Tagi
PustaMiska - akcja charytatywna Najlepsze Blogi

Wpisy z tagiem: genetyka

poniedziałek, 29 sierpnia 2011
Lublinie nadchodzę...

I nastał w końcu ten czas, kiedy trzeba spiąć swoje seksowne pośladki i pomyśleć o pewnych logistycznych posunięciach związanych z przeprowadzką do Lublina. Ruda skorzystała z wolnego i stworzyła listę rzeczy, które musi zabrać do Lublina. Chodzi oczywiście o większe gabaryty, o szczoteczce do zębów itp. pamięta. Dziwnym trafem na szczycie owej listy widnieją same gastronomiczne przedmioty: garnki, mikser, noże, formy do pieczenia ciast. Zaciera łapki na myśl o zakupach i późniejszym pieczeniu ciasteczek z Aletheią.  



źródło: google

 

Na samą myśl o tych słodkościach cieknie mi ślinka. Dacie wiarę Ruda nigdy nie piekła muf finek. Trzeba to koniecznie nadrobić. Ma ktoś może w Lublinie formę do muffinek? :>

 

Zmajstrowała też sobie zeszycik do zapisywania ważniejszy terminów i miejsc wartych obejrzenia w Lublinie, stwierdzając uprzednio, że nieekonomicznym byłoby kupienie terminarza na trzy miesiące. Więc siedziała dzisiaj, wycinała i kolorowała. Powinna jeszcze uporządkować teczkę z dokumentami, ale straciła siły na babranie się z czymkolwiek. W ramach odprężenia przegląda Genetykę Charona. Każdy ma jakieś zboczenia, Ruda lubiła genetykę w Liceum, choć pewnych modeli dziedziczenia dalej nie ogarnia, może dlatego, że pewna nauczycielka nie kwapiła się wcale do tłumaczenia co trudniejszych zagadnień, a wydawnictwo operon, jakie jest, każdy wie. Czas pokaże czy genetyka będzie się dalej wydawać Rudej tak interesująca. Im więcej bowiem czyta o tych studiach, im więcej ludzi studiujących weterynarie poznaje, tym czarniej widzi swoją przyszłość na uczelni. Choć pewnie starsi studenci mocno koloryzują i przesadzają w swych opowieściach, mając na celu zastraszenie biednych pierwszoroczniaków. Trzeba przyznać, że co poniektórym idzie to całkiem sprawnie. Ale jak mawia ostatnio Ruda: miej wy…, a będzie Ci dane. Nie może być aż tak źle, przecież co roku ludzie kończą takie studia. Grunt to nie narobić sobie zaległości, a będzie cudownie, a jak nie będzie cudownie, to chociaż jakoś to będzie.

 

Wracając do samej przeprowadzki. W piątek ładnie Ruda pójdzie sobie do pracy, ogarnie się na zapleczu po dniówce i poleci na pociąg  z plecakiem i zapewne wielką torbą. Chwała Panu, że Dworzec PKP znajduje się niedaleko sklepu, w którym Rudzielec pracuje. Może nawet uda jej się wrzucić coś ciepłego na ruszt, zanim ulokuje się w pociągu TLK relacji Zabrze-Lublin, tym razem bez przesiadek. Najważniejsze, że tego samego dnia, w niespełna 6godzin później, stanie na Dworcu PKP w Lublinie i będzie próbowała się nie zgubić, do czego miejmy nadzieję, nie dopuści Aletheia.



//warto byłoby też przejść na jakąś dietę.../