znowu jest zły dzień. dzień na nie. Ruda wie, że jej zachowanie jest absurdalnie paranoidalne, dlatego powstrzymuje ze wszystkich sił wzbierającą falę goryczy, która jak tsunami zmiecie miasto A i miasto B, pozostawiając smętne ruiny - nie do odbudowania.
Poczucie pustki ZNOWU się pojawiło. Mimo rozmów telefonicznych i tych w wirtualnej przestrzeni. Rudej czegoś brakuje. Czegoś nienamacalnego. Rzec by się chciało mistycznego, ale w szarej rzeczywistości nie ma miejsca na mistycyzm. Jest praca, jest szkoła i minuty wyrwane z terminarza. Za chwile ON zacznie "nowe" studia. Zawsze nam pod górkę będzie?
Ale skoro zeszliśmy się po długiej przerwie, to może właśnie tak ma być. Że ONA i Że ON - razem. Jakiś czas temu, nikt nie wie dokładnie kiedy i nikt nie ma ochoty tego ustalać, bo do szczęścia nikomu nie jest to potrzebne, minęło pół roku. Tym razem było trudniej. Ktoś mącił, ktoś bardzo chciał nas rozdzielić. Patetycznie to brzmi strasznie, ale tak właśnie było. I się nie udało.
Ruda jest bardziej uparta niż mogłoby się komukolwiek wydawać. I w grucie rzeczy jej chitynowy pancerzyk dawno przestał być chitynowym pancerzykiem. Przestała chwiać się pod byle zaczepką.
Tylko kevlar nas ocali.
Panie Boże, chciałabym nie wątpić. Ani w siebie, ani w swoje marzenia (możliwość ich zrealizowania), ani w nas.