|
Archiwum
Zakładki:
Komiksy
KONKURSY
Medyczne
Ruda pichcić chce
Ulubione
Weterynaria
Tagi
|
Wpisy z tagiem: weterynaria
środa, 16 maja 2012
a wszystko to przez deszcz dudniący
Dzisiejsze oberwanie chmury było mi bardziej niż na rękę. Zamiast wstać o 6:30 Ruda na nogach była już o 4. Można by było ręce załamywać, rozpaczać i marudzić, z jednoczesnym nakrywaniem głowy kołdrą wstała i poczłapała do kuchni po filiżankę gorącej kawy… zbożowej. Po drodze, zobaczywszy uchylone drzwi do łazienki, wstąpiła na różowe dywany zielonej toalety, a tam jej oczom ukazał się miłościwie nam panujący Pan Kot, siedzący jak gdyby nigdy nić w wannie. Łapki oparłszy o krawędzi próbował pić wodę z kranu, a że kurek był zakręcony… . W przypływie dobroci serca Ruda delikatnie odkręciła mu źródło życiodajnego płynu i usiadła nieopodal. Kot posłał jej jedno ze swoich jednoznacznych spojrzeń: „możesz odejść służko”. Urażona, zakręciła kurek i wróciła po kawę, po czym zakopała się pod kołdrę (a jednak!) z tuzinem notatek z histologii. Trzy godziny i 12 minut później opuszczała gabinet profesorki z czwórką z zaliczenia układu pokarmowego.
Zbyt pięknie być jednak nie mogło. Ruda uświadomiła sobie, że na następne ćwiczenia nic nie umie i że głupio trochę w ciągu jednego dnia zaliczyć zaległe kolokwium i umawiać się na zaliczenie ćwiczeń. W celu zdobycia odpowiednich informacji postanowiła udać się do wydziałowej czytelni. Kolokwialnie rzecz ujmując pocałowała klamkę o 8:32, 9:00 i 9:30, później straciła cierpliwość by sprawdzać czy ktoś w końcu zamierzał pojawić się w pracy. Tutaj następuje moment, w którym czytelenik powinien zadać sobie pytanie od której czynna była biblioteka i czy oby Ruda zna się na zegarku. Wychodząc naprzeciw owym pytaniom Ruda stwierdza, co następuje: czytelnia czynna jest od poniedziałku do piątku w godzinach od 8:30 do 15:00, a Ruda nie ma najmniejszych problemów z interpretacją cyfr wyświetlanych na ekranie zegarka elektronicznego, co innego gdyby był to zegarek analogowy, wtedy prawda przyjąć można by, że w oczach jej się wskazówki troiły, dwoiły lub ulegały rozmyciu. Cóż zrobić w takiej sytuacji? Można było położyć się na ławce pod salą histologiczną, ze słuchawkami na uszach i spać do oporu, to jest do ćwiczeń, co też Ruda skwapliwie uczyniła, wywołując przy tym uśmiechy na twarzach studentów zmierzający na wykład z anatomii topograficznej. Może były to uśmiechy politowania? Może uśmiechy zazdrości? Kto wie? W końcu zajęła najlepszą miejscówkę… do spania.
PS. I w ten oto sposób Ruda rozpisała się, jak zwykle zresztą nie na temat, a chciała tylko podzielić się z Wami przemyśleniem dotyczącym tegoż bloga, który przestał być miejscem, w którym mogłaby podzielić się swoimi emocjami, to jest obnażyć to i owo, wyrzucić z siebie to, co leży jej na wątrobie, czy jakkolwiek by tego inaczej nie nazwać… .
sobota, 12 maja 2012
lek. wet vs lek. med
Ruda chciała opublikować niedawno wpis dotyczący kastracji zwierząt, ale przez nie uwagę (zwaną także chęcią ucieczki od pisania referatu na biochemię) zaczęła przeglądać popularną stronę demotywatory.pl i... żółć jej się w wątrobie zagotowała. Doskonale wszyscy wiecie, że Ruda nie jest dziewczyną, która na weterynarię poszła, bo nie dostała się na kierunek lekarski, że weterynaria nie jest tą przysłowiową zapchaj dziurą, tylko świadomą decyzją, czy mówiąc bardziej patetycznie drogą, którą chce iść. Nie ma kompleksów na punkcie "niebycia" lekarzem, bo niby dlaczego miałaby mieć? Lek. wet to też lekarz i co może dziwić Polaków, lekarze weterynarii zaczynają mieć, także u nas!, coraz węższe specjalizacje, wdrąża się coraz nowsze technologie etc. etc. Czego się tu wstydzić? (Zresztą jak można się wstydzić czegokolwiek? Hmmm...) Doskonale też wiecie, że porównywanie trudności studiów też spływa po Rudej jak po kaczce. ALE na Boga, którego istnienia nie neguje, ale też w nie nie wierzy, kiedy ktoś mówi, że wybrała ten kierunek ze względu na łatwy i duży zarobek, to wszystko się w niej gotuje. Była tak oburzona, że aż zarejestrowała się na owej stronie i napisała kilka, miłych, słów od siebie.
Trochę niefajnie, że "medycy" wybierając swój przyszły zawód, kierowali się mitycznym powołaniem, a ci chciwi "weterynarze" wizją stale rosnącej kupki pieniędzy. To nic, że działalności gabinetów/klinik/przychodni weterynaryjnych nikt "z góry" nie finansuje, że sprzęt jest drogi, że badania nie są refundowane przez żaden organ państwowy. To nic, że uczy mnie lekarz, który zwykle leczy po kosztach, jestem chciwa i nie mam serca, nie to co lekarze medycyny ludzkiej. Oni to mieszkają w szałasach, żywią się Powołaniem, a do pracy jeżdżą Etyką, jak mówi Maciej ze Szpitalnego Życia.
BTW. straszny wysyp "weterynaryjnych" kwejków, demotywatorów i całej reszty. Co z tą Polską, skoro wszyscy na kasę lecą ;)))
czwartek, 19 kwietnia 2012
Operacja Dzika Afryka
Zapraszam Was także na bloga Natalii, który obudził w Rudej żądzę przygód i odkrycia Afryki: Project Wild Life
sobota, 14 kwietnia 2012
Ja żadnego ślubu z Panem brać nie będę!
Dawno, dawno temu, bo aż przed świętami, Ruda w ramach zawiłej historii obiecała Panu R. ciastko jako zadośćuczynienie za uszczerbek na psychice, jaki ponoć mu zadała, nie informując go uprzednio, że pragnie pooglądać sobie preparat w poniedziałek rano, biedny wcześniej naszykowałby sobie nózię, a nie gmerał przez 30 minut w basenie (Przyznam szczerze, że nie widzę różnicy. 30 minut w pt czy w pon? Whatever. Pan R. ma swoje dziwactwa, całą tonę dziwactw). A że Ruda jest bestią upartą to przywiozła serniczek i… to był błąd. Wielki gigantyczny meastake! Albowiem dzisiaj niejaki Pan R. rzucił się dziękować Rudej za ciasto, marudząc przy tym, że strasznie mało go było (Pan wybaczy, ale był tak smaczny, że sama zjadłam, Bozia mnie pokarała za ten haniebny uczynek i poszło mi w biodra.). I na tym ta historia mogłaby się zakończyć, ale jak wiecie, w życiu nic nie dzieje się po naszej myśli. R. zobaczył, wychodząc z sali prosektoryjnej (rozkładał preparaty), że Ruda stoi pod drzwiami i czeka na ćwiczenia. Podszedł do niej, w podskokach niemalże i stwierdził, że pocałuje ją w policzek (tak, już można pluć z obrzydzeniem). Gdybyście widzieli minę Rudej, zastosowane przez nią uniki. Cyrk na kółkach! Aż tu nagle pan R. wypala ze swoi standardowym tekstem:
PR: Ale wie pani przed ślubem… Ruda: Tak wiem, od pasa w górę. Ale panie! Przed ślubem to się nawet całować nie można. Nawet w policzek! A ja żadnego ślubu z Panem brać nie będę!
Zaiste cięta riposta Rudej przyniosła odpowiedni skutek. I wiecie co? Jak R. nigdy z nikim nie dzieli się cukierkami, bo nie i już, tak darł twarz za Rudą przez pół drogi krzyżowej: „Paaaaani, a dr. Sz dał mi żelki! Chce pani żelka?”
Czy to o zgrozo początek wielkiej przyjaźni?! Nie ma opcji, żeby Ruda kiedykolwiek szła do niego załatwiać preparat...
*przed ślubem tylko od pasa w górę, jak absztyfikant będzie dobierał się niżej to należy odsunąć jego rękę, albo pieprznąć go w głowę, przy czym ta druga opcja, została wymyślona przez Rudą, pan R. poleca odsuwanie ręki. Jak łatwo można się domyślać, Rudej bardziej pojawia się rozwiązanie drugie… I pamiętajcie nie ma kolegów ani przyjaciół, są tylko narzeczeni!
środa, 28 marca 2012
biopsja miast wielkanocnego zajączka.
Ruda kocha swoją mamę, szczerze i z całego serca, ale dzisiaj ma ochotę udusić ją gołymi rękami, bo nie godzi się dzwonić do kogoś, żeby powiedzieć:
w zasadzie nie chcę Ci tego mówić, bo wiem, że będziesz się martwić. I jak tak się zastanawiam to chyba jednak Ci nie powiem.
Dlaczego się nie godzi? Bo takiej Rudej, która podobno jest strasznie uczuciowa, od razu przed oczami stanęło kilka niewesołych obrazków. Po wzięciu kilku głębokich wdechów i przeanalizowaniu, że skoro rodzicielka dzwoni, to z nią wszystko jest w porządku - skoro jest w stanie mówić, składać całkiem okrągłe zdania, to na pewno chodzi o psa... I jakże to... Rambo. Tak bez Rudej na wieczne łowy się udał? W oku łza się zaszkliła, nie jedna trzeba przyznać, ba nawet koniecznym było pociągnięcie parę razy nosem zanim w stanie była wydusić:
Ale o co chodzi mamo? Co z Księciem?
I z Księciem nie jest wesoło. Dr. B zarządził na święta biopsje i RTG zmian, które mieliśmy monitorować. I choć nie bolą go - a jak Ruda ostatnio dowiedziała się na wykładzie to, że niczego nie zauważyłyśmy, nie ma najmniejszego znaczenia, ponieważ psy i inne zwierzęta stadne nie mają w zwyczaju okazywać dyskomfortu/bólu przewlekłego - to stale się powiększają. Starowinka nasza porusza się wolniej niż zwykle, bo guzek na łopatce urósł do monstrualnych rozmiarów, całe szczęście, że zmiany w pachwinach są takiej wielkości jakiej były, o ile można ufać relacjom mojej mamy. Więc zamiast leżeć do góry brzuchem i obżerać się toną ciast, która wyjdzie spod zdolnych rąk mamy, Ruda będzie łapać będzie jak najwięcej chwil z panem Ra, ogryzać paznokcie ze zdenerwowania czekając na wyniki. To, co teraz przeczytacie zabrzmi skrajnie dziwnie, ale Ruda pluje na to. Ucieszyła się na myśl o biopsji, ogromny kamień spadł jej z serca, bo to oznacza, że ma jeszcze szansę poprzytulać się do Najwspanialszego Psa na Ziemi.
wtorek, 14 lutego 2012
dzień 1 podglądania pracy lekarza weterynarii
Pierwsze dni nowo otwartego gabinetu nie obfitują w pacjentów, to oczywista oczywistość. Niemniej jednak w ciągu tych 8 godzin, spędzonych między innymi na walce z zmarzniętymi rurami, przez przychodnię przewinęło się kilku ciekawych pacjentów.
Wściekły, rozpieszczony do granic możliwości york, którego ciężko było spacyfikować. Miał kłopoty żołądkowe, wywołane infekcją bakteryjną, gorączkował i strasznie się odwodnił, mimo zmęczenia kłapał swoją maleńką paszczą na lewo i prawo. Piekielny pacjent. Cudowna rottweilerka z kaszlem kenelowym, miła odmiana po charakternym terierze, strasznie kochana suczka. Kilka zwykłych szczepień i odrobaczeń, kilka zdjęć szwów. I Rocky, anioł nie pies, starszy owczarek szkocki collie, z toczniem skórnym, o ile Rudej nie zwodzi pamięć, co do nazwy schorzenia. Tkanka mięśniowa „przeżarta” na wysokości stawu łokciowego. Pies miał głęboką ranę w łapie, odsłaniającą staw łokciowy. W związku z zaawansowanym wiekiem psa nie wskazane było podanie znieczulenia w jakiejkolwiek formie. Ruda myślała, że to jedyna taka zmiana… Niestety podobna rana znajdowała się na tułowiu, chociaż w tym przypadku trudno mówić o ranie, to cholernie trudne do opisania, uwierzcie. Fantastyczne, o ile cokolwiek w takiej sytuacji może być fantastyczne, było zachowanie psa i właścicielki, która aktywnie uczestniczyła w usuwaniu opatrunku i martwej tkanki. Kobieta była strasznie odważna, przyznać trzeba szczerze, że Ruda nie wie, czy byłaby w stanie zachować się w ten sam lub chociaż zbliżony sposób, gdyby na stole leżał jej pies a nie Rocky. W piątek psiński przyjdzie na kontrolę i miejmy nadzieje, że pojawi się ziarnina w miejscu po usunięciu martwej tkanki. Jak już Ruda wspominała początki nowych gabinetów są trudne, tak jest i tu. W przerwach między jednym a drugim pacjentem była dokształcana. Tłumaczono jej czym jest kaszel kennelowy etc. Najzabawniej było, gdy miała rozpoznać do czego służy jakie narzędzie. Glukometr, stetoskop nie ma przed nią tajemnic, natomiast powiązanie nazw i czynności, do których urzywa się innych przyrządów... . Teraz już wie, że przyrząd do badania dna oka nazywa się oftalmoskopem, otoskop używany jest do badania uszu. Oczywiście musiała pomylić larynx z pharynxem. Naprawdę sporo fajnych rzeczy zobaczyła, a to dopiero pierwszy dzień, poznała też dwa badania diagnostyczne w okulistyce. Ahh, ahh. Milutko.
Czas umyć zęby, uczesać się i śmigać do gabinetu.
piątek, 10 lutego 2012
sesja, sesja i po sesji.
Osiągnięciami nie warto się chwalić, jeśli nie ma się czym. Nie mniej jednak, nigdy Ruda nie przypuszczała, że trójczyna może tak cieszyć. Oficjalnie wczoraj, po telefonie od kolegi, którego serdecznie pozdrawia, rozpoczęła ferie.
A teraz chwali się, że za chwilę wychodzi na rozmowę z pewnym dr. Trzymajcie kciuki, może już w trakcie przerwy międzysemestralnej Ruda popatrzy z bliska na pracę lekarza weterynarii.
A to się dzieje na roku przerasta Rudą pod każdym względem. Jeśli ktoś Wam, kiedyś powie, że studia medyczne, jakiekolwiek bądź, to zagłębie inteligencji, nie wierzcie mu.
piątek, 20 stycznia 2012
sesjo umrzyj!
tak, tak... padam na mordę przy ogarnianiu elektronogramów. popijam desperadosa w samotności, bo nie mam ochoty na klubówkę, ani sił.
potrzebuję lekkiej odmiany.
z sesją remis póki co...
sobota, 03 grudnia 2011
o psie
Ruda myślała, że w jakikolwiek sposób ruszy ją widok martwego psa leżącego w basenowni. Nie ruszył. Ot pies. Czy to już spaczenie? Nie wiele ją porusza ostatnio, a zwierzęce zwłoki najmniej. Nic a nic. Tylko od formaliny pieką oczy...
A tu szkielet psa: dog 3d bone set, że też Ruda wcześniej na to nie wpadła.
poniedziałek, 07 listopada 2011
|