Rudej żołądek, czy mówiąc szerzej układ pokarmowy, znowu nawala. Żołądek wieczorami zawiązuje się w kokardkę i za cholerę nie da się go rozwiązać. Stres mu w tym pomaga. Ona zaczęła siwieć jak ta lala. Nawet jeden siwy włos sam już wypadł. Nawet siwy włos nie chce Rudej.
Wkrada się jakaś rutyna, milczenie między nas. Chyba, że to znowu moja paranoidalna strona się aktywuje. Nie ma czasu na rozmowy internetowe, nie ma czasu na nic. Stan konta z uporem maniaka trwa niezmiennie na poziomie 0zł i ani drgnie wyżej. Nie ma szans, żeby Ruda się skontaktowała z ONem w jakikolwiek inny sposób niż mailowo. A ON wysyła jakieś dziwne, wieczorne smsy o rasach psów, pyta, która bardziej jej odpowiada. Ruda jest zdziwiona i zdezorientowana. Do piątku jednakowoż coraz bliżej, tylko 7 dni. Miejmy nadzieję, że i przyszły weekend uda się spędzić razem.
Jakaś perfidna kula żalu, strachu o przyszłość, tkwi Rudej w gardle. I tym razem nie chodzi o wspólną przyszłość, bo o to Ruda jest całkiem spokojna [co ma pływać, nie utonie].
Boi się matury, rekrutacji na studia...