Tagi
PustaMiska - akcja charytatywna Najlepsze Blogi

Wpisy z tagiem: przyszłość

środa, 13 lipca 2011
studentka drugiej kategorii

Teoretycznie Ruda powinna się cieszyć, że będzie studiowała wymarzony kierunek.  W praktyce jednak czuje pewnego rodzaju niedosyt, niespełnienie związane z tym, że będzie za studia płacić. Gdzieś tam pod czaszką tli jej się nadzieja na to, że próg spadnie do 147, nawet jeśli miałoby to nastać dopiero we wrześniu. To bez znaczenia, wtedy zostanie przeniesiona na dzienne i może zniknie to poczucie porażki, klęski. Pojawiły się też myśli, że skoro się nie dostała to może powinien być to sygnał do zmienienia swoich planów. Skoro nie potrafiła napisać dobrze durnej matury to jak do cholery poradzi sobie na TAKICH studiach. Niestety, innego pomysłu na siebie Ruda nie ma. W roli matki, żony i kochanki się nie widzi. No ewentualnie ostatnia rola brzmi kusząco.

 

Wracając jednak do tematu głównego.Na biologu niemalże wszyscy uważają niestacjonarnych za studentów drugiej kategorii. Biorąc pod uwagę tegoroczny system przyjmowania kandydatów na weterynarię w tym trybie Ruda nie potrafi przestać o sobie myśleć inaczej. Co z tego, że pierwsza osoba, która ma tę samą ilość punktów, co ona, zajmuje zaszczytne 100 miejsce. Swoją droga to ciekawe w jaki sposób skonstruowana była lista. Z pewnością nie alfabetycznie. Datami urodzenia? Mowa o Wrocławiu rzecz jasna.

W drodze do komisji rekrutacyjnej oczywiście Ruda zgubiła się na dziedzińcu uczelni. Pozwiedzała sobie, a co! Wie, gdzie jest biblioteka, katedra parazytologii, klinika wet. Będzie dobrze. Choć UP nieco ją przytłacza.

 

Wtorek miał być też ostatecznym zerwaniem znajomości z onym. Nie był jednak. Człowiek ten nie znalazł czasu, żeby oddać Rudej jej rzeczy, co w czerwonej głowie się kompletnie nie mieści. Za to czas znalazł jego współlokator, niestety Ruda siedziała już z biletem w ręce na dworcu tymczasowym. Wracając do onego, zważcie, że używa się tu małych liter, sam przed 30.06 marudził, że Ruda ma niemalże natychmiast po nie przyjechać. A teraz ona obawia się, że za mężczyznami nigdy nie nadąży. Całe szczęście, że ma wspaniałą przyjaciółkę, która postanowiła odebrać jej rzeczy. Nie wiadomo tylko, czy uda się jej dogadać z tym człowiekiem. Ruda trzyma kciuki, mając nadzieję, że już więcej nie spotka go na swojej drodze.



niedziela, 03 lipca 2011
mam Śląsk przed oczami... [dylematy]

W głośnikach śląski rap, na krześle wisi koszulka z nadrukiem I <3 Katowice, na biurku obok kubka z gorącą zieloną herbatą leży przypinka z logiem Katowice ESK2016. Chyba Ruda nie chce wyjeżdżać.

Entuzjazm, który towarzyszył jej przez rok intensywnych przygotowań do matury, gdzieś uleciał. Chciała stąd wyjechać na chwilę i wrócić. Zawsze wiedziała, że będzie chciała wrócić, bo tu powietrze jest różowe, ulice znajome, bo to jest jej miejsce na Ziemi. A teraz, gdy czeka na ogłoszenie pierwszych list przyjętych, wcale nie jest pewna czy to, co się spełnia, jest jej wielkim marzeniem i szansą. Niedowierza, że sen stał się rzeczywistością.

 

Stoi sobie Ruda na jednym wielkim rozdrożu i nie wie, w którą stronę iść. Liczy na to, że decyzja podejmie się sama – dostanie się tylko na jeden uniwersytet. Nie chce robić tabelki zalet/wad Wrocławia i Lublina, bo i tak każde z tych miast wypadnie blado przy Śląsku. Ktoś niedawno powiedział Rudej, że Śląsk jest jednym wielkim miastem. Jest najpiękniejszym miastem, jakie można było sobie wyśnić, z piękną historią i pięknymi ludźmi. Ale Ruda nie chciała się zachwycać tutaj Silesią, bo i tak większość z was będzie się pukać w głowę, czytając te słowa. W którą więc stronę pójdzie Ruda? Na zachód? Na wschód? Wybierze oswojone czy „dzikie” i nieznane? Płacić za studia i być blisko domu czy nie płacić i żyć w całości na swój rachunek?

 

Dzisiaj wschód jawi się jej jako szansa na rozpoczęcie czegoś nowego, daje możliwość spojrzenia na swoje życie z boku, odnalezienie życiowych priorytetów, jest odpoczynkiem, pewnego rodzaju mentalną detoksykacją. Nigdy nie była w Lublinie, nie zna tamtych stron. To byłoby wyzwanie, Ruda lubi wyzwania. A zachód? Zachód jest w smaku słodko-gorzki, ale wrocławskie uliczki są już oswojone. Rozdroże. Pierwsze wielkie rozwidlenie dróg w jej życiu. Ruda w głowie ma tylko jedno okrąglutkie zdanie, określające tę sytuację: O JA PIERDOLĘ.

 

Oby nie musiała podejmować tej decyzji sama. Może warto zaryzykować i po roku zdecydować czy woli jednak Wrocław? Kiedy do wyników było jeszcze daleko Ruda nie zastanawiała się, co wybierze. Bo i po co? Teraz kiedy wszystko jest na wyciągnięcie ręki czuje się zagubiona. Ruda wie tylko jedno. Bez względu na to, czy pojedzie 200km na zachód czy 500km na wschód, wyjeżdżając i tak będzie płakać. Czy dorosłość musi być tak trudna?

 

Prawdopodobnie nie powinna jeszcze mówić o takich dylematach, to tak jakby dzieliła skórę na niedźwiedziu. Ale kiedy trzeba będzie podjąć decyzję, nie będzie czasu na długie rozważania. Trzeba będzie szybko wybierać. Ruda szuka odpowiedzi.

 

sobota, 25 czerwca 2011
Bioniczny weterynarz - The bionic vet



[zródło: BBC]

 

Przypadkiem Ruda natrafiła na, emitowany przez BBC Knowledge, serial, choć może lepiej powiedzieć program, o pewnej klinice weterynaryjnej w hrabstwie Surrey w Wielkiej Brytanii [we wsi Eashing zdaje się] i przedsięwzięła pewną decyzję.

Bez względu na wyniki matur zapisuje się na kurs angielskiego, co zresztą trzeba było zrobić wcześniej. To inwestycja, która zawsze będzie opłacalna. Szkoda tylko, że przez tyle lat szczerą niechęcią pałała do wyżej wymienionego języka. 

 

Ale nie o Rudej miało być! Tylko o Noelu Fitzpatricku i jego klinice. Ten Irlandczyk jest niesamowity. Nie boi się podejmować ryzykownych operacji. Stosuje endoprotezy i najnowsze zdobycze medycyny weterynaryjnej. Czy w Polsce ktokolwiek spotkał się z takimi praktykami? U nas proponuje się amputację kończyny i rehabilitacje, a w przypadku, gdy konieczne jest odjęcie np. dwóch kończyn zwykle uśpienie zwierzaka. Z przykrością trzeba też stwierdzić, że ich klinika dla zwierząt jest wyposażona lepiej niż nie jeden polski szpital… dla ludzi.

 

Wszystko się zmienia, świadomość Polaków także, co strasznie Rudą krzepi. Do nas też w końcu dotrą najnowsze technologie, metody leczenia, potrzeba nam tylko światłych, mądrych, dobrze wykształconych i otwartych na nieznane specjalistów. Więc jeśli mamy możliwość to kształćmy się pod okiem najlepszych. Anglojęzyczni spinajcie pośladki i próbujcie załapać się na zagraniczne, wakacyjne praktyki. Choćby u samego Noela Fitzpatrick’a, który stał się osobistym weterynaryjnym guru Rudej.







 [zródło: BBC]

 

 Noel mógłby być nawet mężem Rudej - jest Irlandczykiem i odwala kawał dobrej roboty.  

piątek, 10 czerwca 2011
misja antykwariat

Pewnego razu poszła Ruda do antykwariatu sprzedać swoje podręczniki. Zarobiła AŻ 8 zł, wkurzona chodziła więc po sklepiku, szukając jakiegoś taniego romansidła. Dla poprawy humoru, zabicia czasu, zanurzenia się w innym świecie, zwał jak zwał, Ruda potrzebuje odskoczni od swojego nudnego aktualnie życia. Nagle jej wzrok padł na najwyższą półkę, tam też Ruda zauważyła dwie części starego wydania Anatomii Zwierząt autorstwa Krysiaka. Pobiegła więc czym prędzej po drabinkę, wspięła się na ostatni stopień, wzięła w łapki pachnące starością tomy i już wiedziała, że musi je mieć. Szczególnie, że cena była zachęcająca. Zapłaciwszy naprawdę niewiele wyszła z uśmiechem z antykwariatu. A teraz szpera w Internecie w poszukiwaniu kolejnych [brakujących] części. Gdyby więc ktoś zauważył w podobnym miejscu część 1 tomu pierwszego i część 1 tomu drugiego to proszę, dajcie Rudej znać. To stare dwutomowe wydanie* – obecnie pozycja ta składa się z trzech części.

* Z pewnością znajdują się tam pewnego rodzaju nieścisłości, może nawet błędy, ale skąpstwo Rudej nie zna granic. Można zarzucić jej, że nie ma prawa jeszcze kupować sobie takich książek. Z drugiej jednak strony  wierząca w przeznaczenie Ruda twierdzi, że to był znak. „Krysiak” za bezcen. Głupotą w jej mniemaniu byłoby nie skorzystanie z takiej okazji. I nawet jeśli w tym roku nie będzie z nich korzystać, to leżące na półce tomiszcza przypominać będą o celu. Będą motywacją. Mentalnym kopem zmuszającym do wysiłku, do zdobycia możliwości korzystania z nich. Przypominajką.

 

Przerażenie w oczach Rudej, gdy zobaczyła co w przyszłości –bliższej czy dalszej to bez znaczenia - będzie musiała sobie przyswoić, jest niedopisania. Po pobieżnym przejrzeniu owych skryptów dochodzi do wniosku, że powinno się pokazywać licealistom, czego uczyć będą się na studiach.

 

 

 

Może to infantylne i naiwne, ale zaczyna wierzyć w to, że może zrealizować to WIELKIE marzenie. Zrozumiała też, że nie zdanie matury – pisanie poprawki w sierpniu, nie dostanie się na studia stacjonarne, konieczność płacenia za pierwszy rok, poprawianie matury, nie jest powodem do wstydu. To będzie kolejna okazja do refleksji nad sobą, nad swoim życiem. Ruda zaczyna odczuwać wewnętrzny spokój. Co ma być to będzie. Wszystko przyjmie, wszystkiemu stawi czoła, wszystkiemu podoła.

 

 

 

Kojarzycie może Trinny&Susannah ? W ostatnim z odcinków Trinny powiedziała, że decyzja o odejściu od kogoś, kogo się kocha jest aktem siły i odwagi, pewności, że samej będzie mi lepiej.





środa, 01 czerwca 2011
myśli kilka nieposkładanych

Cały ranek spędzony na poszukiwaniu sukienki/spódnicy/czegokolwiek na wesele i… nic. Z drugiej strony czego się spodziewać, skoro ubrania są szyte na manekiny. Ruda nie ma siły się denerwować idiotami szyjącymi ciuchy, którzy nawet nie zadają sobie trudu, żeby sprawdzić jak wygląda typowa Europejka. Zostaje jej więc kupienie butów do sukienki studniówkowej.

 

Wiecie wspominanie studniówki nie boli, ani tego, że pomagał Rudej ściągnąć sukienkę, wyjąć wsuwki z włosów… . Chociaż pewnie poryczałaby się jak głupia, gdyby włączyła sobie płytę ze studniówki. Wiedząc o tym po prostu jej nie włącza. Sprytnie. Unikanie w tej chwili takich bodźców jest prawdopodobnie najlepszym rozwiązaniem. Jest jedno zdjęcie, na które Ruda lubi patrzeć, na którym wyglądają jak małżeństwo z czterdziestoletnim stażem małżeńskim. Ona naburmuszona, zmęczona, z bólem w klatce piersiowej, w jego swetrze… . Urocze jest to zdjęcie, mimo że oboje wyglądają co najmniej niekorzystnie. Ramla zaraz się oburzy i powie, że ONy w ogóle nie wyglądał.

 

 

Czasem Rudej się tęskni do wspólnych wieczorów, leżenia na trawie, łażenia po górach, spacerów po Wrocławiu i pewnie można by tak w nieskończoność wyliczać. Coraz częściej jednak myśli: dobrze, że stało się to, co się stało. Podobno „czasem” trzeba coś stracić, żeby zrozumieć jaką miało to dla nas wartość. Może dzięki temu będzie bardziej doceniać, miast doszukiwać się wad, siebie i Tego, który się pojawi – kimkolwiek on będzie.

Ruda ma dość użalania się nad sobą. Zastanawiania się nad tym, gdzie leży problem. Nie jest uległa, lubi stawiać na swoim, mieć rację, nie potrafi udawać, że nie widzi niedoskonałości w sobie i innych. Dodatkowo, jak mówi ONy, „zbaboliła się”. Potrzebuje „ukochania”, przytulenia, przepuszczania w drzwiach, czułości etc. . Czy jest w tym coś złego?  

 

 

Poza tym ruszyła internetowa rejestracja na studia.  Lublin i Wrocław. Rejestrujemy się jutro. Czekamy na wyniki. A potem albo wpłacamy pieniądze na konta uczelni albo nie.

Przyszłość - jako studentki - jawi jej się nadwyraz pesymistycznie.



sobota, 21 maja 2011
miło

miło, że tyle osób mnie wspiera w drodze do celu, że czasami wierzą we mnie bardziej niż ja sama.

Fajnie, że jesteście, wiecie?

 

 

 

Ruda ma plan. Będzie otaczać się czerwienią. Potrzebuje motywacyjnego kopa. Więcej wiary we własne możliwości.

 

Szykują się zmiany. Wizyta u fryzjera, wymiana oprawek okularów i kilka innych.

 

 

 

"Kobiety, które wybierają ten kolor, mają skłonność do szybkich i emocjonalnych reakcji"

sobota, 07 maja 2011
o krok od boskości

 

 

 

Ruda trzęsie portkami przed biologią. Czy ktoś nie będący osobnikiem z biolchemu ma w ogóle jakiekolwiek szanse?

poniedziałek, 18 kwietnia 2011
o rudej naturze

Spokojnie, jest tak spokojnie. ONy wydaje się być zaniepokojony tym, co się dzieje z Rudą. A co się dzieje? Nic szczególnego. Jest zmęczona i zestresowana. Ciągle odnosi wrażenie, że wie za mało. Boi się tej matury jak diabli. Niby nikt jej głowy nie urwie, jeśli noga jej się powinie [anatomicznie się tyć zrobiło, mimo, że na tapecie u Rudej króluje metabolizm komórki], poza nią samą. Może jest zbyt surowa dla siebie? Może powinna wybrać mniej ambitny kierunek? Sama nie wie, co ma ze sobą zrobić. Marzenia są po to, żeby o nie walczyć. Tylko ten stres...

Mobilizuje się jak może. Znalazła już nawet książki, które hipotetycznie będą jej potrzebne, wie, że będzie musiała się zaopatrzyć w kitle, skalpele, winylowe rękawiczki - bo w latekstowych zemrze na pewno. Siostra załatwia kości zwierząt. Na półce stoi czaszka zwierzęcia znalezionego w okolicach bacówki w Jaworkach, Ruda wnioskuje, że to czerep owczy. Ale kto wie?

 

Monotematyzm aż ze mnie tryska. Albo ONy albo matura i weterynaria. Wybaczcie.

Coraz więcej ma do ONego cierpliwości, a w zasadzie do jego pracy. Nie złości się, że chłop nie odpisuje, bo i tak pewnie zadzwoni wieczorem opowiedzieć, co się działo. I znowu rzuci:

 

- Uczysz się? Znooowu?! Mówisz tak, jakbyś jakąś maturę miała.

 

Narobił sobie zaległości na studiach przez tę robotę, co Rudą strasznie martwi. Praca pracą, pieniądze pieniędzmi, ale z samym tytułem inżyniera daleko nie zajedzie. Trzeba się specjalizować.

 

Nagromadzenie stresogenów, ustawienie przez samą siebie tak wysoko poprzeczki, sprawia, że Ruda wyolbrzymia zupełne pierdoły [chociażby to, że nie zawsze jest "dobranoc" na dobranoc, jeśli wiecie, o co Rudej może chodzić]. Traci zdolność racjonalnego myślenia, oceniania sytuacji. Ma nadzieję, że to się zmieni po maturze. Jeszcze 4 tygodnie i będzie po wszystkim. Później pewnie czekać ją będzie pisanie odwołania, w ramach udowodnienia, że zależy jej na studiowaniu na miłościwym UP. (Pewnie odezwą się zaraz głosy, że skoro nie radzi sobie z maturą, to dlaczego pcha się właśnie tam? Ano odpowiedź jest prosta. Trzeba od siebie wymagać, najwięcej ile się da. Matura sama w sobie nie jest aż takim stresorem, ale fakt zmarnowania roku nie jest ciekawą perspektywą czyż nie? Chociaż... Gdyby chodziło tylko o samą maturę... Ale jak wiecie, nieszczęścia chodzą parami. Są rzeczy, o których się nie mówi, bo są zbyt bolesne, a które odciskają na nas duże piętno. I nie chodzi tu o kwestie natury miłosnej. Z ONym prędzej czy później się ułoży, ale czy ułoży się w domu? Tego Ruda już pewna nie jest. A atmosfera w domu ma duży wpływ na nasze samopoczucie...  Kumulują się te "negatywności", oj kumulują jak DDT w ogniwach łańcucha troficznego. Ale wielkiego bum nie będzie, bo wraca, powoli, optymizm w Rudej.]

 

A kiedy emocje opadają, a Ruda należy do choleryków niestety, o czym ONy doskonale wie i nie raz zabierał ją na spacer, żeby tylko komuś nie powiedziała o kilka słów za duzo, więc kiedy wszystko się uspokaja w Rudej, a krew krąży wolniej, poziom adrenaliny spada etc., wtedy Ruda patrzy na siebie i nie wierzy w to, co przed chwilą zrobiła. Nagle wraca jej trzeźwość umysłu. Taaak. Tego w sobie nie lubi.

 

Ale dziś jest właśnie ten dzień, kiedy mocno wierzymy w swoje zwycięstwo.

 

 

 

Czas wrócić do cyklu Krebsa...

 

 

sobota, 05 marca 2011
nowa rzeczywistość

Ruda próbuje przyzwyczaić się do nowej rzeczywistości. Idzie jej to opornie. Nie wybiega już w przyszłość. Nie chce też wiedzieć, co będzie za tydzień.

Praca, szkoła, studia. Bez perpektyw na to, że wkrótce będzie inaczej. Brak czasu obu stron daje o sobie znać. Uwiera w pewnym stopniu.

 

środa, 16 lutego 2011
dylematy

Ciągle w myślach wraca kwestia Olsztyna. Może jednak zaryzykować? Rok to tylko 365 dni, wytrzymałabym bez przyjaciół, psa i Śląska, a potem, jak Bóg da, może uda się przenieść do Wrocławia. A jeśli nie? Dlaczego wybranie własnej drogi jest takie trudne?  Chyba wolałabym, żeby ktoś inny podjął za mnie decyzję. Próbować z Olsztynem? Marzenia vs. uczucie?

 

Dieser Weg wird kein leichter sein,
dieser Weg  wird steinig und schwer.
Nicht mit Vielem wirst du mir eining sein,
doch dieses Leben bietet soviel mehr.

 

Dobrze, że do maja jeszcze trochę czasu, wszystko może się zmienić, choć bardzo bym tego nie chciała. Czuję się jak bohater tragiczny. Jeszcze niedawno pisałam, mówiłam, że cokolwiek będzie się działo wybiorę marzenia. A teraz? A jeśli to naprawdę nasza ostatnia szansa? O Losie bądź łaskawy...

 

Dawno nie było mi tak błogo? Dawno nie czułam tych sławnych motylków w brzuchu. Czerwony balonik szczęścia pojawił się znowu. I nie chciałabym, żeby z sykiem zeszło z niego powietrze.

 

 

Wysłałam maila z zapytaniem do Poznania. To byłoby całkiem niezłe rozwiązanie dla nas. Odległość byłaby mniej więcej taka sama, a po roku...

Marzenia mieć warto.

 
1 , 2