Tagi
PustaMiska - akcja charytatywna Najlepsze Blogi

Wpisy z tagiem: studia

sobota, 14 kwietnia 2012
Ja żadnego ślubu z Panem brać nie będę!

Dawno, dawno temu, bo aż przed świętami, Ruda w ramach zawiłej historii obiecała Panu R. ciastko jako zadośćuczynienie za uszczerbek na psychice, jaki ponoć mu zadała, nie informując go uprzednio, że pragnie pooglądać sobie preparat w poniedziałek rano, biedny wcześniej naszykowałby sobie nózię, a nie gmerał przez 30 minut w basenie (Przyznam szczerze, że nie widzę różnicy. 30 minut w pt czy w pon? Whatever. Pan R. ma swoje dziwactwa, całą tonę dziwactw). A że Ruda jest bestią upartą to przywiozła serniczek i… to był błąd. Wielki gigantyczny meastake! Albowiem dzisiaj niejaki Pan R. rzucił się dziękować Rudej za ciasto, marudząc przy tym, że strasznie mało go było (Pan wybaczy, ale był tak smaczny, że sama zjadłam, Bozia mnie pokarała za ten haniebny uczynek i poszło mi w biodra.).  I na tym ta historia mogłaby się zakończyć, ale jak wiecie, w życiu nic nie dzieje się po naszej myśli. R. zobaczył, wychodząc z sali prosektoryjnej (rozkładał preparaty), że Ruda stoi pod drzwiami i czeka na ćwiczenia. Podszedł do niej, w podskokach niemalże  i stwierdził, że pocałuje ją w policzek (tak, już można pluć z obrzydzeniem). Gdybyście widzieli minę Rudej, zastosowane przez nią uniki. Cyrk na kółkach! Aż tu nagle pan R. wypala ze swoi standardowym tekstem:

 

 

PR: Ale wie pani przed ślubem…

Ruda: Tak wiem, od pasa w górę. Ale panie! Przed ślubem to się nawet całować nie można. Nawet w policzek! A ja żadnego ślubu z Panem brać nie będę!

 

 

Zaiste cięta riposta Rudej przyniosła odpowiedni skutek. I wiecie co? Jak R. nigdy z nikim nie dzieli się cukierkami, bo nie i już, tak darł twarz za Rudą przez pół drogi krzyżowej: „Paaaaani, a dr. Sz dał mi żelki! Chce pani żelka?”

 

Czy to o zgrozo początek wielkiej przyjaźni?! Nie ma opcji, żeby Ruda kiedykolwiek szła do niego załatwiać preparat...

 

*przed ślubem tylko od pasa w górę, jak absztyfikant będzie dobierał się niżej to należy odsunąć jego rękę, albo pieprznąć go w głowę, przy czym ta druga opcja, została wymyślona przez Rudą, pan R. poleca odsuwanie ręki. Jak łatwo można się domyślać, Rudej bardziej pojawia się rozwiązanie drugie… I pamiętajcie nie ma kolegów ani przyjaciół, są tylko narzeczeni!

piątek, 10 lutego 2012
sesja, sesja i po sesji.

Osiągnięciami nie warto się chwalić, jeśli nie ma się czym. Nie mniej jednak, nigdy Ruda nie przypuszczała, że trójczyna może tak cieszyć. Oficjalnie wczoraj, po telefonie od kolegi, którego serdecznie pozdrawia, rozpoczęła ferie. 

 

 

A teraz chwali się, że za chwilę wychodzi na rozmowę z pewnym dr. Trzymajcie kciuki, może już w trakcie przerwy międzysemestralnej Ruda popatrzy z bliska na pracę lekarza weterynarii.

 

 

 

 

A to się dzieje na roku przerasta Rudą pod każdym względem. Jeśli ktoś Wam, kiedyś powie, że studia medyczne, jakiekolwiek bądź, to zagłębie inteligencji, nie wierzcie mu.  

piątek, 20 stycznia 2012
sesjo umrzyj!

tak, tak... padam na mordę przy ogarnianiu elektronogramów. popijam desperadosa w samotności, bo nie mam ochoty na klubówkę, ani sił.

 

potrzebuję lekkiej odmiany. 

 

 

 

z sesją remis póki co...

 

wtorek, 15 listopada 2011
nomnomnom. progress!

chemia z czapy! zaliczone!

 

 


środa, 02 listopada 2011
Ku celom pożądanym wiodą drogi trudne

niewesołe myśli ma Ruda przed jutrzejszym kolokwium z chemii. Bądźcie łaskawi trzymać kciuki.

 

Tego się nie da napisać. To jest czysty absurd. Siedzi nad notatkami parę ładnych dni i ciągle ma poczucie pustki w głowie. Mogła się uczyć więcej, mogła, ale na Śląsku nie sposób, bo jakże tu nad książkami siedzieć, gdy A. się tyle czasu nie widziało? Ślęczenie wieczorami nad książkami też lepiej wychodzi Rudej w LBNie. I co z tego, że mogłaby wyśpiewać bufory krwi, opisać mechanizm działania b. octowego, wyjaśnić czym jest stała i stopień dysocjacji, skoro obliczeniówka leży i kwiczy?

 

Tak, tak. Tak właśnie wygląda u Rudej atak paniki przed pierwszym kolokwium. Energetyk w łapę, czekolada i witaj nocy listopadowa.

 

Jak napisała Orzeszkowa: ku celom pożądanym wiodą drogi trudne. A Ruda się nie da, choćby miała się zesrać za przeproszeniem. 

niedziela, 23 października 2011
jestem stała w uczuciach jak pogoda za oknem

I chyba tylko tytuł dokładnie określa chwiejność nastrojów Rudej. Tak szybko jak się „zakochuje” tak szybko się „odkochuje”, jeśli szybko to rzecz jasna kwestia jakiś czterech miesięcy. Czasem, gdy sobie siada i wspomina stare historie, to w oku pojawia się łezka, a nawet kilka. Sentymenty moi drodzy to najgorsza zaraza. Doszła nawet ostatnio do wniosku, że związek z ONym wcale nie był taki zły, co, zważcie na to jakim gierojem i Casanovą okazał się być, jest czystym absurdem. Zresztą Ruda ma szczęście do trafiania na Casanovy. Niesamowicie pociągający, przystojny, zabójczo seksownie inteligentny… skaczący z kwiatka na kwiatek. Słodko prawda?

 

 

 

 

Studia, studia, studia, bo to pewnie większość najbardziej interesuje, o ile ktoś tu jeszcze bywa. Bywa tu ktoś? ;-)

Ustalmy więc fakty. Weterynaria jest gałęzią medycyny. W związku z czym, w teorii, równa jest medycynie ludzkiej. Jeśli zaś o trudność samych studiów chodzi, to obiektywnie rzecz ujmując med. weterynaryjna jest zdecydowanie dyscypliną trudniejszą, ale…! Jak wiecie, a jeśli nie wiecie to ciocia Beatka wam to zaraz szybko i zgrabnie wyłuszczy, teoria rzadko kiedy idzie w parze z praktyką. W teorii więc med. wet., pozwólcie, że się powtórzę, jest nauką trudniejszą, dzieje się tak ze względu na mnogość gatunków, które taki szary student jak Ruda musi poznać, a różnic w budowie zwierząt jest od groma – niech o tym świadczy choćby sama czaszka, dość powiedzieć, że może się różnić w zależności od płci, rasy w obrębie danego gatunku, o różnicach osobniczych nie wspominając. Każdy futrzak ma inne wymagania życiowe, różne pasożyty mogą go "zaatakować", choroby typowe dla gatunku etc. Brzmi kosmicznie, prawda? Ale…na tym teoria się kończy. W praktyce to LEK jest kosmosem, a weterynaria 'a walk in the park'. Dlaczego? Wszystko rozbija się o wydźwięk społeczny. Będzie smutno jeśli piesek, kotek, świnka, krówka, gołąbek zejdzie nam na rękach, będzie naprawdę smutno i nam i właścicielom, ale nikt nie wpadnie na to, żeby sądzić nas o błąd w sztuce. A nawet jeśli coś takiego wpadnie komuś do głowy, to polski sąd i tak będzie bardzo wyrozumiały, o ile w ogóle sprawy nie umorzy. Sprawa komplikuje się w przypadku lekarzy ludzkich, izby lekarskie, włóczenie się po sądach, widmo utraty prawa do wykonywania zawodu wiszące nad głową etc. Etc. Stąd ten terror psychiczny na uczelniach medycznych, stąd gnojenie studentów i tzw. Urban legend o trudności LEKu. [Owszem izba lek. Wetu też wmieszać się w sprawę może, ale i tak taki biedny weterynarz, nie ważne jak wielkim konowałem by nie był, nie wyląduje na pierwszej stronie FAKTu czy innego SuperExpresu]. Jakaś wzniosła myśl, która pojawiła się dzisiaj rano, wyparowała Rudej z głowy i biedna nie ma teraz zielonego pojęcia do czego zmierzała. Dlatego też swój dziwny wywód zakończy w ten a nie inny sposób: Tak czy siak wszyscy usmażymy się w piekle, więc na cholerę ludzie z leku zadzierają nosa? Wszyscy jesteśmy dziećmi bożymi, amen*.

Walk In the park… Park nie przypomina Saskiego, raczej wielki, ciemny park mitycznego Minotaura, labirynt jak malowany. Jakkolwiek. Ruda wybrała takie studia a nie inne, zagrzebując gdzieś dziecinne marzenia o byciu komandosem, i zamierza je skończyć.

 

*stołowanie się na KULu chyba uderza Rudej do głowy.



 

 

Cieszy się na weekend we Wrocławiu. Gdyby więc ktoś miał ochotę Rudą zapoznać to prawdopodobnie będzie tam w okolicy święta niepodległości.

No i przytyła strasznie, strasznie, strasznie. Więc tytuł znowu nabiera dosadnego wydźwięku w świecie realnym. Weterynaryjne przygody grubej Rudej. Oby tylko z przodu nie pojawiła się szczęśliwa cyfra 7.



 

 

PS.

Ja tak tylko nieśmiało przypominam, że reklamy w bocznej szpalcie są po to, żeby w nie klikać. Swoją drogą Rudą rozbawiła reklama Cupido Max…

 



środa, 21 września 2011
materiały na I semestr weterynarii [Lublin]

zapewne na pierwszych zajęciach dowiemy się, jakie podręczniki/skrypty/materiały nas obowiązują, ale skoro Ruda ma chwilę czasu to uporządkuje zebrane informacje specjalnie dla Was, a może nawet bardziej dla siebie. Ruda pozwoli sobie fragmentami cytować Casix, mając nadzieję, że ta nie urwie jej za to głowy... 


ANATOMIA

Anatomia zwierząt domowych: kolorowy atlas i podręcznik - H.E. Koenig, H-G. Liebiech lub Atlas anatomii topograficznej zwierząt domowych - P.Popesko [w Internecie krąży Popesko, przed zakupem warto porównać oba atlasy. David z biologa mówił mi jeszcze o książkach do splanchologii, ale skoro zaczynamy od osteologii, to pozwoliłam sobie nie zaprzątać wam tym głowy. Wszak wszystkiego się dowiemy już niedługo. Krysiak nie jest zabroniony, choć jak krążą plotki u profesora może być ciężko z zaliczeniem jeśli komuś się wymsknie z czego się uczył- Ruda]

Układ nerwowy zwierząt domowych M. Sobociński


MIĘŚNIE:

Mięśnie i połączenia kości konia - J. Kałużniacki, Z. Milart

 

KOŚCI

"Osteologia zwierząt domowych" W. Lutnicki

kości nie są niezbędne, także nie trzeba robić z mieszkania cmentarza, co niektórzy praktykują :>. Zamiast wydawać fortunę na czaszki, kości długie etc. zaproście Rudą na piwo. A na poważnie, jeśli już chcecie to połówka czaszki, najlepiej konia.


BIOLOGIA

"Zoologia" Dobrowolskiego, Klimaszewskiego, Szelęgiewicza + kilka książek do prezentacji - będziecie robić prezentacje stołami i wtedy są te informacje potrzebne, do egz te trojaczki i wykłady, bo ćw były o zwierzętach a wykłady o roślinach (w zeszłym roku), książka jest w bibliotece


BIOLOGIA KOMÓRKI

"Seminariach z cytofizjologii" Kawiak / "Strukturalne  podstawy biologii komórki" Kilarski

zacznie sie pod koniec listopada, tu szczerze: ja mam Albertsa ale on jest kompletnie do niczego, ładnie napisany, ale z rzeczy które wymagają na ćw to niewiele, o wiele lepsze są seminaria z cytofizjologii chyba kawiaka albo kilarskiego, nie pamietam (jedne są dobre drugie napisane jak starożytny fresk -nie da się zrozumieć :D), w biblio chyba nie ma. no i na cw sie notuje duzo i stamtad tez inf

[ pdf'y Albertsa krążą w Internecie, szkoda wydawać pieniądze na niego, jak widać - Ruda]


CHEMIA

Jest niby książka-przewodnik do ćwiczeń Kankoferowej [jest w bibliotece, więc możesz sobie pożyczyć, ale tam nie ma tak dużo]. Oni [chemicy] mają dobrą stronę katedry i są materiały na każde ćwiczenia, ja się z nich uczyłam na wejściówki i z Internetu. Potem są zagadnienia na kolosy i albo się ma wtyki i bierze od starszych rocznikow, albo samemu szuka po książkach i opracowuje.


HISTOLOGIA I EMBRIOLOGIA 

"Histologia zwierząt" J. Kurzyszko, J. Zarzycki + "Przewodnik do ćwiczeń z histologii" M. Wawrzyniak z embrio to wykłady, prof dyktuje do marca, potem robi kilka wykładów z histo, ćw są tylko z histo. zeszyty z rysunkami wam dają, składacie się na początku i wszystko jest narysowane, tylko się podpisuje, więc kredek nie trzeba, co do Kuryszki nie wiem, czy jest w biblio, ja miałam swoja.

Kuryszko jest w biblio! - Ruda


OCHRONA ŚRODOWISKA

robiło się prezentacje w powerpoincie na ćw z Internetu, a na egz to jest jakaś ksiażka podadzą wam tytuł w styczniu.

INFORMATYKA, ŁACINA, BHP

kserówki

 


rada cioci Casix

Ogólnie bardzo dużo książek jest w bibliotece i w ciągu roku także, nie jest tak ze wszystko znika w październiku, ale lepiej zamówić te potrzebne od razu po otrzymaniu legitymacji, bo niektórzy zamawiają po kilkanaście i trzymają je, pomimo ze nie są im potrzebne.

 

pdf podręcznika do Genetyki [drugi semestr] też krąży w sieci. Szukajcie a znajdziecie. Ruda.

czwartek, 08 września 2011
Straszenie pierwszoroczniaków – neverending story?

Ruda podczytuje sobie forum.biolog.pl i chyba jednak w końcu powinna przestać to robić. Stado nakręcających się tegorocznych maturzystów, którzy kują już od zeszłego roku, przekrzykując się, kto dłużej siedział nad książkami… . Na rady starszych, doświadczonych kolegów, ba weteranów maturalnych, wszak niektórzy z nich poprawiali maturę kilka razy, reagują agresją. Dobrze, dobrze… w kwietniu będziecie wykończeni, a to powinien być najbardziej intensywny czas powtórek. Ale Ruda nie o maturzystach chciała wam opowiedzieć, choć sama pewnie będzie poprawiać chemię w tym roku, o ile bozia i studia pozwolą. Właśnie, studia.

Kiedy Ruda przeczytała, na wyżej wymienionym forum, że pod koniec listopada czeka ją jedna wielka rzeź z osteologii, tak wnioskować można po postach studiujących weterynarię, siarczyście sobie zaklęła. Po doczytaniu postu Kamilorniego z Olsztyna:

Skoro już straszymy młodsze roczniki, to warto wspomnieć, że nie wszyscy zdali pierwsze kolokwium i pożegnali się ze studiami już w listopadzie ściskać poślady i się uczyć!

stwierdziła, że matko boska częstochowska, jak nic, wyleci po pierwszym kolokwium. Czytała dalej, bo jak się domyślacie Ruda ma w sobie coś z masochisty, i trzeba przyznać, że minę miała nietęgą. Kość lewa, prawa? Różnice gatunkowe? Sporo tego, można dostać zawrotu głowy od samego czytania o kole. Ale co nas nie zabije to nas wzmocni, czyż nie? Choć nie powiem anatomia zaczyna Rudą przerażać... . Hmm, studia jeszcze się nie zaczęły, zdaje się...

 

Wniosek jest, jeden miejcie to wszystko w głębokim poważaniu, czy mówiąc dosadniej, miejscie wyjebane a będzie wam dane i nie czytajcie biologa, bo można zawału dostać. Tamtejsi użytkownicy uwielbiają nakręcać spiralę strachu, paniki. A mentalne pastwienie się starszych studentów nad pierwszorocznymi przechodzi ludzkie pojęcie. Najzabawniejsze posty złapać można oczywiście w dziale dla LEKu. Tamci, za przeproszeniem - naprawdę nie chcę nikogo obrazić - to dopiero mają nierówno w głowach, mówiąc delikatnie... Zresztą znam dziewczę, które dostało się na ŚUM i też do najnormalniejszych nie należy. Ciekawam czy "lekarze" już zaczęli wkuwać Bochenka. Chyba dla poprawy nastroju Ruda pójdzie sobie poczytać ich wypociny o tym, jak to na leku jest ciężko i ile to się uczyć nie trzeba...

poniedziałek, 29 sierpnia 2011
Lublinie nadchodzę...

I nastał w końcu ten czas, kiedy trzeba spiąć swoje seksowne pośladki i pomyśleć o pewnych logistycznych posunięciach związanych z przeprowadzką do Lublina. Ruda skorzystała z wolnego i stworzyła listę rzeczy, które musi zabrać do Lublina. Chodzi oczywiście o większe gabaryty, o szczoteczce do zębów itp. pamięta. Dziwnym trafem na szczycie owej listy widnieją same gastronomiczne przedmioty: garnki, mikser, noże, formy do pieczenia ciast. Zaciera łapki na myśl o zakupach i późniejszym pieczeniu ciasteczek z Aletheią.  



źródło: google

 

Na samą myśl o tych słodkościach cieknie mi ślinka. Dacie wiarę Ruda nigdy nie piekła muf finek. Trzeba to koniecznie nadrobić. Ma ktoś może w Lublinie formę do muffinek? :>

 

Zmajstrowała też sobie zeszycik do zapisywania ważniejszy terminów i miejsc wartych obejrzenia w Lublinie, stwierdzając uprzednio, że nieekonomicznym byłoby kupienie terminarza na trzy miesiące. Więc siedziała dzisiaj, wycinała i kolorowała. Powinna jeszcze uporządkować teczkę z dokumentami, ale straciła siły na babranie się z czymkolwiek. W ramach odprężenia przegląda Genetykę Charona. Każdy ma jakieś zboczenia, Ruda lubiła genetykę w Liceum, choć pewnych modeli dziedziczenia dalej nie ogarnia, może dlatego, że pewna nauczycielka nie kwapiła się wcale do tłumaczenia co trudniejszych zagadnień, a wydawnictwo operon, jakie jest, każdy wie. Czas pokaże czy genetyka będzie się dalej wydawać Rudej tak interesująca. Im więcej bowiem czyta o tych studiach, im więcej ludzi studiujących weterynarie poznaje, tym czarniej widzi swoją przyszłość na uczelni. Choć pewnie starsi studenci mocno koloryzują i przesadzają w swych opowieściach, mając na celu zastraszenie biednych pierwszoroczniaków. Trzeba przyznać, że co poniektórym idzie to całkiem sprawnie. Ale jak mawia ostatnio Ruda: miej wy…, a będzie Ci dane. Nie może być aż tak źle, przecież co roku ludzie kończą takie studia. Grunt to nie narobić sobie zaległości, a będzie cudownie, a jak nie będzie cudownie, to chociaż jakoś to będzie.

 

Wracając do samej przeprowadzki. W piątek ładnie Ruda pójdzie sobie do pracy, ogarnie się na zapleczu po dniówce i poleci na pociąg  z plecakiem i zapewne wielką torbą. Chwała Panu, że Dworzec PKP znajduje się niedaleko sklepu, w którym Rudzielec pracuje. Może nawet uda jej się wrzucić coś ciepłego na ruszt, zanim ulokuje się w pociągu TLK relacji Zabrze-Lublin, tym razem bez przesiadek. Najważniejsze, że tego samego dnia, w niespełna 6godzin później, stanie na Dworcu PKP w Lublinie i będzie próbowała się nie zgubić, do czego miejmy nadzieję, nie dopuści Aletheia.



//warto byłoby też przejść na jakąś dietę.../

wtorek, 02 sierpnia 2011
akademik czyli przygoda druga

Pojawiły się problemy z wyartykułowaniem odpowiednich argumentów, przemawiających za przyznaniem Rudej miejsca w owym przybytku rozkoszy, w akademiku ma się rozumieć, na Langiewicza rzecz jasna. Trudność sprawia ubranie w słowa, a nie samo znalezienie przekonujących argumentów. Czas przedstawić wam wersje robocze i liczyć, po raz kolejny, na waszą nieocenioną pomoc i bystre oko.

 

 

Powyższa odezwa, bo chyba w takich kategoriach należy postrzegać owy tekst, niewątpliwie trafia do serca Rudej a nawet trafia w sedno samego problemu. Szkoda tylko, że może nie przekonać szanownej Wydziałowej Komisji Stypendialnej. Z bólem serca Ruda siada do pisania własnego uzasadnienia, które streścić można w kilku słowach: Panie, do domu mam w ch…usteczkę daleko, a chcę u was studiować. Grzeczniej, poważniej trzeba do tematu podejść.

Może: Prośbę swą motywuję tym, że odległość uczelni od miejsca zamieszkania uniemożliwia mi podjęcie studiów na Uniwersytecie Przyrodniczym w Lublinie. Albo po prostu: Odległość uczelni od miejsca zamieszkania uniemożliwia mi podjęcie studiów na Uniwersytecie Przyrodniczym w Lublinie. [Konieczne jest podanie odległości w km?] A może powinnam inaczej sformułować owo uzasadnienie? Jakieś pomysły? Może bardziej po polsku? ;-)

 

Schody zaczynają się przy podaniu o pokój jedno/dwuosobowy. Czy samo wyrażenie chęci otrzymania takiego pokoju ze względu na podjęcie studiów na takim a nie innym kierunku jest wystarczające? „Ze względu na podjęty przeze mnie kierunek studiów [weterynaria] uprzejmie proszę o przyznanie mi pokoju jednoosobowego. Niezbędne będą cisza i spokój, dzięki którym efektywnie będę mogła przyswajać sobie wiedzę z zakresu nauk weterynaryjnych.„ Ktoś ma pomysł jak ująć to zgrabniej?

 

 

 

I najważniejsze, czy podania Ruda musi złożyć osobiście w Lublinie? Czy wystarczy, że prześle je do odpowiedniej Komisji,urzędującej na Langiewicza. Może ktoś z was się orientuje, stąd te pytanie.

 
1 , 2 , 3