w zasadzie nie płacz, a łzy, ale płacz brzmi bardziej patetycznie, i jednoczesne wchłanianie kanapki z kurczakiem. Kotlet też jakoś lepiej komponuje się z hiperobolicznym płaczem.
Piekielne miłe było to, że J. podwiozła Rudą, już nierudą, na dworzec i powiedziała, że mam dzwonić w razie czego, pora nie ma znaczenia. Perwersyjną radość sprawiło Rudej spóźnienie się. A potem jej pewność znowu wyparowała.
Rozmowę skropiła łzami, obficie dość, obyło się bez pochlipywań i pociągania nosem, mimo to była ona całkiem racjonalna. Ciągle się ze sobą ścierać będziemy.
Zobaczymy co, z tego wyniknie.
//Ale przynajmniej przesłał Rudej jej ulubiony cover Garreta i teraz wreszcie ma normalny dzwonek. Szkoda, że zdjęcia przesłać nie chciał. Argument: nie, bo on ci się podoba; jest chyba lepszym argumentem niż: ponieważ nie. Ruda jest mistrzem retoryki. :)) //
Wieści z matury: Ruda poza Ziembiewiczem, którego nazwisko oczywiście napisała przez "ę", uśmierciła także Justynkę. A teraz siedzi i zastanawia się, czy praca w ogóle zostanie oceniona. Iha!