|
Archiwum
Zakładki:
Komiksy
KONKURSY
Medyczne
Ruda pichcić chce
Ulubione
Weterynaria
Tagi
|
Wpisy z tagiem: przemyślenia
czwartek, 11 sierpnia 2011
odezwa do Rudej
Ruda, Ruda, czerowonogłowo, kobieto, puchu marny, ogarnij się. Twoje zachowanie jest naganne i doprowadzi Cię na skraj załamania. Znowu chcesz sobie zafundować długą drogę w dół?
Dużo nowych znajomości, dużo, może nawet za dużo. O kilka. Może nie w tę stronę to wszystko iść powinno. Może już lepsza była skrajna nieśmiałość? Entliczek pentliczek a w głowie mętliczek.
ostrożnie Ruda, bo poparzysz się ogniem. uważaj na to, co robisz i mówisz, myślisz, chcesz. nierealne odłóż na bok. jeszcze tylko 51dni i oderwiesz się od tego wszystkiego.
piątek, 05 sierpnia 2011
Możemy marzyć na jawie.
Ruda jest styrana jak koń po westernie. Praca w mięsnym to nie tylko stanie za ladą, to kawał fizycznego wysiłku. Niech chociażby naciągnięte ramie Rudej o tym świadczy, które napieprza jak miło.
Ale skoro ma jeszcze siły marzyć i śnić na jawie, to znaczy, że wcale nie jest tak źle. Wraca jej optymizm, wiara w siebie też powolutku coraz śmielej wychyla się za grubego pancerza, mającego imitować obojętność. Pozbyła się już nadmiaru nieśmiałości. Wiecie, jakkolwiek Ruda nie narzeka, nie marudzi, to cholernie podoba jej się jej własne życie. Mimo niedoskonałości, pewnego rodzaju braków. Nie sra forsą i jest szczęśliwa, choć nie ukrywa, że pieniądze dużo by ułatwiły. Wszystko w swoim czasie. Jest dobrze. Nie pięknie, ale dobrze, to znacznie więcej niż w okresie od marca do czerwca. Powinna znaleźć jakąś dorywczą pracę w Lublinie. Zmęczenie po dniówce skutecznie eliminuje wszelkie próby zbyt dalekiego wybiegania w przyszłość, huśtawki nastrojów od euforii po totalny marazm. Szkoła językowa też by się przydała, kulawy angielski, a nawet bardzo kulawy, trzeba poprawić.
Tyle planów. Znowu wybieganie w przyszłość, ale konstruktywne. Na takie galopowanie w nieznane Ruda może sobie pozwolić. Niczego więcej myślą nie kala. Albo przyjdzie samo albo zjebie się do szczętu, tu nic nie można zrobić. Jeden kłopot z rudawej głowy mniej.
piątek, 29 lipca 2011
Keep on running.
Ruda prze do przodu, bo co innego ma robić? Zostawia za sobą kolejne głupoty, jakich narobiła przez ostatnie trzy miesiące. A jest ich tona, albo jeszcze więcej. I znowu ma huśtawki nastrojów. Na swoje życzenie, czyli nic w tej kwestii się nie zmieniło i nie zamierza zmienić. Nie wiadomo gdzie podziała się rozsądna i odpowiedzialna Ruda. Mimo że nie pali to w ostatnim czasie w głowie stale jej się tłucze: fajka, fajka, fajka i balkon, dajcie mi pomyśleć. Wyszła po papierosy i zabłądziła, mówię wam. Zgubiła się, jak zwykle. Progresem jest niewątpliwie to, że NICZEGO nie żałuje, wszystko działo/dzieje się po coś. Tylko wciąż jeszcze Ruda nie wie po co, ale z pewnością jest w tym jakiś pseudoboski plan i kiedyś się o nim dowie. Niektóre kwestie lekko ją przerastają, ot choćby to mieszkanie, jeśli bardzo chcemy trzymać się tematyki studiowania w Lu. O innych Ruda sobie pozwoli milczeć, choć powinna znaleźć kogoś, z kim mogłaby o trapiących ją wątpliwościach, nie do końca jest przekonana, czy wątpliwości najlepiej określają problem, a tych też nazbierało się sporo. Taki malutki woreczek zawiązany na jasnozieloną kokardę. Swoją drogą zostało Rudej tyle wstążek z czasów zuchowania, że chyba znowu zacznie coś kleić, lepić, wycinać… jak w przedszkolu. Wszak jest głupiutka i ma prawo się uwsteczniać. I na tym chyba czas skończyć opowieść. Praca Rudą wykańcza lekko, a na pewno jej dłonie, które wyglądają jak u staruszki. Kremy nie dają rady, paznokcie się rozdwajają. Obraz nędzy i rozpaczy. [znowu zaczęła czuć się mało atrakcyjną, choć powinno być odwrotnie. U Rudej jak zwykle wszystko na opak]
Elkon, Dziewczyny milczą jak zaklęte. Nici z Głębokiej jak widać. Mieszkania nie ma dalej, szans na wyjazd do Lu w celu poszukania czegoś na miejscu też nie. Urlopu nie ma i nie będzie. Śpię pod mostem, bo ciągle nie wysłałam podania do akademika.
sobota, 16 lipca 2011
to jeszcze ja czy już ktoś inny?
Ruda się zgubiła. Który to już raz? Wydaje jej się, że ma tysiąc masek: przygaszona, grzeczna dziewczynka w pracy, wesoła imprezowiczka, a gdzieś tam między nie do końca udaną maską suki jest prawdziwa Ruda: zwyczajna dziewczyna, może i odrobinę za głośna, klnąca jak szewc, amatorka piwa wszelkiego rodzaju, która szuka ciepła w ludziach, wszelkimi dostępnymi środkami. I ulubiona rola Rudej ostatnimi czasy czyli wspierająca, lojalna i oddana przyjaciółka, obrywająca po tyłku za próbę zrealizowania SWOICH marzeń od osób, po których by się tego wcale nie spodziewała. To taka wisienka na torciku z napisem: What the hell?! who am I?! Każdy zna ją jako kogoś innego, jedni będą ją postrzegali jako wyzwoloną, inni poznają ją na tyle, że będą wiedzieli, iż kilku swoich zachowań żałuje. Jeszcze inni widzą w niej tylko wulgarną dziewuchę. A kim jest Ruda? I kim chciałaby być? Może ktoś w niej widzi pieprzoną romantyczkę, która czeka na swojego księcia* z bajki, ale nie czeka biernie zamknięta w wieży, tylko sama wychodzi mu naprzeciw, mimo że kompletnie nie wie, kim on jest. Odwaga, głupota czy desperacja? Mieszka w niej kilka różnych osób. Często skrajnie różnych. Jak to jest w ogóle możliwe? Jakkolwiek to dziwacznie nie zabrzmi Ruda musi zacząć więcej milczeć, nie uzewnętrzniać się przed ludźmi, nie opowiadać im chętnie i szeroko o tym, co u niej. Kogo poznała, gdzie, o tym, że dostaje po dupie od ludzi, którym ufa i o paru innych kwestiach pewnie też. Musi zacząć znowu medytować. Ukierunkować się na siebie. Wyciszyć. W związku z nowym postanowieniem Ruda przemilczy pewne sprawy. Nie zamierza już z nikim poruszać pewnych hipotetycznych, ewentualnych kwestii. W tym obszarze powinna milczeć jak grób, gruba Ruda powinna sobie to do łba wbić.
*wpierw Ruda zamiast na księcia czekała na konia z bajki. Głodnemu chleb na myśli? Ot i znowu wulgarność z niej wychodzi.
sobota, 18 czerwca 2011
O tym, że Ruda szuka pracy i szczęścia.
Uporawszy się jako tako z demonami przeszłości Ruda postanowiła poszukać pracy. „Demony przeszłości” strasznie to tandetnie brzmi, cóż zrobić, kiedy ostatnio [od kwietnia, a może już od marca] jej życie przypomina tandetną, kiepską sztukę teatralną. Jeśli już porównujemy życie Rudej do teatru, to ją samą należało by przedstawić jako aktorkę grającą zagubioną kobietę z wyzywającym, za mocnym makijażem mającym maskować jej wielkie życiowe zdezorientowanie. Kiedy Ruda patrzy na tamte wydarzenia inne skojarzenia nie przychodzą jej do głowy, a mimo to niczego nie żałuje, może tylko tego, że bardziej się nie starała. Ruda ma na myśli ogół swego żywota, nie tylko ten drobny wycinek będący przygodą, która wywoływała szybsze bicie serca. Ale o szukaniu pracy miało być i o szukaniu szczęścia, a nie o tym, co było. Trzeba się nauczyć żyć… nie patrząc w przeszłość.
Przeszłość nie jest krainą, którą tak łatwo opuścić Éric-Emmanuel Schmitt
Ale trzeba się starać. I Ruda próbuje, robiąc dwa kroki w przód i jeden w tył. W tempie ślimaczym zostawia za sobą tamte dni.
Szukanie pracy nie mając kompletnie żadnego zawodowego doświadczenia, Ruda nie zalicza do takiego zbierania truskawek, które uskuteczniała jeżdżąc w Świętokrzyskie, jest cholernie nieciekawe. Co tu wpisać w CV? Zresztą Ruda sama nie wie, czy chce pracować po 8 i więcej godzin dziennie, skoro w perspektywie kolejnych lat ma zawalone praktykami wakacje, może trzeba poodpoczywać na zapas? W poniedziałek rozpoczyna swoją przygodę z pośredniakami, internetowe poszukiwania na nic się zdały. Oby znalazło się cokolwiek, co da jej jakiekolwiek pieniądze i wyciągnie na dłużej z domu. Siedzenie w domu generuje bowiem myślenie, wspominanie. Na co to komu?
O szczęściu będzie pewnie innym razem. Dziś Ruda może powiedzieć, że boi się dorosnąć. Chciałaby dać komuś szczęście, ale dochodzi do wniosku, że jest zbyt niedojrzała, żeby wplątywać się w jakiekolwiek historie "miłosne". Są sytuacje, w których wciąż zachowuje się jak dziecko. Musi zacząć mniej od siebie wymagać. I musi dorosnąć...
środa, 01 czerwca 2011
myśli kilka nieposkładanych
Cały ranek spędzony na poszukiwaniu sukienki/spódnicy/czegokolwiek na wesele i… nic. Z drugiej strony czego się spodziewać, skoro ubrania są szyte na manekiny. Ruda nie ma siły się denerwować idiotami szyjącymi ciuchy, którzy nawet nie zadają sobie trudu, żeby sprawdzić jak wygląda typowa Europejka. Zostaje jej więc kupienie butów do sukienki studniówkowej.
Wiecie wspominanie studniówki nie boli, ani tego, że pomagał Rudej ściągnąć sukienkę, wyjąć wsuwki z włosów… . Chociaż pewnie poryczałaby się jak głupia, gdyby włączyła sobie płytę ze studniówki. Wiedząc o tym po prostu jej nie włącza. Sprytnie. Unikanie w tej chwili takich bodźców jest prawdopodobnie najlepszym rozwiązaniem. Jest jedno zdjęcie, na które Ruda lubi patrzeć, na którym wyglądają jak małżeństwo z czterdziestoletnim stażem małżeńskim. Ona naburmuszona, zmęczona, z bólem w klatce piersiowej, w jego swetrze… . Urocze jest to zdjęcie, mimo że oboje wyglądają co najmniej niekorzystnie. Ramla zaraz się oburzy i powie, że ONy w ogóle nie wyglądał.
Czasem Rudej się tęskni do wspólnych wieczorów, leżenia na trawie, łażenia po górach, spacerów po Wrocławiu i pewnie można by tak w nieskończoność wyliczać. Coraz częściej jednak myśli: dobrze, że stało się to, co się stało. Podobno „czasem” trzeba coś stracić, żeby zrozumieć jaką miało to dla nas wartość. Może dzięki temu będzie bardziej doceniać, miast doszukiwać się wad, siebie i Tego, który się pojawi – kimkolwiek on będzie. Ruda ma dość użalania się nad sobą. Zastanawiania się nad tym, gdzie leży problem. Nie jest uległa, lubi stawiać na swoim, mieć rację, nie potrafi udawać, że nie widzi niedoskonałości w sobie i innych. Dodatkowo, jak mówi ONy, „zbaboliła się”. Potrzebuje „ukochania”, przytulenia, przepuszczania w drzwiach, czułości etc. . Czy jest w tym coś złego?
Poza tym ruszyła internetowa rejestracja na studia. Lublin i Wrocław. Rejestrujemy się jutro. Czekamy na wyniki. A potem albo wpłacamy pieniądze na konta uczelni albo nie. Przyszłość - jako studentki - jawi jej się nadwyraz pesymistycznie.
poniedziałek, 30 maja 2011
What are you pierdoling about?
Ruda ciekawa jest, kiedy jej włosy zaczną tak błyszczeć.
Okazało się też, że wódka nie robi dobrze ani na duszę ani na cerę. Ciastki i inne słodycze też nie. Ostatnia w tym roku paczka chipsów została przed chwilą skonsumowana. Trzeba znów wprowadzić rygor. Znaleźć skakankę wśród bałaganu, kupić rolki… Zająć się sobą. Znowu zacząć myśleć o sobie, nie o innych.
Jest jak jest. Czasu nie można cofnąć. Można tylko próbować znaleźć wyjście z tej sytuacji.
Kości dla Rudej się szukają. Trąci nielegalnym procederem. Ruda zaciera łapki. Swoją drogą ma Ruda pytanie do studiujących medycynę –bez względu na to czy ludzką czy weterynaryjną – ja wyglądają te mityczne zaliczenia zwane „szpilkami”?
Bez znaczenia czy załapie się na tryb stacjonarny czy niestacjonarny, byleby się załapała do Wrocławia. Po długich dyskusjach w domu stwierdziła, że tym razem próbuje tylko tam, najwyżej będzie próbowała się załapać do innych miast w przyszłym roku. Skoro wymarzyła sobie studia w tym a nie innym zakątku… Może to i nie do końca przemyślane, mało logiczne, ale wyklute w głowie Rudej. To chyba tłumaczy irracjonalność owego pomysłu.
niedziela, 06 lutego 2011
szósty dzień miesiąca
znowu jest zły dzień. dzień na nie. Ruda wie, że jej zachowanie jest absurdalnie paranoidalne, dlatego powstrzymuje ze wszystkich sił wzbierającą falę goryczy, która jak tsunami zmiecie miasto A i miasto B, pozostawiając smętne ruiny - nie do odbudowania.
Poczucie pustki ZNOWU się pojawiło. Mimo rozmów telefonicznych i tych w wirtualnej przestrzeni. Rudej czegoś brakuje. Czegoś nienamacalnego. Rzec by się chciało mistycznego, ale w szarej rzeczywistości nie ma miejsca na mistycyzm. Jest praca, jest szkoła i minuty wyrwane z terminarza. Za chwile ON zacznie "nowe" studia. Zawsze nam pod górkę będzie?
Ale skoro zeszliśmy się po długiej przerwie, to może właśnie tak ma być. Że ONA i Że ON - razem. Jakiś czas temu, nikt nie wie dokładnie kiedy i nikt nie ma ochoty tego ustalać, bo do szczęścia nikomu nie jest to potrzebne, minęło pół roku. Tym razem było trudniej. Ktoś mącił, ktoś bardzo chciał nas rozdzielić. Patetycznie to brzmi strasznie, ale tak właśnie było. I się nie udało. Ruda jest bardziej uparta niż mogłoby się komukolwiek wydawać. I w grucie rzeczy jej chitynowy pancerzyk dawno przestał być chitynowym pancerzykiem. Przestała chwiać się pod byle zaczepką. Tylko kevlar nas ocali.
Panie Boże, chciałabym nie wątpić. Ani w siebie, ani w swoje marzenia (możliwość ich zrealizowania), ani w nas.
środa, 26 stycznia 2011
w łbach się przewraca!
kiedy Ruda czyta o 13-latkach, które kupują sobie podkłady, fluidy i inne mazidła to jej się nóż w kieszeni otwiera, wcale nie z zazdrości. Puste laleczki nam wyrastają. O Matko Polko Ty widzisz i nie grzmisz?!
Gdzie ich matki oczy mają? Ruda za błyszczyk na ustach obrywała po uszach w ich wieku.
Świat się kończy.
Ruda myśli...
i na myśleniu tym razem się nie kończy.
Do matury zostało mniej niż 4 miesiące, Ruda zaczyna się martwić. Musiałoby dojść do cudu nad Odrą (i Bytomką równocześnie), żeby dostała się na wymarzony wydział weterynarii. Spokojnie, politechniki czekają na takich jak ona...
Walczyć o coś, mimo świadomości, że wysiłek nie zostanie nagrodzony w odpowiedni dla nas sposób...
Od tego chyba są marzenia, od odnajdywania w sobie pokładów energii, które pozwalają wierzyć i walczyć o coś niemożliwego. W końcu ma pięć lat na poprawienie matury, kiedyś się uda. A z jej matematycznymi umiejętnościami długo miejsca na żadnej politechnice nie zagrzeje. Szczególnie, że ON zauważył, iż na wydziale chemicznym wcale nie ominą jej zajęcia z fizyki.
Ruda zawsze sobie radzi. Tyle razy w kość od życia dostała... Chyba nic już nie jest w stanie jej zaskoczyć. Jak trzeba będzie to napisze doktorat z matematyki. Uporu jej przecież nie brakuje.
A w piątek Ruda ma nadzieje odpocząć w mieście B, z ONem u boku. Będzie dobrze, prawda? Nic złego się nie wydarzy? Oby tylko PKP znowu nie nawaliło. Marzenie ściętej głowy? |