|
Archiwum
Zakładki:
Komiksy
KONKURSY
Medyczne
Ruda pichcić chce
Ulubione
Weterynaria
Tagi
|
Wpisy z tagiem: prywatnie
niedziela, 08 kwietnia 2012
Ruda pyta
Ruda od dłuższego czasu zastanawia się czy nie zawiesić bloga, bo i o czym ma Wam opowiadać? Wprawdzie może godzinami opowiadać o studiach, godzinami może czytać artykuły medyczne, czy dodatkowe podręczniki, chociażby do onkologii, którą Ruda mogłaby z czystym sumieniem nazwać fascynującą, gdyby nie zaistniałe okoliczności. I mogłaby Wam o tym wszystkim pisać. Tylko czy jest sens?
środa, 28 marca 2012
biopsja miast wielkanocnego zajączka.
Ruda kocha swoją mamę, szczerze i z całego serca, ale dzisiaj ma ochotę udusić ją gołymi rękami, bo nie godzi się dzwonić do kogoś, żeby powiedzieć:
w zasadzie nie chcę Ci tego mówić, bo wiem, że będziesz się martwić. I jak tak się zastanawiam to chyba jednak Ci nie powiem.
Dlaczego się nie godzi? Bo takiej Rudej, która podobno jest strasznie uczuciowa, od razu przed oczami stanęło kilka niewesołych obrazków. Po wzięciu kilku głębokich wdechów i przeanalizowaniu, że skoro rodzicielka dzwoni, to z nią wszystko jest w porządku - skoro jest w stanie mówić, składać całkiem okrągłe zdania, to na pewno chodzi o psa... I jakże to... Rambo. Tak bez Rudej na wieczne łowy się udał? W oku łza się zaszkliła, nie jedna trzeba przyznać, ba nawet koniecznym było pociągnięcie parę razy nosem zanim w stanie była wydusić:
Ale o co chodzi mamo? Co z Księciem?
I z Księciem nie jest wesoło. Dr. B zarządził na święta biopsje i RTG zmian, które mieliśmy monitorować. I choć nie bolą go - a jak Ruda ostatnio dowiedziała się na wykładzie to, że niczego nie zauważyłyśmy, nie ma najmniejszego znaczenia, ponieważ psy i inne zwierzęta stadne nie mają w zwyczaju okazywać dyskomfortu/bólu przewlekłego - to stale się powiększają. Starowinka nasza porusza się wolniej niż zwykle, bo guzek na łopatce urósł do monstrualnych rozmiarów, całe szczęście, że zmiany w pachwinach są takiej wielkości jakiej były, o ile można ufać relacjom mojej mamy. Więc zamiast leżeć do góry brzuchem i obżerać się toną ciast, która wyjdzie spod zdolnych rąk mamy, Ruda będzie łapać będzie jak najwięcej chwil z panem Ra, ogryzać paznokcie ze zdenerwowania czekając na wyniki. To, co teraz przeczytacie zabrzmi skrajnie dziwnie, ale Ruda pluje na to. Ucieszyła się na myśl o biopsji, ogromny kamień spadł jej z serca, bo to oznacza, że ma jeszcze szansę poprzytulać się do Najwspanialszego Psa na Ziemi.
wtorek, 13 marca 2012
Ruda prywatnie
Dawno Ruda nie pisała, co wiązać należy z niezłym młynem w jej życiu. Na uczelni cisza przed burzą, więc nie o nią tu chodzi. Zrobił się bałagan w relacjach międzyludzkich, choć bardzo starała się, żeby wszystko było jasne. Stawanie na rzęsach, żeby co poniektórzy zrozumieli, że są tylko kolegami i nic tego nie zmieni, co przynosiło raczej efekty marniejsze od marnych, strasznie wyprało Rudą z sił. Bo jest jak było, jeśli nie gorzej. Zasadniczo można to podsumować jednym zwrotem „nic nowego”, ona zawsze wpakuje się w jakieś guano – taka karma moi drodzy. Można przypuszczać, że Ruda zamknie się w sobie, będzie przygaszona nic z tych rzeczy, choć na początku faktycznie snuła się po uczelni jak struta, myśląc o tym, w którym miejscu popełniła błąd, w którym miejscu przekroczyła granicę uprzejmości, bo przecież skądś się „ten problem” wziąć musiał. Ale od jakiegoś czasu uśmiech nie znika z twarzy Rudej, bo wiosna, bo słońce, bo za moment lato i kolejne praktyki, bo wakacje to dom i codzienne, długie spacery z psami, i w końcu bo niekończące się rozmowy, podczas których na zmianę śmieje się i czerwieni po same uszy…
Jakby było jej tego wszystkiego mało, złożyła CV do Stowarzyszenia Studentów Nauk Przyrodniczych, licząc na to, że przyjmą ją na wolontariat w schronisku. Trzymajcie więc kciuki.
poniedziałek, 06 lutego 2012
frozen margarita
W życiu każdego człowieka przychodzi czas na zmiany, w związku z tym, że Ruda jest bądź co bądź kobietą, takie momenty pojawiają się zdecydowanie częściej niż u przeciętnego człowieka.
wtorek, 01 listopada 2011
niech się wali cały świat, wszystko wkoło.
Śląsk nastawia Rudą bardzo sentymentalnie. Aż zaczyna się bać wizyty we Wrocławiu, jakby nie patrzeć spędziła tam milion pięknych chwil. Rozczarowanie też ma smak Wrocławia. Dziwnie jest pewna, że nie będzie bolało, mgliste wspomnienia nabiorą znowu koloru, ale nie będzie fajerwerków, a serce też bić szybciej nie zacznie. To takie frustrujące. Mało tęskni, o ile w ogóle, za tymi, którzy coś w jej życiu zmienili, którzy byli, zamieszali w jej życiu, tęskni za tym, który pojawił się i zniknął, nie miał nawet czasu narobić burdelu w jej głowie. Po prostu zwiał, zanim cokolwiek mogło się rozpocząć. Może to urażona damska duma? Może tak właśnie smakuje kosz u ludzi pokroju Rudej? Takich nie do końca normalnych? Kto by przypuszczał, że Ruda jest tak sentymentalna? Nikt. Nikt inny też tak nie całował, nie obejmował ramieniem i nikt inny nie dał tak spektakularnego kosza, tylko on. Ale dość już o niewydarzonym.
niedziela, 23 października 2011
jestem stała w uczuciach jak pogoda za oknem
I chyba tylko tytuł dokładnie określa chwiejność nastrojów Rudej. Tak szybko jak się „zakochuje” tak szybko się „odkochuje”, jeśli szybko to rzecz jasna kwestia jakiś czterech miesięcy. Czasem, gdy sobie siada i wspomina stare historie, to w oku pojawia się łezka, a nawet kilka. Sentymenty moi drodzy to najgorsza zaraza. Doszła nawet ostatnio do wniosku, że związek z ONym wcale nie był taki zły, co, zważcie na to jakim gierojem i Casanovą okazał się być, jest czystym absurdem. Zresztą Ruda ma szczęście do trafiania na Casanovy. Niesamowicie pociągający, przystojny, zabójczo seksownie inteligentny… skaczący z kwiatka na kwiatek. Słodko prawda?
Studia, studia, studia, bo to pewnie większość najbardziej interesuje, o ile ktoś tu jeszcze bywa. Bywa tu ktoś? ;-) Ustalmy więc fakty. Weterynaria jest gałęzią medycyny. W związku z czym, w teorii, równa jest medycynie ludzkiej. Jeśli zaś o trudność samych studiów chodzi, to obiektywnie rzecz ujmując med. weterynaryjna jest zdecydowanie dyscypliną trudniejszą, ale…! Jak wiecie, a jeśli nie wiecie to ciocia Beatka wam to zaraz szybko i zgrabnie wyłuszczy, teoria rzadko kiedy idzie w parze z praktyką. W teorii więc med. wet., pozwólcie, że się powtórzę, jest nauką trudniejszą, dzieje się tak ze względu na mnogość gatunków, które taki szary student jak Ruda musi poznać, a różnic w budowie zwierząt jest od groma – niech o tym świadczy choćby sama czaszka, dość powiedzieć, że może się różnić w zależności od płci, rasy w obrębie danego gatunku, o różnicach osobniczych nie wspominając. Każdy futrzak ma inne wymagania życiowe, różne pasożyty mogą go "zaatakować", choroby typowe dla gatunku etc. Brzmi kosmicznie, prawda? Ale…na tym teoria się kończy. W praktyce to LEK jest kosmosem, a weterynaria 'a walk in the park'. Dlaczego? Wszystko rozbija się o wydźwięk społeczny. Będzie smutno jeśli piesek, kotek, świnka, krówka, gołąbek zejdzie nam na rękach, będzie naprawdę smutno i nam i właścicielom, ale nikt nie wpadnie na to, żeby sądzić nas o błąd w sztuce. A nawet jeśli coś takiego wpadnie komuś do głowy, to polski sąd i tak będzie bardzo wyrozumiały, o ile w ogóle sprawy nie umorzy. Sprawa komplikuje się w przypadku lekarzy ludzkich, izby lekarskie, włóczenie się po sądach, widmo utraty prawa do wykonywania zawodu wiszące nad głową etc. Etc. Stąd ten terror psychiczny na uczelniach medycznych, stąd gnojenie studentów i tzw. Urban legend o trudności LEKu. [Owszem izba lek. Wetu też wmieszać się w sprawę może, ale i tak taki biedny weterynarz, nie ważne jak wielkim konowałem by nie był, nie wyląduje na pierwszej stronie FAKTu czy innego SuperExpresu]. Jakaś wzniosła myśl, która pojawiła się dzisiaj rano, wyparowała Rudej z głowy i biedna nie ma teraz zielonego pojęcia do czego zmierzała. Dlatego też swój dziwny wywód zakończy w ten a nie inny sposób: Tak czy siak wszyscy usmażymy się w piekle, więc na cholerę ludzie z leku zadzierają nosa? Wszyscy jesteśmy dziećmi bożymi, amen*. Walk In the park… Park nie przypomina Saskiego, raczej wielki, ciemny park mitycznego Minotaura, labirynt jak malowany. Jakkolwiek. Ruda wybrała takie studia a nie inne, zagrzebując gdzieś dziecinne marzenia o byciu komandosem, i zamierza je skończyć.
*stołowanie się na KULu chyba uderza Rudej do głowy.
Cieszy się na weekend we Wrocławiu. Gdyby więc ktoś miał ochotę Rudą zapoznać to prawdopodobnie będzie tam w okolicy święta niepodległości. No i przytyła strasznie, strasznie, strasznie. Więc tytuł znowu nabiera dosadnego wydźwięku w świecie realnym. Weterynaryjne przygody grubej Rudej. Oby tylko z przodu nie pojawiła się szczęśliwa cyfra 7.
PS. Ja tak tylko nieśmiało przypominam, że reklamy w bocznej szpalcie są po to, żeby w nie klikać. Swoją drogą Rudą rozbawiła reklama Cupido Max…
wtorek, 30 sierpnia 2011
tak jakby
jestem zmęczona swoim życiem, tym wielkim zamieszaniem, w które sama własnoręcznie się wplątałam, swoimi myślami i tymi pseudomiłosnymi historyjkami, bez happy endu. ''trefny towar'', potrzebujący ociupinę czułości potknął się o pułapki, które sam zastawił. niby nic, a jednak. skonfrontowanie wyimaginowanego poczucia zajebistości z rzeczywistością, czyli sex tonight? of course, but nothing more & goń się, dziewucho, boli.
tak jakby, Ruda wie, że kogoś będzie jej mocno brakować w Lublinie, że będzie tęsknić za wspólnym szwendaniem się po śląskich ulicach, za wymyślaniem durnowatych scenariuszy i trylionem innych rzeczy, które zdążyła polubić. niby nic, a jednak stało się w jakiś sposób ważne dla niej, bo ''ten'' był, kiedy potrzebowała rozmowy, towarzystwa. jakkolwiek. w nieśmiertelnej teorii Rudej to się udać nie może, bo rudzielec ma za krótkie nóżki, żeby mierzyć tak wysoko. pomarzyć można było, prawda?
poza tym ONy się żeni, albo kpi sobie z Rudej. niby nic, a jednak niesmak jest olbrzymi.
wtorek, 23 sierpnia 2011
nikotynowe cumulusy.
przytłoczona czuje się pewnymi kwestiami. swoją niecierpliwością. swoim tępym uporem. tym, że nie potrafi o prostu przytulić się, kiedy ma na to ochotę, zamiast tego wieje od niej chłodem. "Dlaczego jesteś taka niedostępna Beatko?" nikotyna kusi Rudą pozornym spokojem, choć jeszcze dzielnie trzyma się i nie biegnie po papierosy do sklepu, wszak nie pali, to coraz trudniej jej to przychodzi. doskonale przecież wie, że chmura nikotynowych cumulusów nie pozwoli jej szybciej, efektywniej zebrać myśli.
teraz kiedy chciała, żeby się udało, musiała dać ciała - w metaforycznym sensie, ględząc bez ładu i składu o wszystkim. szkoda. choć może na wyrost są te obawy.
EDIT: obawy, jeśli nawet są na wyrost, co bardzo jest wątpliwe, może sobie Ruda w pupinę swą wsadzić. Do Lublina zewsząd jest daleko.
czwartek, 11 sierpnia 2011
odezwa do Rudej
Ruda, Ruda, czerowonogłowo, kobieto, puchu marny, ogarnij się. Twoje zachowanie jest naganne i doprowadzi Cię na skraj załamania. Znowu chcesz sobie zafundować długą drogę w dół?
Dużo nowych znajomości, dużo, może nawet za dużo. O kilka. Może nie w tę stronę to wszystko iść powinno. Może już lepsza była skrajna nieśmiałość? Entliczek pentliczek a w głowie mętliczek.
ostrożnie Ruda, bo poparzysz się ogniem. uważaj na to, co robisz i mówisz, myślisz, chcesz. nierealne odłóż na bok. jeszcze tylko 51dni i oderwiesz się od tego wszystkiego.
piątek, 05 sierpnia 2011
Możemy marzyć na jawie.
Ruda jest styrana jak koń po westernie. Praca w mięsnym to nie tylko stanie za ladą, to kawał fizycznego wysiłku. Niech chociażby naciągnięte ramie Rudej o tym świadczy, które napieprza jak miło.
Ale skoro ma jeszcze siły marzyć i śnić na jawie, to znaczy, że wcale nie jest tak źle. Wraca jej optymizm, wiara w siebie też powolutku coraz śmielej wychyla się za grubego pancerza, mającego imitować obojętność. Pozbyła się już nadmiaru nieśmiałości. Wiecie, jakkolwiek Ruda nie narzeka, nie marudzi, to cholernie podoba jej się jej własne życie. Mimo niedoskonałości, pewnego rodzaju braków. Nie sra forsą i jest szczęśliwa, choć nie ukrywa, że pieniądze dużo by ułatwiły. Wszystko w swoim czasie. Jest dobrze. Nie pięknie, ale dobrze, to znacznie więcej niż w okresie od marca do czerwca. Powinna znaleźć jakąś dorywczą pracę w Lublinie. Zmęczenie po dniówce skutecznie eliminuje wszelkie próby zbyt dalekiego wybiegania w przyszłość, huśtawki nastrojów od euforii po totalny marazm. Szkoła językowa też by się przydała, kulawy angielski, a nawet bardzo kulawy, trzeba poprawić.
Tyle planów. Znowu wybieganie w przyszłość, ale konstruktywne. Na takie galopowanie w nieznane Ruda może sobie pozwolić. Niczego więcej myślą nie kala. Albo przyjdzie samo albo zjebie się do szczętu, tu nic nie można zrobić. Jeden kłopot z rudawej głowy mniej.
|