekspertów z ESK. Szkoda tylko, że nawet tacy ludzie jak Kamil Durczok znowu doszukują się niesprawiedliwości dziejowej w werdykcie jury ESK2016.

 

Czy przegrana z Wrocławiem jest porażką dla Katowic i Lublina? Czy naprawdę chodzi tylko o pieniądze? Czy wygraną nie było zdobycie poparcia mieszkańców dla tak dużego projektu? Czy, tak jak w przypadku Katowic, wygraną nie jest zapewnienie prezydenta, że budżet przeznaczony na ESK nie zostanie nagle wchłonięty przez inne programy? Czy nie jest pięknym to, że mieszkańcy dalej chcą zmieniać na lepsze wizerunek swoich miast?

Alternatywna Stolica Kultury

katowice alternatywna stolica kulturyPo ogłoszeniu wyników w głosowania ESK2016 Katowice postanowiły nie poddawać się. Ruszył fanpage na facebooku promujący Katowice jako Alternatywną Stolicę Kultury. Ową stronę polubiło już blisko 4 tysiące ludzi i nie zanosi się na to, żeby fala entuzjazmu ustała.

ASK2015 czy też jak woli Pan Uszok MSK2015 - choć zmiana nazwy wydaje się być poronionym pomysłem, szczególnie, gdy patrzy się na szum wokół ASK na "fejsbuku", to wspaniała okazja do unaocznienia społeczeństwu jak wielkie zmiany zachodzą na terenie całego Śląska. To szansa na zbudowanie nowego wizerunku Sillesi w oczach całej Europy. W końcu jesteśmy jednym z największych ośrodków miejskich w Europie. Poza industrializmem, z którym tak powszechnie kojarzy się ten region, mamy wiele do zaoferowania, także w zakresie edukacji wyższej [Politechnika Śląska, Śląski Uniwersytet Medyczny, Akademia Muzyczna im. Karola Szymanowskiego...], kultury, czy w końcu turystyki nomen omen postinudstrialnej. 

Oby zapał na Śląsku nie osłabł, mamy naprawdę wiele do zaoferowania jako region. A "przegrana" w ESK2016 może nam tylko w tym pomóc.

 "Piotr Uszok nie ukrywa, że z wielką uwagą po ogłoszeniu wtorkowego werdyktu, śledził głosy na forach internetowych. - Ktoś zaproponował, by Katowice stały się w 2016 Alternatywną Stolicą Kultury. Pomysł jest świetny, ale od razu zadałem sobie pytanie czy rzeczywiście warto coś takiego organizować właśnie w 2016 r., gdy wszystkie imprezy będą odbywały się we Wrocławiu?


[...]

Okazja jest wyśmienita, bo w 2015 r. Katowice będą obchodzić swoje 150-lecie."
Więcej... 

Słowo od Rudej

Ruda szczerze gratuluje Wrocławianom. W pełni zasłużyliście na wygraną. Wszystkim "przegranym" w tym Katowiczanom życzy udanej próby przekucia porażki w sukces. Wykorzystajcie szum medialny jaki wytworzyliście dzięki ESK2016 i działajcie dalej. W końcu nie zawsze się wygrywa. Najważniejsze jest to, że nie stoi się w miejscu.

 

Prawdopodbnie Rojek lepiej ubrał w słowa myśli Rudej:

 

 

Bardzo chętnie Ruda nabyje koszulkę Katowic z nowym logo. [Gadżetów z Wrocławia nie otrzymała, nie wiedzieć czemu...]

poniedziałek, 21 lutego 2011
zmęczenie materiału

Ruda jest wszystkim zmęczona. Wpada w rów mariański. Znów się obżera, chociaż czuje, że oponka się zwiększa. Na wagę nie wchodzi, bo się boi, bo nie ma czasu walczyć z biologią, wagą, sobą jednocześnie. I jeszcze te tkliwe piosenki w radiu. Jezu. Niech ktoś Rudą przytuli, bo serce jej za chwile pęknie, albo złogi tłuszczu zamkną światło tętnicy,a zwoje mózgowe się rozkręcą. Zastrzyk kofeiny, już, teraz, zaraz, natychmiast potrzebny. Endorfiny zresztą też by się przydały.

 

Ona potrzebuje obudzić się we Wrocławiu, obok. Gitary, grzanego wina też brak. O kolejna piosenka o miłości. Dlaczego akurat wtedy, kiedy tęsknię?

I dopadły mnie te dni. Włączył się tryb wyjec, płacznik i marudnik.

 

 

"wierzyć, że jest dobrze, gdy jesteśmy sami"

 

 


//wtorek: spodliłam się wczoraj jak dawniej//

sobota, 19 lutego 2011
odchamianie

Oboje zastanawialiśmy się kiedy ostatni raz byliśmy w teatrze. Ruda dodatkowo zastanawiała się, kiedy ostatnio była w kinie. Zdecydowanie zbyt dawno.

Odwiedzimy wrocławski Capitol w marcu. Miło jest mieć plany. Wspólne.

 

Koniecznie trzeba kupić nową sukienkę.

 

/Klamka zapadła. Ruda nie składa papierów na UWM./

 

środa, 16 lutego 2011
dylematy

Ciągle w myślach wraca kwestia Olsztyna. Może jednak zaryzykować? Rok to tylko 365 dni, wytrzymałabym bez przyjaciół, psa i Śląska, a potem, jak Bóg da, może uda się przenieść do Wrocławia. A jeśli nie? Dlaczego wybranie własnej drogi jest takie trudne?  Chyba wolałabym, żeby ktoś inny podjął za mnie decyzję. Próbować z Olsztynem? Marzenia vs. uczucie?

 

Dieser Weg wird kein leichter sein,
dieser Weg  wird steinig und schwer.
Nicht mit Vielem wirst du mir eining sein,
doch dieses Leben bietet soviel mehr.

 

Dobrze, że do maja jeszcze trochę czasu, wszystko może się zmienić, choć bardzo bym tego nie chciała. Czuję się jak bohater tragiczny. Jeszcze niedawno pisałam, mówiłam, że cokolwiek będzie się działo wybiorę marzenia. A teraz? A jeśli to naprawdę nasza ostatnia szansa? O Losie bądź łaskawy...

 

Dawno nie było mi tak błogo? Dawno nie czułam tych sławnych motylków w brzuchu. Czerwony balonik szczęścia pojawił się znowu. I nie chciałabym, żeby z sykiem zeszło z niego powietrze.

 

 

Wysłałam maila z zapytaniem do Poznania. To byłoby całkiem niezłe rozwiązanie dla nas. Odległość byłaby mniej więcej taka sama, a po roku...

Marzenia mieć warto.

poniedziałek, 07 lutego 2011
pojawiła się motywacja

i wiara. Ruda nie chce studiować na drugim końcu Polski.

 

Mam pod dostatkiem siły i konsekwencji by osiągać wszystkie swoje zamierzenia


Uda jej się spełnić marzenia o mieście B., bo jest zdolna, mądra i zajebista przede wszystkim. I kochana.

 

 

Mam siebie a to już wystarczająco dużo.

 
1 , 2